Z uwagi na sytuację na świecie, dostaliśmy zalecenie, aby unikać kontaktu z innymi ludźmi. Dlatego też warto przypomnieć sobie momenty, w których na angielskich boiskach kontakt fizyczny okazał się zbyt bliski. Szarpaniny, agresja w stosunku do sędziego, rywala, kolegi z drużyny, mecz przerwany, bo drużyna kończyła go w sześć osób… Angielskie boiska widziały naprawdę wiele. Oto zestawienie najbardziej pamiętnych momentów szaleństwa.

7. Di Canio atakujący sędziego – 26.09.1998

Paolo Di Canio i kontrowersje to nierozłączny duet. Impulsywny Włoch, który dał się poznać również jako zwolennik faszyzmu, spędził na angielskich boiskach siedem lat. I, oczywiście, zdążył narozrabiać. W 1998 roku podczas meczu Sheffield Wednesday z Arsenalem dostał jedną z najbardziej pamiętnych czerwonych kartek w historii Premier League.

Wszystko zaczęło się od ogromnego zamieszania, spowodowanego powaleniem przez zawodników Sów Patricka Vieiry. Wymiana cierpkich komentarzy szybko zamieniła się w przepychankę, w której Di Canio kopnął Martina Keowna. Sytuację udało się opanować po chwili, wtedy też sędzia Paul Alcock postanowił wyciągnąć konsekwencje w stosunku do piłkarzy. Zarówno Włoch, jak i legendarny stoper Arsenalu, obejrzeli po czerwonej kartce. Graczowi rodem z Italii odcięło jednak prąd. W przypływie frustracji odepchnął sędziego, który w komiczny sposób padł na murawę.

Całe zamieszanie stało się jednym z ikonicznych momentów Premier League. To był ostatni występ wychowanka Lazio w barwach Wednesday. Następny raz na boisku pojawił się już w koszulce West Hamu. Dostał 11 meczów zawieszenia i karę finansową, wynoszącą 10 tysięcy funtów. Sam piłkarz powiedział potem, że nie był to „brutalny gest, a gest rozczarowania” oraz że jego „ośmioletnia córka nie przewróciłaby się, gdyby ją tak popchnął”. Powiedzmy sobie jednak szczerze – kto przy zdrowych zmysłach odpycha arbitra?

6. Hazard kopiący chłopca do podawania piłek – 23.01.2013

Tę sytuację chyba wszyscy dobrze pamiętamy. Atak zawodnika na rywala, sędziego czy trenera to jednak zjawiska stosunkowo powszechne. Kopnięcie chłopca (swoją drogą, podobno aż 17-letniego!), który podaje piłki, to jednak incydent bezprecedensowy. Nawet jeśli ten nie zachował się fair play.

Rewanż półfinału Pucharu Ligi. Liberty Stadium. W pierwszym spotkaniu mieliśmy 2:0 dla Łabędzi, w drugim starciu, w momencie zdarzenia, było 0:0. Piłka w 78. minucie spotkania wychodzi poza boisko, biegnie do niej chłopak, ale… postanawia grać na czas. I to w bardzo ostentacyjny sposób, bo po prostu się na niej położył. Belg starał się go pospieszyć i odebrać mu futbolówkę. W końcu nie wytrzymał i go kopnął.

Siła co prawda ogromna nie była, ale sam fakt takiego zachowania był po prostu szokujący. Belg oczywiście dostał czerwoną kartkę, która poskutkowała zawieszeniem na trzy spotkania. Tego, co zrobił Hazard, po prostu nie dało się wytłumaczyć, jak kompletnym „blackoutem”.

5. Mourinho kontra Wenger – 05.10.2014

Tutaj bardzo brutalnie nie było. Nie była to też scena, która szokowała. Obrazowała jednak lata wzrostu napięcia pomiędzy Arsene’em Wengerem i Jose Mourinho. Panowie docinali sobie niemal od początku przygody Portugalczyka na Wyspach. Nie inaczej było, gdy The Special One powrócił do Anglii.

W październiku 2014 roku, gdy na Stamford Bridge spotkały się Chelsea i Arsenal, doszło do szarpaniny między ich menedżerami. To był wybuch, na który zapowiadało się już od kilku lat. Na całe szczęście, do większej eskalacji nie doszło. To starcie zostanie jednak zapamiętane jako symbol konfliktu dwóch wielkich trenerów, a także dzień, w którym się opamiętali.

Dziś obaj dogadują się dobrze, a wszyscy chyba pamiętamy, jak świetnie współpracowali w studiu telewizyjnym. I całe szczęście, bo tak wybitne jednostki szarpiące się za marynarki to, mimo wszystko, dosyć przykry widok.

4. „Battle of The Bridge” – 02.05.2016

Ten dzień kibice Leicester City z pewnością wspominają z ogromnym sentymentem. To właśnie wtedy Tottenham Hotspur stracił szanse na mistrzostwo. To właśnie wtedy Lisy oficjalnie wygrały Premier League! Okoliczności, w jakich Koguty zremisowały z Chelsea, pozostawiły jednak duży niesmak.

Złośliwość, chamstwo, chęć odegrania się na rywalach – zobaczyliśmy cztery bramki, ale to właśnie te aspekty je przyćmiły. Widzieliśmy aż 12 żółtych kartek. Dziewięć z nich dostali podopieczni Mauricio Pochettino! Zaczęło się od przydepnięć, lekkich kuksańców i podcięć. Krótko mówiąc – normalka. Atmosfera jednak cały czas się podgrzewała.

Pierwszy warty odnotowania incydent dotyczył (a jakże!) Diego Costy. Hiszpan ogromnie się zagotował po starciu z Janem Vertonghenem pod koniec pierwszej połowy i postanowił w swoim stylu „wytłumaczyć mu”, co o nim sądzi. Jeszcze przed zejściem do szatni doszło do szarpaniny. Zaczęło się od starcia Danny’ego Rose’a i Williana, we wszystko wmieszał się Pochettino i praktycznie wszyscy zawodnicy obecni na boisko. W zamieszaniu Mousa Dembele spróbował włożyć Coscie palec w oko, co umknęło uwadze Marka Clattenburga.

Gdy w końcówce The Blues odrobili dwubramkowy deficyt, wyrównując na 2:2, ich zawodnicy pobiegli świętować pod sektor fanów gości. Zostali obrzuceni monetami i innymi „pociskami”. Frustracja kibiców była jednak niczym w porównaniu do tego, co działo się w głowach piłkarzy, którzy stracili szanse na wielki sukces. Erik Lamela złośliwie nadepnął na dłoń Cesca Fabregasa, którego potem postanowił dobić wślizgiem w nogi Eric Dier. Do końca spotkania było po prostu brzydko – drużyna Tottenhamu zamiast na grze, skupili się na wyładowaniu swojego niezadowolenia. Zresztą tutaj macie trwającą 8 minut (!!!) kompilację wszystkich „gorących” sytuacji z meczu.

Również po końcowym gwizdku było gorąco. Gdy zawodnicy schodzili z murawy, rozpoczęła się kolejna szarpanina – tym razem jedną z jej ofiar padł Guus Hiddink. 69-letni wówczas trener Chelsea znalazł się w środku eskalującego konfliktu i spadł z kilku schodków prowadzących na ławkę rezerwowych.

3. „Battle of Bramall Lane” – 16.03.2002

Druga „bitwa” w naszym zestawieniu. Tym razem na poziomie Championship. Tutaj jednak ofiar było zdecydowanie więcej niż na Stamford Bridge. Wystarczy tylko powiedzieć, że miała w nim zastosowanie zasada, o której wiedzą chyba tylko ci, którym nudziło się podczas gry w FIFĘ. Pamiętacie, jak kosiliście przeciwników, aż sędzia zakończył mecz, bo mieliście zbyt mało zawodników na boisku? No to w starciu Sheffield United z West Bromem z 2002 roku grano 82 minuty. Do momentu, aż Szablom zostało… sześciu piłkarzy.

Zaczęło się szybko, bo już w pierwszych 10 minutach z boiska wyleciał golkiper gospodarzy Simon Tracey, który zagrał ręką poza polem karnym. Potem nadeszła niecała godzina spokoju. W tym czasie The Baggies trafili dwukrotnie. Aż zaczęło się dziać… 65. minuta, Georges Santos chamsko fauluje Andy’ego Johnsona. Jego wejście było odwetem za starcie z rywalem z poprzedniej kampanii. Oczywiście, dostaje czerwoną kartkę, ale w powstałym zamieszaniu jego kolega, Patrick Suffo zaatakował jednego z przeciwników „bykiem”. Obaj zawodnicy, którzy wylecieli z boiska, pojawili się na nim zaledwie minutę wcześniej. Sheffield ma już tylko ośmiu piłkarzy.

Atmosfera aż wrzała, powietrze można było kroić nożem. WBA zdołało strzelić trzeciego gola, zanim dwaj gracze Szabli doznali kontuzji i musieli opuścić murawę. Gospodarze nie mieli już jednak zmian. Sędzia, Eddie Wolstenholme, nie miał innego wyboru. Według zasad nie można grać z mniej niż siódemką piłkarzy na boisku.

Po zakończeniu spotkania posypały się kary finansowe i zawieszenia. Menedżer gości, Gary Megson stwierdził wściekły, że „nigdy nie widział czegoś tak haniebnego, jak to” oraz „nie ma na coś takiego miejsca w futbolu, zwłaszcza profesjonalnym”. Co więcej, dla Santosa i Suffo były to ostatnie mecze w koszulce United.

2. „Kung-fu kick” Cantony – 25.01.1995

To już wydarzenie legendarne. Kopniak w stylu kung-fu Erica Cantony pozostanie w pamięci kibiców na pokolenia i, w pewnym sensie, pomogło zbudować jego legendę. Bo, powiedzmy sobie szczerze – tego typu atak na człowieka siedzącego na trybunach to prawdziwy futbolowy unikat. A jego konsekwencje dla Francuza były naprawdę poważne. Od gry odpoczął sobie przez pół roku.

Zacznijmy jednak od tego, jak do wszystkiego doszło. Zawodnik Manchesteru United obejrzał czerwoną kartkę za kopnięcie gracza Crystal Palace, Richarda Shawa. Atak na rywala był rewanżem za jego wejście w nogi Cantony, który po prostu nie wytrzymał. Wściekły opuszczał boisko, gdy usłyszał głos z trybun. „Spierdalaj do Francji, francuski matkojebco” – krzyczał Matthew Simmons – człowiek, którego legenda klubu z Old Trafford określała później jedynie mianem „chuligana”. Skoro Król Eric już był zdenerwowany, to taki atak słowny doprowadził go do białej gorączki. Nie kalkulował, tylko zrobił coś, z czym kojarzony będzie do końca życia, a nawet jeszcze dłużej.

To chyba najbardziej szokująca pozycja na liście legendarnych momentów Premier League. Chamstwo trzeba tępić, ale nie w taki sposób. Chociaż… to były lata 90-te na angielskich boiskach. Po prostu inny wszechświat.

1. Bójka kolegów z zespołu – 02.04.2005

Kampania 2004/05 minęła Newcastle United pod znakiem frustracji. Chcieli walczyć o puchary, zakończyli rozgrywki na 14. miejscu. Rozczarowujący wynik gonił rozczarowujący wynik, piłkarze byli coraz bardziej zdenerwowani. Apogeum miało miejsce podczas spotkania z Aston Villą.

Goście z Birmingham szybko objęli prowadzenie, a w 73. minucie sytuacja zaczęła wyglądać coraz lepiej dla nich. Steven Taylor wyleciał z boiska za zablokowanie strzału Dariusa Vassella na pustą bramkę ręką. Gareth Barry wykorzystał podyktowany rzut karny, a chwilę później znowu podszedł do jedenastki – również ją wykorzystując. 0:3 u siebie? Nikt na stadionie nie mógł się cieszyć. Najbardziej sfrustrowani byli jednak Lee Bowyer i Kieron Dyer, którzy w 83. minucie skoczyli sobie do gardeł, chociaż… grali w tej samej drużynie.

Poszło podobno o to, że ten drugi nie podawał temu pierwszemu. Obecny menedżer Charltonu wściekły krzyknął do swojego kolegi z zespołu. Te odparł, że nie podaje mu, bo „jest chujowy”. Bowyer, jako gość z dosyć ciekawą przeszłością (kilka razy był nawet aresztowany za akty agresji), nie wytrzymał. Doszło do szarpaniny, która przerodziła się w wymianę ciosów, przerwaną szybko przez pozostałych piłkarzy.

Oczywiście obaj zawodnicy zostali wyrzuceni z boiska, pozostawiając Sroki z zaledwie ósemką graczy. Gdy schodzili z murawy, musieli ich pilnować klubowi masażyści. Później wściekły Graham Souness miał podobno zaproponować swoim podopiecznym, aby naprawdę załatwili sprawy siłowo, ale odpuścili.

Klub szybko zidentyfikował swojego winnego. Newcastle United odwołało się od zawieszenia Dyera, jednocześnie wlepiając Bowyerowi karę w wysokości sześciu tygodniówek! Anglik stracił aż 210 tysięcy funtów. Panowie w końcu się pogodzili. Opuścili St James’ Park w odstępie roku – w 2006 i 2007. Spotkali się nawet w West Hamie, gdzie spędzili kolejne 18 miesięcy razem.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie