Sezon 2019/20 był doprawdy wyjątkowy. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że rywalizacja w ramach Premier League po raz pierwszy i ostatni znajdowała się pod wpływem tak nieprzewidywalnych czynników. Pandemia koronawirusa sprawiła, że potrzeba było aż 11 miesięcy do finalnego ukształtowania tabeli. Co niezwykle istotne, w tym czasie nie zabrakło trwałych zapisów na kartach historii angielskiej piłki. Wyczerpanie całego tematu to zadanie z cyklu niemożliwych. Właśnie dlatego, celem przeprowadzenia rozsądnej syntetyzacji tak długiego okresu, swoje przemyślenia oparłem na możliwie prostym podejściu statystycznym. Efektem jest krótkie zestawienie zbudowane na podstawie piętnastu liczb całkowitych. 

1

W końcu się doczekali! Liverpool po raz pierwszy w erze Premier League został mistrzem Anglii. Piłkarze Jürgena Kloppa w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy byli po prostu bezkonkurencyjni. Swoją postawą The Reds zapracowali na wysokie miejsce w panteonie najlepszych angielskich drużyn ostatnich dwóch dekad. Jedyne, czego mogą żałować piłkarze z Anfield, to fakt, że nie zdołali wyrównać/ustanowić (niepotrzebne skreślić – przyp. red.) większej liczby rekordów. Którego najbardziej szkoda? Wybór między całym sezonem bez porażki a najwyższą liczbą punktów po 38 kolejkach nie należy do najłatwiejszych.

4

Javi Gracia, Quique Sánchez Flores, Nigel Pearson oraz Hayden Mullins. Każdy przedstawiciel tego trenerskiego kwartetu dwoił się i troił w celu ciułania punktów, które na koniec sezonu pozwoliłyby Watfordowi pozostać w angielskiej elicie. Koniec końców wszystkie te starania spaliły na panewce, a Szerszenie po pięciu latach przerwy ponownie zameldowały się w Championship. Warto podkreślić, że przy okazji klub z Vicarage Road wyrównał rekord dotyczący liczby menadżerów w ciągu jednej kampanii. W przeszłości między pierwszą a ostatnią kolejką 4 szkoleniowców sprawowało pieczę nad zespołami Chelsea (2015/16), Swansea (2016/17) oraz West Bromwich Albion (2017/18).

5

Co się tyczy wspomnianego przed momentem Watfordu, trzeba The Hornets oddać, że do ostatniej kolejki walczyli o pozostanie w Premier League. Tego samego w żadnym wypadku nie można powiedzieć o Norwich City. Zespół prowadzony przez Daniela Farke na początku sezonu 2019/20 znalazł się w centrum uwagi po tym, jak w pokonanym polu zostawił Manchester City. Ponadto, furorę robił niejaki Teemu Pukki. Niestety, wraz z upływem czasu było już tylko gorzej. Kanarki zakończyły sezon, mając na koncie zaledwie 21 punktów, a ich występy – zwłaszcza w meczach wyjazdowych – można skwitować tylko grobową, a zarazem dobijającą ciszą. Efekt wszechobecnego marazmu potęguje fakt, że Norwich jako pierwszy zespół w historii po raz 5 spadło z Premier League.

7

W środę 24 czerwca Liverpool pewnie pokonał Crystal Palace 4:0. Wygrana sprawiła, że Manchester City, aby zachować matematyczne szanse na triumf w Premier League, nie mógł stracić punktów z Chelsea. The Citizens przegrali jednak na Stamford Bridge 1:2. Było to równoznaczne z postawieniem krzyżyka na kwestii mistrzostwa Anglii w sezonie 2019/20. Liverpool zapewnił sobie tytuł na 7 kolejek przed końcem rozgrywek. Nikt nigdy wcześniej nie przypieczętował końcowego sukcesu tak wcześnie, a zarazem … tak późno. Paradoks polega na tym, że choć piłkarze Kloppa wciąż mieli do rozegrania pokaźną liczbę spotkań, kartka w kalendarzu wskazywała końcówkę szóstego miesiąca roku. Całemu zamieszaniu winna jest rzecz jasna pandemia koronawirusa.

8

W połowie lat 90. XX wieku Arsenal posypał się po zwolnieniu George’a Grahama. W sezonie 1994/95 pod wodzą Stewarta Houstona Kanonierzy zajęli 12. miejsce w Premier League i choć do dziś pozostaje to ich najgorszy wynik w lidze od czasów jej restrukturyzacji, to po zakończonej kampanii nie może być mowy o powodach do zadowolenia. Wyniki uzyskane przez Unaia Emery’ego i Mikela Artetę złożyły się na 8. miejsce w ligowej tabeli. Oczywiście, drugi z przywołanych Hiszpanów wciąż może wyjść obronną ręką z tej godnej pożałowania sytuacji. Warunkiem jest zwycięstwo w niedzielnym finale FA Cup na Wembley. Nie zmienia to jednak faktu, że przed Arsenalem wyzwanie w postaci zażegnania największego kryzysu od 25 lat. 

15

29 stycznia 2020 roku Bruno Fernandes oficjalnie został zawodnikiem Manchesteru United. Czerwone Diabły zapłaciły za Portugalczyka 55 milionów euro. Zgodnie z oczekiwaniami, w ocenie tego transferu opinia publiczna podzieliła się na dwa wrogie obozy. Entuzjaści ruchu włodarzy z Old Trafford stanęli naprzeciwko tych, dla których obecność Bruno Fernandesa na Wyspach była inspiracją do praktykowania prześmiewczej szydery. Jednak chyba nikt – niezależnie od poziomu sympatii względem Fernandesa  – nie spodziewał się, jak duży wpływ na postawę United będzie miał były gracz Sampdorii. Pomocnik w 17 meczach Premier League brał udział w 15 bramkach swojego zespołu, strzelając 8 razy i asystując 7.  Fernandes bezpośrednio przyczynił się do zdobycia 50%  goli Manchesteru United między 25. a 38. kolejką. Trudno wyobrazić sobie sukces Red Devils, jakim niewątpliwie jest 3. miejsce na koniec sezonu 2019/20, bez jego udziału.

16

Mimo że Manchester City ukończył zmagania w sezonie 2019/20 dwie, a może nawet trzy długości za Liverpoolem, piłkarze tego klubu zajęli czołowe miejsca w wielu klasyfikacjach. Taka sytuacja nie dziwi, albowiem nikt o zdrowych zmysłach nie podważy jakości, jaką dysponują podopieczni Pepa Guardioli. Wśród czołowych postaci układanki katalońskiego trenera bez dwóch zdań znajduje się Ederson. Brazylijski golkiper od momentu, gdy zawitał do Manchesteru w 2017 roku, praktycznie nie zawodzi. Nie inaczej było i tym razem, czego dobitnym potwierdzenie jest 16 czystych kont w 35 występach w Premier League. Ten wynik pozwolił byłemu bramkarzowi Benfiki sięgnąć po Złotą Rękawicę. Oczywiście na ręce Edersona należy złożyć najserdeczniejsze gratulacje, aczkolwiek nie sposób równocześnie nie docenić wyczynu Nicka Pope’a. 28-letni Anglik z Burnley aż 15-krotnie zagrał w minionym sezonie na „zero z tyłu”. Zważywszy na jego klubową przynależność, taki wynik budzi duży szacunek.

20

Pierwsza część sezonu 2015/16 zwiastowała, że rekord asyst Thierry’ego Henry’ego przejdzie do historii. Mesut Özil rozgrywał znakomity sezon i gdy licznik podań prowadzących do bramki wynosił 16 pod koniec grudnia, wszyscy zadawali sobie pytanie nie, czy, lecz kiedy Niemiec zastąpi na tronie utytułowanego Francuza. Jednak po 38. kolejce jedynym uczuciem, jakie towarzyszyło sympatykom Özila, był ogromny niedosyt. 19 asyst szybko odeszło w zapomnienie. Potrzeba było czterech lat, aby ktoś ponownie zaatakował rezultat najlepszego strzelca w historii Arsenalu. Ofensywa przeprowadzona przez Manchester City i Kevina De Bruyne okazała się bardziej skuteczna od tej autorstwa Özila. Dziś na oficjalnej stronie Premier League przy nazwisku Belga w odpowiedniej rubryce widnieje liczba „20”. W tym przypadku niedosyt dotyczy tylko i wyłącznie faktu, że do pobicia rekordu zabrakło milimetrów w ostatnim meczu sezonu. Lub uznania oczywistej asysty przy golu Bernardo w meczu z Arsenalem.

27

Być może jest to stricte subiektywne odczucie, ale od pewnego czasu odnoszę nieodparte wrażenie, że szeroko pojęty świat sportu charakteryzuje się coraz niższą granicą wieku, jeśli chodzi o osiągnięcie statusu profesjonalisty. Co rusz da się słyszeć głosy o niezwykle młodych osobach, które, mówiąc wprost, święcą triumfy. Piłka nożna, na czele z tą w wyspiarskim wydaniu, nie jest wyjątkiem. Doskonale pokazują to statystki opracowane przez stację Sky Sports. Wynika z nich, że średnia wieku piłkarzy Premier League stale się zmniejsza, a sezon 2019/20 był pod tym względem wyjątkowy. Statystyczna pierwsza „11” miała bowiem nieco ponad 27 lat, co jest bezapelacyjnie najniższym wynikiem w ostatnim dziesięcioleciu.

 

31

Jedną z rewelacji pierwszej połowy sezonu 2019/20 był zespół Leicester City. Drużyna prowadzona przez Brendana Rodgersa przez długi czas przewodziła peletonowi, który liczył na udaną pogoń za rozpędzonym Liverpoolem. Nawet w kręgach związanych z The Foxes dało się wyczuć cichą nadzieję na powtórzenie mistrzowskiego sukcesu sprzed czterech lat. Po pewnym czasie stało się jednak jasne, że to rzeczywiście jest rok Liverpoolu, a Lisy będą musiały zadowolić się grą w europejskich pucharach.

Początkowo panowało powszechne przekonanie, że Leicester bez problemu wywalczy kwalifikację do kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Na drodze do tego sukcesu stanęły jednak poważne wahania formy i kontuzje kluczowych piłkarzy. Swój początek miały one jeszcze przed wstrzymaniem rozgrywek ze względu na pandemię koronawirusa. Po powrocie do gry w zeszłym miesiącu podopieczni Rodgersa wyglądali naprawdę niemrawo. Z łatwością można było zapomnieć o ich poukładanym i efektywnym stylu z początku sezonu. Mimo licznych potknięć do ostatniego meczu wszystko zależało od Leicester. Czerwone Diabły wygrały jednak 2:0 i wskazały Lisom drzwi prowadzące do Ligi Europy. Z perspektywy Leicester zakończenie było o tyle bolesne, że przez 31 kolejek z rzędu – od 21 września 2019 roku do 19 lipca 2020 – zajmowali one miejsce premiowane bezpośrednim awansem do rozgrywek Ligi Mistrzów.

33

W wielu dyscyplinach sportowcy dzielą się na dwie grupy. Jedni szczyt swoich możliwości osiągają dosłownie kilka chwil po zaprezentowaniu się szerszej publiczności. Drudzy natomiast rozdają karty w wieku, w którym niektórzy kibice z chęcią zaczynają odsyłać ich na emeryturę. Nie ulega wątpliwości, że Jamie Vardy jest członkiem drugiej z opisanych grup. Nie będziemy pochylać się, nawet na krótką chwilę, nad historią byłego reprezentanta Anglii, ponieważ wszyscy znają ją w mniejszym lub większym stopniu. Zamiast tego przejdziemy od razu do faktów, a te są następujące. Dzięki 23 bramkom Jamie Vardy został królem strzelców Premier League w sezonie 2019/20. Dokonał tego w wieku 33 lat, a to oznacza, że jest najstarszym zawodnikiem, któremu udała się ta sztuka. Chapeau bas.

35

Nieważne, czy Wam się to podoba, czy nie, ale Aston Villa utrzymała się w Premier League. Ucieczka spod topora The Villans budzi kontrowersje i jeśli wziąć pod uwagę jej okoliczności, to trudno się temu dziwić. Kto wie, czy Dean Smith i jego piłkarze byliby dziś w tak szampańskich nastrojach, gdyby 17 czerwca w meczu z Sheffield United technologia goal-line zadziałała bez zarzutu. To właśnie ten błąd jednego z dobrodziejstw XXI wieku był – dosłownie i w przenośni – punktem wyjścia do pozostania Aston Villi w elicie. Jedno oczko mniej i tabela wyglądałoby dziś nieco inaczej. Wszak w tej chwili domysły nie mają już większego znaczenia. 35 zdobytych punktów pozwoliło The Lions zająć bezpieczne 17. miejsce. Warto zaznaczyć, że mimo iż taki rezultat pozwoliłby przetrwać zespołowi z Villa Park także w trzech poprzednich kampaniach, to formalnie jest to drugi najgorszy wynik punktowy utrzymanej drużyny w historii Premier League.

48

Wydarzenia na świecie w 2020 roku uformowały sezon, którego nikt nie mógł przewidzieć. Trzymiesięczna przerwa od gry, brak kibiców na trybunach i implementacja zwyczajów skonstruowanych na potrzeby sytuacji podwyższonego ryzyka. Dotychczasowa normalność została przewrócona do góry nogami i wpłynęła na rzeczy często niezwykle trywialne. W momencie, gdy nic nie zapowiadało zniesienia lockdownu, przedstawiciele Premier League zrozumieli, że istnieje konieczność poważnej modyfikacji pierwotnej wersji kalendarza. Odłożenie w czasie dokończenia sezonu 2019/20 przesunęło także inaugurację następnej kampanii. Dwie najważniejsze daty, o których musimy w tej chwili pamiętać to 26 lipca oraz 12 września. Jeśli na lekcjach matematyki brylowaliście tak samo, jak Kevin De Bruyne w ostatnich tygodniach, już wiecie, że stary i nowy sezon dzieli zaledwie 48 dni. Myślę, że wobec tego nikomu nie trzeba uświadamiać, jak wiele będzie zależało od optymalnej organizacji okresu przygotowawczego.

66

Kiedy w 2013 roku Sir Alex Ferguson żegnał się z Manchesterem United 13. tytułem Premier League, niewielu martwiło się o przyszłość Czerwonych Diabłów. Odniesiony sukces był czynnikiem, który sprawił, że wśród sympatyków Red Devils zagościł spokój. Ku zaskoczeniu tych samych ludzi siedem kolejnych lat miało niewiele wspólnego z szeroko pojętą sielanką. Zamiast tego nad Old Trafford przeszło tornado prawdopodobnie wszystkich możliwych uczuć pod słońcem. I choć Louis van Gaal i José Mourinho wygrali dla klubu kilka trofeów, wydaje się, że to kadencja Ole Gunnar Solskjæra i postęp jego drużyny dają ludziom najwięcej radości.

Norweg korzysta jak na razie z otrzymanego kredytu zaufania, a 3. miejsce w lidze w sezonie 2019/20 może tylko wzmocnić jego pozycję. Jednocześnie nie można przejść obojętnie obok 66 punktów zdobytych przez piłkarzy United w 38 meczach. Odkąd w eterze obowiązuje nazwa „Premier League” tylko jedna drużyna – Liverpool w sezonie 1997/98 – znalazła się na podium z mniejszą ilością punktów (65 – przyp. red.). Co więcej, nigdy wcześniej tak niski wynik punktowy nie dał bezpośredniej kwalifikacji do rozgrywek Ligi Mistrzów. Należy pamiętać, że ta kwestia dotyczy również 4. w tabeli Chelsea.

100

Wieczorem 9 marca 2020 roku sędzia Michael Oliver gwizdkiem zakończył mecz Leicester City – Aston Villa. 35-letni arbiter nie mógł wówczas wiedzieć, że odesłał piłkarzy nie tylko do szatni, ale także do ich domów na ponad trzy miesiące. Znamienne jest, że dokładnie 100 dni później w Birmingham Oliver wyprowadził na płytę Villa Park zawodników Aston Villi oraz Sheffield United. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, ale niedoskonałości natury technologicznej, a także wykonanie ważnego kroku w stronę nowej rzeczywistości sprawią, że zostanie ono na długo zapamiętane. Powrót Premier League był bowiem pozytywnym bodźcem, który trafił do ludzi z każdego zakątka świata. W końcu nie od dziś wiadomo, że język piłki nożnej jest językiem uniwersalnym. Miejmy nadzieję, że już wkrótce przyjdzie nam go praktykować bez dodatkowych zmartwień i bez konieczności stosowania się do wszelkiej maści obostrzeń, czego sobie i Państwu życzę.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie