Gdy kilka dni temu natrafiłem na artykuł z nagłówkiem mówiącym o powrocie Barrow do Football League, w głowie miałem jedynie… Modou Barrowa, byłego piłkarza Swansea City. I cieszę się, że zostałem w ten sposób zwabiony do wspomnianego tekstu. Historia Barrow AFC to cudowny, pokrzepiający przykład jak klub może podnieść się z kolan. I tego, jak ogromne znaczenie piłka nożna ma dla małych społeczności w Anglii. Zaparzcie herbatę (lub Espresso™) i zobaczcie, w jakich okolicznościach po prawie 50 latach Barrow wróciło do Football League.

Pchanie tramwaju pod górkę – początki Barrow

Zanurzmy się chwilę w odmętach historii. Każdy lubi posłuchać o początkach piłki na Wyspach – towarzyszą im często ciekawostki dotyczące tego, jak pionierzy futbolu radzili sobie z organizacją całego tego zamieszania. W Barrow-in-Furness wszystko zaczęło się trochę z opóźnieniem. W połowie XIX wieku to wciąż była niewielka nadmorska osada i takie rzeczy jak futbol jeszcze tam nie dotarły. Jak zwykle, ogromną rolę odegrał przemysł. W tym przypadku było to żelazo oraz stal. Do pobliskich fabryk ściągali ludzie z okolic – a to oznacza również Szkotów. Bowiem, gdy wpiszemy Barrow-in-Furness w Google Maps, zauważymy jego niestandardowe położenie. Bardzo daleko na północ – niemal tak, jak Sunderland czy Newcastle – a do tego tuż przy Morzu Irlandzkim. To zresztą stało się dla nich przekleństwem w przyszłości, ale temu poświęcimy chwilę w dalszej części tekstu.

Początki, jak to często się zdarza, bywały ciekawe. Zorganizowane treningi i mecze piłki nożnej odbywały się tam od 1880 do 1894. Z braku laku rozgrywki miały miejsce najpierw na stadionie do wyścigów konnych (obecnie stadion Furness Cricket Club). Potem kopanie piłki przeniesiono na Parade Ground (obecnie… teren straży pożarnej Barrow). A w 1894 zawieszono działalność klubu. I chociaż wydawać by się mogło, że to Szkoci z uwagi na miłość do piłki wznowią zorganizowane rozgrywki w Barrow, zrobił to lokalny celnik o nazwisku Hinds. W 1901 roku powstało Barrow FC, które zaczęło pisać swoją historię na… Abbey Road. Ulica zobowiązywała. Mieścił się tam stadion o jakże wdzięcznej nazwie Strawberry Ground. Na tym boisku pewnie z chęcią pohasałby Eden Hazard

Sam stadion, a właściwie jego lokalizacja, nie są tak korzystne, jak nazwa. Choć z początku spragnionym futbolu fanom chciało dojeżdżać się na stadion (klub notował frekwencję rzędu 3-4 tysięcy podczas meczów), szybko entuzjazm opadł. Wszystko za sprawą… tramwajów parowych. Strawberry Ground był położony w znacznej odległości od centrum miasteczka i wszyscy kibice dojeżdżali właśnie tramwajem. Niestety, sam teren Barrow był dosyć górzysty – trasa posiadała wiele wzniesień. Tramwaj parowy często nie był w stanie podjechać pod wzniesienie, zwłaszcza z tyloma pasażerami na pokładzie. Co robili wtedy kibice? Wysiadali i pchali go wspólnymi siłami. To jednak tylko barwny element opowieści – władze klubu w następnych 4 latach aż 3 razy zmieniały miejsce rozgrywek. To był wyboisty początek przygody – długiej i… bezowocnej przygody z profesjonalnym futbolem.

Abbey Road Barrow tramwaj

Źródło: Beautiful History Blog

Spadek przy zielonym stoliku. System re-elekcji Football League

Do tego roku nie mielibyśmy absolutnie żadnego powodu, by o Barrow AFC pisać. Od czasu, gdy w 1921 roku, przy tworzeniu Third Division zostali do niej włączeni, przez 50 lat nie osiągnęli prawie niczego. Prawie – raz w ciągu połowy wieku Barrow udało się awansować ligę wyżej. Prócz tego na próżno szukać nam ich w kartach historii angielskiej piłki. Po prostu tam byli. To oczywiście z punktu widzenia czysto sportowego. Dla samego Barrow-in-Furness jako miasteczka, znaczyło to jednak wiele. Jak zwykle w przypadku takich miejscowości bywa, klub piłkarski był centrum wszystkiego, a na mecze w Football League przychodził każdy. Było to także miejsce pracy wielu mieszkańców. Tym bardziej robi się ciekawiej, gdy przyjrzymy się w jakich okolicznościach Barrow utraciło profesjonalną piłkę na 48 lat.

Widzicie, nie zawsze w Football League to najgorsza drużyna spadała z ligi i traciła szanse na profesjonalny futbol. Aż do 1986 obowiązywał system re-elekcji. Polegał on na tym, że najgorsze 4 drużyny najniższej dywizji Football League (na przekroju wieku było to odpowiednio Third Division North and South, a następnie Fourth Division) nie spadały od razu z ligi. Aplikowały o re-elekcję, czyli dosłownie: ponowny wybór do ligi. W tym samym czasie, o awans do Football League aplikowały kluby amatorskie. I właściwie to była jedyna droga awansu na szczebel profesjonalny do czasu reformy w 1987 roku. Zastanawiacie się pewnie, kto w takim razie głosował i decydował o spadkach oraz awansach?

Cóż za zaskoczenie – same kluby Football League, jako członkowie tego stowarzyszenia. Trochę niesprawiedliwe? Tak może się wydawać. Sam fakt, że nie spadają drużyny z najmniejszym dorobkiem punktowym już budzi wątpliwości i ukłucie niepokoju. A do tego głosowanie, w którym udział miały pozaboiskowe czynniki. To właśnie między innymi przez nie w 1972 roku Barrow wypadło z Football League w procesie głosowania. Nieoficjalnie mówi się, że duży wpływ miało położenie geograficzne – Barrow-in-Furness znajdowało się na dalekim, północno-zachodnim brzegu Wielkiej Brytanii, na półwyspie Furness. W ich miejsce powołano do Football Leaague Hereford United, usytuowane komfortowo nieopodal Birmingham.

Supporters’ Trust wysiłki społeczności. Wielki powrót

2020 rok jest bardzo dziwny. Nie muszę chyba nikomu tego tłumaczyć. Pogranicze III wojny światowej, wybuch pandemii, wybory w Polsce… No dzieje się. Dzieją się również cuda. Liverpool po 30 latach zdobywa mistrzostwo Anglii. Leeds po 16 latach wraca do Premier League. Adebayo Akinfenwa awansuje z Wycombe do Championship. A Barrow po 48 latach wraca do Football League. I chociaż złośliwi powiedzą, że w podobnym stylu, w jakim spadli, to nie będzie to do końca prawdą.

Oczywiście sam awans został przyspieszony przez pandemię. Kluby National League jednogłośnie zdecydowały za zakończeniem sezonu. Pozycje zostały ustalone na podstawie przelicznika punkty/mecz. Jednak w przypadku Barrow nie zmieniło to nic. Na 6 kolejek przed końcem kampanii byli liderem i mieli 4 punkty przewagi nad Harrogate z 2. miejsca. W związku z tym, awans można potraktować całkowicie zasłużenie. Ciekawsze jest jednak to, jak i dlaczego po tylu latach udało się Barrow wrócić do profesjonalnego futbolu z odmętów National League.

Nie udałoby się to, gdyby nie kilka istotnych czynników. Jednym z nich jest Supporters’ Trust, które posiada 10% udziałów w klubie i dba, by ten rozwijał się w należyty sposób. Właściwie tylko dzięki tej organizacji kibicowskiej Barrow posiadało jakikolwiek budżet. Marne 150 tysięcy funtów budżetu na sezon 19/20 było 5. najniższym w National League. Marne, ale… Jak to przedstawiał internetowy mem „It ain’t much, but it’s honest work”. Supporters’ Trust zjednoczyło siły z trenerem i piłkarzami, by zebrać te fundusze. W jaki sposób? Jedni kibice sprzedawali domowej roboty marmoladę, inni organizowali loterie, a reszta została uzupełniona umowami transportowymi. Taki sposób zdobycia środków na ten sezon miał też dodatkową zaletę. Jak mówi Herbert, prezes Supporters’ Trust:

Wspólne wysiłki menedżera, piłkarzy i społeczności tylko zjednoczyły ten klub. Kibice i drużyna znów czują tę więź, to stworzyło perfekcyjne warunki do awansu, taki pozytywny szum wokół klubu.

Sama historia Herberta jest dość ciekawa – do Barrow-in-Furness przyjechał 20 lat temu, by uczyć w lokalnej szkole. Wspomina, że gdy tylko wyszedł na peron stacji w Barrow, pomyślał „Wyjadę stąd za rok lub dwa”. Zwłaszcza, że lokalna społeczność nawet w tych czasach jest nieco podejrzliwa wobec przyjezdnych, ciężko zdobyć ich sympatię. Jak się jednak szybko okazało, było inaczej.

Kocham to miejsce, naprawdę. Chociaż przyznaję – widziałem naprawdę okropne mecze w Barrow.

I okropnie mogłoby być nadal, gdyby nie…

Piłkarz w Blackpool, Pan Trener w Barrow

Gdyby nie zatrudnienie 2 lata temu Iana Evatta. Wówczas Barrow było na krawędzi spadku z National League, bankructwa i tak naprawdę nie wiadomo było, czy rozegrają następny sezon. W samej kadrze było tylko… 7 dorosłych zawodników, skład trzeba było uzupełniać juniorami bez występu w dorosłej piłce. Jak mówi o awansie Barrow sam Herbert: „Evatt dokonał cudu”. Ale jak tego dokonał?

Bez wątpienia pomogło mu w tym profesjonalne doświadczenie z czasów gry w Queens Park Rangers (27 meczów) i Blackpool (230 meczów). Na początku i pod koniec kariery reprezentował także Chesterfield, gdzie w 2018 zebrał pierwsze szlify trenerskie. Zastąpił wówczas Jacka Lestera, ale w kwietniu klub był w fatalnej sytuacji. Evatt nie zdołał dokonać cudu tam i Chesterfield spadło do National League.

Można powiedzieć, że były środkowy obrońca Blackpool bardzo chciał odkupić swoje winy i kolejną drużynę wprowadzić do Football League. W dwa lata uczynił z Barrow ofensywnie grającą drużynę, wymieniającą wiele krótkich podań, pressującą wysoko na połowie przeciwnika. To wcale nie było łatwe – przed jego erą na Holker Street grano klasyczny, prosty, angielski futbol.

Zatrudnienie Evatta nie zmieniło Barrow tylko na boisku podczas meczów – to był produkt końcowy. Od samego początku wiedział co chce zrobić, miał wyznaczone cele i sposób funkcjonowania klubu. Wszyscy w Barrow jednogłośnie mówią: przyjście Evatta podniosło ten klub na poziom profesjonalny w każdym aspekcie. Treningi, odnowa biologiczna, szatnie, kwestie logistyczne – to wszystko zaczęło mieć ręce i nogi, bo Evatt tak chciał. To było potrzebne, by Barrow wróciło do tych lepszych czasów.

Evatt do tego stopnia poprawił grę drużyny, że kibice skandowali na stadionie „Barra-celona”. Zapamiętajcie nazwisko Quigley – szybki jak błyskawica napastnik zdobył w tym sezonie 20 goli, a potrafi je strzelać obiema nogami. Drugiego najważniejszego nazwiska z ekipy Barrow nie musicie zapamiętywać, bo już je znacie. John Rooney – tak, młodszy brat TEGO Wayne’a Rooneya – strzelił 19 goli jako… pomocnik. Oni i pozostali zawodnicy, którzy wywalczyli awans, już na zawsze będą w Barrow znani. To lokalni bohaterowie, im będą bić brawo znajomi na mieście.

Wszystko co dobre… szybko się kończy?

Tuż po awansie, Evatt powiedział:

Barrow zostało niesprawiedliwie zrzucone z Football League 48 lat temu. Teraz wracamy i nikt nas nie powstrzyma.

Tyle że niecały miesiąc po tych słowach… przestał być trenerem Barrow. Jak można się było domyślić, tak szybki i spektakularny sukces przyciągnął oko klubów z wyższych lig. Skoro nawet Wy możecie o tym przeczytać w Polsce, to nazwisko Evatta było znane klubom Football League już rok temu i  zapewne znajdowało się na listach życzeń kilku z nich.

Skoro Evatt potrafił wyciągnąć Barrow z takiego bagna i właściwie z zerowym budżetem zrobić awans, to oczywiste było zainteresowanie ze strony Boltonu. O problemach Wanderers pisaliśmy już wiele. W tym roku decyzją EFL League One zostali zdegradowani do League Two i na 4. poziomie rozgrywkowym zagrają po raz pierwszy od 1988 roku. Nie mają pieniędzy i szukali trenera, który się utrzyma lub zrobi awans z zerowym budżetem.

W czerwcu Bolton złożył Barrow oficjalną ofertę za Evatta. Świeżo upieczeni mistrzowie National League zażądali za menedżera 250 tysięcy funtów – to więcej niż budżet na ich cały poprzedni sezon. Bolton zaoferował nieco mniej, ale Barrow było nieugięte. Ostatecznie Kłusaki zapłaciły 250 tysięcy funtów Barrow, a 1 lipca Evatt został ogłoszony nowym menedżerem Boltonu.

Gdzie The Bluebirds poszukali zastępstwa? A jakże, w profesjonalnym piłkarzu, który co prawda w Blackpool nie grał, ale był tam asystentem i przez krótki czas trenerem. Nowym menago Barrow został dobrze znany David Dunn, gość z 12 sezonami w Premier League, gdzie reprezentował barwy Birmingham City i Blackburn Rovers. Ciężko cokolwiek powiedzieć o tym, jak sobie poradzi za sterami Barrow – to jego pierwsza samodzielna posada menedżerska. Ja za ten klub trzymam kciuki i pozostaje mi jedynie żałować, że ich piękna historia z Ianem Evattem nie będzie kontynuowana w Football League. Do boju Bluebirds!

barrow david dunn

Źródło: The Mail

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie