24 maja 1993 roku w londyńskim szpitalu na świat przychodzi jedno z wielu dzieci. Znak szczególny? Brak. Wszak to tylko jedno z wielu noworodków, które pochodzi ze związku mieszanego. W tym wypadku Cypryjczyka i Chinki. A owoc ich miłości na imię ma Nicholas. 

Chłopiec szybko zaczął wykazywać talent do futbolu i równie szybko zakochał się w pewnej londyńskiej drużynie. W Arsenalu. Murawę swego ulubionego klubu obejrzał pierwszy raz jako siedmiolatek. Był jedną z maskotek, które towarzyszyły Kanonierom w meczu przeciwko Coventry City we wrześniu 2000 roku. Kroki stawiał na Highbury i zapewne nie myślał, że kiedyś przyjdzie mu stanąć po drugiej stronie lustra, w tej samej koszulce, tylko że na zupełnie innym stadionie.

W 2001 roku został włączony do akademii Arsenalu i w tym momencie jego wspaniała przygoda zaczęła się na dobre. Yennaris zyskiwał zaufanie w oczach trenerów starszych roczników, stopniowo awansując do coraz starszych i coraz lepszych grup wiekowych. Początkowo podchodzono do niego z dystansem, szukając dlań odpowiedniej pozycji na boisku. Kiedy w końcu się to udało – a chłopak zwalczył pierwszą ze swoich licznych kontuzji – pomógł drużynie U-17 w sięgnięciu po mistrzostwo Premier League Academy w sezonie 2008/09. Właśnie w tym okresie zadebiutował dla reprezentacji Anglii. Oczywiście nie dostał powołania do dorosłej reprezentacji. Młody Kanonier dostał szansę w kadrze U-17, zaliczając tam dwa występy.

Niedługo później zaoferowano mu pierwszą profesjonalną umowę. Niestety, ten wesoły czas zepsuł następny uraz. Tym razem na drodze Nico stanęła kostka. Sprawiła ona, że na swój debiut w dorosłej kadrze Arsenalu, musiał Yennaris czekać aż do 2011 roku. Walczył jednak nie tylko ze swoją skłonnością do kontuzji, a także swoimi kolegami, którzy uporczywie czytali jego nazwisko jako „dżenaris”, ignorując korzenie chłopaka.

W końcu nadszedł wielki dzień. Spełniły się dziecięce marzenia i Nico założył koszulkę tego „prawdziwego” Arsenalu w prawdziwym meczu. Arsene Wenger dał 18-latkowi szansę w meczu Pucharu Ligi, gdzie Kanonierzy podejmowali Bolton. Najnowszy produkt akademii zagrał pełne 90 minut, a jego klub wygrał 2:1. Yennaris zebrał za mecz dobre recenzje, dając nadzieję na jeszcze światlejszą przyszłość.

Było to jednak mylne wrażenie. Notorycznie nękały urazy hamowały jego rozwój. Głównie z tego powodu jego jedynym meczem na poziomie Premier League pozostaje mecz z… Manchesterem United. Spędził na boisku drugą połowę meczu, ale nie pomógł drużynie w odniesienia zwycięstwa. Arsenal przegrał z Czerwonymi Diabłami, a Yennaris poszedł w odstawkę jak zabawki z „Toy Story”. Włożono go do pudełka z napisem Notts County i wysłano pierwszą furgonetką UPS.

Okazało się jednak, że nowy nabywca niespecjalnie się z podarku cieszy. 2012 rok był dla niego najczarniejszym rokiem w dotychczasowej karierze. Przed chwilą był on na najlepszej drodze do sięgnięcia gwiazd, teraz musiał szukać wyjścia na powierzchnię. Ziemia usunęła mu się spod nóg i Yennaris spadał głębiej i głębiej. W barwach Notts zagrał zaledwie dwa razy, a w kolejnym klubie – w Bournemouth – nie dostał szansy w żadnym z ligowych spotkań. Przestano go powoływać do reprezentacji młodzieżowych i wydawało się, że kariera, która jeszcze na dobre się nie zaczęła, właśnie dobiegła końca.

Aż wreszcie przemoczonego, podartego, wymemłanego i z widocznymi ubytkami piłkarza, przygarnęło Brentford, które zaoferowało Anglikowi dwuipółletni kontrakt. Ryzykowało wiele, bo przez ostatnie lata Yennaris najzwyczajniej nie grał, a z niedawnego talentu arsenalowej szkółki pozostały jedynie popioły i zgliszcza.

Okazało się, że nawet takie sformułowanie może być nieco nieprecyzyjne. Pierwsze dwa sezony w barwach The Bees oznaczały dla 21-letniego piłkarza zaledwie dziewięć występów. W swoim debiutanckim spotkaniu rozegrał zaledwie 50 minut, po czym opuścił boisko z powodu koszmarnych skurczów mięśni. Zastąpił go wówczas Adam Forshaw, znany między innymi z gry dla Boro.

W 2015 roku Yennaris trafił na wypożyczenie do Wycombe Wanderers. Gra dla klubu z uroczym pelikanem w herbie okazała się dla Anglika prawdziwym zbawieniem. Występował wszędzie – na lewej obronie, jako środkowy obrońca i pomocnik, zaś jeden z meczów kończył na pozycji napastnika. Nico pokazał również – choć każdy w to wątpił – że potrafi trafiać do siatki. W meczu przeciwko Northampton Town (3:2) zdobył bramkę i zapewnił Chairboys udział w play-offach do League One. Był to jego pierwszy gol w profesjonalnej karierze.

Udane wypożyczenie do czwartoligowego zespołu przekonało trenera Brentford do zaufania Yennarisowi. Anglik miał w roku 2016 zostać czołową postacią klubu, który wreszcie miał zamiar wykorzystać jego uniwersalność. Zanim jednak to nastąpiło, 23-latek musiał dojść do siebie po kolejnych skurczach. Jego noga zaprzątała go wówczas na tyle, że pewnie nie zwrócił uwagi na to, co wówczas działo się w Chinach.

Tamtejsza Federacja Piłki Nożnej przyjęła czternastoletni plan, który miał doprowadzić do uczynienia z ChRL potęgi kontynentalnej. Uznano również, że w 2050, mają stanowić o sile światowej piłki. Tak śmiałe założenia potrzebowały konkretnych podstaw. Pojawiły się one wkrótce, bowiem wprowadzono limit obcokrajowców do ligowych drużyn. Kadrę narodową objął jeden z najbardziej uznanych włoskich trenerów – Marcelo Lippi. Zaczęto również nakłaniać młodych Chińczyków do ganiania za futbolówką, co nie było wcześniej powszechną praktyką. Na tym jednak nie poprzestano. Po cichu zgodzono się również na możliwość podróżowania na skróty.

Zanim odkrył go Nico Yennaris, musiał wreszcie wykorzystać szansę i przekonać do siebie kibiców Brentford. Z zadania wywiązał się znakomicie. Od lutego 2016 został przywiązany do pozycji defensywnego pomocnika, a ówczesny trener The Bees – Dean Smith – określił go jako rewelację. Sezon zakończył z 33 występami i nowym kontraktem.

W kolejnej kampanii zmagał się z demonami przeszłości. Znalazł jednak na nie sposób. Na wpół rozważnie grał w każdym meczu, mimo powracającego bólu łydki. Na koniec sezonu 2016/17 okazało się, że 25-letni pomocnik, który przez lata zmagał się z kontuzjami, jest jedynym piłkarzem Brentford, który zagrał w każdym meczu ligowym. Strzelił również sześć bramek, co było, i do tej pory jest, najlepszym wynikiem w jego karierze.

W czerwcu 2017 roku podpisał nowy kontrakt, który miał sprawić, że Yennaris pozostanie w klubie do 2021 roku. I o ile pogodzono się z myślą, że wciąż młodego piłkarza może wyciągnąć klub lepszy niż Brentford, to zapewne nikt nie przypuszczał, że wkrótce zagra on dla reprezentacji. Tyle że pod innym imieniem i nazwiskiem.

Zupełnie niespodziewanie na początku tego roku – jeszcze w styczniu – do bram The Bees zapukali Chińczycy z Beijing Sinobo Guoan. Wyłożyli oni na stół około pięciu milionów euro, co przekonało włodarzy Brentford do sprzedaży swojego doświadczonego piłkarza. Anglicy zachodzili wówczas w głowę, dlaczego azjatyccy kosmici porwali akurat Nico. Co prawda rozegrał w Championship 144 mecze i strzelił 12 bramek. Co prawda zyskiwał coraz większą popularność. Co prawda mógł zagrać na każdej pozycji. No ale wciąż pozostawał Yennarisem, zwykłym chłopakiem, któremu nie wyszło w Arsenalu.

Jednakże Chińczycy dostrzegli w nim coś jeszcze. Pochodzenie. Urzędnicy nie robili Nico większych przeszkód w zyskaniu nowego obywatelstwa, głównie ze względu na jego matkę. Musiał tylko zrzec się angielskiego paszportu, co uczynił niemal natychmiast po przenosinach do ówczesnego lidera chińskiej ekstraklasy. Tym samym nie wliczał się do limitu obcokrajowców i miał szansę na powołanie do reprezentacji swojego kraju. Który to skwapliwie tę okazję wykorzystał.

Do kadry Chin powrócił Marcelo Lippi, który zastąpił skompromitowanego Fabio Cannavaro. Doświadczony Włoch szybko podjął decyzję, że Yennarisa – znanego od lutego jaki Li Ke – należy przetestować w drużynie narodowej. Z tego względu został on powołany na dwa towarzyskie spotkania.

7 czerwca 2019 roku została napisana historia. Li Ke znalazł się w wyjściowym składzie Chin na mecz przeciwko Filipinom. Zagrał w nim 55 minut, a gdy schodził, ponad pięćdziesiąt tysięcy osób biło mu brawa. Nie wynalazł w tym meczu prochu, ale stał się nadzieją na jeszcze barwniejsze jutro. Miał być podstawą mostu, który połączy Państwo Środka z wielką piłką reprezentacyjną. Nie był jednak zwykłym chwytem marketingowym. Tuż przed rozpoczęciem spotkania, 26-letni piłkarz z dumą odśpiewał hymn państwa, którego obywatelem został zupełnie niedawno.

Marcelo Lippi, pochwalił Ke za występ, wyrażając jednocześnie nadzieję, że jego przykład pozwoli na przekonanie większej ilości graczy do zmiany obywatelstwa. Droga na skróty została odkryta, ale nie oznaczała ściągania kogo popadnie. Chinom trzeba było osób emocjonalnie związanych z tym krajem. Takich jak Nico Yennaris – angielski Cypryjczyk śpiewający 義勇軍進行曲, prowadząc kadrę do boju w jesiennych eliminacjach do Mistrzostw. Chociaż brzmi to cholernie pokrętnie.