Do Manchesteru zawitał już prawie 4 lata temu. I choć nie jest gwiazdorem z pierwszych stron gazet, jak wielu jego kolegów z drużyny, to przez ten czas zdążył stać się niezwykle ważnym elementem układanki Pepa Guardioli. Praca z hiszpańskim szkoleniowcem pozwoliła mu rozwinąć się na wielu płaszczyznach piłkarskiego rzemiosła, czyniąc go zawodnikiem bardzo wszechstronnym. A mimo to przez większość czasu Ilkay Gündoğan pozostaje w cieniu, niedoceniany. Dlaczego?

Kiedy popatrzymy na zestawienie piłkarzy występujących w środku pola Manchesteru City, naszym oczom ukazuje się prawdziwa plejada gwiazd. Na pierwszym froncie uznawany obecnie za najlepszą dziesiątkę na świecie Kevin De Bruyne. Magiczny David Silva, który dorobił się w Manchesterze statusu legendy. Do tego dysponujący niesamowitą techniką Bernardo, emanujący boiskową inteligencją Rodri. U ich boku młody i przebojowy Foden oraz niezawodny Fernandinho, w minionych miesiącach przesunięty do defensywy. No i on, niepozorny Ilkay Gündoğan.

Niemiec nigdy nie był na Etihad Stadium zawodnikiem, którego nazwisko fani głośno skandowali na trybunach. W ofensywie nie wykręca takich liczb jak De Bruyne czy Silva. Nie jest również typową szóstką jak Rodri lub wcześniej Fernandinho. Większość kibiców zapytanych o rolę Gündoğana w zespole mistrza Anglii, raczej nie wskazałaby go jako kluczową postać. A jednak Guardiola ogromnie go ceni. Po wygranym 2:0 meczu Ligi Mistrzów z Dynamem Zagrzeb, nazwał go jednym z najlepszych transferów w historii klubu. I choć powszechnie wiadomo, że Katalończyk ma tendencję do przesadnego chwalenia swoich podopiecznych na konferencjach prasowych, to obok takiej wypowiedzi nie można przejść obojętnie.

Krótko o Bundeslidze

Urodzony w Gelsenkirchen syn tureckich emigrantów jest absolwentem akademii VFL Bochum. Stamtąd, w wieku 19 lat, trafił do 1. FC Nürnberg. Bo dwóch latach spędzonych w Bawarii sięgnęła po niego Borussia Dortmund. Już w drugim sezonie pod wodzą Jürgena Kloppa stał się kluczową postacią drużyny, która dotarła do finału Ligi Mistrzów, a na krajowym podwórku odniosła największe sukcesy od lat. Obecny szkoleniowiec Liverpoolu bardzo cenił swojego środkowego pomocnika, z którym nadal pozostaje w kontakcie.

On ma potrzebny spokój, oko i wizję gry. Gündoğan widzi większe przestrzenie, niż inni i potrafi je znaleźć długimi podaniami. Jest silny z piłką przy nodze, ale dobrze wie również w którym momencie zrobić odbiór – mówił Klopp.

Źródło: Marca

W kolejnym sezonie jego kariera zahamowała przez kontuzję pleców, która wykluczyła go z gry na ponad rok. W Dortmundzie rozegrał jeszcze jedną kampanię, po której Manchester City zapłacił za niego 27 milionów euro. Ilkay zamienił Bundesligę na Premier League nieprzypadkowo, bowiem w tym samym czasie do Anglii przeprowadził się trener, który umiejętności Niemca od dawna cenił sobie niezwykle wysoko.

Nareszcie razem

Guardiola już wcześniej starał się sprowadzić Gündoğana zarówno do Barcelony, jak i Bayernu Monachium. Reprezentant Niemiec od lat opowiadał rodzinie i przyjaciołom, że marzy, aby występować pod wodzą Katalończyka. Obaj panowie po prostu byli sobie pisani. I gdy nareszcie nadarzyła się okazja, to nawet kolejna kontuzja nie powstrzymała Pepa przed sfinalizowaniem tego transferu.

Reprezentant Niemiec był pierwszym wzmocnieniem Obywateli pod wodzą nowego menedżera. Krótko przed końcem ostatniego sezonu w Dortmundzie doznał urazu kolana, który wykluczył go z EURO 2016. Kontrakt z nowym klubem podpisywał kontuzjowany, co pokazuje jak bardzo zdeterminowany był Guardiola, aby mieć o u siebie. Większość klubów z pewnością wycofałoby się z transakcji. Nowy pracodawca miał jednak jasny plan.

Do pełnej sprawności powrócił po 4 miesiącach i we wrześniowym meczu Ligi Mistrzów z Borussią Mönchengladbach zadebiutował w nowych barwach. Pierwsze tygodnie były bardzo obiecujące. Ilkay z miejsca obdarzony został dużą dozą zaufania i stał się zawodnikiem pierwszej jedenastki. Z tego okresu kibice z pewnością najlepiej wspominają jego fantastyczny występ okraszony dwoma golami w wygranym 3:1 meczu z Barceloną. Tamto starcie do dzisiaj pozostaje jednym z największych zwycięstw w krótkiej historii udziału Obywateli w Lidze Mistrzów.

Źródło: Independent

Najgorszy scenariusz

Niewiele ponad miesiąc później wszystko się zatrzymało. W chłodny, grudniowy wieczór na Etihad Stadium zawitał Watford. Tuż przed gwizdkiem sędziego wysyłającym graczy na 15-minutowy odpoczynek, dwóch zawodników zderzyło się w walce o piłkę w środku pola. Kolizja jakich wiele w trakcie meczu piłkarskiego. Klubowy lekarz udzielił pomocy Gündoğanowi, który po chwili wstał i był w stanie normalnie chodzić. Niemiec zignorował porady doktora i przekonał go, że jest w stanie kontynuować. Po chwili wrócił na murawę. Nie na długo.

Kilka kontaktów z piłką, trucht, podania do najbliższego partnera. Wszystko wydawało się w porządku. Jednak wraz z pierwszym dynamicznym obrotem ból powrócił. Po kilku minutach diagnoza w szatni. Zerwane więzadło krzyżowe przednie. Jedna z najgorszych i najczęstszych kontuzji piłkarzy, wykluczająca z rywalizacji na długie miesiące i ciągnąca się za nimi przez lata.

Scenariusz w wielu przypadkach jest bardzo podobny – niepozorne zderzenie, na pierwszy rzut oka niespecjalnie groźne. Potrzebna jest zmiana, ale zawodnik opuszcza murawę o własnych siłach. A potem diagnoza lekarska, która szokuje wszystkich. Tak samo było sezon później w przypadku Benjamina Mendy’ego oraz Leroya Sane na samym starcie obecnej kampanii.

Tamtego wieczoru Gündoğan płakał na ramieniu Guardioli. Oglądając drugą połowę na laptopie, z kolanem owiniętym lodem, starał się jednak myśleć optymistycznie. „Ludzie wiedzą co robić. Wiedzą jak operować, jak rehabilitować, na jak długo się wypada.”  To był początek długiej walki o ponowne pojawienie się na boisku.

Źródło: NY Times

Czas wracać!

Na jego kolejny występ w Premier League  trzeba było czekać dziewięć miesięcy. Timing był idealny, bo zdążył akurat na mecz z Watfordem. Do składu wprowadzano go ostrożnie. Sezon 17/18 spędził na pograniczu pierwszej jedenastki i ławki rezerwowych, na której zazwyczaj był pierwszy w kolejce do wejścia na murawę. 15 razy pojawił się w składzie od pierwszej minuty i tak samo często był wprowadzany w trakcie meczu. Tamta kampania była majstersztykiem w wykonaniu Kevina De Bruyne, który grał jak z nut i omijały go kontuzje. David Silva również prezentował bardzo wysoką dyspozycję i grał prawie zawsze, jeśli nie musiał akurat wracać do chorego synka w Hiszpanii.

Prawdziwy szczyt formy Gündoğana przypadł na drugą połowę rozgrywek 18/19. Niemiec okazał się kluczowy w finalnej fazie sezonu. Wtedy, gdy Manchester City wygrał w każdej z 14 ostatnich kolejek i po fascynującym wyścigu wyprzedził Liverpool w walce o mistrzowską koronę.

Ilkay jest zawodnikiem niezwykle wszechstronnym. Jego naturalnym miejscem na boisku jest pozycja numer osiem, ale z powodzeniem występuje również jako „szóstka” i „dziesiątka”. W przeszłości zdarzało mu się nawet grywać jako fałszywa „dziewiątka”. Myślę, że trafnym stwierdzeniem będzie, jeśli napiszę, że dla The Cityzens Gündoğan gra tam, gdzie akurat kogoś brakuje w środku pola. Guardiola widzi w nim przede wszystkim zawodnika ofensywnego, chociaż zdarza mu się wystawiać go również jako bardziej cofniętego pomocnika.

Tak było we wspomnianych ostatnich miesiącach zeszłorocznej bitwy o mistrzostwo, gdy kontuzjowany był Fernandinho. Podczas serii 14 zwycięstw, Gündoğan opuścił zaledwie jeden mecz. Gdy trzeba było, grywał jako zastępca Brazylijczyka. Kiedy wypadał De Bruyne, Niemiec przenosił się wyżej i również prezentował się wyśmienicie. Nagle stał się zawodnikiem, bez którego Guardiola nie wyobrażał sobie drużyny. Gdy ważyły się losy nowego kontraktu dla byłego gracza Borussii, cały sztab szkoleniowy obawiał się jego straty.

O największych zaletach gracza z numerem osiem na plecach w bardzo przejrzysty sposób wypowiedział się Mikel Arteta, który przez kilka lat pełnił funkcję asystenta Katalończyka, biorąc czynny udział w treningach Obywateli.

On jest zawodnikiem, który ma wszystko, co potrzebne, aby realizować nasz plan gry. Jest szybki, inteligentny, potrafi operować obiema nogami, dobrze się porusza po boisku, odnajduje się pomiędzy liniami. Zmysł, który posiada do późnego pojawiania się w polu karnym w odpowiedniej chwili, jest niesamowity.

Gra na małej przestrzeni, na jeden kontakt, orientowanie się gdzie znajdują się wszyscy partnerzy – on jest w tym najlepszy.

Gündoğan jest idealnym zawodnikiem do gry opartej na posiadaniu piłki i wielu podaniach. Gry, którą tak bardzo uwielbia Guardiola. Jeśli miałbym wybrać cechę, która w niemieckim piłkarzu podoba mi się najbardziej, to wskazałbym właśnie ten timing, o którym wspomniał Arteta. Umiejętność odnajdywania się w polu karnym w idealnym momencie. Jako środkowy pomocnik jest odpowiedzialny za rozgrywanie akcji, rozprowadzanie piłki na skrzydła, szukanie przeszywającego prostopadłego podania do napastnika. I w ostatniej chwili, kiedy nikt się tego nie spodziewa, potrafi pojawić się w szesnastce, zaskakując rywali i samemu wykończyć akcję bądź dograć do kolegi. Idealnym przykładem tak zdobytego gola jest ostatnie trafienie w derbach Manchesteru z listopada 2018. Mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla City.

Jeśli Ilkay występuje jako defensywny pomocnik, to daje swojej drużynie więcej w ofensywie, niż tradycyjne „szóstki”. I choć w odbiorze piłki i zatrzymywaniu kontrataków nie jest tak dobry jak Fernandinho, to przewaga w postaci dodatkowego gracza odpowiedzialnego w większym stopniu za rozgrywanie ataków często okazywała się bardzo cenna dla Obywateli. Tak było na przykład w drugich derbach Manchesteru z sezonu 18/19. Kiedy kontuzji doznał Brazylijczyk, to Gündoğan przesunął się w jego miejsce. Bernardo przeszedł ze skrzydła na miejsce Niemca, a na boisku pojawił się Sane. Tamte przetasowania kompletnie zmieniły obraz meczu, między innymi dzięki dodatkowej jakości w rozprowadzaniu akcji, jaką oferował produkt szkółki Bochum jako szóstka.

Niedoceniany w oczach kibiców

W obecnych rozgrywkach Manchester City doznał kilku sensacyjnych porażek, które nie powinny przydarzyć się mistrzowi Anglii. Kibice lubią znaleźć sobie kozła ofiarnego i w tym przypadku często trafiało właśnie na niemieckiego pomocnika. Prawdą jest, że zaliczył w tym sezonie kilka słabych występów. Marnie wyglądał w pressingu i nie był tak produktywny w ataku jak De Bruyne. Czasami wynikało to z faktu, że kataloński szkoleniowiec wymagał od Ilkaya, aby ten grał niżej i asekurował Rodriego, który przechodził okres adaptacji do angielskiej piłki. Przez to City traciło część swojej siły uderzeniowej i ataki nie były aż tak efektywne.

Jednak w wielu przypadkach jego świetne występy nie zostają zauważone. Jeśli miałbym wskazać w ekipie Guardioli gracza, który jest najbardziej niedoceniany, to bez dwóch zdań byłby to Niemiec. Tak wszechstronny zawodnik jest prawdziwym skarbem dla trenera. Nie każdy może mieć swojego Jamesa Milnera. Gościa, który jest zdolny zagrać na każdej pozycji oprócz bramki (chociaż Anglik tam pewnie też by dał sobie radę). Zdolność Gündoğan do dopasowania się do różnych ról w środku pola jest jednak nieoceniona.

Paradoks tego zawodnika polega na tym, że jeśli miałbym wskazać najmocniejszą jedenastkę złożoną z piłkarzy Manchesteru City, to z pewnością by się w niej nie znalazł. A jednak, Pep Guardiola aż 17 razy znalazł dla niego miejsce w pierwszym składzie w tym sezonie Premier League. W Lidze Mistrzów nie zdjął go z boiska ani na minutę. I tak, jak miało to miejsce w meczu z Realem Madryt – w nieszablonowych planach taktycznych Katalończyka, Gündo odgrywa często bardzo ważną, choć na pierwszy rzut oka niezauważalną, rolę.

Manchester City ma jeden z najlepszych środków pola na świecie. I nawet jeśli ktoś nie jest wirtuozem na poziomie Kevina De Bruyne i nie zalicza 16 asyst w sezonie, to może mieć ogromny wpływ na grę zespołu. Nauczmy się doceniać wszechstronność. Nauczmy się doceniać Ilkaya Gundogana.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie