Początek sezonu był dość obiecujący dla defensywy Arsenalu. Zdołali zachować czyste konto w meczu wyjazdowym i nikt nie przykładał zbytniej uwagi do faktu, że było to spotkanie z Newcastle United.

Później jednak wszystko runęło niczym domek z kart przy podmuchu wiatru. Ten karciany domek jest zresztą niezłą metaforą gry obronnej Kanonierów, bo wszystko wygląda doprawdy nietrwale. Dość powiedzieć, że w czterech ostatnich kolejkach stołeczna ekipa straciła osiem bramek. Więcej ciosów przyjęło tylko i wyłącznie Wolverhampton.

Jednocześnie uwagę przykuwa zestawienie środka obrony Arsenalu. W pierwszym meczu – jedynym w którym ekipa Emery’ego nie straciła gola – na środku defensywy zagrał duet Sokratis – Chambers. Później Anglik został od składu odstawiony, a jego miejsce zajął nieszczęsny David Luiz, popełniający błąd za błędem.

Żaden jednak – przynajmniej w oczach hiszpańskiego szkoleniowca – nie był na tyle niewybaczalnym, żeby Brazylijczyka od składu odstawić. Nie wystarcza niepewność w wyprowadzaniu piłki, nie wystarcza brak doskoku do rywala, nie wystarcza nawet prokurowanie rzutów karnych. Emery uparcie stawia na 32-letniego defensora, zupełnie pomijając w swej selekcji Chambersa, a także – a właściwe przede wszystkim – Roba Holdinga.

23-letni Anglik dopiero co wrócił po kontuzji. Był jednak na mecz z Watfordem dostępny i tylko od Hiszpana zależało, czy stosunkowo młody defensor wróci do wyjściowego składu Arsenalu. Holding nie wrócił, Arsenal znowu się przejechał.

Oczywiście nikt nie twierdzi, że dwie – ehkem, ekhem – frajersko stracone bramki, nigdy by się nie zdarzyły, gdyby na boisku przebywał Holding. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że jego obecność nie sprawiłaby, iż łódka, na której piłkarze Arsenalu płyną do brzegu, zyskałaby więcej dziur, a w konsekwencji bramek, to znaczy wody.

W poprzednim sezonie Anglik radził sobie nieźle. W dziewięciu ligowych meczach, w których to reprezentował barwy Kanonierów, jego klub ani razu nie schodził z boiska na tarczy. Ponadto, udało się zachować im dwa czyste konta – w starciach z Evertonem i Watfordem. Niestety, Holding doznał paskudnej kontuzji więzadeł krzyżowych i nie mógł grać dla stołecznej ekipy. Przełożyło się to na wyniki Arsenalu, który pierwszą porażkę podczas nieobecności Holdinga doznał już jedenaście dni od absencji defensora.

Vbet News

23-latek do gry powrócił dopiero w tym sezonie, a pierwsze ligowe minuty łapał w rozgrywkach drużyny U-23. Dochodził tam do siebie, wracał do tempa meczowego i zbierał dobre noty. Wciąż jednak nie był gotowy, by znowu wystąpić w Premier League. Wiele wskazuje na to, że jego powrót musi rychło nastąpić.

W minionym sezonie Holding rozegrał 807 minut w lidze. W tym czasie wygrał 37 pojedynków, miał 12 przechwytów, 11 odbiorów, 21 wygranych główek oraz – co najważniejsze dla defensywy Kanonierów – nie popełnił żadnego błędu prowadzącego do gola.

Jak nietrudno się spodziewać, Sokratis i David Luiz wypadają w porównaniu z Anglikiem po prostu blado. Grek w swoich 540 minutach zanotował znacznie mniej przechwytów, a także popełnił znaczący błąd prowadzący do straty gola – właśnie w spotkaniu z Watfordem. O Brazylijczyku szkoda nawet mówić (mniej odbiorów, prokurowane karne, mniej wygranych pojedynków główkowych), bo ładunkami elektrycznymi, które otoczone jest jego ciało, można spokojnie oświetlić średniej wielkości polską wieś.

Tych kilka suchych statystyk może jednak nie wskazywać najważniejszego. Holding mimo naprawdę nielichego wzrostu – 189 cm – jest dość zwrotnym piłkarzem. Ponadto dysponuje odpowiednio dokładnym wyprowadzeniem piłki i nade wszystko, czyta grę – w mojej opinii – znacznie lepiej niż wspomniany Sokratis i Luiz.

To cechy szczególnie przydatne przy pomyśle na grę obronną jaką ma Unai Emery. Być może pomysły Hiszpana są szalone i przydałoby się zmodyfikować funkcjonowanie Arsenalu oraz skończyć z przyzwoleniem na grę przez środek bądź taktyką „laga na Aubę”. Być może jednak 47-letni szkoleniowiec nie dysponuje odpowiednimi komponentami, a jednocześnie sam jest zbyt przekonany co do własnego pomysłu na piłkę. Powrót Roba mógłby zatem w sposób oczywisty pomóc i jemu.

Arsenal True Fans

Potencjał w Holdingu widzi również Per Mertesacker. Niemiec obecnie piastuje urząd w Akademii Arsenalu, ale kilka lat temu był partnerem Roba z boiska, prowadząc Kanonierów po kolejnych szczeblach Pucharu Anglii.

Na moment przed jego kontuzją zauważyłem w nim znaczną zmianę. Stał się bardziej konsekwentny – podawał w odpowiednim momencie, zaczął dobrze wyczuwać wymagany poziom intensywności, był solidny. Wtedy pierwszy raz pomyślałem, że on naprawdę wie co robi.

Niemiec pochwalił również Anglika za samoświadomość. 23-latek nie zagra 50-metrowego diagonalnego podania, ale też nie wsadzi kolegi na minę. Jest graczem zespołowym, faktorem którego wiele zespołów mogłoby Arsenalowi pozazdrościć. Nie trzeba przecież czarodziejów, nie trzeba przecież wymagać od każdego piłkarza by czarował on piłką. Czasami najbardziej pożądaną cechą jest po prostu solidność. Tym bardziej gdy mówisz o obronie Arsenalu.

Być może Holding potrzebuje jeszcze trochę czasu. Być może jego powrót do Premier League będzie długi. Nie potrafię jednak odnieść wrażenia, że miałby być to powrót nieudany. Rob ma bowiem wszystko, by stać się podstawowym piłkarzem Kanonierów. Jest młody, ma spory potencjał, umiejętności i pewność siebie.

Jeśli dopisze mu zdrowie, to nie mam złudzeń, że stanie się kimś, od kogo będzie ustalana wyjściowa jedenastka i kimś, na kim będzie można polegać jak na Zawiszy. Nawet jeśli zarazem jest on obrońcą Arsenalu, czyli postacią, która w ostatnich latach stała się synonimem nieznośnej bylejakości. Holding – wraz z powrotem Bellerina i Tierneya – może Kanonierów odmienić. Na lepsze, bo na gorsze się już chyba nie da.