Kontrowersyjne rządy Mike’a Ashleya na St James’ Park wreszcie dobiegają końca – rozpoczynałem w kwietniu tekst o potencjalnym przejęciu Newcastle United. Jak się okazuje, toksyczny związek biznesmena z klubem Premier League potrwa jeszcze trochę dłużej. Kto jest winnym całej sytuacji? Otóż ciężko o jednoznaczną odpowiedź. 

Na finisz tego nieudanego związku trwającego od 2007 roku liczą zarówno kibice, jak i sam zainteresowany. Przynajmniej tak mogło się wydawać jeszcze kilka miesięcy temu. Mówiło się wtedy, że sam Ashley jest już po prostu zmęczony i zrezygnowany. Liczył na ogromne sukcesy, tymczasem dwukrotnie zaliczył Championship. Pan Ashley niby z klubem chciał się rozstać, jednocześnie stawiając zaporowe kwoty i zniechęcając wszelkich potencjalnych nabywców. Tym razem miało być inaczej.

Wielkie pieniądze z Bliskiego Wschodu

Za całą sprawą przejęcia Newcastle United stoi Amanda Staveley, 47-latka współpracująca z inwestorami z Bliskiego Wschodu. Miała już okazję przedstawić się światu piłki nożnej, kiedy pomagała w przejęciu Manchesteru City przez Sheikha Mansoura w 2008. Brała też udział w rozmowach pomiędzy Dubai International Capital, a Liverpoolem, których przedmiotem było kupienie przez szejka Mohammeda bin Rashida Al Maktouma 49% udziałów w klubie z Merseyside. Z pewnością ma więc pojęcie o swoim fachu i już wcześniej negocjowała z Ashleyem podobną umowę. Wtedy nie była jednak w stanie wyrównać jego oczekiwań. Właściciel Newcastle określił negocjacje z nią jako wyczerpujące i frustrujące.

Spróbowała ponownie, napędzana jeszcze większymi środkami z tamtych stron świata. Grupa, która wyraziła chęć przejęcia klubu, miała składac się z trzech części. Pierwszą z nich stanowi Staveley, która miała otrzymać 10% udziałów, drugą firma z rynku nieruchomości, Reuben Brothers, która również zgromadziłaby 10% udziałów. Trzecim, najbardziej kontrowersyjnym udziałowcem miał zostać książe Mohammad bin Salman, pierwszy w kolejce do saudyjskiego tronu człowiek stojący za Public Investment Fund of Saudi Arabia (PIF).

Termin państwowych funduszy inwestycyjnych przybliżałem już w poprzednim tekście na ten temat, do którego odsyłam zainteresowanych.

Wielkie kontrowersje od samego początku

Niemal od pierwszych wzmianek na temat przejęcia Newcastle przez Saudyjczyków, całą sprawę określano terminem sportwashing. Oczyszczanie wizerunku poprzez sport rzeczywiście zdaje się mieć tutaj solidne odzwierciedlenie. Organizacje zajmujące się ochroną praw człowieka niejednokrotnie krytykowali działalność Arabii Saudyjskiej, jak i samego Mohammada bin Salmana, osoby odpowiedzialnej za politykę tego kraju.

Wielu działaczy ostrzegało Premier League przed wchodzeniem w interesy z tego typu ludźmi. Lista występków, które zarzuca się saudyjskiej rodzinie królewskiej jest naprawdę długa. Aresztowania przeciwników politycznych, łamanie praw kobiet czy też wreszcie oskarżenia o zlecenie zabójstwa Jamala Khashoggi. Powiedzieć, że wszystko to mogłoby się odbić na wizerunku samej ligi, to jak nic nie powiedzieć. Najważniejsze mogły się okazać mimo wszystkie pieniądze.

I to nie małe, bowiem w grę weszły prawa do transmisji meczów poza granicami Wielkiej Brytanii. Swoje wątpliwości w kwestii przejęcia wyrazili także przedstawiciele beIN Sports, jednego z najważniejszych partnerów telewizyjnych ligi. W liście oskarżyli rząd Arabii Saudyjskiej o niemal trzy lata kradzieży praw telewizyjnych do transmitowania meczów Premier League. Wszystko ma związek z nielegalnym serwisem pirackim beoutQ, który transmituje mecze Premier League, mimo że prawa do transmisji w tamtym regionie ma właśnie beIN. Portal ma działać na szeroką skalę dzięki rządowemu wsparciu.

Każda propozycja kupna klubu, jest analizowana na podstawie testu dla właścicieli i dyrektorów. To właśnie ten test często był przedstawiany, jako ostatnia instancja, która może zablokować ten ruch. Tym razem weryfikacja przebiegała naprawdę długo i można przypuszczać, że została przeprowadzona dosyć skrupulatnie. Liga wyraziła swoje zwątpienie odnośnie związków konsorcjum Staveley z rządem Arabii Saudyjskiej, mimo zapewnień, że nie będzie on miał wpływu na codzienne funkcjonowanie Newcastle.

Cierpliwość się skończyła

Oficjalnego stanowiska Premier League wciąż się nie doczekaliśmy, ale wiemy już, że transakcja nie dojdzie do skutku. Potencjalni nabywcy byli na tyle poirytowani przeciągającymi się testami, że wycofali się z całego przedsięwzięcia. W ich oświadczeniu czytamy, że nie mogli czekać w nieskończoność, a przez brak konkretnych odpowiedzi ze strony ligi porozumienie z właścicielem klubu wygasło.

Sam Mike Ashley również dołożył swoje trzy grosze i w związku z czasem, który zmarnował oczekując na finalizację, poprosił o renegocjowanie umowy. Właściciel Srok chciał rzecz jasna zyskać trochę więcej dla siebie, na co nie chciało zgodzić się konsorcjum. Można więc stwierdzić, że Anglik pomógł nieco Premier League, kończąc sprawę, zdającą się nie mieć odpowiedniego rozstrzygnięcia.

Można oczywiście zarzucić władzom ligi, że proces ten przebiegał w nieodpowiedni sposób, a jego szczegóły powinny być jawnie publikowane. Trzeba jednak pamiętać, że w przeszłości wielu nieodpowiednich ludzi kupiło sobie klub. Bardzo dobrze zatem, że tym razem wszystko zostało sprawdzone skrupulatnie.

Jeden z najgłośniejszych tematów ostatnich kilku miesięcy mamy już za sobą. Nie będzie wielomilionowych transferów na St James’ Park. Prawdopodobnie dostaniemy za to kolejny sezon z Mike’em Ashleyem, co nie może budzić pozytywnych odczuć wśród fanów Newcastle United.

Władzom Premier League musiał za to spaść kamień z serca, bowiem przeciągający się temat, nikomu nie działał na korzyść.

 

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie