Projekt restart„, czyli pierwszy poważny krok w kierunku powrotu Premier League w sezonie 2019/20, to przewodni temat ostatnich dni. W ośrodkach treningowych najlepszych angielskich klubów po kilkutygodniowej przerwie zaczęli pojawiać się zawodnicy. Uczestniczą oni w sesjach treningowych przystosowanych do rzeczywistości odmienionej przez pandemię koronawirusa. Wydawać by się mogło, że taki obrót wydarzeń będzie źródłem ogromnej zbiorowej radości. Jednak nastroje panujące na Vicarage Road rzuciły na sprawę nowe światło. 

Kilka dni temu Watford potwierdził, że zarażani koronawirusem są obrońca Adrian Mariappa oraz dwaj członkowie sztabu szkoleniowego The Hornets. Na fali tych wydarzeń Troy Deeney zapowiedział, że w obawie o zdrowie swojej rodziny nie wróci w najbliższym czasie do treningów z zespołem. Przedstawiciele klubu, na czele z Nigelem Pearsonem, na decyzję doświadczonego napastnika zareagowali z dużym zrozumieniem. Nie sposób nie pokusić się o hipotezę, zgodnie z którą względny spokój wynika przede wszystkim z osobistych odczuć przywołanego przed momentem szkoleniowca.

Rzeczywiście, najświeższa garść informacji z hrabstwa Hertfordshire przekonuje, że Pearson jest sceptycznie nastawiony do niedawno przyjętego harmonogramu. Nie chodzi jednak o sam fakt stopniowego przywracania treningowej rutyny. Kluczowy ma być czas, a konkretniej rzecz ujmując jego ilość między pierwszymi wspólnymi ćwiczeniami a grą o punkty. Ten drugi etap wstępnie zaplanowano na 12 czerwca. Wszakże w opinii urodzonego w Nottingham trenera pośpiech jest w tym wypadku najgorszym możliwym doradcą.

Zawodnicy potrzebują czasu na to, aby na nowo przyzwyczaić się do rywalizacji na najwyższym poziomie. Po wznowieniu rozgrywek stawka będzie naprawdę wysoka. Wszystko musi być przemyślane, a decyzje powinny zostać podjęte w odpowiednim czasie – mówi Pearson.

Wyciągnięcie dalekosiężnych wniosków tylko z tej wypowiedzi to zadanie z cyklu tych, których wykonanie graniczy z cudem. Jaki jest więc pomysł 56-letniego menadżera na dokończenie wciąż zahibernowanej kampanii?

Mamy czas praktycznie do końca sierpnia. Kiedy dokładnie powinniśmy zacząć grać, to pytanie, które może prowadzić do licznych sporów.

W normalnych okolicznościach trenerzy chcą przepracować z zawodnikami sześć tygodni. Jesteśmy zawodowcami, ale ludzie często kręcą nosem, gdy racjonalnie próbuje im się to wytłumaczyć. Sami chcemy, żeby nasi gracze byli w pełni sprawni. Inwestujemy w nich nasz czas, nasze zaangażowanie i nasze pieniądze. Tak naprawdę stanowią oni o wartości całego klubu – przekonuje Pearson.

Menadżer Watfordu nie pozostaje obojętny na sam kryzys, którego efekty są przecież widoczne także poza granicami piłkarskiego środowiska. Wielka Brytania należy do grona krajów najbardziej dotkniętych przez pandemię. Według oficjalnych danych więcej osób z powodu zakażania zmarło tylko w Stanach Zjednoczonych. W obliczu katastrofy epidemiologicznej nie brakuje osób, dla których pełna koncentracja na sprawach pokroju piłki jest na ten moment nieosiągalna. Wygląda na to, że tego typu bolączki dopadły Nigela Pearsona.

Wydaje mi się, że mając na uwadze tak ogromną liczbę ofiar śmiertelnych, nie wypada zbyt wiele mówić o piłce – twierdzi 56-latek.

Reasumując, w szeregach Watfordu nie brakuje zarówno humanitarnych, jak i nieco bardziej egoistycznych odruchów. Troska o siebie i swoje najbliższe otoczenie tym razem znalazła się na szali wraz z losem, jaki może zgotować Szerszeniom końcówka sezonu 2019/20. W momencie zawieszenia ligowych zmagań podopieczni Pearsona znajdowali się na 17. miejscu w tabeli z dorobkiem 27 punktów, a to oznacza, że widmo spadku nieprzerwanie krąży nad Vicarage Road.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie