Młodzi zawodnicy łakną gry niezależnie od poziomu, na jakim się znajdują. Kluby muszą rozważnie przyglądać się tym, którzy wykazują szczególny talent, lecz nie do końca rozumieją swoją rolę w drużynie.

W tym sezonie przedstawiono nam wielu fantastycznych, świeżych talentów w Premier League. Bez wątpienia wśród największych gwiazd będziemy wymieniać Masona Greenwooda i Daniela Jamesa z Manchesteru United, Gabriela Martinellego wraz z Bukayo Saką z Arsenalu, Chelsea z dumą zaprezentowała nam Charliego Gilmoura. Nawet w Brighton postawiono na młodzież, która wykorzystała sytuację i rozgościła się w wyjściowym składzie. Aaron Connolly i Steven Alzate stali się czołowymi postaciami Mew. Wszyscy oni skradli nasze serca. Weszli do dorosłej piłki, bez strachu, bez nadmiernej pokory i wnieśli kawał świetnej piłki do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Nic dziwnego więc, że marzenia wielu młodych zawodników niebotycznie wzrosły. Może wejście do drużyny nie musi być wcale aż tak długotrwałym procesem? W światowej piłce, a szczególnie w Anglii panowało przekonanie, że młodych najpierw należy sprawdzić na niższym poziomie. Doskonale chyba znamy dewizę powtarzaną jak mantrę w kontekście młodych gwiazd futbolu:

Młody jest, ma dopiero 21 lat. Pogra dwa lata w League One, nabierze doświadczenia, masy i gdy wróci, to zobaczymy co z niego będzie.

Na szczęście podobne słowa w kontekście młodzieży, przywołuje się już raczej z dużą dawką ironii. Ideologia wprowadzania młodzieży do składu zmieniła się o 180 stopni, dziś kluby chcą mieć na swoim oku największe z talentów i z rozwagą wprowadzać ich do pierwszego składu. Nie muszą odbywać najpierw drogi pokutnej przez niższe ligi, mają czekać na swoją szansę w pierwszej drużynie będąc jej częścią. Jeśli szczęście dopisze, to w momencie próby będą gotowi i na dobre zostaną zawodnikami przynajmniej w ścisłej rotacji.

Odważne stawianie na młodych zrodziły nam gwiazdy pokroju Jadona Sancho, czy Kyliana Mbappe. W miejscu, gdzie im zaufano, nikt nie zasłaniał się ich młodym wiekiem. Nikt nie bał się zaryzykować i dać im szansę na zaistnienie. Różni ich jednak sposób, w jaki to osiągnęli. Do naszego dzisiejszego bohatera pasuje raczej Anglik, grający w Borussii Dortmund, który przed trzema laty spakował walizki i wyjechał z Anglii wprost do Niemiec.

Angel Gomes wychowywał się, wierząc że podobnie jak jego krewny, Nani, zagra kiedyś na najwyższym światowym poziomie. Marzenie to zdecydował się zrealizować Manchester United. Czerwone Diabły, przy niewielkim wsparciu portugalskiego skrzydłowego, postanowiły włączyć młodzieńca do swojej akademii. Angel rósł oglądając Naniego w barwach drużyny z Old Trafford, wierząc że podobnie jak on zagra kiedyś na murawie Teatru Marzeń.

 

Źródło: Mirror

Szkoleniowcy akademii szybko zauważyli, że mają do czynienia z talentem czystej wody. Filigranowy pomocnik pokazywał się jako uniwersalny zawodnik środka pola, co budziło ogromny podziw wśród trenerów. Już w młodzieżowej piłce odstawał od reszty kolegów ze względu na wagę i wzrost, lecz z potencjalnej wady, Gomes stworzył swój największy atut. Wraz z umiejętnościami rozwijała się u niego myśl jak przechytrzyć przeciwnika. Stał się mózgiem drużyny, co w połączeniu z jego zadziornością, maskującą braki fizyczne, stworzyło mieszankę idealnego rozgrywającego.

Sztab Czerwonych Diabłów wierzył, że ma w swoich szeregach chłopaka, który za kilka lat będzie jednym z najciekawszych zawodników europejskiego futbolu. Wyczekiwano na moment, w którym któryś z menedżerów zdecyduje się na niego postawić. Aż pozwoli mu w końcu zaistnieć w pierwszej drużynie Manchesteru United. Gomes mógł zwietrzyć szansę, gdyż jeszcze jako 15-latek był zapraszany do treningów z dorosłą drużyną. To doskonale oddawało, jak na niego liczono w kwestii przyszłości. Junior doczekał się swojego momentu chwały. I to u trenera, który raczej znany jest z tego, że nie kwapi się do sięgania po zawodników akademii.

W 38. kolejce sezonu 16/17 na Old Trafford przyjechało Crystal Palace. Obie drużyny były pewne swoich pozycji, dlatego mogły nieco wcześniej rozpocząć zasłużone wakacje. To również czas, aby pokazać trybunom zawodników, którzy zasłużyli na to aby powitać ich brawami na murawie. José Mourinho zdecydował się wyróżnić wówczas jeszcze 16-letniego Angela Gomesa. Na murawie pojawił się co prawda symbolicznie kilka minut, ale moment, w którym zmienił Wayne’a Rooneya na pewno do końca życia pozostanie w jego pamięci.

 

Źródło: Goal

Miała to być zapowiedź melodii przyszłego sezonu, gdzie Anglik o portugalskim pochodzeniu będzie dyrygentem młodej fali. Gomes czekał na swoją szansę w pełni podbudowany majowym debiutem. Młodzieniec został na stałe włączony do seniorskiej drużyny i zanosiło się na sezon, gdzie filigranowy rozgrywający zbuduje swoją pozycję na resztę kariery w Manchesterze United. Sezon jednak mijał, a szans dla młodzieńca brakowało. Na pewno miało to związek z jego wyjazdem na Mistrzostwa Świata do lat 17, gdzie poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa. Kilka problemów zdrowotnych nadłożyło problemy w kontekście wejścia w drużynę José Mourinho. Kolejny sezon, mimo że zapowiadał się dla niego na przłełomowy, zakończył się tylko jednym meczem w pierwszej drużynie – w ramach FA Cup.

Skoro nie sezon 17/18, to kolejny już zdecydowanie musiał być jego czasem. Nie był to jednak łatwy okres. Nad José widniało już wtedy widmo zwolnienia. Portugalczyk bronił się przed kibicami i próbował udowodnić, że na tym nie kończy się jego praca na Old Trafford. Trudno było oczekiwać, że Gomes dostanie w takim momencie swoją szansę. Mourinho zamknął się na nowe rozwiązania wierząc, że podstawowym zawodnikom nagle coś przeskoczy w głowie.

Prawdopodobnie wtedy pojawił się pierwszy moment zwątpienia w młodzieńcu. Co więcej musiał dać od siebie, aby wreszcie Czerwone Diabły uwierzyły w jego talent i  dały mu pokazać się w kilku meczach z rzędu? Warto dodać jakim charakterem błyszczał Angel w drużynach juniorskich. Sprawował funkcję kapitana w rezerwach United i młodzieżowej reprezentacji Anglii. Stanowiło to dowód na jego gotowość do kolejnego kroku. Nie tylko fizyczną, ale i mentalną. Był już dojrzały. Nadszedł czas, żeby klub zaczął traktować go odpowiednio w stosunku do tego, jak pracuje na tą szansę. W momencie, gdy doszło do przełomu w klubie i Mourinho zastąpiono Ole Gunnarem Solskjærem, nadzieje te odżyły. Norweg nie miał na sobie żadnej presji, kibice wierzyli, że po maraźmie, gdy u steru stał Portugalczyk, nie może stać się już nic złego. Ole wywarł na drużynie poczucie odświeżenia. Nagle United zaczęło grać efektywną i ciekawą piłkę, wszyscy wierzyli, że United nareszcie odmieni oblicze sezonu.

Solskjæra broniły wyniki, styl, a co za tym idzie zaufanie kibiców. Każda jego decyzja miałaby szansę na zrozumienie w ich oczach i raczej na próżno szukać wad, jeśli coś działa. Był to doskonały moment, aby dać szansę na przetarcie się młodych talentów. Angel Gomes jednak po raz kolejny został w tych szansach pominięty.

 

Źródło: Metro

 

Do znudzenia można powtarzać słowa „skoro nie wtedy, to teraz”, ale chyba sam Angel przestał wierzyć w to, że jego przyszłość jest związana z Old Trafford. Wstrzymany sezon Premier League zatrzymał licznik szans dla pomocnika na 10 spotkaniach w dorosłej drużynie. A może bardziej pracyzyjnie: 320 minutach. Nie można powiedzieć, że były to występy doskonałe. Trudno jednak wskazać tak młodego zawodnika, który potrafi zagrać kilka meczów z rzędu na stabilnym, dobrym poziomie. Dało się wyczuć napiętą atmosferę wokół Gomesa i oczekiwania, że stać go na więcej. Angel zdecydowanie zapracował na to, aby być jednym z wyborów Ole do pierwszej drużyny. Nigdy jednak nie dostał szansy porównywalnej choćby z Jamesem czy Greenwoodem. Brakowało w sztabie wiary, że warto zaryzykować nawet kilka słabszych spotkań, aby młodzieniec mógł na własnej skórze przekonać się, co musi zrobić, aby stać się kluczowym graczem Premier League.

Czara goryczy przelała się prawdopodobnie pod koniec zimowego okienka transferowego. Angel, uważając że nie ma szans na stabilny rozwój w pierwszej drużynie, poprosił o możliwość wypożyczenia do innego klubu Premier League. Dziś wiemy, że było takie zainteresowanie z dwóch drużyn na niskiej pozycji w tabeli. United jednak nie zdecydowało się przychylić do prośby Anglika i pozostawili go w drużynie Solskjæra. Czas działał na niekorzyść pomocnika, który czuł, że marnuje czas i nie zamierza znosić bycia ciągle perspektywicznym juniorem. Już niedługo zarząd chciał mu przedstawić warunki nowego kontraktu, lecz w jego głowie narodził się już plan opuszczenia klubu.

Jak mówił w jednym z wywiadów jego agent, oferta przedstawiona przez United była co najmniej nieodpowiednia dla młodego Anglika. Według ich opinii powinien doczekać się kolejnych szans w seniorskiej drużynie. Każde spotkanie kończyło się na braku porozumienia między stronami, a czas niebezpiecznie zbliżał się ku końcowi. Umowa Anglika z Czerwonymi Diabłami wygasa 30 czerwca i już niedługo możemy go zobaczyć w barwach drużyny, która jasno przedstawi plan na jego przyszłość. Taka wizja zmobilizowała zarząd klubu, lecz prawdopodobnie przegapili moment, w którym Gomes rozważał jeszcze pozostanie na Old Trafford.

Taki bieg zdarzeń przyciągnął wielu zainteresowanych jego usługami. Przed Angelem trudny czas, gdzie będzie musiał wybrać jaką ścieżką podążyć. O jego podpis zabiegają światowe marki. Z Hiszpanii słyszymy o zainteresowaniu Barcelony, przedstawicielem Bundesligi jest Bayern, do walki włączył się również Inter i Juventus. Istnieje też możliwość pozostania w Anglii, tutaj jego sytuację monitoruje Chelsea. The Blues mają być najmocniej zainteresowana 19-latkiem, jednak o jego podpis stara się również Tottenham i Arsenal. Zainteresowanie takich klubów jest dowodem na to, że przyszłość może przed nim rysować się znacznie ciekawiej, niż czekanie na szanse od Solskjæra na ławce rezerwowych. Wiele klubów pokazało, że nie boi się stawiać na młodych. Projekt odświeżonej Chelsea zdecydowanie może działać na jego podświadomość.

Tego chłopaka nie trzeba już reklamować. Jeśli jakiś klub ma wątpliwości na co Gomes zasłużył, to warto przytoczyć słowa Nicky’ego Butta, szefa do spraw rozwoju zawodników Manchesteru United:

Wciąż pokładam w nim olbrzymią nadzieję. W tej chwili walczy o swój nowy kontrakt i nie chcę się w to angażować. To sprawa osobista. To chłopak, który pracuje ciężko każdego dnia i posiada niewiarygodny talent. Jego etyka pracy, podejście do treningu i meczów znajdują się na najwyższym poziomie. To bardzo utalentowany zawodnik.

Przynajmniej jedna osoba będzie za nim tęsknić na Old Trafford.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie