Tyrone Mings to jeden z największych wygranych sezonu 2019/20 na Wyspach Brytyjskich. Dzięki swoim występom w barwach Aston Vilii Anglik przebił błonę anonimowości z na tyle dużym impetem, że trafił do kadry prowadzonej przez Garetha Soutghate’a. W efekcie Mings ma już na swoim koncie trzy zgrupowania reprezentacyjne – wrześniowe, październikowe oraz listopadowe. Jednak to, co dziś jest integralną częścią kariery 27-latka, jeszcze nie tak dawno było odzwiercieldeniem jego najskrytszych marzeń. 

Przedstawiciel nowej ery  

Z perspektywy teraźniejszości rok 2009 zdaje się umiejscowiony w zamierzchłych czasach. W ciągu jedenastu kolejnych lat świat, również ten piłkarski, zmienił się nie do poznania. Pojawiły się nowe technologie, nieznane wcześniej przepisy, a wraz z nimi kolejne pokolenie piłkarzy. Wśród przedstawicieli grupy, w których upatruje się następców byłych, niekiedy emerytowanych już gwiazd, należy wyróżnić między innymi Tyrone’a Mingsa. Anglik jest o tyle ciekawą postacią, że przebieg jego dotychczasowej kariery swoją charakterystyką przypomina materiał na całkiem interesującą produkcję filmową. Duża w tym zasługa krętej drogi, która w jego przypadku okazała się przepustką na piłkarskie salony. Przebyta przez Mingsa trasa to wzorowy przykład skutecznej walki z niepowodzeniami oraz własnymi słabościami. Jej początek datuje się na wspomniany kilka chwil temu rok 2009.

Bez żalu do Świętych

Za takim rozumowaniem stoją rzecz jasne wydarzenia, które poniekąd definiują historię Mingsa. Miejscem, które pozwala odkryć pierwszy element jego prywatnej układanki, jest Southampton. Mings był bowiem członkiem akademii klub z St Mary’s Stadium, wówczas występującego na zapleczu angielskiej Premier League. Wszakże, mając na karku 16 lat, jego plany o grze dla The Saints na najwyższym poziomie odeszły w zapomnienie. W 2009 roku podjęto decyzję o skreśleniu młodego Anglika.

Motywacją włodarzy akademii były cięcia finansowe, będące pokłosiem spadku pierwszego zespołu do League One, a także problemy samego piłkarza. Urodzony w Bath zawodnik mierzył 172 centymetry wzrostu, co w oczach ekspertów z hrabstwa ceremonialnego Hampshire przekreślało jego szansę na w pełni harmonijny, a przede wszystkim efektywny rozwój. Mimo że Mings z dnia na dzień znalazł się na lodzie, niedawno przyznał, że do nikogo nie żywi za to urazy.

W tamtym okresie taka decyzja była zrozumiała. Nie byłem ani wystarczający duży, ani rozwinięty pod względem fizycznym, aby stać się częścią drużyny do lat 18. Byli lepsi ode mnie, a klub potrzebował funduszy w związku ze słabą postawą pierwszego zespołu. W pełni szanowałem i wciąż szanuję wybór Southampton – deklaruje defensor.

Czas na przerwę? 

Z Southampton Mings trafił na szkolny korytarz placówki edukacyjnej w Somerset. Ku satysfakcji samego piłkarza pobyt w Millfield School nie ograniczył jego aktywności na boisku. Anglik został objęty piłkarskim stypendium w latach 2009-2011. Był to istotny czynnik, który umożliwił Mingsowi pracę nad swoim warszatatem. Efekty tego samodoskonalenia okazały się punktem wyjścia do udziału wychowanka Świętych w specjalnych testach organizowanych przez angielską federację. Mings znalazł się w gronie dwustu chłopaków, których trenerzy obserwowali w kontekście naboru do reprezentacji U-18. W jego opinii była to doskonała okazja do pokazania się skautom innych klubów. Ponadto, bezpośredni kontakt z ideą, której inicjatorem był tak prestiżowy organ, utwierdził go co do słuszność marzeń dotyczących gry w drużynie narodowej.

Z pobytem w Millfield School wiąże się również historia, w której swój udział miał pierwszy klub Mingsa, Southampton. We wcześniejszych latach The Saints niejednokrotnie mierzyli się ze szkolną ekipą, której barwy od pewnego czasu reprezentował Mings. W zdecydowanej większości przypadków górą byli Święci. Tym razem było jednak inaczej. Millfield wygrało 3:1, a jak wynika z realcji Terry’ego Akhursta, katem Southampton był sam Mings.

Zawsze gramy z Southampton i zazwyczaj są dla nas bezlitośni. Wtedy udało nam się pokonać ich zespół i jak myślicie, kto był najlepszym zawodniekim na boisku? Tyorne był dodatkowo zmotywowany, a jednocześnie grał po prostu niesamowicie – zdradził były szkoleniowiec Anglika.

Non-league football 

Po dwuletnim pobycie w szkolnych murach oraz braku angażu w zespole większego kalibru Mings trafił do non-league football. Obrońca związał się z Corsham Town, które dość szybko zamienił na Yate Town. Brak wymiernych rezultatów pomimo starań i zaangażowania miał zaprowadzić Mingsa na skraj przepaści.  Przez pewien czas Anglik bił się z myślami o odwieszeniu butów na kołek. Ostatecznie zdecydyował się kontynuować karierę i podpisał kontraktu z Chippenham Town. W hrbastwie Wiltshire do urodzonego w 1993 roku piłkarza w końcu uśmiechnęło się szczęście.

Szczęśliwy splot okoliczności 

Po pierwsze, nad rozwojem Mingsa czuwał jego ojciec, Adie. Wtedy menadżer Chippenham, a dziś skaut Chelsea, miał pod pełną kontrolą nastawienie syna, które było niezwykle istotne, mając na uwadze jego przyszłość. Co ważne w tym kontekście, Tyrone nie mógł liczyć na taryfę ulgowę w zespole, którym z ławki zarządzała najbliższa mu osoba. Przeciwnie, kolega z zespołu Mingsa – Toby Osman – przyznał, że usposbienie trenera Chippenham z góry wykluczyało taką ewentulaność. To okazało się kluczem do podniesienia piłkarskich kwalifikacji, co przełożyło się na spore zainteresowanie klubów z poziomu centralnego. Toby Osman widząc, jak świetnie radzi sobie defensor, postanowił zatelefonować do swojego taty, który w tamtym czasie odpowiadał za akademię Ipswich Town. Jego wizyta na meczu Chippenham sprawiła, że Mings wypłynął na szerokie wody.

Porywcze zaangażowanie

Po krótkiej obserwacji Russel Osman, notabene trzynastokrotny reprezentant Anglii, wystosował zaproszenie, którego adresatem był Mings. Treść wiadomości była krótka i stanowiła propozycję testów w trzecioligowym Ipswich. Żeby się na nie stawić zawodnik Chippenham musiał zrezygnować z dnia pracy w biurze doradctwa finansowego i kreydtowego, czym narażał się na utratę podstawowego źródła dochodu. Defensor z Bath swoją absencję postanowił usprawiedliwić, jak każdy przeciętny obywatel. Powołanie się na nienajlepszy stan zdrowia pozwoliło Mingsowi ruszyć w drogę do Ipswich Citroenem Saxo o wartości, bagatela, 100 funtów.

Testy wypadły pomyślnie, ale niewiele brakowało a Mick McCarthy straciłby cierpliwość do Mingsa przy pierwszej sposobności. Irlandzki szkoleniowiec, widząc, do czego zdolny jest nowoprzybyły zawodnik, niemal bez zastanowienia zdecydował, że otrzyma on od Ipswich ofertę kontraktu. Wobec tego, celem uniknięcia urazu postanowił, że ściągnie testowanego piłkarza z boiska po 75 minutach. W momencie, w którym McCarthy poprosił Mingsa o opuszczenie murawy, drugim z dżentelmenów kierował nadmiar adrenaliny w organizmie. Deficyt racjonalnego myślenia Mingsa doprowadził do sprzeczki, która ustała dopiero wtedy, gdy trener Ipswich w jednoznaczny sposób przemówił do rozsądku absolwenta Millfield School.

Wiem, że nie chcesz zejśc z boiska, ale zdejmuje cię, bo w innym wypadku nabawisz się kontuzji, a ja chcę cię zakontraktować. Zamknij się i schodź, synu.

Chłodne kalkulacje 

Ipswich wykupiło Minga za symboliczne 10 tysięcy funtów i zgodziło się rozegrać mecz towarzyski z Chippenham. Co ciekawe, na tym etapie kariery obrońca nadal brał pod uwagę możliwość niepowodzenia w świecie piłki. Świadczy o tym jego zapytanie skierowane do dotychczasowgo szefa, Marka Harringtona.

Kiedy podpisał kontrakt z Ipswich, skontaktował się ze mną i zapytał, czy mógłby pracować na pół etatu. Chciał mieć alternatywę i nadal rozwijać swoje kwalifikacje. Niestety, nie byłem w stanie mu pomóc – zdradził Harrington, według którego Mings był zdterminowanym i utalentowanym pracownikiem z dużymi szansami na zrobienie kariery w zawodzie maklera.

Wieczne żywe marzenie

Zamiast niezliczonych godzin za biurkiem Mings postawił na pracę w ciągłym ruchu. Być może dlatego miał chęć dać upust swoim emocjom za każdym razem, gdy był zmuszony pogodzić się z rolą rezerwowego. Nadpobudliwość regularnie dawała o sobie znać i kto wie, czy  wpływ Terry’ego Connora nie uratował reputacji, a może nawet i kariery Anglika. Asystent trenera McCarthy’ego nie ukrywał, że Mings źle znosił brak gry. Kiedy frustracja sięgała zenitu, były gracz m.in. Yate Town był o krok od wdania się w polemikę z decyzją menadżera Ipswich. Możemy się tylko domyślać, jaki mógłby być finał częstych kłótni z osobą, która decyduje o kierunku, w którym zmierza zespół.

Nie potrafią powiedzieć, ile razy uratowałem go od autodestrukcji. Był przekonany, że zasługuje na miejsce w pierwszej „11”. Trzeba był go uspokojać – opowiada Connor.

Swoimi wspomnieniami Connor rzucił również światło na cele, jakie w tamtym czasie stawiał przed sobą Mings. Jeśli wierzyć jego słowom, a o to w tym wypadku raczej nie trudno, Mings w czasach gry dla Ipswich zaznaczył, że dąży do gry w reprezentacji Anglii. Jego nadzieje na końcowy sukces wzmocniła ponoć zmiana przywołanego wcześniej Citroena Saxo na Vauxhalla Corsę. Całokształt jego deklaracji był pozbawiony często spotykanej buty. Widoczna była natomiast pewności siebie i przekonanie, co do własnych możliwości. Co godne podziwu,  brak nadmiernej wyniosłości – zbędnej w profesji piłkarza – był u Mingsa widoczny również poza boiskiem. Pomoc w schronisku dla bezdomnych podczas Świąt Bożego Narodzenia, sfinansowanie wejściówek na spotkanie Ipswich dla jednego z biedniejszych fanów, czy też zakup trykotów ze swoim nazwiskiem z myślą o kibicach, którzy nabyli koszulę z jego starym numerem. Uzewnętrznienie ludzkiego oblicza pozwoliło Mingsowi stać się pełnoprawną częścią społeczności na dobre i na złe związanej z Portman Road.

Stacja – Premier League 

Oprócz działności na rzecz utrwalenia więzi z kibicami The Tractor Boys Tyrone Mings zostanie zapmiętany przez nich także ze względu na świetne występy w Championship w sezonie 2014/15. W trakciej tej kampanii defensor znalazł się na celonwiku kilku klubów Premier League. Koniec końców wyścig o podpis Anglika padł łupem Bournemouth. Z tytułu zakontraktowania Mingsa Ipswich wzbogaciło się o ponad 10 milionów funtów. Wraz z momentem dopełnienia wszelkich formalności wychowanek akademii Southampton stał sie najdorższym zakupem w historii The Cherries. Tak duża kwota pieniędzy nie stłamsiła entuzjazjmu Eddie’ego Howe’a.

(Tyrone – przyp. red.) pasuje do preferowanego przez nas modelu. Jest młody, ambitny, ma duży potencjał i chce się rozwijać – powiedział angielski szkoleniowiec w lipcu 2015 roku.

Zważywszy na specyfikę piłkarskiego profilu Tyrone’a Mingsa wiele wskazywało na to, że jest on wręcz stworzony do skutecznej i bezpardonowej gry w barwach Bournemouth. W zgodzie z tym tokiem rozumowania nikt, ani nic nie powinno stanąc na jego drodze. Sport jest jednak obarczony pewną dozą ryzyka. Mierzący 195 centymetrów wzrostu obrońca przekonał się o tym 29 sierpnia 2015 roku. W swoim debiucie w Premier League przeciwko Leicester City Mings zerwał więzadła w kolanie. Kontuzja okazała się na tyle poważna, że wykluczyła go z jakiejkolwiek formy rywalizacji aż do grudnia 2016 roku. Jak się później okazało, był to dopiero początek złej passy.

W marcu 2017 roku Mings został zawieszony na pięć meczów po tym, jak angielska federacja uznała, że celowo stanął na głowie Zlatana Ibrahimovicia w spotkaniu 27. kolejki Premier League z Manchesterem United. W kolejnym sezonie do domu Anglika znów zawitały nieproszone kłopoty zdrowotne. Przez uraz pleców stracił on prawie całe rozgrywki, co przelało czarę goryczy na Vicarage Road. Drogi Mingsa i Bournemouth musiały się rozejść.

Wypożyczenie – strzał w „10”

Obie strony dobrnęły do punktu kulimacyjnego niespójnej realcji 31 stycznia 2019 roku. Zamknięcie kolejnego rozdziału w karierze Mingsa poprzedziło kilka miesięcy permanentnej zniewagi ze strony Eddie’ego Howe’a i jego sztabu. Angielski defensor nie mógł liczyć na regularną grę, co zaowocowało dążeniem do zmiany otoczenia. Udało się tego dokonać w trakcie ostatniego dnia zimowego okienka transferowego. Mings znad kanału La Manche przeniósł się na zasadzie wypożyczenia do Birmingham, gdzie na co dzień swoje mecze rozgrywa Aston Villa. Ten ruch stanowił esencję strategii, która opiera się na zasadzie „jeden krok do tyłu, dwa w przód”. Trudno nie zgodzić się z teorią, która większą wartość przypisuje regularnym występom w drugiej lidze angielskiej niż ciągłemu przesiadywaniu na ławce rezerwowych w pierwszej.

Brak szans oraz perspektyw na ich uzyskanie zmusił mnie do odejścia z Bournemouth. Musiałem pokazać ludziom, na co mnie stać – wytłumaczył swoją decyzję były zawodnik Ipswich.

Grę Mingsa na zapleczu angielskiej ekstraklasy charakteryzowała wysoka jakość, a to oznaczało, że w rękach piłkarza znalazła się karta przetargowa o ponadprzeciętnej wartości. Spirala pozytywnie nacechowanej narracji była dodatkowo nakręcana przez wszechobecne pochwały. Przychylnie na temat Mingsa wypowiadały się zarówno brytyjskie media, jak i jego koledzy z drużyny, m.in. Tammy Abraham.

Jest szybki, silny i świetny pod wzlgędem technicznym. Bardzo dobrze czyta grę. To jeden z najlepszych obrońców, z jakimi miałem przyejmność grać – przyznał napastnik, który sezon 2018/19 spędził w Championship.

Reprezentant Anglii w szatni na Villa Park

Całokształ poczynań Mingsa zwiastował jego rychły powrót do Premier League. Zaledwie kilka tygodni po dołączeniu do Aston Villi chęć jego zatrdunienia miało wyrazić Southampton. Jakże znamienne byłoby dyktowanie warunków klubowi, który dekadę wcześniej zrezygnował z młodego Mingsa. Nikomu nie przyszło jednak śledzić przebiegu takiego procesu. Włodarze Aston Villi, na czele z Deanem Smithem oraz Christianem Purslowem, zapragnęli mieć Anglika u siebie na stałe. Zadanie było jak najbardziej wykonalne, a wszystko dzięki wywalczeniu awansu do Premier League oraz zawarciu specjalnej umowy z Bournemouth. Z jej treści wynikało, że The Villans są w uprzywilejowanej sytuacji i jeśli tylko będą w stanie wyrównać najwyższą ofertę za Tyrone’a Mingsa, to ten trafi właśnie do nich. 8 lipca 2019 roku Mings oficjalnie zmienił klubowe barwy, a na konto Wisienek wpłynęło 20 milionów funtów.

Na pierwszy rzut oka kwota nie należy do najniższych, ale patrząc przez pryzmat tego, co Mings zdążył pokazać w bordowo-niebieskiej koszulce, wydaje się, że w hrabstwie metropolitalnym West Midlands nie żałują wydanych na niego pieniędzy. Przed wyczekiwanym odmrożeniem angielskiej piłki Mings może pochwalić się więcej niż solidnymi statystykami. Anglik jest liderem klasyfikacji zablokowanych strzałów w Premier League. Zajmuje również 9. miejsce pod względem wybić. Co najważniejsze, w przypadku Mingsa liczby w stosunkowo sprawiedliwy sposób rozliczają go z prezentowanej dyspozycji. W końcu znaleźć się na radarze Garetha Southgate’a, a następnie otrzymać szansę debiutu w reprezentacji Anglii to nie przypadek. Tyrone Mings jest flagowym przykładem filozofii, która zakłada wyciąganie wniosków z porażek i maksymalizację zysków w przyszłości dzięki ciężkiej pracy każdego dnia. Jego pogoń za marzeniami przetrwała każdą próbę, nawet użytkowanie wysłużonego Citroena Saxo.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie