Było ich dwóch, w każdym senegalsko-francuska krew. I jeden przyświecał im cel – mieć u stóp całą Premier League. Choć ich wspólna „autobiografia” trwała zaledwie 11 miesięcy, zostali zapamiętani jako jeden z najciekawszych i najgroźniejszych duetów, jakie mogliśmy oglądać na angielskich boiskach w ostatnich latach. Papiss Demba Cissé i Demba Ba. Tak podobni, że łączyło ich nawet imię. A zarazem tak różni, że zaledwie 2 z prawie 30 bramek, jakie łącznie zdobyli, padły po asystach ich autorstwa.

Liczby kłamią

Wspomnienia rozpoczniemy od statystyk, dosyć zaskakujących. Obaj piłkarze w barwach Newcastle United wystąpili ramię w ramię w 33 spotkaniach, podczas których 29-krotnie trafili do siatki przeciwników. Cissé na listę strzelców wpisał się 16 razy, natomiast Ba zaskoczył golkiperów rywali 13 celnymi uderzeniami. Mogłoby się wydawać, że każdy ze snajperów, oprócz regularnych popisów strzeleckich, powinien także systematycznie wspierać partnera ostatnim, kluczowym podaniem. Ci, którzy spodziewali się, że para skutecznych napastników będzie odznaczać się także równie imponującą liczbą asyst, już po lekturze pierwszego akapitu musieli zweryfikować swoje poglądy. Senegalczycy nie tylko nie brali bezpośredniego udziału w swoich bramkowych zdobyczach, lecz także nie „podawali” innym kolegom z drużyny – przez niecały rok obaj zgromadzili po 3 otwierające podania. W tym przypadku przez „udział” rozumiemy oczywiście tylko konkretne liczby, gdyż wpływ każdego z afrykańskich bombardierów na postawę Srok w ofensywie był niebagatelny.

9 i 19 – te numery ciągle śnią sie golkiperom Premier League. Źródło: dazn.com

Niezwykle krótka, choć obfita w sukcesy przygoda rozpoczęła się w styczniu 2012 roku. Papiss Cissé do Anglii przeniósł się z niemieckiego Freiburga, dołączając do już obecnego na St. James’ Park Demby Ba. Pierwszy z nich został pozyskany za około 11 milionów funtów, natomiast drugi stał się graczem The Magpies na zasadzie wolnego transferu, wraz z końcem czerwca 2011 roku opuszczając West Ham. Obaj na Wyspy trafili wprost z Bundesligi – Cissé w barwach klubu z Badenii-Wirtembergii zdobył 37 bramek w 65 ligowych starciach, natomiast Ba zapisał na swoje konto 25 trafień w 65 pojedynkach.

Wejście smoków

Liczby, jakie senegalscy snajperzy notowali na boiskach tak wymagającej ligi, pozwalały przypuszczać, że do Premier League wejdą z marszu, a przynajmniej nie będą mieli większych trudności z adaptacją i regularnym powiększaniem swojego strzeleckiego dorobku. Były gracz Wieśniaków trafił do siatki w 2. meczu w koszulce Młotów, dwukrotnie pokonując golkipera WBA, Boaza Myhilla. Warto zaznaczyć, że spotkanie na The Hawthorns było pierwszym, w którym Ba wystąpił od pierwszej minuty. Do końca sezonu Ba zdobył jeszcze 5 bramek. Niestety, podopieczni Avrama Granta już przed transferem afrykańskiego napastnika znajdowali się w ekstremalnie trudnym położeniu i rozgrywki ostatecznie zakończyli na 20 miejscu, żegnając się z ekstraklasą.

Z kolei Cissé, młodszy od swojego rodaka o zaledwie 9 dni (obaj piłkarze urodzili się w 1985 roku – starszy z nich przyszedł na świat 25 maja), gola zdobył już w absolutnym debiucie. W 14. minucie starcia z Aston Villą zmienił kontuzjowanego Leona Besta i zajął miejsce w pierwszej linii obok wychowanka SM Montrouge. Ba pokonał Shay’a Givena kwadrans po wejściu na boisko swojego krajana, natomiast ten na swoją pierwszą bramkę czekał do 71. minuty, kiedy uderzeniem lewą nogą wykorzystał dokładne podanie Jonasa Guttiereza.

Tym panom w pomarańczowym było do twarzy. Źródło: nufc.co.uk

Raz jeden, raz drugi

Już premierowy, wspólny występ pozwalał przypuszczać, że senegalski duet ma predyspozycje, by stać się jednym z koszmarów bramkarzy Premier League. Były zawodnik West Hamu i Hoffenheim mierzył 189 cm wzrostu i był silny niczym tur, natomiast urodzony w Dakarze piłkarz, chociaż nie należał do niskich (1,8 m), imponował szybkością i sprytem. Wydawało się, że gdy Ba zyska tak wartościowego partnera, jego ofensywne statystyki tylko się poprawią. Nic bardziej mylnego – w tamtym sezonie nie trafił do siatki w żadnym z 13 spotkań, w których na murawie oglądaliśmy również Cissé. Nie trafił też w potyczce z Arsenalem, kiedy jego krajan nie podniósł się z ławki rezerwowych. Natomiast ex-snajper Freiburga strzelał jak natchniony, kończąc rok z imponującą średnią 1 bramki na mecz. O jego umiejętnościach przekonali się m.in. golkiperzy Liverpoolu (Reina) i Chelsea (Cech), którzy dwukrotnie dali się zaskoczyć Senegalczykowi.

Sezon 2011/12 fani Srok będą wspominać z rozrzewnieniem. Ich ulubieńcy zajęli 5. miejsce, a do pozycji premiowanej awansem do Champions League zabrakło zaledwie 5 punktów. W ekipie Alana Pardew zachwyt wzbudzali nie tylko napastnicy z Czarnego Lądu, ale także francuski duet pomocników, Hatem Ben Arfa i Yohan Cabaye, którzy łącznie zdobyli 9 goli i zanotowali 14 asyst. Potężny wkład w końcowy sukces w lidze mieli również Tim Krul, Fabricio Coloccini, Jonás Gutiérrez, Ryan Taylor, Danny Simpson i Cheik Tioté. Chociaż drużyna z północno-zachodniej Anglii nie imponowała ani nadzwyczajną skutecznością, ani wyjątkowo szczelną obroną, jej największą siłą był kolektyw, dobra organizacja i serce do walki. Wyższość ekipy znad rzeki Tyne musiały uznać m.in. Chelsea, Liverpool i Everton. Od bram raju The Magpies dzieliło tak niewiele – czterokrotnym mistrzom Anglii „na pocieszenie” pozostały występy w Lidze Europejskiej.

Duet, który (prawie) nigdy nie wchodził sobie w drogę

Współpraca senegalskiego tandemu opierała się na tak skomplikowanych zasadach, że o ich stworzenie moglibyśmy podejrzewać afrykańskich, plemiennych szamanów – jeżeli strzelał Cissé, do siatki nie trafiał Ba, a gdy z bramek cieszył się były napastnik Hoffenheim, snajperskiego dorobku nie potrafił powiększyć jego rodak. Końcówka sezonu 11/12 należała do zawodnika z „9” na plecach, natomiast początek kolejnych rozgrywek to popis „19” – w pierwszych 9. kolejkach Ba aż 7-krotnie pokonał bramkarzy rywali. Cissé uczynił to tylko raz (w rywalizacji z WBA, kiedy gola zdobył też drugi z Senegalczyków), a w jednym z pojedynków nawet nie podniósł się z ławki.

Wykonawca i architekt. Źródło: fifa.com

Zwyżka formy Demby Ba zaowocowała zawodowym awansem – w styczniu po autora 13 trafień sięgnęła Chelsea. Odejście krajana miało stworzyć młodszemu z graczy lepsze warunki do gry, gdyż wobec zaskakująco wysokiej dyspozycji napastnika urodzonego we francuskim Sevres, jego kompan został zmuszony do pogodzenia się w rolą drugich skrzypiec i gry na skrzydle. Jedenastomiesięczna współpraca zakończyła się w 20. kolejce. W niezwykle emocjonującym meczu z Arsenalem przyszły zawodnik The Blues 2-krotnie skierował piłkę do siatki strzeżonej przez Wojciecha Szczęsnego. Dublet Senegalczyka nie pomógł w zdobyciu choćby 1 punktu, gdyż Kanonierzy aż 7 razy zaskoczyli Tima Krula. Hat-trickiem popisał się wtedy… Theo Walcott.

Pożegnanie z czernią i bielą

Już bez wychowanka SM Montrouge Sroki zawędrowały aż do ćwierćfinału Ligi Europejskiej, gdzie musiały uznać wyższość późniejszych finalistów, Benfiki. W meczu o wszystko Portugalczycy zmierzyli się z Chelsea, jednak zimowy nabytek londyńczyków, Ba, w tamtej edycji nie mógł pomóc swojemu nowemu pracodawcy, gdyż jeszcze w czarno-białych barwach wystąpił w grudniowym pojedynku z Maritimo. Senegalczyka od złotego medalu dzieliło zaledwie 50 minut.

W pojedynku z finalistą. Źródło: independent.co.uk

Cissé z St. James’ Park pożegnał się dopiero w lipcu 2016, kiedy zamienił Newcastle na chiński Shandong Luneng Taishan. Do Państwa Środka trafił też jego starszy kolega, który rok wcześniej został zawodnikiem Shanghai Greenland Shenhua. Losy obu napastników ponownie złączyły się w Turcji – Papiss od sierpnia 2018 roku reprezentuje barwy Alanyasporu, natomiast Ba zdążył już zaliczyć przygodę w Beşiktasie i Göztepe, a obecnie zakłada koszulkę Başakşehiru.

 

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie