Mówiąc o nim trudno użyć innego słowa, niż legenda – w końcu to najlepszy strzelec w historii klubu. Wayne Rooney i Manchester United przez ponad dekadę tworzyli niesamowitą parę. Anglik kończy karierę piłkarską, aby na stałe zająć się pracą trenera w Derby County. By godnie go pożegnać, przypominamy sześć najbardziej pamiętnych momentów z czasów jego pobytu na Old Trafford.

6. Hattrick i pogrom Arsenalu (28 sierpnia 2011)

Co smakuje lepiej, niż pokonanie zagorzałych rywali? Rozgromienie ich. A może być jeszcze lepiej? Tak, jeśli sam zagrasz fenomenalne zawody. Takie, jak Rooney w dniu, w którym jego Manchester United pokonał Arsenal 8:2 na Old Trafford. To był istny popis – całych Czerwonych Diabłów, Ashleya Younga oraz wychowanka Evertonu.

Strzelił trzy gole. Dwa z rzutów wolnych, z pomocą Ashleya Younga, a także jednego z karnego. Do tego dodał również asystę przy trafieniu Naniego. Gdyby nie fakt, że lewoskrzydłowy United miał udział przy pięciu bramkach, to z pewnością zostałby wybrany na najlepszego zawodnika meczu.

Starcie w teatrze marzeń stanowiło manifest siły. Z pewnością jeden z najlepszych meczów Czerwonych Diabłów w Premier League – oraz jeden z najlepszych Rooneya. Każdy fan 20-krotnych mistrzów Anglii wraca do niego z sentymentem. Sam zawodnik zresztą też. To było jedno z jego najbardziej pamiętnych spotkań.

5. K.O. z Tottenhamem (15 marca 2015)

Anglik przyznał kiedyś, że w młodości trenował przez kilka lat boks. Uprawianie tego sportu łączył z grą w młodzieżowych drużynach Evertonu. W końcu musiał podjąć decyzję i wybrać jedną dyscypliny, z którą miał zamiar związać przyszłość. Padło na futbol. Cóż, wydaje się, że wybór był słuszny. Gwiazda Synów Albionu o miłości do pięściarstwa jednak nie zapomniała.

W marcu 2015 roku w sieci pojawił się filmik, na którym kapitan Rooney mierzył się z byłym klubowym kolegą z United – Philem Bardsleyem. Wychowanek The Toffees wydawał się paść znokautowany po ciosie sparingpartnera. Prasa bulwarowa, a konkretnie The Sun, szybko podchwyciła temat. Małżonki obu piłkarzy utrzymywały, że sam pojedynek był jedynie zabawą, a upadek Rooneya udawany, ale brytyjscy dziennikarze nie mogli przepuścić okazji do znalezienia sensacji.

Ostatecznie odpowiedział im sam zawodnik. I to w najlepszy możliwy sposób. Gdy trafił do siatki Tottenhamu w następnym spotkaniu zaprezentował jedną z najlepszych i najbardziej oryginalnych cieszynek w historii ligi. Kilka ciosów, pad na plecy. To był knock out – również na Kogutach. Starcie na Old Trafford skończyło się wynikiem 3:0.





4. Pojednanie z kibicami (26 sierpnia 2013)

Po odejściu Sir Alexa Fergusona na emeryturę pojawiły się spekulacje, dotyczące przyszłości Rooneya. Sam Szkocki menedżer, po swoim ostatnim domowym spotkaniu w karierze, powiedział zresztą dziennikarzom, że jego podopieczny złożył prośbę o transfer. Napastnikiem interesowały się podobno Chelsea, PSG i Bayern Monachium.

Dni jednak upływały, a legenda klubu z Old Trafford wciąż nie odchodziła. Tak też minął cały okres aż do startu sezonu. W drugiej serii gier United gościło drużynę The Blues, a Rooney znalazł się w podstawowej jedenastce Davida Moyesa. Gdy zawodnicy wybiegli na murawę, cały stadion zaczął skandować nazwisko swojego gwiazdora.





Następnego dnia Anglik wykluczył możliwość odejścia z klubu, w którym pozostał jeszcze przez cztery lata. Spotkanie z Chelsea było symbolicznym pojednaniem fanów i piłkarza. Kto wie, może to żywiołowa reakcja trybun przekonała go do pozostania w Teatrze Marzeń?

3. Debiut w United. I od razu hattrick! (28 września 2004)

Czerwone Diabły zapłaciły za złote dziecko angielskiego futbolu 37 milionów funtów. Jeśli ktoś miał jakieś wątpliwości co do tego, czy nastolatek był w stanie spełnić pokładane w nim nadzieje, to z pewnością z niedowierzaniem spoglądał na to, co zrobił w swoim debiucie, który przypadł na spotkanie w Champions League.

Prawie miesiąc po transferze na Old Trafford przyjechało Fenerbahce. Ściągnięty z Evertonu napastnik wciąż czekał na swój debiut w koszulce United, a tym samym również na pierwszego gola. Jego ofiarą padła właśnie turecka drużyna, a wieczór okazał się manifestem klasy nastolatka. Premierowe trafienie zdobył lewą nogą, pokonując Rüstü Recbera po podaniu Ruuda van Nistelrooya. Potem dorzucił jeszcze dwie bramki – w tym piękną, z rzutu wolnego. Na dokładkę zaliczył asystę.

Podopieczni Sir Alexa Fergusona wygrali 6:2, a nowy ulubieniec kibiców otworzył swój worek z bramkami w barwach Czerwonych Diabłów. I to w świetnym stylu. Mało kto jednak spodziewał się, że zostanie najlepszym strzelcem w historii klubu. Ale o tym za chwilę…

2. Przebicie Sir Bobby’ego Charltona (21 stycznia 2017)

Wayne Rooney strzelił dla Manchesteru United 253 gole. To jednak trafienie numer 250 było wyjątkowe. To ono pozwoliło wyprzedzić Sir Bobby’ego Charltona na liście najlepszych strzelców w historii klubu i dało 34-latkowi miano samodzielnego jej lidera. Zrobił to dwa tygodnie po wyrównaniu osiągnięcia legendarnego piłkarza, dzięki bramce w spotkaniu FA Cup przeciw Reading.

Ten wyjątkowy, 250. gol padł w okolicznościach niesamowicie dramatycznych, chociaż pozostawiających pewien niedosyt. Rooney w czwartej minucie doliczonego czasu, uderzeniem z rzutu wolnego, z niesamowicie trudnej pozycji, dał remis Czerwonym Diabłom w konfrontacji ze Stoke. Podział punktów na Britannia Stadium nie mógł raczej cieszyć nikogo związanego z klubem. Ten mecz na zawsze jednak został zapisany w historii.





Piękne uderzenie, do tego na wagę rekordu. Gracz pokroju Wayne’a Rooneya po prostu musiał strzelić w tak dramatycznych okolicznościach. Później, w koszulce United, zdołał trafić jeszcze trzykrotnie. Przeciwko Burnley, Swansea i Tottenhamowi.

1. TEN gol w derbach Manchesteru (12 lutego 2011)

Jeśli już wspominamy Wayne’a Rooneya, to nie sposób pominąć być może najpiękniejszej i najbardziej pamiętnej bramki w historii Premier League. Dzięki temu trafieniu Anglik na stałe zapisał się nie tylko w pamięci fanów Czerwonych Diabłów, ale i całego piłkarskiego świata. Chyba każdy z nas już słyszy okrzyk Andrzeja Twarowskiego: „ROOOONEY! O Matko Boska!”.

A zatem, jak to było? Liderzy angielskiej ekstraklasy gościli na Old Trafford trzecią siłę ligi i zarazem rywali zza miedzy. Prowadzenie United, jeszcze przed przerwą, dał Nani, ale 20 minut po zmianie stron wyrównał David Silva. Było 1:1 – oba zespoły „ranne”, żaden nie był usatysfakcjonowany. Wtedy jednak sprawy w swoje ręce (a właściwie nogi) wziął Rooney.

Wszyscy pamiętamy, jak to było. Podanie Scholesa na prawe skrzydło, piłkę przyjmuje Nani. Podnosi głowę, poprawia ją sobie i wrzuca. Futbolówka ociera się o plecy Pablo Zabalety, wydaje się, że nie ma szans, aby napastnik jej dosięgnął. Składa się jednak do ekwilibrystycznego strzału. Nie trafia czysto, uderza piszczelem, ale kogo to obchodzi? To był pocisk w górny róg – nie do obrony. Trybuny oszalały, panowie Twarowski i Nahorny też. W ten sposób, nie bójmy się tego powiedzieć, została napisana historia Premier League. Tego gola będą wspominać pokolenia. Do dziś: mówisz Rooney – widzisz to trafienie!

Teraz pozostaje życzyć mu udanej kariery trenerskiej. No i oczywiście powrotu do Premier League!

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie