Nie milkną echa meczu Southampton z Manchesterem City. Święci przetrwali napór przeciwników, trwający niemal przez całe spotkanie. Dodatkowo, dzięki bramce Che Adamsa, zgarnęli trzy punkty, a ich utrzymanie w lidze stało się faktem. Jednym z bohaterów niedzielnego spotkania był polski obrońca Soton. Zdania ekspertów są jasne, takimi spotkaniami Jan Bednarek pracuje na transfer do wielkiego klubu.

70 procent posiadania piłki, 16 strzałów w kierunku bramki, 13 rzutów rożnych – brzmi jak kolejny spokojny mecz Manchesteru City. I tak miało być, The Cityzens na fali triumfu nad Liverpoolem, spokojnie powinni poradzić sobie z przeciętnym w tym sezonie Southampton. Wszak to drużyna pamiętająca w dalszym ciągu dziewięć bramek Leicester City. Od tego meczu minęło już jednak bardzo wiele czasu, a defensywa Ralpha Hasenhüttla wykonała naprawdę wiele pracy.

Podopieczni Pepa Guardioli nie ruszyli do tego spotkania z takim zaangażowanie jak na Liverpool. Nie ma co jednak porównywać wagi tych dwóch meczów. Z czasem przyspieszali i pod bramką Soton pachniało trefieniem dla gości. Raheem Sterling, Gabriel Jesus i Riyad Mahrez trafili jednak na przeszkodę nie do przeskoczenia – blok obronny złożony przede wszystkim z Alexa McCarthy’ego, Jana Bednarka i Jacka Stephensa, chociaż momentami wspierała ich niemal cała drużyna. W drugiej połowie zespół przed utratą prowadzenia ratował Danny Ings. Anglika spodziewalibyśmy się raczej po drugiej stronie boiska.

Tymczasem to nie walczący o koronę króla strzelców napastnik wziął się za strzelanie. Jedyną bramkę w tym pojedynku zdobył Che Adams. Rewelacja poprzedniego sezonu Championship wreszcie przełamała swoją niemoc strzelecką i to nie w byle jakim stylu. W zeszłym sezonie w barwach Birmingham zdobył 22 gole na drugim poziomie rozgrywkowym. Na trafienie w Premier League czekał aż 25 spotkań. I to nietuzinkowe, bo z kilkudziesięciu metrów. Anglik wykorzystał ogromny błąd City i ze znacznej odległości przelobował Edersona. Strzelona bramka oznaczała jedno – murowanie bramki przez niemal 80 minut.

Przeglądając wpisy kibiców Saints na Twitterze, można trafić na opinie, że był to najlepszy defensywny występ ich drużyny, jaki kiedykolwiek widzieli. Bednarek i Stephens zostali porównani chyba do wszystkich wielkich duetów defensywnych. W tych zestawieniach nie ma ani grama przesady, bowiem faktycznie byli dziś jak ściana. Wszystkiemu wtórował jeszcze Alex McCarthy. Grał fantastycznie i zaliczył aż sześć udanych interwencji.

Jan Bednarek czeka na wielki transfer?

Oczywiście to za wcześnie, żeby nadmiernie gloryfikować polskiego obrońcę. W tym sezonie rozegrał wiele meczów, w których krytykowaliśmy jego postawę. Wystarczy wspomnieć, że w statystyce błędów prowadzących bezpośrednio do utraty bramki, zajmuje drugie miejsce z trzema takimi zagraniami. Wyprzedza go jedynie Martin Dubravka z pięcioma. Polak ma jednak znamienite towarzystwo. Po trzy błędy pomyłki prowadzące do trafienia rywali zanotowali też McCarthy, Ederson, De Gea czy Jordan Pickford.

Nie zmienia to faktu, że obrońca stale buduje swoje nazwisko w Premier League. Tego typu występy na pewno podbijają jego notowania. Liczby ze starcia z byłymi mistrzami Anglii to 2 odbiory, 15 wybić piłki i 85% skuteczności podań. Warto dodać, że Bednarek nie został przedryblowany ani razu. To chyba jedna z ulubionych statystyk defensywnych wśród fanów angielskiej piłki. Ponadto wypada zwrócić uwagę na energię i zaangażowanie, którą Janek włożył w ten mecz. Wspólnie z kolegami po prostu wyszarpali to zwycięstwo. Zagrali na ogromnej intensywności, bardzo mocno pressując i odebrali City wszelkie argumenty.

Jan Bednarek i potencjalny transfer to oczywiście zwykłe rozważania. Niemniej, można podejrzewać, że w wieku 24 lat, stanie się wkrótce łakomym kąskiem dla kilku zespołów w lidze. Nie ma sensu zakładać przenosin do któregoś z klubu wielkiej czwórki czy szóstki, bo to chyba wciąż zbyt wysokie progi. Biorąc jednak pod uwagę szerokie grono drużyn, zainteresowanych grą w europejskich pucharach, to Bednarek może poszukać tam swojej szansy.

Inną kwestią jest fakt, że zarząd Southampton ewidentnie pokazuje, iż wierzy w projekt austriackiego menedżera. Świadczy o tym przede wszystkim brak nagłych i nierozsądnych decyzji po wspomnianym już blamażu z Leicester. Hasenhüttl otrzymał czas, żeby poukładać drużynę na nowo i dzisiaj widać tego efekty. Po triumfie nad City, Soton zajmują 13. miejsce w Premier League, ale co ciekawe tracą tylko dwa punkty do Tottenhamu.

Biorąc pod uwagę, że to właśnie Austriak odważnie postawił na Bednarka, sam piłkarz może być przywiązany do swojego menedżera. Forma drużyny po pandemii daje nadzieję na ciekawą przyszłość, bowiem w ostatnich czterech meczach wygrali aż trzykrotnie, uznając jedynie wyższość Arsenalu. W tym czasie stracili zaledwie trzy bramki, co jeszcze bardziej podkreśla coraz lepszą postawę formacji defensywnej.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie