W środowisku piłkarskim jest wielu agentów, którzy już zdążyli zapisać się w historii. Niekonwencjonalny Raiola, władczy i skuteczny Mendes, czy nestor Zahavi, to tylko niektóre z nazwisk, regularnie przewijających się w wyliczance. Na uwagę zasługuje jednak znacznie szersze grono, w tym Kia Joorabchian.

Irańczyk swoją przygodę z futbolem zaczął w – patrząc z naszej perspektywy – odległej galaktyce. Pierwszy raz piłkarski świat usłyszał o nim w 2004 roku, gdy przyszły agent stał się posiadaczem 51% Corinthians. Joorabchian przejął klub za pośrednictwem przedstawiciela Pelégo oraz Piniego Zahavi’ego. Nie jest jednak jasne, w jaki sposób Kia zdołał nawiązać bliską relację ze wspomnianą dwójką.

Niezbyt prawdopodobne wydaje się, by proces ten miał miejsce za pośrednictwem Media Sports Investments, czyli firmy Irańczyka. Chociaż z drugiej strony, to właśnie ta firma odpowiedzialna była za konszachty Joorabchiana z Borisem Bieriezowskim, a nawet samym Borysem Jelcynem.

Jednakże 15 lat temu, niespecjalnie zaprzątano sobie głowę, dlaczego Kia wybrał akurat Corinthians, leżący przecież na rubieżach klubowego futbolu. Istotne natomiast wydaje się to, że bezinteresowność Brazylijczyków, miała silne podstawy. Joorabchian nie tylko spowodował wzrostu dochodu Todo Poderoso o 500%, ale też pośrednio doprowadził do zdobycia przez nich mistrzostwa. Klub wzmocnił bowiem Carlos Alberto, który niedawno zdobył Ligę Mistrzów z Porto. Jednakże nie on był najważniejszym nazwiskiem w kontekście późniejszej kariery Kii. Do tego grona wypada bowiem zaliczyć Javiera Mascherano, a przede wszystkim Carlosa Teveza.

Pan agent Joorabchian i pierwsze problemy

Zdobycie przez Corinthians tytułu i niespodziewany wzrost dochodów, teoretycznie mogłoby opowiadać się za świetlanymi latami dla brazylijskiego klubu. Nic bardziej mylnego. Niedawny mistrz szybko popadł w olbrzymie tarapaty finansowe, a winą obarczony został rzecz jasna Joorabchian.

Irańczyk wraz ze swoim MSI został oskarżony o pranie pieniędzy. Wątpliwości dotyczyły między innymi wyprowadzenia z Corinthians dwóch wspomnianych już piłkarzy. Wyprowadzenia, bowiem przenosiny Teveza i Mascherano na Wyspy, niewiele miały wspólnego z jakimkolwiek transferem.

Joorabchian umieścił Argentyńczyków w West Hamie United, pośrednicząc w rozmowach. Formalnie Młoty nie podpisywały bowiem umowy z Brazylijczykami, gdyż to nie do klubu z kraju kawy należały karty zawodników. Ich właścicielami były cztery prywatne podmioty, które spajała jedna osoba. Rzecz jasna był nią Kia Joorabchian, zyskujący na transferze dwóch piłkarzy zdecydowanie najwięcej. Przez lata WHU płaciło za błąd, jakim było wejście z agentem w układ. Irańczyk tym samym dał się poznać w angielskim futbolu, lecz nie są to dla stołecznego klubu miłe wspomnienia.

Konflikt

Tevez i Mascherano spędzili w barwach Młotów tylko jeden sezon. Pomocnik miał wręcz marginalny wkład w utrzymanie zespołu, rozgrywając tylko pięć meczów. Ba! Po jego przybyciu, piłkarzom grało się znacznie gorzej, punktując wyraźnie mniej okazale. Napastnik był znacznie bardziej istotny – wszak to jego gole przyczyniły się do ucieczki West Hamu, a bodaj najważniejszym trafieniem było to przeciwko Manchesterowi United. Przyszłemu pracodawcy Teveza. Tylko, że droga Argentyńczyka na Old Trafford nie była usłana różami.

Joorabchian w West Hamie umieścił dwóch piłkarzy. Tym samym przedstawił się Wyspom

źródło: The Guardian

Wszystko wynikało z konstrukcji piłkarskiego prawa na Wyspach. Tamtejsze przepisy surowo zabraniają, by właścicielami zawodników były osoby trzecie, a tak rzecz jasna działo się w wypadku Argentyńczyków. Pojawiły się zatem silne komplikacje na trasie ich przenosin do Liverpoolu oraz Manchesteru United. W wypadku Mascherano, przewód sądowy wydawał się nieskończony, gdy Liga została powiadomiona o transgresji,  a finalnie Młoty musiały zapłacić blisko sześć milionów funtów kary. Natomiast kwestię Teveza rozwiązywał Trybunał Arbitrażowy.

Ostatecznie uznano, że to nie klub ma rację, lecz Joorabchian. To właśnie z nim bezpośrednio rozmawiał Manchester United i to właśnie na poczet MSI przelano cztery miliony funtów za prawa do wizerunku Argentyńczyka. Czerwone Diabły nie miały jednak sił, by negocjować wykupienie Teveza z rąk Irańczyka. Na to zdecydował się dopiero Manchester City, uwalniając napastnika za ponad trzydzieści milionów.

O sile agenta przekonał się zatem pierwszy z londyńskich klubów. Na jego drodze stanąć miały jeszcze dwa. Tylko, że Joorabchian nie chciał być już po prostu agentem. Miał znacznie bardziej imperialistyczne zapędy.

Plany, plany, plany

Zaledwie trzy lata po wielkich zawirowaniach związanych z West Hamem United, Joorabchian skierował się ku znacznie potężniejszemu klubowi, Chelsea. W rzeczonym 2010 umieścił tam Ramiresa. Obyło się bez większych tarapatów, lecz trudno rozstrzygać, na ile Kia zmienił swoją politykę, a na ile robił zasłonę dymną i pielęgnował przyjaźń z Romanem Abramowiczem.

Tak, tak, Rosjanin to kolejny możny znajomy Joorabchiana. Nie tylko Zahavi, nie tylko Pelé, Jelcyn i Bieriezowski. Listę wydłuża Abramowicz, dawny współinwestor MSI, mający w latach świetności 15% udziałów w firmie. Powiązania biznesmena z oligarchami są zresztą tyleż samo interesujące, co tajemnicze. Nigdy niczego Kii nie udowodniono, lecz plotki o nielegalnych interesach mnożyły się z roku na rok. Jednak tak jak mnożyły się plotki, tak mnożyły się pieniądze agenta. Wkrótce miał ich tyle, że próbował się przedefiniować.

źródło: 101 Great Goals

Nie próbował jednak brać zamachu na Chelsea. Klub był przecież obsadzony przez jego druha, a w dodatku majątek Joorabchiana nie mógł się – mimo wszystko – równać z tym posiadanym przez Abramowicza. Nie mniej jednak, agentowi spodobał się Londyn. Spodobał się na tyle, że chciał kupić Arsenal. Szybkie sondowanie tematu wystarczyło do stwierdzenia, że jest na to po prostu zbyt biedny.

Kia miał znaczne środki, lecz nie był krezusem. Przejęcie władzy w Kanonierach wykraczało poza jego możliwości. A przynajmniej przejście przez frontowe drzwi, bo przecież Joorabchian spędził w Anglii już tyle lat, że z pewnością potrafił w angielskim stylu nie tylko wychodzić, lecz także wchodzić. Skoro nie mógł zostać właścicielem, to postanowił pielęgnować swoją pozycję agenta. W tym celu zwrócił się w dobrze znane tereny.

Brazylijska plantacja

Tevez i Mascherano byli Argentyńczykami, lecz ich losy z agentem splotły się w Brazylii. Joorabchian ściągnął ich do Corinthiasu, co było początkiem jego działań w Ameryce Południowej. W krótkim czasie powiązał się z licznymi piłkarzami. Czy to w bezpośredni sposób, czy to przez MSI, czy to jako pośrednik przy transferach. A było ich naprawdę dużo.

Wspominany Ramires rozpoczął napływ Brazylijczyków Irańczyka na Stamford Bridge. Niedługo później piłkarzem Chelsea został David Luiz. W 2012 roku dołączył tam Oscar oraz Lucas Piazon. W 2013 przeniósł się Willian, w ostatniej chwili uciekając z objęć Tottenhamu.  Jakby tego było mało, to właśnie Joorabchian stał za wypożyczeniem Alexandre Pato do The Blues w 2016 roku.

Na wszystkich tych transferach Irańczyk bogacił się niemiłosiernie. Z samych tylko transferów Ramiresa (do Chelsea i z Chelsea do Chin) zarobił podobno 12 milionów funtów. Oczywistym staje się zatem, iż na moment nie ustawał w swych poszukiwaniach zainteresowanych Brazylijczyków – niedawno jego klientem został Coutinho. Rzeczą oczywistą stały się zatem plotki łączące pomocnika ze stołecznym klubem – zarówno jeśli chodzi o Chelsea, jak i Arsenal.

Kłopoty, kłopoty Arsenalu

Chociaż oficjalnie w MSI nie znajduje się żaden piłkarz Arsenalu, to Joorabchian pośrednio odpowiadał za transfer dwóch Brazylijczyków do Kanonierów. To właśnie on umieścił na The Emirates Davida Luiza oraz Cédrica. Pierwszy z panów okazał się być zgniłym jajem w szatni, drugi zaś otrzymał kilkuletni kontrakt, mimo że przed jego podpisaniem nie zagrał dla Arsenalu chociażby minuty.

źródło: The Guardian

Decyzja o przedłużeniu umowy z Portugalczykiem nie mogła się jednak równać z tą samą decyzją w kwestii Brazylijczyka. Środkowy defensor z bujną grzywą stał się uosobieniem upadku Kanonierów w tym sezonie. Jego błędy popełniane na spółkę ze Shkordanem Mustafim prowokowały rzuty karne, prowadziły bezpośrednio do straty kolejnych bramek, a co za tym idzie do straty punktów. A mimo tego David Luiz otrzymał nową umowę, właściwie bez mrugnięcia okiem. Plusy trudno dostrzec, minusów była cała masa. Pozostaje zatem zapytać – dlaczego?

Kontakty

Odpowiedzią jest, ku zerowemu zaskoczeniu, bohater tego artykułu. Bo chociaż Kia nie ma bezpośredniego związku z Davidem Luizem i  Cédrikiem (dane z TransferMarkt), to pośredniczy w ich sprawie. A nade wszystko przyjaźni się z Raulem Sanllehim oraz Edu – dwójką osób odpowiedzialnych za transfery do Arsenalu. Dwójką osób w gruncie rzeczy kluczowych, bowiem Arsenal wycofując się ze skautingu, skazał samego siebie na kontakty, znajomości i wyczucie wspomnianej dwójki. A ucieleśnieniem tych aspektów jest nikt inny jak Joorabchian.

Tak jak niejasne są powiązania Irańczyka z oligarchami, tak niejasne stają się jego pozostałe przyjaźnie. Relację z Edu trudno nawet określić równą, bo agent miał rzekomo pełną władzę nad Brazylijczykiem i wielokrotnie kierował jego karierą z siedzenia pasażera. Co jednak z Raulem? Tego nie potrafi wyjaśnić ani Guardian, ani BBC, ani nawet Reddit.

Niezaprzeczalne jest jednak jego wysokie stanowisko w hierarchii Arsenalu. Zamiłowanie agenta do umieszczania w określonych klubach określonych grup piłkarzy, będzie o sobie dawało znać w przyszłości. Wszak nie bez powodu podnosi się wspomniany temat wypożyczenia Coutinho oraz transferu Williana, któremu brytyjskie plotki na srebrnej tacy już wręczały 250 tysięcy funtów tygodniowo. Czyli więcej niż obecnie zarabia Aubameyang.

źródło: Premier League News Now

Przyszłość, która nadejdzie

Trudno ferować wyroki, jak bardzo negatywny wpływ mieć będzie Joorabchian na przyszłość Kanonierów. Z jednej strony sprowadza on piłkarzy za bezcen, lecz z drugiej właściwie nie podnoszą oni poziomu gry drużyny chociażby o jotę. Co więcej, dostają oni kontrakty, które w obliczu pandemii koronawirusa i napiętego skarbca Arsenalu, wyglądają niepoważnie.

Szczególnie alarmująca jest jednak kwestia skautingu. Zwolnienie dziesięciu jego członków wiąże stołeczny klub z Irańczykiem jeszcze ściślejszym węzłem. Daje bowiem Irańczykowi ciche przyzwolenie na proponowanie kolejnych piłkarzy. Ilu z nich okaże się strzałem w dziesiątkę? Śmiem wątpić, iż nie będzie ich dużo. Może i Joorabchian jest zabójczo skuteczny i koniec końców ma wielki wpływ na Arsenal, lecz z nim na plecach klubowi prędzej przyjdzie stawiać na Willanów i Davidów Luizów, kiedy to kolejny Martinelli jest jego przyszłością.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie