Blisko półtorej roku bez transferu, ściągnięcie czterech głośnych nazwisk w postaci: Tanguya Ndombele, Giovaniego Lo Celso, Ryana Sessegnona i Jacka Clarka, a także zatrzymanie w zespole Christiana Eriksena. Myśleliście, że Spurs po czerwcowym finale Ligi Mistrzów zrobią krok dalej i postawią stempel na etykiecie: „Dobrze rozwijająca się drużyna”? Pierwsze cztery kolejki pokazały, że irracjonalnie może być jeszcze ciężej niż wcześniej…

Bylejakość, nijakość i nic więcej. Quo vaids, Tottenhamie?

Ci, którzy widzieli wszystkie występy Tottenhamu w bieżącym sezonie Premier League mogli odnieść wrażenie, że po finale na Wanda Metropolitano piłkarze zamiast wrócić silniejsi i bardziej zmotywowani, wrócili nijacy. Patrząc na dotychczasowe poczynania ekipy Pochettino i uzbieranych zaledwie pięć oczek w czterech spotkaniach mogę śmiało stwierdzić, że Spurs cechuje jak na razie… bylejakość.

Czytający to kibice Kogutów mogą mnie zlinczować i zasypać masą hejtu. Jednak szczerze powiedziawszy Tottenham to jeden z tych klubów, które darze ogromnym szacunkiem i są oni jednym z moich bardziej lubianych zespołów w Premier League. I wiecie co Wam powiem? Nie widzę rozwoju, zespół tak jakby zamarł, nie widać, że Spurs chcą na poważnie zagrozić Manchesterowi City i Liverpoolowi w walce o mistrzostwo Anglii. A elementów składowych wpływających na taki stan rzeczy może być bardzo, bardzo wiele…

O ile przeciwko Aston Villi na inaugurację sezonu udało się (szczęśliwie) wygrać 3:1, choć do 73. minuty to beniaminek niespodziewanie prowadził – o tyle remis na Etihad mimo, że na papierze wygląda bardzo okazale, tak można uznać go za bardzo szczęśliwy. Mistrzowie Anglii w starciu z Kogutami oddali aż 30 strzałów przy zaledwie trzech próbach Spurs i mieli aż (!) 52 kontakty z piłką w polu karnym rywala. Dla porównania Tottenham miał ich zaledwie pięć. W drugim starciu na Tottenham Stadium los nie był już po stronie londyńczyków, którzy po nudnej, siermiężnej i słabej grze przegrali ze skazywanym przez wielu ekspertów na spadek Newcastle.

I gdy wszyscy myśleli, że pierwsze trzy cztery punkty w pierwszych trzech kolejkach były wypadkiem przy pracy, tak przyszedł derbowy mecz z Arsenalem. Pierwsze pół godziny? Szok na Emirates. Tottenham prowadzi 2:0, kontroluje grę, Arsenal nie ma w zasadzie nic do powiedzenia. Aż nagle w pewnym momencie jakby ktoś wyjął wtyczkę z prądu graczom Mauricio Pochettino. Kanonierzy w drugiej połowie zdominowali rywala, ostrzeliwali bramkę Hugo Llorisa i gdyby nie niektóre fenomenalne interwencje Francuza, tak podopieczni Unaia Emery’ego mogliby strzelić co najmniej dwie, trzy bramki więcej. Ostatecznie derby na remis, ale… no właśnie.

Brak kontroli nad meczem, ospałość, nijakość? Na rozegranych dotąd blisko 360 minut w Premier League, Tottenham miał mecz pod absolutną kontrolą może przez: mniej więcej piętnaście minut z Aston Villą, wcale z Manchesterem City, wcale z Newcastle i mniej więcej pół godziny z Arsenalem. Taka gra chyba nie przystoi drużynie, która zeszły sezon zakończyła finałem w Madrycie i czwartym miejscem w ligowej tabeli. Aspiracje kibiców Tottenhamu były w tym sezonie tak duże jak jeszcze nigdy, jednak problemy, z którymi do tej pory Tottenham sobie radził, stały się ostatnio nie do przeskoczenia, a dotychczasowe metody ich rozwiązywania nie działają.

O Spurs przez ostatnich kilka sezonów można było powiedzieć, że niezależnie od tego, co się wokół nich dzieje, zawsze znajdą jakieś rozwiązanie. Przez ostatnie dwa sezony Tottenham rozgrywał swoje domowe spotkania na wypożyczanym Wembley, a mimo to bardzo dobrze punktował. Do klubu nie przychodzili nowi piłkarze, co z drugiej strony oznaczało, że ci, którzy już w nim byli, mogli się lepiej zgrać. Nawet kontuzja Harry’ego Kane’a, najlepszego strzelca i lidera zespołu, okazała się mniej bolesna dla drużyny, bo Tottenham bez niego potrafił zdobywać bramki i wygrywać. To wszystko trwało do czasu.

Gdzie się podziała tamta ambicja, gdzie ci piłkarze, gdzie ten Tottenham?

Możecie mi zarzucić, że na niektóre wnioski jest jeszcze za wcześnie, skoro za nami dopiero cztery ligowe kolejki. Problem jednak w tym, że słaba gra Tottenhamu od dłuższego czasu to w zasadzie nic nowego. Porażka z Newcastle była już czternastą od początku 2019 roku. Z ostatnich ośmiu ligowych spotkań drużyna wygrała zaledwie dwa, a z piętnastu cztery. W tym czasie zespół Poche awansował wprawdzie do finału Ligi Mistrzów, ale po drodze pogubił punkty z Burnley, West Hamem, Bournemouth, czy Southampton. W FA Cup po drodze Spurs zostali wyeliminowani przez Crystal Palace.

Znalezione obrazy dla zapytania mauricio pochettino

tottenhamhotspur.com

Istnieje kilka tez, kilka tłumaczeń na temat tego, dlaczego obecna gra Tottenhamu wygląda tak, a nie inaczej. Pochettino jest jednym z menedżerów, którzy narzekają na skrócenie okna transferowego w Anglii i zamykanie go przed rozpoczęciem sezonu. Jednak czy kolejnym z elementów składowych słabej dyspozycji Tottenhamu nie jest ich główny reżyser gry, Christian Eriksen?

Duńczyk jasno stwierdził, że nie zamierza przedłużać umowy z Tottenhamem, która kończy się za rok i właśnie tu mógł powstać problem. Czy lepiej będzie pozwolić mu odejść za darmo po sezonie czy sprzedać czym prędzej, póki da się zarobić? Na razie wyjścia nie widać, a Eriksen zrobił się dla Kogutów malutkim problemem. Duński pomocnik nie prezentuje swoich pełnych możliwości, jednak jak ma je pokazywać skoro Pochettino zostawiał Eriksena na ławce w dwóch z czterech dotychczasowych spotkań. Efekt? Podopieczni Argentyńczyka byli momentami zagubieni, brakowało im blasku i dogodnych szans, które najczęściej stwarzał właśnie Eriksen.

Sytuacja transferowa jest trudna, ale nie może być wymówką. Gdy wychodzisz na boisko, nie myślisz o takich rzeczach. Problem pojawia się w trakcie tygodnia, a nie w momencie, gdy nadchodzi spotkanie. Trzeba stworzyć w drużynie odpowiednią dynamikę i więź między piłkarzami. Na ten moment sytuacja w naszym zespole jest od tego bardzo, bardzo daleka – stwierdził Pochettino po spotkaniu z Newcastle.

Tymi słowami argentyński szkoleniowiec wyraźnie zasugerował, że problem nie leży tylko na boisku, ale również w szatni. W każdym zespole czasami nadchodzi kryzys i nie wiadomo, czy takowy właśnie nie sięgnął Tottenhamu. Po kilku sezonach metody menedżera przestają przynosić takie efekty jak na początku i wkrada się stagnacja. Dziennik Independent zauważył, że aż dziewięciu piłkarzy jest w klubie od co najmniej czterech lat, czyli pracują z menedżerem od początku jego kadencji. Są to: Danny Rose, Jan Vertonghen, Harry Kane, Erik Lamela, Hugo Lloris, Christian Eriksen, Ben Davies, Eric Dier i Dele Alli. Czyżby piłkarze mieli się znudzić samymi sobą?

Co dalej z tym Eriksenem?

W głowie każdego szkoleniowca na pewno krąży co najmniej kilkadziesiąt myśli o tym, jak ustawić zespół, jak poprzestawiać odpowiedni trybiki, aby cały schemat tworzył spójną całość. Jednak czasami Argentyńczyk nie pomaga swojemu zespołowi decyzjami. Zrozumiałe, że każdy trener potrzebuje piłkarzy, którzy są oddani klubowi, stąd decyzja o dwukrotnym sadzaniu Eriksena na ławce. Jednak czy w tej sytuacji nie liczy się bardziej dobro drużyny? Gdy Duńczyk wchodził na plac, odmieniał grę zespołu momentalnie. We wspomnianym spotkaniu z Aston Villą pojawił się na boisku w 65. minucie gry, gdy na tablicy widniał wynik 0:1 dla Aston Villi. Przed jego wejściem Tottenham oddał 12 strzałów, z Duńczykiem 19 w ciągu 26 minut, a trzy z nich wpadły do siatki. To jest właśnie ta różnica, której nie zrobi żaden Ndombele, Dier, czy nawet Dele Alli.

Przeciwko Newcastle Pochettino wpuścił go po godzinie i zanim to zrobił, jego piłkarze strzelali sześciokrotnie. Z Eriksenem w ciągu 30 minut zrobili to 11 razy. 27-letni pomocnik jest kluczem do dobrej gry i poprawy kreatywności Spurs.

Pochettino to nie tylko doskonały fachowiec w swojej dziedzinie, ale również świetny psycholog, który potrafi idealnie trafić do piłkarza. Często mówiło się, że Poche stworzył w białej części Londynu małą rodzinę, w której panują określone zasady i każdy z piłkarzy musi przestrzegać poszczególnych punktów. W zespole, jak i w rodzinie bywa również tak, że nadchodzą momenty kryzysowe. Głowa tejże ekipy musi wyjaśnić parę spraw ze swoimi pupilami, bowiem stawka powoli ucieka, a z tej gry można bardzo szybko odpaść.