Mohamed Salah, człowiek stawiany przez wielu w jednym rzędzie z Cristiano Ronaldo i Leo Messim, bijący wszelkie możliwe rekordy, strzelający mnóstwo bramek i notujący wiele asyst. Tak było w zeszłym roku. Obecnie po zawodniku, który oczarował cały piłkarski świat nie pozostało w zasadzie nic. Egipcjanin rozczarowuje od stycznia, gra bez charakterystycznej dla niego fantazji, polotu, szybkości i tym samym sprawia, że jego kibice zadają sobie jedno pytanie: „Gdzie podziała się forma Mo Salaha?”.

Wszyscy dobrze pamiętamy, co jeszcze w poprzednim sezonie wyprawiał Salah. Egipcjanin już w pierwszym sezonie w Liverpoolu został królem strzelców Premier League, trafił do najlepszej jedenastki na Wyspach, i tak dalej, i tak dalej. Obecny sezon także pokazał, że pomocnik The Reds jest świetnym pomocnikiem, jednym z najlepszych w Europie, a nawet na świecie. W kampanii 2018/2019 Mohamed strzelił 17 bramek i do swojego dorobku dorzucił siedem asyst. Dodatkowo wspomniane zdobycze bramkowe ustrzelił po upływie ledwie dwudziestu sześciu kolejek, co można uznać za wynik dobry, żeby nie powiedzieć bardzo dobry. Okej, ale jeśli popatrzymy na ostatnich dziesięć gier na wszystkich możliwych frontach dostrzeżemy, iż Salah strzelił zaledwie jedną bramkę i to w spotkaniu przeciwko grającemu w kratkę Bournemouth.

Od razu zaznaczam – uwielbiam grę Salaha, jego szybkość, zwinność i technikę. Jednak patrząc na ostatnie mecze Liverpoolu łatwo jest zauważyć, że napastnik Liverpoolu zatracił pewność siebie, pierwiastek swojego strzeleckiego instynktu. Niektórzy czytając ten artykuł mogą myśleć, że to stek bzdur, bo podopieczni Kloppa i tak świetnie radzą sobie w Premier League, a ostatnio pokonali Bayern w Lidze Mistrzów. To oczywiście bardzo dobrze świadczy o ekipie The Reds, której ofensywa nie jest uzależniona od jednego zawodnika. W roli lidera dobrze sprawuje się teraz Sadio Mane, który ostatnio strzela gola za golem. Jednak ten tekst nie jest o tym.

Wciąż możemy się zastanawiać, czy faul Sergio Ramosa na Mohamedzie Salahu był umyślny, czy tylko przypadkowy. Fakty są jednak takie, że to zderzenie doprowadziło do kontuzji Egipcjanina. Obecne dywagacje nie mają jednak sensu. Prawda jest taka, że właśnie to zdarzenie było głównym czynnikiem, który doprowadził do znaczącego spadku formy Momo. Powiecie, że pomocnik Liverpoolu i tak strzelił 17 goli w lidze, i tak zaliczył 7 asyst. Dobra, ale jestem w stanie założyć się o grube pieniądze, że w formie, którą prezentował on w poprzednim sezonie w tym momencie miałby na swoim koncie mniej więcej… 25 goli?

Według mnie to właśnie starcie z hiszpańskim defensorem Realu Madryt sprawiło, że Egipcjanin często unika kontaktu fizycznego z rywalem. Często odpuszcza górne piłki, w starciach bark w bark nie wkłada całej swojej mocy. To widać było na początku sezonu i to widać także i dziś. Przykład? Jeśli pamiętacie jeszcze spotkanie z Leicester, gdzie Harry Maguire ewidentnie trafił w twarz zawodnika Liverpoolu, to to może służyć za bardzo dobry dowód na potwierdzenie mojej tezy. Wtedy Salah zniknął, nie było go widać, unikał gry. W skrócie – bał się kontaktu z rywalem. Obecnie nie jest lepiej. Napastnik The Reds przy stykowych piłkach nie idzie na przebój, często kalkuluje i odpuszcza, gdy ma realna szansę na dojście do piłki. Kiedyś pędził na bramkę rywali i wyprzedzał swojego przeciwnika, a teraz zbiega na bok i szuka podania. Może to trochę karkołomne stwierdzenie, ale według mnie Salah bardzo boi się zderzenia z przeciwnikiem.

Salah nie jest już widowiskowy, ale swoje liczby już i tak wykręcił. Tego w żaden sposób nie można mu zarzucić. Teraz jednak nie mierzy się tylko z przeciwnikiem, lecz z samym sobą. W świetnych sytuacjach strzeleckich zamiast strzelać na bramkę, dogrywa piłkę lub często przedłuża swoją decyzję o strzale. Jako przykład niech posłuży tutaj ostatnie derbowe starcie z Evertonem. Jeszcze parę miesięcy temu Salah w starciu z Pickfordem starałby się go lobować lub w ekstrawagancki sposób położyć bramkarza na murawie i wpakować piłkę do pustej już bramki. Tymczasem jego psychika nie pozwala mu już na tak wiele. Wydaje mi się, że w dogodnych sytuacjach strzeleckich w górę biorą myśli związane z ewentualnym kolejnym urazem, niż samym sposobem wykończenia sytuacji.

To przeradza się także w przedłużającą się serię bez zdobytego gola. Minione spotkanie z Fulham było szóstym z rzędu, w którym Mohamed Salah nie trafił do bramki rywali. To niechlubny rekord Egipcjanina. Nie jest to może wielka ujma, lecz pokazuje jak było wcześniej, a jak jest obecnie. Dobre statystki nakręcają także strzelane przez niego rzuty karne. Gorzej jest jednak z innymi stałymi fragmentami gry. W tym aspekcie Momo znacząco zawodzi.

Mimo wszystko należy jednak zwrócić uwagę na niepodważalny fakt. Mohamed Salah nawet teraz, gdy nie błyszczy i nie wyróżnia się na tle kolegów, tak jak w poprzedniej kampanii, jest bardzo ważnym punktem w zespole Liverpoolu. Jednak kibice z Anfield tęsknią za swoim królem, zawodnikiem który niegdyś bił wszelakie rekordy i łamał granice, które dla innych są nie do przejścia. Problem Salaha tkwi w sferze mentalnej. Taka jest moja teza, której za wszelką cenę będę bronił. Podobnie jak Salaha, który mimo przeciętnej formy zasługuje na ogromny szacunek i uznanie.