Jeśli każdy z nas spróbowałby sięgnąć daleko w głąb swojej pamięci, by poszukać przykładów piłkarzy, którzy wystąpili na niecodziennych dla siebie pozycjach, z pewnością znalazłoby się kilka interesujących przypadków. Nie tak dawno temu, bo w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów, na bramce Manchesteru City stanął Kyle Walker. W przeszłości tego samego doświadczyli również między innymi Harry Kane, John Terry czy Phil Jagielka. A jakby odwrócić sytuację? Bramkarze grający w polu to już obrazek niezwykle rzadki, a na najwyższym poziomie wręcz niespotykany.

Kilka dni temu minęło równo 15 lat od jednej z najbardziej kuriozalnych zmian w historii Premier League, a może i całego futbolu. W ostatniej kolejce sezonu 2004/05 ważyły się losy awansu do europejskich pucharów. Na City of Manchester Stadium, w bezpośrednim pojedynku o udział w Pucharze UEFA, gospodarze podejmowali Middlesborough. Na potężną bombę z rzutu wolnego autorstwa Jimmy’ego Floyda Hasselbainka (niesamowite trafienie, powtórkę zobaczycie tutaj), odpowiedział Kiki Musampa. Przez całą drugą połowę utrzymywał się wynik remisowy, który premiował ekipę gości.

Obowiązki menedżera The Cityzens sprawował w tamtym czasie Stuart Pearce, nowicjusz w świecie trenerskim. Praca w Manchesterze była bowiem jego pierwszą w karierze. Zespół przejął zaledwie dwa miesiące wcześniej po Kevinie Keeganie. Tamtego dnia w umyśle Pearce’a zrodził się pomysł absolutnie nieszablonowy. Spotkanie zbliżało się ku końcowi, a jego drużyna potrzebowała bramki, aby zagrać w europejskich pucharach w kolejnym sezonie. Trzeba było działać. W 88. minucie sędzia techniczny zasygnalizował zmianę, która sprawiła, że wszyscy obserwatorzy tego widowiska przecierali oczy ze zdumienia.

Do wejścia na murawę szykował się Nicky Weaver, bramkarz legenda na Eastlands i bohater słynnych play-offów Second Division z 1999 roku. Z boiska nie zszedł jednak pierwszy goalkeeper, David James, lecz Claudio Reyna, czyli… środkowy pomocnik! W tym czasie James podbiegł do linii bocznej, zdjął bluzę bramkarską i w zamian nałożył na siebie koszulkę przeznaczoną dla graczy z pola. Najprościej mówiąc, bramkarz ruszył do ataku, aby ratować europejskie puchary. Manewr rodem z podwórka. W końcu który orlikowy bramkarz, znudzony staniem na budzie, nie marzy o zdobyciu zwycięskiego gola i zaprezentowaniu szalonej radości biegnąc przez całe boisko?

Źródło: 90 min

W tym czasie na ławce rezerwowych siedział Joe Macken – napastnik, za którego Obywatele zapłacili 5 milionów funtów. Wyobraźcie sobie co musiało dziać się w jego głowie, gdy zdał sobie sprawę, że zamiast niego do ataku powędruje bramkarz.

Zagotowałbyś się w środku, gdybyś był napastnikiem za 5 milionów, a trener wpuściłby bramkarza na atak, czyż nie? Dlatego potrafię spojrzeć na tę sytuację z jego perspektywy – opowiadał Weaver w wywiadzie, udzielonym dla The Athletic.

Gdy Stuart Pearce tłumaczył się z tego posunięcia podkreślał, że Macken nie grał dobrze i nie strzelał goli. Z takimi słowami nie zgadza się jednak sam napastnik.

To trochę głupie, gdy ludzie mówią, że „nie byłeś w dobrej formie, nie strzelałeś goli, bla bla bla”, to nie robi różnicy. Każdy wie, że forma może się pogorszyć i polepszyć w jednym momencie, więc dla mnie to bez sensu. Domyślam się, że jego [menedżera] myślenie było takie, że James mógłby pójść do ataku i strzelić gola, ale znacznie bezpieczniej byłoby założyć, że ja mógłbym wejść i to zrobić – tłumaczy Macken.

I ciężko nie przyznać mu racji. Przesunięcie bramkarza na atak mogłoby mieć większy sens w przypadku plagi kontuzji i braku alternatywy w polu karnym rywala. Jednak jeśli ma się na ławce napastnika z krwi i kości, to trudno w racjonalny sposób wytłumaczyć postawienie go w hierarchii pod bramkarzem.

Powtórki z akcji Jamesa dostępne na YouTubie wyglądają dość… komicznie. Jednak czego możemy spodziewać się po prawie dwumetrowym wielkoludzie, który całą karierę spędził na łapaniu piłki? Większość jego kontaktów z piłką było dość pokracznych, a próby strzałów przy okazji zmieniały się w soczyste wejścia w przeciwników.

Jednym z poszkodowanych był brazylijski pomocnik Doriva, który po latach wspomina bolesne starcia z Jamesem.

Pamiętam akcje, w których mieliśmy szanse 50:50 i on atakował naprawdę bardzo mocno. Po meczu bolała mnie ręka. Zawsze byłem zawodnikiem, który czerpał przyjemność z kontaktu z rywalem, ale to były ciężkie chwile, ponieważ on jest niezwykle duży, ma prawie 2 metry wzrostu. Żaden z nas nie odpuszczał, bo stawka była bardzo wysoka.

Bardzo mało zabrakło jednak, a David James miałby swój udział przy golu zapewniającym Obywatelom zwycięstwo. W doliczonym czasie gry Joey Barton dośrodkował piłkę wzdłuż pola karnego w kierunku Jamesa. Jednak zanim futbolówka dotarła do bramkarza/napastnika (niepotrzebne wykreślić), trafiła w rękę obrońcy Boro, Francka Quedrue. Sędzia bez wahania wskazał na wapno.

Byłem tam, byłem gotowy! Śmieszne, że w niektórych momentach w mojej głowie pojawiają się małe wspominki i jedna z myśli, która do mnie przychodzi to co by się stało, gdyby piłka wtedy do mnie dotarła. Jedna opcja to pakujesz ją do siatki i myślisz jaką cieszynkę wykonać, a druga to za dużo myślisz o sytuacji i nie trafiasz. Więc tak, ta chwila często do mnie powraca.

Do jedenastki podszedł Robbie Fowler. Jednak napastnik, który rzadko mylił się w takich sytuacjach, tym razem chybił. Mark Schwarzer wyczuł zamiary Anglika i z łatwością obronił jego strzał.

Mecz zakończył się wynikiem 1:1 i to goście zakończyli ligowe zmagania na 7. pozycji, awansując tym samym do Pucharu UEFA. Co więcej, dotarli w nim aż do finału w Eindhoven, gdzie musieli uznać wyższość Sevilli. Dla Manchesteru City i tak był to najlepszy finisz rozgrywek od 13 lat. Do klubu nareszcie wróciła stabilizacja, bo jeszcze kilka sezonów wcześniej występowali na 3. poziomie rozgrywkowym.

Stuart Pearce wielkiej kariery trenerskiej nie zrobił. Z Manchesteru odszedł dwa lata po opisywanych wydarzeniach i przejął reprezentację Anglii do lat 21. Prowadził również drużynę Wielkiej Brytanii na Igrzyskach Olimpijskich, które w 2012 roku odbyły się w Londynie.

W całej historii warto zwrócić uwagę na fakt, że przesunięcie bramkarza na pozycję napastnika nie było spontaniczną decyzją. Pomysł ten zrodził się w głowie Pearce’a dużo wcześniej, wszak trzeba było przygotować koszulkę z odpowiednim nadrukiem. Les Chapman, który przez wiele lat pełnił funkcję kitmana w klubie z błękitnej części miasta, przyznał, że cała akcja była tajemnicą. Nie wiedział o niej nawet sam James. Pierwsze wskazówki, że może dojść do takiej sytuacji, otrzymał dopiero po 45 minutach gry.

W przerwie kitman podszedł do mnie i powiedział, że przygotował dla mnie koszulkę. Spytałem co miał na myśli, a on zdradził mi, że mogę pójść w drugiej połowie do ataku. […] Kiedy tablica poszła w górę, zobaczyłem, że Nicky Weaver szykuje się do wejścia i nie byłem pewien czy to ja mam zejść. Nic o tym nie wiedziałem.

Kilka razy rozmawiałem o tym z Pearcem i powiedział mi, że przewidział, żebym mógł zagrać jako zawodnik, którego można umieścić w miejscu dużego zagęszczenia. Wydaje mi się jednak, że grałem bardziej jako „dziesiątka”, nie wiedziałem gdzie powinienem stać. Gdyby powiedziano mi o tym dzień wcześniej, zostałbym godzinę po treningu i po prostu ćwiczył wszystko co potrzebne zawodnikom z pola.

Louis van Gaal został okrzyknięty taktycznym geniuszem, gdy podczas mundialu w 2014 roku wpuścił Tima Krula na serię rzutów karnych w ćwierćfinałowym starciu z Kostaryką. Jakimi słowami można by opisać Stuarta Pearce’a, gdyby David James zapakował w ostatniej sekundzie gola dającego Obywatelom wygraną? Niestety nigdy nie będzie dane nam się dowiedzieć.

W takim sposób doszło do jednego z najbardziej kuriozalnych momentów w historii Premier League. Trener wymyślił, aby w ostatniej kolejce Premier League, w najważniejszym meczu klubu od kilku lat, w walce o europejskie puchary, posłać bramkarza w pole karne rywala z misją zdobycia zwycięskiego gola. I prawie mu się udało.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie