Kolejna seria spotkań za nami! Jak zwykle nie zabrakło emocji, a nasi redaktorzy postanowili wyróżnić tych, którzy na to w ich opinii zasłużyli. Po zaciętym głosowaniu, tak przedstawia się jedenastka… najsłabszych zawodników minionej kolejki Premier League. 

BRAMKARZ

ŁUKASZ FABIAŃSKI

Co tu dużo mówić, najgorszy występ polskiego golkipera od bardzo, bardzo dawna. Co prawda Fabiański zaliczył kilka interwencji w swoim, dobrym stylu, ale nie z tego kibice zapamiętają jego występ z Liverpoolem. Najpierw lepiej mógł ustawić się przy bramce Wijnalduma, a później zaliczył koszmarny błąd przy golu Salaha. Egipcjanin oddał na pierwszy rzut oka niegroźny strzał, 34-latek przepuścił jednak futbolówkę między nogami. Czepialscy mogą powiedzieć nawet, że i przy bramce Mane bramkarz mógł zachować się lepiej, kiedy wyszedł z bramki do Alexandra-Arnolda. Kto by pomyślał, że ostoja defensywy West Hamu zawiedzie najbardziej właśnie w takim momencie, właśnie w takim meczu. A zwycięstwo nad liderem Premier League mogło dać Młotom prawdziwy zastrzyk optymizmu.

OBROŃCY

MAX AARONS

Wybieranie do tego zestawienia defensywnych piłkarzy Norwich City, jest jak gra w szachy z dwulatkiem. Za proste. Trudno bowiem ignorować popisy, jakie regularnie dają nam podopieczni trenera Daniela Farke. Nie inaczej było w minionej kolejce, gdzie Kanarki przegrały z Wolverhampton aż 0:3. Duży w tym udział właśnie prawego obrońcy, który może i ma świetlaną przyszłość przed sobą, jednak najpierw musi jeszcze wiele poprawić. Przy pierwszym golu Jota obrócił się z Aaronsem na plecach, przy trzecim, Anglik stracił zapał do obrony w momencie, gdy Raul Jimenez złożył się do pierwszego ze strzałów. Do tego podjął złą decyzję w akcji ofensywnej, gdzie strzelał, zamiast podać do Pukkiego.

JAN VERTONGHEN

W pewnym sensie za pierwszą bramkę Chelsea można obwiniać właśnie Belga. To on odpuścił Olivierowi Giroud, który bez problemu oddał strzał na bramkę Llorisa. I to właśnie obrońca odpuścił krycie byłego zawodnika Arsenalu, kiedy ten dobijał piłkę zdobywając gola. W obronie nerwowy, niepewny i powolny. Podczas meczu fani Tottenhamu aż wrzeli, raz po raz publikując tweety mówiące o tym, iż gra Vertonghena wygląda jakby był po pięćdziesiątce, a jego poziom spadł poniżej wymaganego w Premier League. Może i Rudiger zaliczył w tym spotkaniu samobója, jednak zdaniem wielu to zawodnik z kogutem na piersi w sobotę był najsłabszym obrońcą na Stamford Bridge.

JOE GOMEZ

Rzadko można spotkać w tym zestawieniu gracza, który występował w drużynie, która mecz wygrała. Jednakże Joe Gomez wymyka się tej teorii. W poniedziałkowy wieczór robił bowiem wszystko, by Liverpool tego meczu nie wygrał. Przegrał pojedynek z Issą Diopem przy golu wyrównującym. Do tego zostawił Fornalsowi tyle miejsca, że Hiszpan spokojnie zdołał złożyć się do strzału z woleja. Fatalnego wrażenia nie zmieni nawet fakt, że to jego odbity strzał stał się zaczynem do zwycięskiej akcji The Reds.

ADAM SMITH

Trzeba przyznać, że lewy obrońca Bournemouth miał trochę pecha. Do momentu, gdy na tablicy świetlnej utrzymywał się wynik 0:1, nie rozgrywał złego spotkania. A później wszystko się posypało. Najpierw Wisienkom cofnięto gola, po tym jak dopatrzono się zagrania ręką w wykonaniu Anglika. Burnley dostało rzut karny, a w konsekwencji drugą bramkę. Przez resztę spotkania Smith prezentował się cokolwiek niepewnie, czego konsekwencją był trzeci gol, przy którym lewy obrońca wybrał się na ryby.

POMOCNICY

GYLFI SIGURDSSON

Islandczyk w meczu z Arsenalem nie miał koszmarnych statystyk, ale ten kto oglądał to starcie wie, dlaczego pomocnik znalazł się w tej jedenastce. W najważniejszych momentach na Emirates Sigurdsson był po prostu niewidoczny. Zamiast rozgrywać, raczej uciekał od odpowiedzialności tworzenia akcji, większość czasu po prostu przetruchtał, a i w defensywie nie zrobił nic, co pomogłoby drużynie przed utratą bramki. Podczas najgroźniejszych akcji ustawiał się tak, że jego koledzy nawet nie mieli okazji dograć mu piłki. Mało brakowało, a po części z jego winy Everton straciłby kolejną bramkę. Co prawda podanie Pickforda do krytego pomocnika nie było genialnym pomysłem, ale to 27-latek dał się wyprzedzić Xhace i tylko nieskuteczność Nketiaha uratowała The Toffees.

ETIENNE CAPOUE

Kompromitujący występ Francuza i zarazem książkowa definicja powiedzenia – „ruszać się jak mucha w smole”. Pomocnik Watfordu nie dawał żadnych pozytywnych sygnałów w ofensywie, ani w defensywie. W grze obronnej postanowił nawet więcej zepsuć, niż naprawić. Przy golu Martiala zakręcił się jak bączek na Chanukę, zaś przy trafieniu Greenwooda, dał się młodziakowi ograć na raz.

DOUGLAS LUIZ

Można zagrać źle. Ale można też zagrać jak Brazylijczyk, który postanowił, że przejdzie po prostu obok meczu. Pomocnik Aston Villi był notorycznie spóźniony, albo biegał za piłką od zawodnika do zawodnika, marnując w iście bezsensowny sposób swoją energię. Nie przysłużył się beniaminkowi w choćby najmniejszym stopniu, co więcej, często i gęsto tracąc piłkę w starciach fizycznych. Na domiar złego to właśnie on dał okiwać się Che Adamsowi, który posłał podanie do Armstronga, zamykającego mecz.

LUKAS RUPP

Nie dziwotą jest, że Wolerhampton atakowało głównie prawą stroną Norwich City. Mieli do pokonania dwie niespecjalnie trudne przeszkody – Maxa Aaronsa i wyżej ustawionego Lukasa Ruppa. Żaden się nie popisał. O Angliku sporo powiedzieliśmy już wyżej, lecz Niemiec również nie może określić popołudnia na Molineux Stadium mianem udanego. 29-letni piłkarz był absurdalnie wręcz bezpłciowy, nie kreując niczego, co pomogłoby Kanarkom w stworzeniu akcji bramkowej. Podczas gdy Todd Cantwell dwoił się i troił, Rupp stał i podziwiał przyrodę.

FELIPE ANDERSON

O grze West Hamu można powiedzieć było wiele. W gruncie rzeczy zagrali całkiem przyzwoicie. Starali się. Czasami nie wychodziło. Czasami popełniali największego babola w karierze, a czasami nie trafiali w sytuacji sam na sam. Ale o Brazylijczyku nie można powiedzieć żadnej z tych rzeczy. Skrzydłowemu Młotów po prostu nie chciało się z Liverpoolem grać. Był więcej niż słaby, a grał na niekoniecznie dobrze defensywnie dysponowanego w ostatnim czasie Alexandra-Arnolda. Człapał po swojej stronie, tracił piłkę, no zero kompletne.

NAPASTNICY

JOELINTON

Trudno było wybrać chociaż jednego napastnika. Bo mimo, że niewielu zagrało bardzo dobrze, to cała reszta zaprezentowała sobą przynajmniej jedno zagranie, za które można pochwalić. Teemu Pukki doskonale urwał się obrońcom i tylko głupota Aaronsa powstrzymała go przed wpakowaniem piłki do siatki. Troy Deeney strzelił gola (nieuznanego). Callum Wilson stworzył sytuację, po której padł gol dla Bournemouth (nieuznany). Blisko był nawet Roberto Firmino, ale on przynajmniej ściągał uwagę obrońców West Hamu. Na szczęście jest Joelinton. Defensywny napastnik w ekipie Newcastle nie jest od strzelania bramek, lecz w meczu z Crystal Palace całość wyglądała co najwyżej słabo. 20 strat, zaledwie jeden celny strzał, 21% (!) wygranych pojedynków i żółta karta. Ehhh.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie