„Byłem obrażany przez ostatnie 9 lat. Gdzie jest moje wsparcie? Czy kiedykolwiek poświęcono choć trochę uwagi mojej osobie? Gdy mówię o uwadze, nie szukam poklasku czy świateł reflektorów. Dyskryminacja to dyskryminacja. Jednak zauważyłem, że świat nie funkcjonuje w ten sposób – niektóre sytuacje są ważniejsze od innych, niektóre mają wyższy priorytet. Nie zależy mi na sympatii czy popularności. Pragnę wyłącznie równego traktowania”. To cytat z wywiadu, jakiego James McClean udzielił brytyjskiemu portalowi talkSPORT. O czym Jim White rozmawiał z piłkarzem Stoke City i jaka historia kryje się za zdaniem otwierającym ten artykuł?

Nie zapomnij, skąd jesteś

Historia, jako słownikowe „czasy przeszłe, dzieje państwa, narodu, społeczeństwa”, zajmuje pierwsze miejsce w gronie czynników, które ukształtowały poglądy reprezentanta Irlandii. W tym miejscu należy pochylić się nad kwestią narodowych barw 31-latka, ponieważ wybór, którego James McClean dokonał, będzie jedną ze składowych serii różnorakich ataków, jakich doświadczał ze strony kibiców podczas niemal całej seniorskiej kariery. Były gracz Sunderlandu, Wigan i WBA urodził się w północnoirlandzkim Londonderry. Wspominając o miejscu przyjścia na świat lewonożnego pomocnika, warto napisać kilka słów o jego niezwykle skomplikowanych i dramatycznych dziejach.

Kontrowersje wzbudza już sama nazwa miasta leżącego nad rzeką Foyle. Wspomniane wcześniej określenie figuruje w oficjalnych dokumentach Zjednoczonego Królestwa, jednak nie jest uznawane przez katolickich mieszkańców i Irlandczyków (mieszkańców sąsiedniej Republiki – przyp.red.), którzy posługują się pierwotnym i lokalnym nazewnictwem. Mimo administracyjnych „nakazów” płynących ze stolicy, w 1984 roku wyrokiem sądu nazwę miejskich władz zmieniono na Derry City Council, a 19 lat później rozpoczęto akcję powrotu do tradycyjnego oznaczenia ulic czy też tablic informacyjnych. Protestancka mniejszość i zwolennicy unionistycznej teorii Wielkiej Brytanii niezmiennie trwają przy terminologii londyńskiej.

bloody sunday

Derry, miejsce urodzenia Jamesa McCleana, długo cierpiało z powodu etniczno-politycznych konfliktów. Źródło: Belfast Telegraph

Echa Krwawej Niedzieli

Nazewnictwo nie jest jedynym problemem, z jakim zmagają się mieszkańcy drugiego co do wielkości miasta Tuaisceart Éireann (irl). O wiele bardziej poważną i ciążącą na codziennym życiu materią są krwawe fundamenty, na jakich zbudowano Derry. By opisać lokalne zawirowania, wystarczy odnieść się do 3 wydarzeń: zasiedlenia miejscowości przez protestantów (1611), Bitwy o Bogside (1969) i Krwawej Niedzieli (1972). Bezsprzecznie najważniejszym i najbardziej tragicznym epizodem w tutejszych dziejach był ostatni z nich, znany także jako Domhnach na Fola (irl.).

W styczniu 1972 roku brytyjscy żołnierze zabili 14 uczestników pokojowej demonstracji przeciwko ustawie umożliwiającej internowanie każdego Irlandczyka podejrzewanego o terroryzm, a także przeciwko zakazowi organizowania demonstracji i zgromadzeń publicznych. Brutalne stłumienie protestów rozpoczęło eskalację konfliktu między rządem centralnym a władzami lokalnymi. Po stronie katolickich obywateli stanęła IRA, która nękała brytyjskich żołnierzy, policjantów i urzędników zamachami terrorystycznymi. Jednym z efektów konfliktu zwanego The Troubles było wprowadzenie bezpośredniego, londyńskiego zarządu kraju. Do 1998 roku Irlandią Północną sterowano wyłącznie centralnie. Godnym uwagi jest fakt, iż opiero po 47 latach jeden z żołnierzy, biorących bezpośredni udział w Bloody Sunday, stanął przed sądem. Nic dziwnego, że blisko połowa mieszkańców kraju nie czuje się Brytyjczykami.

James McClean, Irlandczyk

A kim czuje się pomocnik Stoke? Urodzony w Derry, były młodzieżowy reprezentant Norn Iron, dzisiaj zakłada koszulkę The Green Army. W 2011 roku, jako 22-latek, zadeklarował chęć gry dla kadry Republiki. Co skłoniło go do takiej decyzji?

Nie czuję się częścią reprezentacji. Myślę, że każdy katolicki piłkarz, który znalazłby się w mojej sytuacji i twierdził, że jest inaczej, byłby kłamcą. Wiem, że to mocne słowa, jednak dla mnie, jako katolika, nie jest łatwo słuchać hymnu i przyśpiewek, a także oglądać religijne flagi, które powiewają na trybunach. Nie identyfikuję się z tym wszystkim, nie potrafię tego zrobić. Zwłaszcza jeżeli pomyślę o miejscu, w którym się urodziłem.

Zawodnik przywdziewał barwy Północy wyłącznie w młodzieżówkach, co umożliwiło mu bezproblemową zmianę kadry. Słowo „bezproblemowa” powinniśmy wziąć w ogromny cudzysłów, gdyż właściwie niemal od momentu publicznego ogłoszenia swojego wyboru próbowano mu uświadomić, jak wielki błąd popełnił.

Pamiętny Remembrance Day

Niepozorny mak, lepiej znany jako remembrance poppy, to symbol pamięci o poległych żołnierzach brytyjskich. Pierwotnie miał honorować tych, którzy zginęli podczas I wojny światowej, jednak w naturalny sposób swoim zasięgiem objął także walczących w kolejnym konflikcie zbrojnym. Gdy symbolika dotyczyła wyłącznie wspomnianych wydarzeń, nie wzbudzała kontrowersji. Jednak gdy czerwony mak rozciągnął swoją pieczę również nad tymi, którzy pod flagą Union Jack polegli w innych – niekoniecznie usprawiedliwionych – kampaniach, jak chociażby północnoirlandzka, okazało się, że delikatna roślina stała się także znakiem opresyjnej i bezkompromisowej polityki Londynu.

James McClean poppy

McClean w pojedynku z Colemanem. Koszulki obu piłkarzy różnią się jednym, niepozornym szczegółem. Źródło: Sky Sports

James McClean doskonale wiedział, co kryje się za kolorem tego kwiatu. Oprócz krwi przelanej w obronie brytyjskiej ojczyzny, czerwień paradoksalnie symbolizowała także krew 14 ofiar Bloody Sunday, którą przelali angielscy żołnierze. Jako zawodnik Sunderlandu po raz pierwszy odmówił gry z makiem na koszulce, co oczywiście nie spodobało się kibicom Czarnych Kotów. Gdy po meczu chciał podarować swój trykot dziecku czekającemu pod stadionem, ojciec chłopca bez zastanowienia wyrwał podarunek i odrzucił do zawodnika. Kilkanaście minut później, gdy McClean stał „na światłach”, kierowca z auta obok opluł samochód gracza. Te incydenty ostatecznie przekonały go do zmiany klubu.

Ostatecznie, ponieważ wcześniej otrzymywał już groźby śmierci, kierowane do niego za pomocą Twittera. Cody Lachey, autor jednego z postów, opublikował zdjęcie amunicji z wymownym podpisem. „James McClean, obrażając ten symbol, zasługuje na śmierć, a jego ciało powinno zostać przeciągnięte przez cenotaph”. Czym jest ów cenotaph? To pomnik poległych podczas obu wojen światowych.

Warto zwrócić uwagę na niezwykle istotny fakt: obecność remembrance poppy na koszulce nie jest obowiązkowa. Z możliwości odmowy skorzystał również Nemanja Matić, który 2 lata temu w meczu z Bournemouth wystąpił bez owego symbolu. Jak tłumaczył swoją decyzję? W 1999 roku wojska NATO zbombardowały jego rodzinną miejscowość, serbskie Vrelo – pomocnik United miał wtedy 12 lat.

Równość nie jest dla wszystkich

Tydzień w tydzień, przez 7 ostatnich lat, byłem notorycznie obrażany i poniżany na tle religijnym i narodowościowym. Grożono mi śmiercią, rzucano we mnie różnymi przedmiotami, intonowano niewybredne przyśpiewki, które doskonale słyszała moja żona i dzieci. Przymykano na to oko i starano się tego nie zauważać. Nikt nie potępił tego zachowania, nie padło nawet jedno słowo krytyki.

To słowa, jakie w 2018 roku James McClean zamieścił na Instagramie w odpowiedzi na ostrzeżenie skierowane do niego przez FA. Angielska federacja wystosowała komunikat, w którym zwróciła uwagę na obraźliwe słowa, które padły w poprzednim poście Irlandczyka. Ówczesny zawodnik Stoke nazwał kibiców Garncarzy „niewykształconymi jaskiniowcami”. Władze The Potters w żaden sposób nie odniosły się do negatywnej aktywności fanów. Ekipę z Bet365 Stadium (wcześniej Britannia – przyp. red.) stać było jedynie na wyrażenie „zrozumienia odmownej decyzji swojego gracza”, jednocześnie podkreślając wojskowe koneksje klubu i chęć kultywowania tradycji.

W zeszłym roku graliśmy na wyjeździe z Huddersfield , a jeden z ich fanów obraził mnie, co perfekcyjnie uchwyciły kamery. Tę sytuację pokazano nawet w pomeczowym zestawieniu! Złożyłem skargę do FA. Usłyszałem, że federacja nie posiada wystarczających dowodów. Jeżeli atak byłby skierowany na kolor skóry lub płeć, bądź też ofiarą byłby muzułmanin, od razu podniesionoby wrzawę, a całe wydarzenie potraktowanoby priorytetowo. Niemniej jednak, tak jak w przypadku Neila Lennona w Szkocji, nie zrobiono nic, ponieważ jesteśmy irlandzkimi katolikami.

Wychowanek Derry City był sam i miał prawo domagać się sprawiedliwości. Równość i tolerancja nigdy nie były dla wszystkich. Po raz kolejny okazało się, że dyskryminować można tylko wybranych, a dyskryminacja – co brzmi absurdalnie – to „przywilej” nielicznych. Za głośnym przyzwoleniem tworzy się sztuczne podziały, faworyzując teoretycznie uciśnione grupy. Pride Month? Black Lives Matter? Kiedy doczekamy się Tygodnia Irlandzkiego Katolika? Angielska federacja wspiera to, co jest dla niej wygodne, a historia brytyjskiego terroru z pewnością nie należy do tej kategorii.

Samotność pomocnika. Autor: James McClean

Parafraza tytuły autobiografii Víctora Valdésa doskonale opisuje życie irlandzkiego piłkarza w Anglii. Podczas gdy zawodnicy obrażani na tle rasowym (etnicznym) otrzymywali potężne wsparcie, a każdy przypadek rasistowskich ataków, skierowanych chociażby w stronę Raheema Sterlinga, był odpowiednio nagłaśniany w mediach, McClean nie mógł liczyć nawet na solidarność kolegów z szatni. W dniu swoich 30 urodzin, 22 lipca 2019 roku, Irlandczyk otrzymał kartkę z życzeniami. Zapewne od jednego ze swoich największych „fanów”.

„Happy birthday and die, have an amazing death, Fenian sub human bastard, Hitler would have sorted the IRA in a month” – to tylko krótki wyciąg urodzinowych serdeczności. Zawodnik pokusił się o krótki komentarz, prawdopodobnie jedyny dyplomatyczny w tej sytuacji. No words needed.

Warto zwrócić uwagę na opis, którym użytkownik udostępniający zdjęcie kartki opatrzył post. Irlandczyk (wnioskując po fladze – przyp. red.) zauważa, że gdy angielski zespół (w domyśle: zawodnik) staje się ofiarą rasizmu, angielskie gazety poświęcają takiemu wydarzeniu pierwsze strony. Jednak gdy to Anglicy są agresorami, wszczynają zamieszki i obrażają inne nacje, opinia publiczna przechodzi nad tym do porządku dziennego. Czy podobnej p o l i t y k i nie kojarzymy z własnego podwórka? Czy grzechy jednej grupy nie są traktowane odmiennie niż winy innej? Machiavelli po raz kolejny miał rację. Ten, kto ma władzę, nie musi nikogo za nic przepraszać.

Głos wołającego na murawie

Widzę, że McGoldrick, Zaha i Sterling otrzymują wsparcie. Nie chcę odbierać im uwagi i w żaden sposób nie zamierzam tego kwestionować, gdyż reakcja społeczeństwa jest właściwa. Jednak to wszystko dotyka mnie w wyjątkowy sposób: przez tyle lat byłem obrażany i nie doświadczyłem pomocy i zrozumienia. Nie proszę o uwagę, proszę o równość. Media swoją obojętnością tylko podsycają ataki na moją osobę. Gdy grałem w Sunderlandzie, policja zbierała odciski palców z moich drzwi, ponieważ ktoś wysłał nam kilka sztuk ostrej amunicji. Dostawaliśmy listy, kartki urodzinowe, co zostało doskonale udokumentowane. Wielokrotnie zwracałem uwagę na to, czego doświadczam, jednak nigdy nie pochylono się nad moją sprawą.

W marcu, podczas powszechnego lockdownu, James McClean opublikował na swoim Instagramie kontrowersyjny post. Zdjęcie przedstawiało piłkarza z kominiarką naciągniętą na twarz, który udziela swoim dzieciom lekcji historii. Wspomniany obrazek szybko skojarzono z Irlandzką Armią Republikańską, a na zawodnika spadła powszechna krytyka. Klub ukarał go grzywną w wysokości 2 tygodniówek, a gracz nie zamierzał dolewać oliwy do ognia – przeprosił za swoje zachowanie i usunął publikację.

Wiem, że nie jestem święty i popełniłem wiele błędów. Nie pomogłem sobie tym zdjęciem i biorę za to pełną odpowiedzialność. Jednak to nie jest wystarczający powód, by traktować mnie jak kogoś gorszego. Zamiast słów wsparcia, słyszę, że to wszystko moja wina i sam sprowadziłem na siebie kłopoty. Niestety, piekło zaczęło się zanim wykonałem jakiekolwiek negatywne posunięcie. Czasami reaguję zbyt emocjonalnie, ale to reakcja na przykrości, których doświadczam. Media tego nie widzą i przedstawiają mnie w złym świetle, co w rezultacie bezpośrednio wpływa na mój wizerunek.

Czy kiedykolwiek doczekamy się powszechnej równości? Czy kiedykolwiek każda ofiara dyskryminacji zostanie wysłuchana? Jeżeli irlandzki katolik nie otrzyma tego samego wsparcia co czarnoskóry czy homoseksualny piłkarz, sprawiedliwość i tolerancja pozostaną pustymi hasłami. Wszyscy jesteśmy równi. Jeżeli twierdzicie inaczej, jesteście wśród tych, którzy wysyłają urodzinowe kartki z życzeniami śmierci.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie