W sobotę 16 maja zegar liczący kolejne dni bez piłki nożnej w końcu się zatrzymał. 66 dni rozbratu z futbolem na najwyższym europejskim poziomie był udręką dla wszystkich piłkarzy, trenerów, kibiców i ekspertów. Pozwolenie od Ministerstwa Zdrowia jako pierwsi otrzymali Niemcy, którzy szybko ruszyli do działania – testy, kwarantanna dla chorych, sporządzenie nowych wytycznych dla graczy i sędziów, a także ciągłe monitorowanie rozprzestrzeniającej się pandemii. Nasi sąsiedzi to naród odważny, jednak presja ciążąca na całym pionie sportowym w Niemczech jest ogromna. Wszyscy z zazdrością spoglądają na niemieckie boiska i kibicują, aby projekt restart finalnie zakończył się sukcesem.

Do normalności na piłkarskich boiskach jeszcze bardzo daleka droga. Stopniowe kroki ku powrotowi do futbolu, takiego jakiego kochamy 16 maja postanowiła zrobić niemiecka federacja, która wystartowała z Bundesligą, jak i z jej zapleczem. Po dwóch, w pełni rozegranych kolejkach Bundesligi i 2. Bundesligi idzie wyciągnąć naprawdę kilka konstruktywnych wniosków i ciekawych spostrzeżeń. Jakieś uwagi na pewno też się znajdą.

Transmisja meczu z imitowanym dopingiem kibiców. Czy Bundesliga robi to dobrze?

Bez kibiców, ale z szalenie głośnym dopingiem? Skądś to znamy… Bundesliga razem z europejskimi telewizjami w ubiegłą sobotę stworzyła dwie transmisje dla jednego spotkania – na kanale pierwszym Eleven mogliśmy śledzić poczynania Bayernu z Eintrachtem z towarzyszącym, rzeczywistym dźwiękiem echa odbijającej się piłki i wrzeszczących z ławki trenerskiej menedżerów. Jednak to nie wszystko. Alternatywą dla kibiców znudzonych piknikową atmosferą była możliwość obejrzenia rywalizacji z… dodanym komputerowo dopingiem kibiców. Niektórzy powiedzą, że to zakłamywanie rzeczywistości, inni, że to naprawdę fajna opcja stworzenia namiastki normalności w piłce. Patryk Mirosławski, redaktor naczelny stacji Eleven Sports po wczorajszym starciu Dumy Bawarii z ekipą Adiego Hüttera stworzył na Twitterze ankietę, w której kibice mogli wypowiedzieć się, która opcja podoba im się bardziej (71 – 29 za opcją ze „sztucznymi trybunami”) Jeśli jeszcze nie mieliście okazji skorzystać z opcji z „imitowanego dopingu” serdecznie polecam.

Dwumiesięczna przerwa nie jest powodem do wymówek – patrz Bayern, Borussia, Bayer Leverkusen… Hertha Berlin.

Co z tego, że swoje ostatnie mecze Bundesligowe drużyny grały dwa miesiące temu. Co z tego, że treningów w pełnym składzie wróciły naprawdę bardzo niedawno? Niektórzy przed powrotem rozgrywek mogli mieć wątpliwości przede wszystkim co do płynności gry. Już na samym starcie po rozbracie z futbolem dostaliśmy prawdziwy rarytas. Derby Zagłębia Ruhry zapowiadały się iście emocjonująco. Borussia nie pozostawiła złudzeń rywalom z Gelsenkirchen, swój mecz życia rozegrał Julian Brandt, który dwa dni później został wybrany graczem kolejki. Wahadła podopiecznych Favre’a śmigały jak przed pauzą rozgrywek – śmiem wątpić, że zarówno Hakimi, jak i Guerreiro mieli jeszcze większą ochotę do ofensywnego wsparcia swoich kolegów. W zeszłą sobotę gracze z Signal Iduna Park włączyli tryb ultra-oszczędny, ale to i tak wystarczyło, żeby pokonać na wyjeździe bezradny Wolfsburg trenera Glasnera. To akurat jesteśmy w stanie wybaczyć, bo przecież już we wtorek o 18:30 Der Klassiker!

Bayern w starciu z Unionem Rafała Gikiewicza zagrał podobnie jak Borussia z Wilkami. Jedyną różnicą było to, że gracze Flicka obie bramki zdobyli ze stałych fragmentów gry – po rzucie karnym i rzucie rożnym. Zupełnie inne oblicze pokazali w rywalizacji z Eintrachtem, w którym nastrzelali 5 bramek rywalom i jakiś tam lęk w szeregach wtorkowego rywala na pewno wzbudzili.

Co słychać u reszty ekip wciąż walczących o mistrzostwo Niemiec? Bayer Leverkusen za trenera Bosza to Bayer, jaki chcielibyśmy oglądać w zasadzie zawsze. Ofensywne usposobienie praktycznie całego zespołu, dowodzący zespołem 20-letni Kai Havertz, który w dwóch meczach ładuje cztery gole i świetnie prosperujący cały blok defensywny są gwarantem dobrej gry, która już wkrótce może zagwarantować europejskie puchary.

Lecimy dalej i spoglądamy na Lipsk. Gracze Nagelsmanna co prawda zaliczyli wpadkę z Freiburgiem, ale tydzień później rozbili Mainz 5:0, a Werner ustrzelił kolejnego hat-tricka w karierze i goni Roberta Lewandowskiego w klasyfikacji najlepszych strzelców (26 – 24 dla Polaka). Borussia M’Gladbach po dobrym starcie i zwycięstwie z Eintrachtem przegrała z Leverkusen i nieco skomplikowała sobie sytuację w tabeli. Patrzymy niżej i jest… cały na biało zespół Bruno Labbadii (dla niewtajemniczonych z Piątkiem w składzie!). Hertha to najlepszy zespół po restarcie Bundesligi. 2 mecze, siedem goli – zwycięstwo z Hoffenheim 3:0 i rozbicie w derbach Berlina Unionu. Szkoda tylko, że z Cuhną, Ibiseviciem i Lukebakio w składzie, a Piątkiem na ławce. No cóż.

Social distance. Zachowaj ostrożność po strzeleniu bramki!

Strzelisz bramkę – zachowaj chłodną głowę (patrz zdjęcie poniżej). Wprowadzone obostrzenia po wznowieniu rozgrywek mówią między innymi o tym, żeby nie ekscytować się zbytnio po zdobyciu bramki. Albo inaczej. Nie fetować w taki sposób, aby dotykać kolegi z drużyny. Niektórym się to udaje, innym idzie z tym nieco gorzej.

TAK WOLNO:

Haaland respects social distancing guidelines as he celebrates ...
TAK NIE WOLNO:

Bundesliga: udany debiut trenera, Piątek na aucie - Bundesliga
Patrzy na Was cały świat. Dawajcie dobry przykład!

Czas na jeden z najbardziej absurdalnych punktów obostrzeń – przynajmniej moim zdaniem. Nie do końca rozumiem o co tu chodzi. Niby w mojej głowie krąży jedna teza, ale nie jestem jej pewien. Jak to jest, że na boisku piłkarze nie muszą nosić maseczek (co zresztą zrozumiałe) i mieć kontakt z przeciwnikiem, a także kolegą z drużyny, a na ławce muszą zachować odpowiednie odległości i zakrywać usta? Jedyną teorią, której się trzymam jest to, żeby w trakcie wciąż trwającej pandemii koronawirusa dawać przykład innym. Tym, którzy patrzą na Niemcy z różnych zakątków świata. Być może nie wiem, nie znam się, nie doczytałem – za co serdecznie przepraszam. Jeśli Wy wiecie coś na ten temat podzielcie się swoimi spostrzeżeniami w komentarzu na Facebooku.

Tekturowi kibice, którzy robią klimat

Borussia M’Gladbach co prawda przegrała na własnym stadionie z Bayerem Leverkusen 1:3, ale ich Real Time Marketing naprawdę działa. Już dwa miesiące temu kibice Die Fohlen zapowiadali, że stworzą kartonowe podobizny, aby stworzyć choćby namiastkę normalności. Tak też się stało i na pierwszym domowym meczu po wznowieniu rozgrywek Bundesligi piłkarze Borussii zagrali przy 13 tysiącach kibiców z… kartonu. Aby podobizna mogła znaleźć się na trybunach, kibic musiał zapłacić 19 euro.

Testy, testy, testy. Zdrowie piłkarzy i całego sztabu trenerskiego jest najważniejsze

Bundesligowe granie w piątek, sobotę, czy niedzielę poprzedza i będzie poprzedzać ciąg obowiązkowych badań. Poza normalnymi przygotowaniami do piłkarskiego weekendu związanego z odprawą taktyczną i treningami do życia piłkarzy weszło także zobowiązanie do zrobienia testów na koronawirusa. Niemiecka prasa pisze, że ekipy z pierwszej i drugiej Bundesligi takie testy będą mieć przynajmniej dwa razy w tygodniu.

Cały świat patrzy, a więc uważajcie!

W sobotnim meczu (z 16 maja) pomiędzy Wolfsburgiem, a Augsburgiem Heiko Herrlich nie mógł poprowadzić swojej ekipy z ławki trenerskiej. Powód? Wyszedł do sklepu, by kupić pastę do zębów i krem do skóry. Po tym zajściu czekała go kilkudniowa kwarantanna.

 Popełniłem błąd opuszczając hotel. Mimo że przestrzegałem wszystkich zasad higieny, również będąc w sklepie, nie będę mógł prowadzić zespołu. Niestety nie mogę tego cofnąć, a zdaję sobie sprawę, że moje zachowanie nie było dobrym wzorem do naśladowania dla społeczeństwa – Herrlich.

W niedzielne popołudnie miał okazję przebywać na placu ze swoją drużyną i wieczorem na pewno jakiś napój wysokoprocentowy musiał wlecieć. Augsburg pokonał przecież Schalke 3:0.

Obostrzeń ciąg dalszy:

Całkiem spory spis nakazów i zakazów związanych z restartem Bundesligi mówi między innymi o tym, że piłkarze mogą wychodzić na murawę osobno, choć za chwilę będą rywalizować ze sobą bark w bark. W trakcie przerwy muszą uważać, żeby się nie zapomnieć i nie zejść do szatni razem z kolegą z przeciwnej drużyny. Niemiecka federacja po ostatniej kolejce miała spore zastrzeżenia co do zbyt dużego tłumu gromadzącego się w przejściu do szatni.

Na stadionach pojawiają się maksymalnie 322 osoby (wliczając zawodników, trenerów, sędziów, dziennikarzy, kamerzystów, oficerów kontroli dopingowej, stewardów i piłkarzy). Zostają podzieleni na trzy określone strefy – 98 będzie dozwolone na stadionie, 115 na trybunach i 109 na zewnątrz stadionu

Nie ma i przynajmniej przez jakiś czas nie będzie więcej niż czterech chłopców do podawania piłek. Boisko otoczone jest trzydziestoma piłkami, z których można swobodnie korzystać. Piłka, która zostanie wyekspediowana poza plac gry zostaje natychmiastowo zdezynfekowana.

Trenerzy muszą być w maseczkach, rezerwowi zasiadają na ławce w odpowiednich odległościach – również zakrywając nos i usta.

Niektóre z wspomnianych wcześniej nowych przepisów regulujących powrót po pandemii mogą brzmieć irracjonalnie, śmiesznie i niezrozumiale. Sam w tekście poruszyłem niejedno obostrzenie, które chcąc, nie chcąc jest naprawdę bardzo groteskowe. Ale nie zapominajmy. Na Bundesligę patrzy teraz cały świat. Jeśli uda im się teraz, potem uda się także pozostałym. A za jakiś czas na pewno wrócimy do normalności i ukochanej atmosfery prawdziwego futbolu.

 

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie