Kolejny sezon za nami! Jak zwykle nie zabrakło emocji, a nasi redaktorzy – dość niecodziennie – postanowili wyróżnić tych, którzy na to w ich opinii kompletnie nie zasłużyli. Po zaciętym głosowaniu, tak przedstawia się jedenastka najgorszych zawodników kampanii 2018/2019.

BRAMKARZ

DAVID DE GEA

Nie, to nie jest prowokacja. Hiszpan zaliczył spektakularny upadek. Co prawda mówi się, że jeśli spadać to z wysokiego konia, ale bramkarz Manchesteru United aż nazbyt wziął to sobie do serca. W przeciągu całego sezonu prezentował się bardzo przeciętnie, właściwie tylko raz – w meczu z Tottenhamem – pokazując swoją klasę światową. Wtedy był wszędzie gdzie powinien. Ale tylko wtedy. Kolejne mecze wyglądały znacznie gorzej, a ostatnie pięć spotkań tego sezonu to prawdziwy obraz nijakości Hiszpana. Szkoda, bo Premier League zasługuje na De Geę w najwyższej dyspozycji. Na te pozycję rozważaliśmy także Sergio Rico. Bramkarz Fulham jawił się jako wzmocnienie, a w gruncie rzeczy regularnie się kompromitował.

OBROŃCY

STEPHAN LICHTSTEINER

Szwajcara ściągnięto w prostym celu. Miał być zastępcą Hectora Bellerina, na wypadek kontuzji lub zmęczenia Hiszpana. Nie był. Miał uczyć Maitlanda-Nilesa i wspomnianego defensora fachu. Nie uczył. Miał prowadzić młodą kadrę i wnosić do szatni niezbędne doświadczenie. Nie wnosił. Wieloletni gracz Juventusu zupełnie zamknął się w sobie, odwrócił od każdego w drużynie i stał się wyrzutkiem. Na domiar złego, nie rekompensował tego poziomem sportowym, bo kiedy grał, to zachowywał się jak 50-letni emeryt. Lichsteiner zostawił w Turynie swój zapał do pracy i przebojowość. Do Londynu przywiózł niechciejstwo i rozczarowanie. Kanonierzy wreszcie mieli okazję do posiadania naprawdę zabezpieczonej prawej strony obrony. Nie wyszło. Stephan zamiast pysznego ciasta z kruszonką okazał się być zwykłym zakalcem.

SHKODRAN MUSTAFI

Murowany kandydat do otrzymania nagrody dla najgorszego obrońcy sezonu. Szkoda, że w taki fatalny sposób potoczyła się kariera Niemca na Emirates – dwa sezonu temu Mustafi na początku był prawdziwym talizmanem dla klubu, gdy ten był na boisku, Arsenal praktycznie nie przegrywał. Pozostała część tamtego sezonu, jak i obecny, nie były już tak kolorowe w wykonaniu mistrza świata z 2014 roku. Mustafi przez swoje liczne błędy w obronie stał się już memem. Niemiec notorycznie w tym sezonie gubił krycie. Napastnicy rywali po minięciu go (co było banalnie proste) uciekali mu bez problemu. Został on niechlubnym liderem fatalnie dysponującej się w minionym już sezonie defensywy Kanonierów. Nawet nie wyobrażacie sobie, co musi czuć kibic Arsenalu i Zagłębia Sosnowiec – z jednej strony Mustafi, a z drugiej Polczak, Toth czy Cichocki…

MAXIME LE MARCHAND

Maksym Kupiec, jak byśmy go awizowali w polskim programie meczowym, jest przypadkiem beznadziejnym. Metaforycznie, jak i dosłownie. Czasami widząc dziwne zjawisko – dajmy na to samochód ustawiony na dachu, bądź pastora Chojeckiego na YouTubie – zastanawiamy się: jak i dlaczego oni się tam znaleźli?

Podobnie jest w przypadku Le Marchanda. Francuz trafił do skupującego mocne nazwiska Fulham i nikt nie do końca wiedział dlaczego. W sensie – każdy wiedział, ale nie rozumiał. Le Marchand był częścią pakietu. Trochę tak, jakbyście próbowali kupić przykładowo Cersei Lannister – albo z Jaimem, albo wcale. Fulham sięgnęło po Seriego, utalentowanego pomocnika z Nicei, a francuski klub sprytnie za półdarmo wcisnął im Le Marchanda, o którym Shahid Khan pewnie nigdy nie słyszał. W obliczu kontuzji Mawsona, Reama i ogólnie całej mizerii w defensywie Fulham, francuski obrońca zaczął grać. Jak zaczął, tak grał przez cały sezon. Beznadziejnie. Ciężko zliczyć ile razy ofensywni piłkarze przeciwników robili z niego wiatrak, a ten potrzebował kompasu by odnaleźć drogę do swojej bramki.

BENJAMIN MENDY

Obrońca, który asystuje średnio co drugi mecz w jedenastce rozczarowań? Cóż, tutaj nie chodzi stricte o to, jak Benjamin Mendy spisuje się na boisku, ale raczej o to, jak często pauzuje. No i oczywiście o fakt, że niespecjalnie stara się powrócić do zdrowia, gdy zmagają go urazy. Lewy defensor wystąpił w tym sezonie w zaledwie dziesięciu ligowych meczach z powodu problemów m.in. z łąkotką i kolanem. Można jednak sądzić, że jego podejście do rehabilitacji niezbyt pomogło mu w odzyskaniu formy. Wystarczy tylko przypomnieć dzień, w którym spóźnił się na sesję, bo… w nocy był na trybunach podczas walki Anthony’ego Joshuy z Alexander Povetkinem.

POMOCNICY

MATEO KOVACIĆ

Gdy 9. sierpnia 2018 roku, czyli ostatniego dnia letniego okna transferowego w Anglii Chorwat dołączył do Chelsea w ramach wypożyczenia, wszyscy mieli nadzieję, że The Blues zawarli w umowie klauzulę wykupu. 24-letni wówczas piłkarz przychodził z Realu Madryt w poszukiwaniu regularnej gry, której brakowało mu w zespole Królewskich. Londyńczycy, a zwłaszcza Maurizio Sarri, wiązali z nim spore nadzieje. Miał być receptą na pozycji lewego z trójki środkowych pomocników – perfekcyjnym spoiwem łączącym umiejętności w rozegraniu z dyspozycją strzelecką. Miał stać się tym, kim dla Napoli Sarriego był Marek Hamsik. Do niczego takiego jednak nie doszło. Wychowanek Dinama Zagrzeb tylko momentami pokazywał, że naprawdę potrafi dać wiele drużynie. Jego główną zaletą był drybling na małej przestrzeni, a głównymi wadami – produkt końcowy. Zaledwie 2 asysty w 32 spotkaniach, bez zdobyczy bramkowej – tak prezentuje się bilans zawodnika w sezonie 18/19 w Premier League. Piłkarz frustrował swoją nieporadnością w ataku, strzałami na wysokości lotu gołębi oraz fatalnymi decyzjami pod polem karnym rywala. Dodatkowo, jego gra defensywna nie okazała się na tyle dobra, żeby można było chociaż z tego uczynić argument przemawiający za grą piłkarza w 1. składzie. Ostatecznie Chelsea klauzuli wykupu w umowie nie zawarła i, jak się okazuje, ku uciesze zdecydowanej większości fanów The Blues. Chorwata na Stamford Bridge już raczej nie ujrzymy.

MESUT ÖZIL

Mesucie Ozilu, czy wyjdziesz kiedyś z własnego z cienia? Takie pytanie już od dłuższego czasu pojawia się w głowach kibiców Arsenalu. Niegdyś Niemcowi uchodziło na sucho człapanie przez cały mecz, ponieważ potrafił zrehabilitować się magicznymi wręcz podaniami, które często przesądzały o korzystnych wynikach dla Kanonierów. W tym sezonie takie zagrania można policzyć na palcach jednej ręki. Ten sezon Mesuta był jednym z jego najgorszych na Emirates. Ozil niedawno zadeklarował, iż nie zamierza opuszczać klubu w tym okienku transferowym – liczymy więc na to, iż będziemy mogli oglądać takiego Ozila, który będzie nas fascynował swoją grą. Stać go na to.

FRED

Manchester United zapłacił za brazylijskiego pomocnika prawie 60 milionów euro. W zamian otrzymał… 17 występów w Premier League, jednego gola i jedną asystę. Były piłkarz Shakhtara miał ożywić grę w środku pola Czerwonych Diabłów, ale nie był w stanie zagrzać sobie miejsca w podstawowym składzie nowego klubu. Momentami pokazywał przebłyski, ale brak było regularnych występów na wysokim poziomie. Biorąc pod uwagę ogromną cenę, jaką zapłacono za Freda, trzeba powiedzieć sobie szczerze: nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. Pojedyncze występy napawają jednak nadzieją na to, że w przyszłości osiągnie poziom, jakiego się od niego oczekuje. Póki co jednak traktujemy go jako rozczarowanie.

RACHID GHEZZAL

Wielu z nas z pewnością ostrzyło sobie zęby widząc, że Leicester sięga po grającego we Francji algierskiego skrzydłowego. Dobrze bowiem znaliśmy poprzedniego piłkarza o takim samym profilu, który trafiał na King Power Stadium. Rachid Ghezzal nie dorównał jednak Riyadowi Mahrezowi. Ba, można powiedzieć nawet, że zawiódł. W końcówce sezonu były piłkarz Lyonu kompletnie przestał się łapać do kadry, gdyż nie pasował do koncepcji Brendana Rodgersa. Z podstawowego składu wyleciał jednak jeszcze za kadencji Claude’a Puela. Koniec końców pierwszy sezon na Wyspach zakończył z 19 ligowymi występami i zaledwie jednym golem w Premier League. Spodziewaliśmy się po nim znacznie więcej.

ALEXIS SANCHEZ

Alexis jest murowanym kandydatem do miana najgorszego zawodnika Czerwonych Diabłów w zakończonym już sezonie 2018/19. Choć tak naprawdę już w drugiej połowie sezonu 2017/18 pokazywał to, co przez cały poprzedni sezon. Teoretycznie Chilijczyk rozegrał w tym sezonie 20 spotkań, w praktyce jednak było to niespełna 900 minut, w których zdołał zdobyć zaledwie jedną bramkę i trzy asysty. Po fatalnym okresie po transferze z Arsenalu kibice United liczyli na zdecydowanie więcej w następnej kampanii. Niestety nie doczekali się i pytanie, czy w ogóle się doczekają? Prędzej Sanchez opuści Old Trafford, niż wróci do dyspozycji jaką czarował kibiców na Emirates za swoich najlepszych czasów. Co przecież nie było aż tak dawno.

NAPASTNICY

ROMELU LUKAKU

Nie chcąc urazić Romelu – był w tym sezonie niczym węgiel. Ciemny, spory objętościowo i zwrotny niczym wóz pełen tego kruszcu. Po sieci krążą kompilacje jego wyczynów w tym sezonie – i chociaż dalecy jesteśmy od wysnuwania ocen na podstawie YouTube’a – Lukaku był tragiczny. Dwie bramki z PSG tego nie zmienią. Nawet 12 goli w Premier League tego nie zmieni – wszystkie z nich zostały strzelone drużynom z dolnej połowy tabeli. Powolny, marnujący wypracowane przez kolegów okazje, nie trafiający do pustej bramki, pokraczny, nie potrafiący przyjąć piłki, odbijający futbolówkę jak deska – taki właśnie w tym sezonie był Belg, na którego znów liczyli fani z Old Trafford. Na napastnika klasy światowej będą musieli poczekać przynajmniej do kolejnego sezonu. Czy Lukaku się nim stanie? Cóż, jeśli wyeliminuje ze swojego repertuaru takie zagania jak pudło z Tottenhamem czy legendarna próba przyjęcia piłki w meczu z Southampton – możliwe. Na razie jednak zawiódł, podobnie jak większość drużyny Czerwonych Diabłów.