Finansowy kryzys związany z pandemią koronawirusa będzie największym wyzwaniem dla światowego futbolu w ostatnich kilkudziesięciu latach. Przez brak możliwości rozgrywania meczów, wiele klubów może mieć problem z płynnym funkcjonowaniem i wypłacaniem pensji swoim pracownikom. W związku z tym na pomoc postanowiła wyjść UEFA, wprowadzając pewne złagodzenia dotyczące FFP.

Zasady Finansowego Fair Play obowiązują w Europie od 2011 roku. Ich podstawowe założenie jest proste: kluby nie mogą wydawać więcej, niż same zarabiają. Dotyczy to wydatków na pierwszą drużynę – nie bierze się pod uwagę kosztów akademii, drużyny kobiet czy na przykład budowy stadionu.

W ostatnich latach mieliśmy kilka głośnych spraw związanych z przekroczeniem tych regulacji. W 2020 roku najwięcej zamieszania było oczywiście wokół Manchesteru City, który przez podejrzane umowy sponsorskie został wykluczony na dwa lata ze wszystkich europejskich rozgrywek. Obywatele odwołali się od tej decyzji i obecnie trwa proces rozpatrywania sprawy przez Trybunał Arbitrażowy do spraw Sportu w Lozannie.

W jaki sposób UEFA postanowiła podać klubom pomocną dłoń w tych zbliżających się trudnych czasach? Po pierwsze, organizacja z siedzibą w Szwajcarii zdecydowała się wydłużyć termin, w którym należy złożyć dokumenty rozliczeniowe. W takich papierach drużyny muszą wykazać, że nie zalegają z żadnymi płatnościami – wypłatami pensji dla piłkarzy i pozostałych pracowników, ratami za transfery czy też podatkami. Początkowo deadline obowiązywał 31 marca, jednak w obliczu zaistniałej sytuacji został przeniesiony na 30 kwietnia.

Dzięki temu kluby będą miały możliwość w najbliższych tygodniach skupić się na rozwiązywaniu pilniejszych problemów, które mogą wyniknąć między innymi przez brak przychodów z dnia meczowego. Działacze UEFA rozumieją, że wiele ekip będzie się teraz borykać z kłopotami finansowymi z dnia na dzień, przez co pozwolili na zluzowanie sztywnych zasad dotyczących Finansowego Fair Play.

Co więcej, przypomniano też o zasadzie „force majeure”, co na język polski można przetłumaczyć jako „siła wyższa”. O co w niej chodzi? W zrozumiały sposób na łamach portalu The Athletic wyjaśnił to rzecznik prasowy europejskiej federacji piłkarskiej.

Wszystkie niecodzienne wydarzenia i okoliczności będące poza kontrolą klubu i uważane za siłę wyższą, będą brane pod uwagę przy ocenie klubu, dla każdej sprawy osobno.

Takie oświadczenie daje nadzieję na to, że UEFA rozumie trudność zaistniałej sytuacji i będzie szła klubom na rękę, pozwalając na elastyczność w spełnianiu reguł. Nie oznacza to jednak, że najbogatsi będą mieli okazję na wykorzystanie całego zamieszania i znaczne nagięcie regulacji, licząc na „wyzerowanie” swojego konta dzięki tym ułatwieniom. Każdy przypadek będzie rozpatrywany osobno i dzięki temu UEFA nie ma zamiaru pozwalać największym zespołom, za którymi stoją ogromni inwestorzy, na bezkarne przekraczanie przepisów i wydawanie większych kwot bez konsekwencji.

Warto jednak zwrócić też uwagę na fakt, że kluby nie podlegają jedynie zasadom narzuconym przez UEFA. Często muszą się również stosować do regulacji ustalonych przez krajowe federacje, które różnią się od tych europejskich. Co więcej, czasami są nawet surowsze.

Tak właśnie jest w przypadku Anglii. Nick De Marco jest jednym z najlepszych brytyjskich ekspertów zajmujących się FFP. Na łamach wspomnianego już wcześniej The Athletic przyznał, że postanowienia UEFA są sensowne, jednak to samo powinno nastąpić ze strony angielskich władz.

Sugestia, że kluby mogą polegać na zasadzie „siły wyższej” jest szczególnie interesująca. W Anglii zespoły, które będą miały największe problemy, aby wypłacić pensje swoim zawodnikom i kontynuować działalność, są nadzorowane przez zasady EFL (English Football League), które są znacznie surowsze od regulacji UEFA – oświadczył De Marco.

W mojej opinii te zasady powinny zostać zawieszone w obecnej sytuacji. Kluby już mają trudności, aby płacić piłkarzom i innym pracownikom. Jeśli jedynym sposobem, aby wyjść z tych problemów jest zaciągnięcie długów, to nie ma sensu, aby ich potem za to karać.

Pandemia koronawirusa stawia futbol, jak również wiele innych dziedzin gospodarki, w obliczu dużych problemów finansowych. Kłopoty mogą mieć w dużej mierze kluby mniejsze, dla których przychody z dnia meczowego są absolutnie kluczowe. Kolorowo nie jest – Barnet musiało podjąć już decyzję o zwolnieniu prawie wszystkich pracowników oprócz piłkarzy i trenera. Poważnych konsekwencji obawiają się również w Gillingham.

Najbliższe miesiące i decyzje podejmowane przez organy zarządzające futbolem będą kluczowe dla istnienia wielu klubów, przede wszystkim biedniejszych. Nam pozostaje mieć nadzieję, że uda się uniknąć sytuacji, w której jakiekolwiek drużyny będą znikać z piłkarskiej mapy.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie