W ciągu ostatnich kilku lat Leicester City zyskało kilka, o ile nie kilkanaście miejsc w hierarchii angielskich klubów. Utożsamianie Lisów z przeciętnością to już przeżytek. Dziś w The Foxes upatruje się umiejętnie zarządzany podmiot z niemałymi aspiracjami. Budowa sprawnego mechanizmu tkwi w szczegółach, a jednym z nich jest akademia z prawdziwego zdarzenia. Fachowym okiem jej funkcjonowaniu mógł przyjrzeć się pracownik SMS Kraków, a także trener kadry MZPN oraz krakowskiej Bronowianki, Rafał Slota, który w dniach 5-10 marca przebywał w Leicester na stażu. 

Michał Grzela: Kiedy pojawiła się szansa na staż w Leicester? Jak przebiegła organizacja całego wyjazdu na Wyspy? 

Rafał Słota: : Zaczęło się od tego, że swego czasu byłem w Londynie z rocznikiem 2004 z Bronowianki. Wtedy poznałem Janka Jaźwińskiego, który obecnie współpracuje z firmą The Royal Sport Management. To od nich otrzymaliśmy propozycję, czy nie chcielibyśmy ponownie wybrać się do Anglii, tym razem z rocznikiem 2007. W Leicester drogi – moja i moich podopiecznych – się rozeszły. Dzięki temu wraz z dwoma innymi trenerami – Piotrem Pasternakiem oraz Dariuszem Pyziołem – miałem sposobność odbyć staż.

Adepci z Polski mieli okazję zmierzyć się ze swoimi rówieśnikami? 

Chłopaki rozegrali trzy sparingi z Leicester – z pierwszą i drugą drużyną, a także z ekipą naborową, której zasady działania przypominają Legia Soccer Schools. Ponadto, spotkali się także z zespołem okręgowym z Leicster, Allexton And New Parks Football Club, którego rangę można porównać do Bronowianki i na sam koniec z Nottingham Forest F.C.

Poza Leicester zawitaliście również do Nottingham. Była to wizyta o charakterze stricte turystycznym, czy w stolicy regionu East Midlands działo się coś więcej? 

Wybraliśmy się tam na mecz. Mieliśmy jednak okazję rozmawiać z Alexem Trukanem, który znajduje się w sztabie trenerskim akademii Forrest. Nasz rodak pokazał nam stadion Tricky Trees. Kilka dni po powrocie do Polski dowiedzieliśmy się, że właściciel klubu –  Evangelos Marinakis – jest zarażony koronawirusem. Wszyscy się przestraszyli, zwiedzaliśmy obiekt, dotykaliśmy wszystkich klamek, ale na szczęście u nikogo z nas nie wystąpiły symptomy zakażenia.

Czy rozprzestrzenianie się koronawirusa miało bezpośredni wpływ na przebieg waszego pobytu w Anglii? Nie jest łatwo funkcjonować, mając z tyłu głowy potencjalne zagrożenie dla zdrowia, a może nawet i życia. 

Jedyne, o co nas poproszono, to o wypełnienie ankiety, która sprowadzała się do pytań o kontakt z osobami zakażonymi koronawirusem. Do tego doszedł nakaz mycia rąk specjalnym środkiem dezynfekującym, a pierwsza drużyna Leicester była zupełnie poza naszym zasięgiem.

Wobec tego nie było szans choćby na krótką obserwację ekipy prowadzonej przez Brendana Rodgersa. 

Przed meczem z Aston Villą nikt nie miał zamiaru dopuścić nas do pierwszej drużyny nawet na krótką jednostkę treningową. Z tego, co zostało nam przekazane, wynika, że treningi są i tak zamknięte od czasów afery szpiegowskiej z udziałem Leeds Marcelo Bielsy. Udało nam się jedynie spotkać z Bartkiem Kapustką, ale już przed przyjazdem na Wyspy wiedzieliśmy, że będziemy w akademii i dojdziemy maksymalnie do kategorii U-23.

Spotkanie z Bartoszem Kapustką musiało być nie lada atrakcją dla pańskich podopiecznych.

Oprócz Bartka chłopcy mogli zadawać pytania Jakubowi Stolarczykowi, 19-letniemu bramkarzowi drużyn młodzieżowych Leicester. Naprawdę bardzo fajne wydarzenie, które pozwoliło zyskać młodym graczom Bronowianki nową perspektywę nie tylko na futbol. Bartek Kapustka swoimi wypowiedziami zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie. Widać, że jest świadomy i wie, czego chce. Zdaje sobie sprawę z tego, w jakiej sytuacji obecnie się znajduje i co musi zrobić, żeby wrócić na właściwe tory. Ponadto, opowiedział o swoich początkach z piłką, co było ważne przede wszystkim dlatego, że on też zaczynał w małym klubie. Położył duży nacisk na etos ciężkiej pracy, odpowiednie nastawnie, wskazując tym samym sposób na dążenie do sukcesu.

W ostatnich latach Leicester jest dość popularnym kierunkiem dla Polaków. Marcin Wasilewski rozegrał w barwach The Foxes ponad 70 meczów, z czego cztery przypadły na historyczny sezon ligowy 2015/16. Czy wśród mieszkańców panuje swego rodzaju kult mistrzowskiej kampanii?

Ludzie w Leicester po prostu lubią piłkę. Czuć duży entuzjazm w stosunku do futbolu, również wśród pracowników oraz zawodników akademii. Co ciekawe, dzień meczowy zaczyna się od popołudnia. Mimo iż mecz z Aston Villą odbywał się w poniedziałek późnym wieczorem, zaledwie kilka minut po 13 w okolicach stadionu zaczęli gromadzić się kibice. Daje to bardzo fajny – pełny – obraz ich podejścia, zupełnie innego od tego, z czym mamy do czynienia w naszym kraju. W Anglii piłka to świętość.

Wróćmy do tematu samego stażu. Czy pobyt w akademii Leicester sprowadzał się tylko i wyłącznie do obserwacji treningów, czy miał pan możliwość sprawdzić swój repertuar we współpracy z miejscowymi piłkarzami? 

Mieliśmy jedno spotkanie z głównym trenerem do spraw rozwoju, Paulem Cheneyem. Był to wykład o filozofii pracy, metodach, a także najważniejszych kwestiach w konkretnej grupie wiekowej. Kolejny wykład, już pod kierownictwem innej osoby, opowiadał o specyfice szkoleniowej w starszych zespołach, tj. U-18 oraz U-23. Resztę czasu poświęciliśmy na obserwację treningów. W międzyczasie do naszej dyspozycji był jeden z pomocników Cheneya, który na bieżąco tłumaczył powody decyzji podejmowanych przez szkoleniowców. Oprowadził nas też po akademii.

W ciągu pobytu miał pan kontakt z różnymi zespołami akademii, od najmłodszych do najstarszych? 

Tak, od U-10 do U-18.

Mówi się, że piłkarska Polska i piłkarska Anglia to dwa różne światy. Dostrzegł pan dużo różnic w podejściu Wyspiarzy względem naszego krajowego podwórka? 

Rzuciło się w oczy to, o czym mówiłem już wcześniej, czyli ten wyjątkowy entuzjazm podczas wykonywania obowiązków. Trener odpowiedzialny za skorygowanie błędów, naprowadzenie zawodnika w trakcie gry, nie wciela się w rolę motywatora. Nie było potrzeby krzyku, czy przywoływania do porządku. Wszystkie polecenia w absolutnie wszystkich grupach wiekowych były realizowane z pełnym zaangażowaniem i to na najwyższym możliwym poziomie. Nie było żadnych przestojów, a jednocześnie panowała świetna atmosfera. W porównaniu do Polski nie mogę powiedzieć, że miałem styczność z jakimiś innowacjami, jeśli chodzi o stronę merytoryczną. Niemniej jednak sam fakt organizacji i tej radości z najprostszych zadań sprawił, że przyjemnie się na to patrzyło.

W tym miejscu widać, jak ważne są dla Anglików najmniejsze detale.

Od jakiegoś czasu powtarzam, że najważniejsza w tym sporcie jest selekcja. W Leicester nie ma przypadku. O wejście do jednego rocznika, gdzie wolnych jest mniej więcej dwadzieścia miejsc, walczy kilkuset chłopców. Nawet jeśli ktoś się pomyli, bardzo szybko można zweryfikować kolejnych chętnych. Organizowane są mecze między grupą zawodników, która chciałby wejść do drużyny a tymi, którzy na ten moment są postrzegani jako słabe ogniwa. Na podstawie takiego pojedynku można dokonać zmian w obrębie danej drużyny. Dowiedzieliśmy się również jak wygląda to od strony rodzica. Dzięki pracy kilku analityków w akademii, nagrywaniu każdego treningu, w trakcie cyklicznych zebrań mama albo tata dostaje cały wykaz danych o swoim dziecku. Na ich podstawie widać, gdzie należy zrobić postępy, a w jakim zakresie wszystko funkcjonuje, jak należy. Każdy chłopiec jest sklasyfikowany w rankingu i grono słabszych dostaje ostrzeżenie, coś na kształt żółtej kartki. Wtedy rodzic zdaje sobie sprawę, że do zespołu, kosztem ich dziecka, może dołączyć ktoś z zewnątrz.

Zastosowanie technologii od najmłodszych lat zwraca się później z nawiązką. Przez technologię należy również rozumieć szeroko pojętą infrastrukturę.  

Akademia i pierwszy zespół trenują w jednym ośrodku. Na miejscu dowiedzieliśmy się, że dostępne w Leicester boiska, są jednymi z lepszych w Anglii. Jestem w stanie w to uwierzyć. Podczas naszego pobytu było dość chłodno i nie stanowiło to żadnej przeszkody do sprawnego przeprowadzenia treningu. Jednocześnie trzeba pamiętać, że rok 2020 jest ostatnim, kiedy obecny kompleks funkcjonuje. Wkrótce ma zostać otwarty nowy i ponoć tam jest dopiero niesamowicie. Mimo to boiska, z którymi mieliśmy styczność – naturalne, sztuczne, pod balonem – robią wrażenie. To, co fajne, to fakt, że w budynku klubowym gracze U-18, U-23 oraz przyjezdni z U-15 mogą spotykać się z piłkarzami pierwszego zespołu w jednej kantynie. Reasumując, warunków infrastrukturalnych, jakie panują w Polsce, nie sposób porównać nawet ze starą akademią.

Ponura rzeczywistość. 

Ciężko wraca się z takiego stażu do zawodu. Człowiek jest zmotywowany, zobaczył coś nowego, poszerzył swój warsztat, ale z drugiej strony dostrzega w tym wszystkim różnicę.

Patrząc na pobyt w Anglii, co z pana perspektywy najbardziej imponuje w tamtejszym środowisku piłkarskim? 

Infrastruktura oraz organizacja akademii. Fakt, że tylko w akademii na pełen etat zatrudnionych jest czterech, czy pięciu analityków, a w międzyczasie szkolą się przy nich kolejni, robi niesamowite wrażenie. To, co jeszcze rzuciło mi się w oczy, to jednolity styl gry reprezentowany przez każdą grupę wiekową. Dyrektor akademii zdradził nam, że jest to efekt działań Brendana Rodgersa i jego sztabu. Sposób, w jaki gra akademia, jest przez nich z góry narzucony. Od U-9 aż do pierwszej drużyny stawia się wspólne cele, które mają być punktem wyjścia do wspólnych cech, zachowań, schematów. Przejawia się to w budowaniu akcji od tyłu, wysokim procencie posiadania piłki, czy chociażby w jak najszybszym pressingu po stracie piłki. Pozwala to doskonale zrozumieć, na jak wysokim poziomie stoi organizacja w Leicester. Same środki i metody treningowe nie były dla mnie niczym zaskakującym, ale na infrastrukturę, organizację, selekcję oraz duży entuzjazm zwróciłem szczególną uwagę.

Przewaga, jaką mają Anglicy nad Polską, wynika również z podziału pracy, na który mogą sobie pozwolić. Trener drużyny nie ma na swoich barkach obowiązków, które nie pokrywają się z jego kompetencjami.   

Na każdym treningu obecnych było co najmniej dwóch trenerów. W U-15 ta liczba wzrosła już do trzech, a w U-18 na sam sztab składało się pięciu ludzi. Podczas niektórych sesji treningowych aktywni byli analityk, trener bramkarzy, trener od przygotowania fizycznego oraz fizjoterapeuta.

Widać, że Wyspy oferują kapitalne warunki do dalszego rozwoju. Czy ewentualna propozycja pracy w zawodzie ze strony jakiegokolwiek angielskiego klubu skłoniłaby pana do wyjazdu z Polski? 

Jeśli otrzymałbym ofertę, to nic tylko poukładać życie rodzinne i jechać. Na pewno na Wyspy wrócę na kolejny staż.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie