Manchester United w tym oknie transferowym stara się odmłodzić swoją kadrę i postawić na utalentowanych graczy. Trzecim takim transferem po Danielu Jamesie i Aaronie Wan-Bissace miało być pozyskanie Seana Longstaffa, ale Newcastle zażądało fortuny za 21-latka.

Plotki łączące pomocnika Srok z drużyną Ole Gunnara Solskjaera przewijają się w mediach odkąd tylko skończył się poprzedni sezon. Czerwone Diabły bacznie przyglądały się Anglikowi w drugiej połowie ubiegłej kampanii, gdy zadebiutował on w pierwszej drużynie Newcastle, a także strzelił swoją pierwszą bramkę. Ostatnie dwa miesiące sezonu 2018/19 Longstaff spędził na leczeniu kontuzji.

Ed Woodward kontaktował się w sprawie transferu z Lee Charnleyem, dyrektorem wykonawczym Newcastle, ale zaproponowana w odpowiedzi żądana kwota skutecznie odstraszyła przedstawiciela Manchesteru United. W klubie z St James’ Park uznano, że ich zawodnik wart jest 50 milionów funtów i żadna oferta poniżej podanej nie będzie rozważana. Oznaczałoby to, że Czerwone Diabły musiałyby zapłacić tyle samo ile kosztował ich Aaron Wan-Bissaka.

Taka wycena spotkała się z oburzeniem Woodwarda i bezwzględnym zakończeniem rozmów. Wcześniej Sky Sports podawało informację, że Manchester jest skłonny zapłacić za Longstaffa maksymalnie 20 milionów funtów, co już jest możemy nazwać wysoką ceną jak za tak niedoświadczonego gracza.

Zerwanie negocjacji oznacza, że 21-latek pozostanie w Newcastle, które wciąż nie ustaliło który z menedżerów poprowadzi drużynę w nowym sezonie. Srokom odmówił Sam Allardyce, a faworytem do objęcia tej posady jest aktualnie Steve Bruce. Kluczem dla młodego pomocnika będzie liczba uzyskanych minut na boisku, a to powinno być mu zagwarantowane bez względu kto zasiądzie na ławce trenerskiej.