Mijają kolejne dni, a w papierach związanych z Newcastle United cały czas widnieje ten sam właściciel. Mimo to zdecydowana większość zainteresowanych nie dopuszcza do siebie myśli, iż Mike Ashley mógłby zachować swój stołek na dłużej. Wszystkim wydaje się, że arabskie przejęcie Srok jest nieuniknione i najprawdopodobniej mają rację. Główną przeszkodą w całej operacji zapewne nadal jest utrudniający wszystko wirus.

W związku z ogromnym bogactwem właścicieli, którzy jeszcze nie są właścicielami, w naszym futbolowym świecie z Newcastle łączy się kolejne nazwiska. Coutinho, Pochettino, Benitez, Koulibaly, Fekir, Vidal, Cavani. Pierwszy raz od zamierzchłych czasów, piłkarze stawiani obok jakiejkolwiek drużyny, przebijają te wszystkie plotki, które codziennie generuje się o Manchesterze United. Tymczasem rzeczywistość często bywa rozczarowująca, a przepisanie klubu na bogatszą rodzinę wcale nie musi oznaczać, że na St James’ Park pojawią się w komplecie Messi, Mbappe i Neymar.

Jak na potwierdzenie tych słów pojawia się on, Ariyo Igbayilola, pokazujący palcem w którą stronę Newcastle kieruje swoje zainteresowanie. Ten agent ma w swojej stajni kilku ciekawych zawodników, lecz bohaterem przygody z Anglią może okazać się niedługo Victor Osimhen. I to właśnie na takich transferach może opierać się czterokrotny zdobywca mistrzostwa – na piłkarzach dobrych, takich, którymi interesują się inne europejskie drużyny, nie najtańszych, ale za to bez sprawdzenia w angielskiej lidze. Raczej nie trafi tu grono mega gwiazd. Nie spodziewajmy się też ogórków sprowadzonych za bezcen.

Cenę Osimhena mogą podbijać dobre występy, obniżać może natomiast sam fakt, że owe występy miały miejsce w Belgii i Francji, nie Anglii czy Hiszpanii. Mówiąc krótko, Nigeryjczyk może okazać się słabszy niż Cavani, który od lat nie schodzi z pewnego poziomu, ale trzeba będzie za niego mniej zapłacić, a w razie niewypału, na pewno znajdą się kolejni chętni na (obecnie) 21-latka. Gwiazdy Lille Newcastle nie sprowadzi jednak pstryknięciem palca, nie jest przecież na tyle anonimowy, aby chętnych nie było więcej.

Igbayilola w kontekście swojego podopiecznego na pierwszym miejscu stawiał Napoli. Jak przyznał w rozmowie z TheCable, jedynym klubem w 100% skoncentrowanym na pozyskaniu Osimhena są właśnie Włosi. Szybko okazało się jednak, że cena przewyższająca 50 milionów funtów to za dużo i dzisiaj media na Półwyspie Apenińskim donoszą, że ekipa Gennaro Gattuso skupia się szukaniu tańszej opcji do swojego ataku.

O Newcastle agent powiedział tyle, że nie odnotował jeszcze żadnych poważniejszych kroków, ale klub pozostaje w kręgu zainteresowanych. Tak samo jak Tottenham, który jednak nie może raczej liczyć na sprowadzenie napastnika z Ligue 1. W tej samej rozmowie Igbayilola powiedział bowiem, iż Osimhen musi trafić do miejsca, gdzie będzie grał pierwsze skrzypce. Miał on przekazać nawet samemu Mourinho, że o ile Koguty nie pozbędą się Harry’ego Kane’a, nie mają co liczyć na przeprowadzkę zawodnika Lille.

W drużynie Srok rywalizacja jest dużo mniejsza. Osimhen kupiony za tak grube pieniądze raczej nie siedziałby na ławce rezerwowych w sytuacji, w której tylko jeden napastnik klubu przekroczył magiczną granicę pięciu bramek w tym sezonie. Tak naprawdę gdyby wszyscy napastnicy Newcastle grali na jedno konto, i tak przegraliby z Osimhenem w klasyfikacji strzelców. Były zawodnik Charleroi wybiegał w tym sezonie na boisko 38 razy, udało mu się w tym czasie strzelić 18 bramek i zanotować 6 asyst. W samej lidze miał 13 goli, a wyprzedzili go tylko Neymar, Dembele, Ben Yedder oraz Mbappe. Poprzedni sezon, jeszcze w lidze belgijskiej, zakończył z 20 trafieniami i 4 asystami.

Można się spierać, czy pokazanie się we Francji będzie miało jakiekolwiek odniesienie w Premier League. Ale skoro Manchester United interesuje się napastnikiem z tej samej ligi, Arsenal kupuje zawodnika z tego samego klubu, a Tottenham robi zakusy po tego samego piłkarza, to Newcastle na pewno nie ma na co narzekać. Victor Osimhen byłby wzmocnieniem. A do tego, w przeciwieństwie do Neymara i Cavaniego, jest w zasięgu rąk klubu z Wysp.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie