Z ręką na sercu trzeba przyznać, że Arsenal potrafi ostatnimi laty zarzucić sieć na całkiem ciekawych i młodych zawodników. Jednak w tym przypadku mamy do czynienia z jednym z najdziwniejszych transferów od dłuższego czasu. 

Będąc skautem dla klubu o takich możliwościach, jaką mają zespoły z Premier League, znacznie częściej słyszymy o  przenosinach nastolatków, którzy pokazali się z dobrej strony w najwyższych europejskich ligach. W końcu warto zaryzykować 15/20 milionów i dać szansę komuś, kto być może będzie gwiazdą światowej piłki. Najczęściej jednak plany palą na panewce, a młodzian obciążony presją sobie z nią nie radzi.

Oczywiście od tego typu przykrych konsekwencji są wyjątki i możemy podziwiać ich cotygodniowy rozwój zastanawiając się, gdzie są ich limity. Aspiracje na takie gwiazdy jednak nie mają tylko ci, którzy pokażą się w najwyższych ligach. Wystarczy, że uśmiechnie się do nich szczęście, a być może skaut wielkiego klubu odwiedzi sporą, skandynawską miejscowość.

To historia George’a Lewisa, 19-latka o korzeniach wywodzących się z Rwandy. Urodził się i wychował w norweskiej kulturze, łącząc te dwa odległe kraje swoim imieniem. Ono może stać się szczególnie rozpoznawane, jeśli wykorzysta swoją szansę. Larvik to 40-tysięczne miasto, leżące na południowo-wschodnim wybrzeżu Norwegii, ich dumą jest drużyna piłkarska, która jednak nie święci specjalnych tryumfów.

George Lewis był jej zawodnikiem, grając na 3 poziomie ligowym. Miał być jej diamentem pozyskanym z akademii Tromsö, do czego należy podchodzić z dystansem. W barwach IF Fram Larvik zagrał w 5 spotkaniach, lecz wystarczyło to, aby przekonać do siebie skauta, który dziwnym trafem poświęcił swój czas żeby obejrzeć to widowisko. Raport, jaki na jego temat przesłał do Londynu, musiał być bardzo przekonywujący, gdyż Arsenal zdecydował się go zaprosić na testy.

 

Źródło: Daily Cannon

 

Tam trenerów nie zawiódł. Odkąd pojawił się na testach, warto podkreślić, że dwukrotnie spełnił oczekiwania, jakie zrodziły się po otrzymaniu sprawozdań na jego temat. Nie tylko trenował pod okiem szkoleniowców zespołu rezerw, lecz został zaproszony na trening pierwszej drużyny prowadzony pod okiem Artety.

Jak to się jednak stało, że prawie 20-letni skrzydłowy w ogóle mógł zaimponować swoimi umiejętnościami na tle wychowywanym w najlepszych w Anglii akademiach innych młodzieżowców? Jego umiejętności są określane, jako nieszablonowe, szczególnie w podejmowaniu boiskowych decyzji. Zdaniem ludzi zajmujących się przyszłymi zawodnikami pierwszej drużyny, Lewis ma coś żeby błysnąć, jeśli dostanie szanse. Najpierw jednak czeka go sporo pracy.

To nadal brzmi jak sen lub film z ckliwym zakończeniem. George Lewis nigdy nie został dostrzeżony przez przedstawicieli większych marek nawet na krajowym podwórku, nie ma więc co nawet mówić o zainteresowaniu kadry młodzieżowej Norwegii, dlaczego więc Arsenal coś w nim widzi?

Déjà vu 

Historia ta do złudzenia przypomina Cohena Bramalla, zawodnika ściągniętego z Boreham Wood, akurat w momencie gdy Arsenal nawiązał z nimi współpracę. Zrobiło się głośniej o klubie, który wypuścił swojego wychowanka do tak dużego klubu, a sam zawodnik przyciągnął uwagę mediów swoją historią na temat łączeniu pracy z pasją do piłki. Bramall odwiedził wtedy Stany Zjednoczone w ramach przedsezonowego zgrupowania, gdzie usłyszał na swój temat kilka miłych słów od Wengera. Na słowach się jednak skończyło, Cohen zadebiutował w pierwszej drużynie Kanonierów, lecz widać było, że to nie ten poziom.

W jego grze brakowało wszystkiego, czego można oczekiwać po młodym zawodniku. Nie było błysku, przebojowości, plusów. Bramall pojawił się i zniknął, a w późniejszych wywiadach obarczył winą Arsenal, za brak prawdziwej szansy. Doskonale widać na tym przypadku, jak pewne umowy mogą pozwolić zawodnikom przeżyć nietypową historię. W tym przypadku możemy szukać takiej ponownie.

George pochodzi z Rwandy, z jaką Arsenal ściśle współpracuje promując kraj, jako doskonałe miejsce na wakacyjny odpoczynek. Współpraca ta była otoczona sporymi kontrowersjami, jednak przyniosła całkiem niezłe skutki dla obu stron. Lewis mógłby być częścią dalszej promocji. Jako chłopak pochodzący z Rwandy ma szansę stać się przy odpowiednim nagłośnieniu ciekawym kąskiem dla krajowej reprezentacji, a wpis w CV, jako zawodnik Arsenalu skutecznie utorować drogę do wejścia na profesjonalny poziom piłkarski.

Brzmi to, jak teoria spiskowa, lecz ciężko uwierzyć, że Lewis to talent na miarę Gabriela Marinellego sprowadzonego zresztą z równie niskiej ligi, lecz będącego produktem brazylijskich akademii. Czy jednak należy z góry skreślać młodego skrzydłowego? W żadnym wypadku. Pozostaje życzyć mu powodzenia, aby wykorzystał nadaną mu okazję i trafić na pierwsze miejsce wyszukiwań w Google pod swoim nazwiskiem, obecnie wyprzedzają go imiennicy oddani sztuce, George Lewis – kompozytor i George Lewis – muzyk.

 

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie