Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że oficjalnie możemy skreślić Wigan Athletic z grona zespołów zagrożonych spadkiem. O ile przewaga punktowa nie gwarantowała im oczywiście utrzymania, o tyle doskonała forma tuż po pandemii, kazała raczej spoglądać w kierunku innych zespołów. Niestety pozaboiskowy splot wydarzeń sprowadził The Latics na ziemię. Sytuacja klubu zrobiła się wprost dramatyczna.

7 zwycięstw w ostatnich 10 meczach, łącznie 23 punkty zdobyte. Wcześniej ekipa Paula Cooka uzbierała 30 oczek w 32 spotkaniach. Ich forma z przełomu pandemii wskazuje raczej na zespół walczący o promocję do Premier League, a nie chroniący się przed relegacją. Brzmi jak powrót na należyte miejsce. Przecież kilka sezonów temu grali na najwyższym poziomie rozgrywkowym. W dodatku dzięki wygranej w Pucharze Anglii, zakwalifikowali się niegdyś do rozgrywek europejskich. Czasy te przeminęły jednak bezpowrotnie.

Odeszły wraz z Dave’em Whelanem, związanym z The Latics od 1995 roku. Tak, to ten sam gość, który jako czynny piłkarz przegrał Puchar Anglii w 1960 roku, żeby wznieść go jako właściciel Wigan w 2013. Przejął klub grający na czwartym poziomie rozgrywkowym w kraju. Dziewięć lat później był już z drużyną w Premier League. Z nowym stadionem wartym 30 milionów funtów i z perspektywą na zadomowienie się wśród krajowej elity.

Whelan ze swojego stanowiska zrezygnował w 2015 roku, będąc tuż przed osiemdziesiątką. Klub pozostał jednak w rodzinie, a jego prezesem stał się David Sharpe, wnuk poprzednika. Drużyna balansowała w tym czasie na krawędzie Championship i League One. Nie może zatem dziwić, że trzy lata później postanowiono poszukać kupca. Padło na International Entertainment Corporation, firmę rodem z Hong Kongu. Według The Athletic, była ona znana głównie z prowadzenia hoteli i kasyn na Filipinach.

Po co kupować klub piłkarski w czasie pandemii?

Rządy IEC nie obfitowały w sygnały alarmowe. Co prawda drużyna była przepłacona, jak na standardy Championship i League One. Klub bazował w dużej mierze na pożyczkach ze strony firmy, ale tego typu wsparcie miało być zapewnione przez dłuższy okres. Właściciele nie ingerowali specjalnie w politykę transferową, co często bywa utrapieniem dla menedżerów. Początkowo nikt nie spodziewał się żadnych gwałtownych ruchów. Pod koniec ubiegłego roku pojawiły się jednak przesłanki, mówiące o sprzedaży.

29 maja 2020 roku oficjalnie ogłoszono, że Wigan Athletic zostało sprzedane. Nabywcą okazała się grupa Next Leader Fund, utworzona w styczniu tego roku. Co ciekawe, właściciel IEC, Dr Stanley Choi, w maju posiadał ponad 50 procent udziałów zarówno w podmiocie sprzedającym, jak i kupującym. Już pod koniec czerwca większościowym udziałowcem NLF był chiński biznesmen, Au Yeung. Stał się tym samym twarzą całego przejęcia. Warto nadmienić również, że interesy IEC oraz Yeunga reprezentują ci sami angielscy adwokaci.

Chińczyk zapłacił za Wigan 17,5 miliona funtów. To więcej niż IEC przelało Whelanowi w 2018 roku. W ramach transakcji zgodził się również spłacić dług, który klub zaciągnął u IEC. Była to kwota opiewająca na 24 miliony funtów. Warunki spłaty tej pożyczki zakładały ogromne odsetki rzędu 8%, rosnące do 20%, jeżeli nie zostanie uregulowana w ciągu 12 miesięcy.  Dlaczego ktoś chciałby inwestować takie pieniądze w klub, który przynosi straty? Zwłaszcza kiedy jesteśmy w trakcie pandemii? To będą starali się ustalić pracownicy zarządu przymusowego. Kreatywna księgowość, zwykły przekręt?

Jeżeli transakcja wydaje się podejrzana, to na domiar złego Pan Yeung nie pojawił się w klubie ani razu. Przestały również wpływać od niego środki potrzebne do funkcjonowania. Tydzień po oficjalnym przejęciu Wigan, chińscy prawnicy skontaktowali się z firmą Begbies Traynor i poprosili o wprowadzenie w strukturach klubu zarządu przymusowego. Termin ten oznacza, że całą kontrolę nad organizacją przejmuje wybrany przez instytucję zewnętrzną administrator. Jego celem zazwyczaj jest wyciągnięcie biznesu na prostą w celu spłacenia wierzycieli. To pierwszy przypadek w angielskiej piłce, z którym się spotykam, gdzie to sam właściciel prosi o wprowadzenie takiego rozwiązania.

Światowy skandal i dramatyczna sytuacja Wigan Athletic?

Cała sprawa budzi ogromne wątpliwości. Zdaniem administratora, Geralda Krasnera, klub był bardzo dobrze zarządzany przez ostatnie lata. Krasner ma duże doświadczenie. Był prezesem Leeds United, a później odpowiadał za podobne procesy między innymi w Bournemouth. Musi dziwić go więc inwestycja 40 milionów funtów w klub, aby następnie wprowadzić go w stan zarządu przymusowego. Taki zabieg znacząco obniża przecież jego wartość.

Kilka dni temu świat obiegło nagranie, na którym prezes EFL, Rick Parry, opowiada kibicowi Wigan o plotkach na temat tego przejęcia. Nie wiedział, że był nagrywany, a wypowiedź szybko ujrzała światło dzienne. Z jego słów możemy dowiedzieć się, że sytuacja może być związana z zakładem bukmacherskim na spadek Athletic w tym sezonie. Temat ma dotyczyć rynku filipińskiego, z którym związek ma Stanley Choi.

Parry twierdzi, że nagranie zostało wyjęte z kontekstu, a sama plotka raczej nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Gerald Krasner również jest tego zdania. Dodaje, że nie ma absolutnie żadnych dowodów, ale jednocześnie obiecuje sprawdzić wszystkie możliwości. Skandal na skalę światową raczej nam zatem nie grozi, ale sama sytuacja Wigan Athletic może okazać się doprawdy dramatyczna.

Według zasad EFL, klub objęty zarządem przymusowym, z automatu zostaje ukarany odjęciem 12 punktów z ligowej tabeli. Krasner ogłosił już, że odwołał się od decyzji ligi. Nie wiadomo jeszcze, jak zostanie zinterpretowany ten przypadek. Czynnikiem łagodzącym może być tzw. „siła wyższa”, interpretowana jako wydarzenia niezależne od zainteresowanych stron. Przykładem tego typu zjawiska może być np. pandemia.

Obecnie najbardziej prawdopodobną opcją jest minusowe 12 punktów jeszcze w bieżącym sezonie. Takie rozwiązanie ma zostać wprowadzone, gdy Wigan zapewni sobie utrzymanie w Championship. W razie gdyby jednak spadli, kara zostanie przesunięta na kolejną kampanię. The Latics rozpoczęli by zatem zmagania w League One od -12 oczek. Podopieczni Paula Cooka mają w tej chwili 8 punktów przewagi nad strefą spadkową. Na boisku muszą zatem zrobić wszystko, żeby w ostatnich czterech spotkaniach zwiększyć ten dystans.

Szansa na lepsze jutro

Zarząd przymusowy, chociaż kojarzy się źle, często daje zespołom szansę na lepsze jutro. Krasner i jego współpracownicy już rozpoczęli poszukiwania potencjalnego nabywcy. Struktury klubu również zostały zmienione. Zredukowanych zostało 75 etatów, a piłkarze otrzymali 20% zaległego wynagrodzenia. Do klubu spłynęło kilka realnych ofert kupna. Administratorzy wydają się być optymistyczni.

Pomoc może nadejść z najbliższego otoczenia. Od klubu rugby, Wigan Warriors, który gra na DW Stadium wspólnie z Athletic. Przedstawiciele Warriors kontaktowali się z administratorami w sprawie przejęcia zespołu piłkarskiego. Przy takim obrocie spraw, drużyny byłyby zjednoczone pod wspólnym właścicielem po raz pierwszy od 2007 roku.

Jak zawsze w tego typu przypadkach pozostaje zadać pytanie czy EFL mogło zrobić więcej. Parry twierdzi, że Yeung przeszedł test dla potencjalnych właścicieli. Jego zdaniem cały angielski futbol został obrażony tą transakcją. Jak zatem traktować sytuację, w której liga otrzymywała wiadomości od kibiców Wigan, poddające w wątpliwość wiarygodność biznesmena? Dowody te wskazywały na brak możliwości finansowania klubu. Dokumenty potwierdzały, że Yeung w 2004 roku był bankrutem. Przeszłość powinna pokrzyżować mu zatem drogę do przejęcia jakiegokolwiek klubu.

O tym, że angielskie drużyny mogą mieć problemy w dobie koronawirusa, pisałem już kilkukrotnie. Nie spodziewałem się jednak, że pierwszy przypadek tak poważnych problemów finansowych nadejdzie w takich chorych okolicznościach. Pozostaje jedynie mieć nadzieję na pozytywny finał całej sytuacji, nowego właściciela i utrzymanie w lidze, bowiem nikt nie ma wątpliwości, że Wigan zasłużyło na nie w sposób sportowy. Dodatkowo nikt z nas nie chciałby chyba, żeby marka tego kalibru przepadła na dobre w odmętach angielskiej piramidy piłkarskiej.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie