Uczucie po bramce swojego zespołu. To właśnie dla niego kochamy futbol, to ono działa na nas jak narkotyk. Tak samo działa też na piłkarzy, którzy okazują przypływ euforii w najróżniejszy sposób. Czasem spontaniczny, czasem zaplanowany, a czasem po prostu zawsze tak samo – mają swoisty znak rozpoznawczy. Czasami cieszynki zapadają w pamięci dłużej niż same gole. My postanowiliśmy powspominać. Oto dziesięć, naszym zdaniem, najbardziej pamiętnych cieszynek w historii Premier League.

Dobra, trzeba się do czegoś przyznać. Miała być dziesiątka, jest jedenastka. Na 10. miejscu mamy remis, bo zwyczajnie nie można było jak zrezygnować z jednej z tych opcji. Niemniej, to jedyne oszustwo w tym zestawieniu. Życzymy miłej lektury!

10. Homer Simpson – Michail Antonio – West Ham United – Sunderland 1:0, 27 lutego 2016

Czasami jesteśmy świadkami cieszynek, które są tak dziwne, że wręcz nie wiadomo, co powiedzieć. Tak było po bramce Michaila Antonio, który był autorem zwycięskiego trafienia w meczu Młotów przeciw Sunderlandowi ponad trzy lata temu.

Były gracz Nottingham Forest położył się na boku i zaczął obracać się dookoła własnej osi wymachując nogami, wzbudzając uśmiech na twarzach kibiców, a także spore ożywienie w mediach społecznościowych.

Wierni fani „Simpsonów” mogli połączyć wątki i zauważyć inspirację Anglika postacią Homera Simpsona. Ojciec serialowej rodziny zaprezentował kiedyś widzom podobne zachowanie.

10. Odprawa na murawie – Jimmy Bullard – Manchester City – Hull City 1:1, 28 listopada 2009

W przypadku popisu długowłosego pomocnika musimy cofnąć się niemal rok przed mecz, w którym błysnął kreatywnością. Dokładnie do Boxing Day 2009 roku. Wtedy to Tygrysy (Bullard nawet nie był ich zawodnikiem – reprezentował barwy Fulham) przegrały na Etihad aż 1:5.

Rozsierdzony menedżer gości, Phil Brown, postanowił ukarać swoich piłkarzy w bardzo interesujący sposób. Urządził im pomeczową odprawę na płycie boiska, pod trybuną, na której zasiadali ich kibice.

Jakież musiało być jego zdziwienie, gdy niemal rok później, po bramce wyrównującej stan spotkania na tym samym stadionie, jego podopieczni usiedli na ziemi dookoła strzelca gola, a ten zaczął parodiować swojego bossa.

Brown przyznał później, że zachowanie zawodników pokazał mu jego analityk. Docenił jednak kreatywność swoich chłopaków, przyznając, że mieli świetny pomysł. W końcu odrobina dystansu do siebie nigdy nie zaszkodzi.

9. Wciąganie koksu – Robbie Fowler – Liverpool – Everton 3:2, 3 kwietnia 1999

Zdarza się także cieszynka, przez którą piłkarz może podpaść opinii publicznej. Autorem jednej z nich był Robbie Fowler. Uwielbiany na Anfield napastnik trafił dwukrotnie w derbach Merseyside – najpierw wyrównując na 1:1, a zaledwie chwilę później dając prowadzenie swojej drużynie.

Wszyscy jednak zwracali uwagę głównie na jego zachowanie po pierwszej bramce, zdobytej z rzutu karnego. Anglik przyklęknął na linii końcowej, przyłożył palec do nosa i zaczął udawać, że wciąga białą kreskę.

Na gracza The Reds spłynęła ogromna fala krytyki. Była ona tym bardziej intensywna, że piłkarz wcześniej oskarżany był o zażywanie narkotyków. Jak później wyznał, miała to być odpowiedź w kierunku ludzi, którzy zarzucali mu nałóg. Chociaż okazała się niefortunna, to wszyscy fani Premier League zapamiętają ją na długo.

8. „Patrzcie i podziwiajcie” – Eric Cantona – Manchester United – Sunderland 5:0, 21 grudnia 1996

W połowie lat 90-tych król Old Trafford był jeden. I to bezdyskusyjny. Mowa oczywiście o Ericu Cantonie. Francuz zachwycał swoimi pięknymi bramkami, a jedną z najładniejszych celebrował w bardzo pasujący do siebie sposób.

Indywidualna akcja, minięcie dwóch rywali, wymiana piłki z Brianem McClairem i niesamowite wykończenie lobem – trafienie kontrowersyjnego zawodnika w meczu z Sunderlandem to jedno z najpiękniejszych w historii Premier League. Wielu piłkarzy po prostu zaczęłoby świętować w przypływie euforii…

Cantona jednak w typowy dla siebie sposób nie oszalał z radości. Jedynie wydął klatę i rozejrzał się po trybunach z podniesionym kołnierzykiem, jakby chciał spytać: „kto jest królem?” Cóż, idealnie to do niego pasowało.

7. Buziak do kamery – Steven Gerrard – Manchester United – Liverpool, 1:4 14 marca 2009

Nie ma w Anglii ważniejszego meczu, niż konfrontacja The Reds i Czerwonych Diabłów. To w końcu dwie najbardziej utytułowane drużyny w kraju. Nie ma też lepszego uczucia, niż strzelenie gola odwiecznemu rywalowi, nawet jeśli jest się samym Stevenem Gerrardem.

Kapitan The Reds nieraz miał okazję pokonywać golkiperów drużyny z czerwonej części Manchesteru, ale swoje trafienie z jedenastu metrów w sezonie 2008/09 celebrował w bardzo pamiętny sposób.

Po wpakowaniu piłki do siatki ucałował herb swojego klubu, a następnie obiektyw kamery, znajdującej się w narożniku boiska. Obecnie jest to jeden z najbardziej ikonicznych momentów rywalizacji Liverpoolu i United.

6. Atak szału – Temur Ketsbaia – Newcastle United – Bolton Wanderers 2:1, 17 stycznia 1998

17 stycznia 1998 roku to dzień, dzięki któremu angielscy kibice zapamiętają Temura Ketsbaię na bardzo długo. I to wcale nie dlatego, że zagwarantował wtedy Newcastle United zwycięstwo w ostatniej minucie meczu z Boltonem.

Mało kto bowiem pamięta jego trafienie. Jednak jego cieszynka, o ile tak można ją nazwać, była jedną z najbardziej nietypowych w całej historii Premier League.

Gruzin po strzeleniu bramki, zamiast okazać radość, wyładował całą zakumulowaną złość. Zrzucił swoją koszulkę i… zaczął masakrować bandę reklamową kopniakami. Z dużą pewnością można stwierdzić, że dzisiaj obejrzałby za to dwie żółte kartki.

Historia staje się jeszcze ciekawsza, jeśli zrozumiemy, na kogo zdenerwowany był piłkarz. Chodziło o jego trenera, który w jego opinii nie dawał mu wystarczająco szans do gry. Na całe szczęście Ketsbaia potem ochłonął i już nigdy nie niszczył żadnych obiektów, które uosabiały Kenny’ego Dalglisha. Jak sam przyznał, nigdy nie obejrzał nagrania swojego zachowania, gdyż zwyczajnie wstydzi się go po dziś dzień.

5. Boks – Wayne Rooney – Manchester United – Tottenham 3:0, 15 marca 2015

Jednym z najlepszych meczów Manchesteru United pod wodzą Louisa van Gaala było zwycięstwo z Tottenhamem 3:0 na Old Trafford. Ekipa Holendra zagrała świetne zawody, a na listę strzelców wpisali się Marouane Fellaini, Michael Carrick i Wayne Rooney.

W dniu spotkania angielski bulwarowiec Sun opublikował nagranie, przedstawiające zaskakującą scenę. Można było na nim zobaczyć, jak kapitan United jest nokautowany w swojej kuchni przez reprezentanta Szkocji, Phila Bardsleya. Panowie są dobrymi znajomymi, a obecny piłkarz DC United nieraz wspominał, że jest zakochany w boksie. Łatwo było więc stwierdzić, że była to, oczywiście nieodpowiedzialna, zabawa kolegów. Media jednak zaczęły robić z igły widły.

Rooney odpowiedział w najlepszy możliwy sposób. Nie dość, że wpakował piłkę do siatki, to odpowiedział dziennikarzom, gdy przyszło mu ją celebrować. Najpierw wyprowadził w powietrze kilka ciosów, a potem padł na murawę. Wykonanie – nienaganne, historia – ciekawa. Takie cieszynki lubimy!

4. Sturridge Dance – Daniel Sturridge – wielokrotnie

Napastnik Liverpoolu to przykład piłkarza, który wypracował swój własny „trademark”. Chodzi oczywiście o jego taniec, oparty na falistych ruchach ramion.

Chociaż dziś nieodłącznie się z nim kojarzy, to jak sam przyznaje, nie jest to jego ulubiony sposób na celebrację bramki.

Wcześniej, najlepszą cieszynką był naciągnięcie koszulki na głowę, ale teraz wiąże się to z żółtą kartką. To przez to wszystko się zaczęło – mówił niegdyś Daily Star.

I tak, przez przepisy dotyczące karania zawodników, narodziła się jedna z najbardziej charakterystycznych cieszynek Premier League. Przy okazji – niesamowicie trudna. Ilu z Was potrafi tak zrobić?

3. Robot – Peter Crouch – wielokrotnie

Cóż można powiedzieć o dwumetrowym napastniku? To niesamowicie pozytywny gość! Jego wypowiedzi i styl bycia to po prostu coś niepowtarzalnego. Jeśli zestawimy je z niesamowitymi warunkami fizycznymi i niesamowicie chudą posturą, to otrzymujemy obraz gościa, który niesamowicie rzuca się w oczy i budzi ogromną sympatię.

Chyba najlepszym dowodem tego, jakim człowiekiem jest 42-krotny reprezentant Anglii, jest jego ulubiona cieszynka. Cóż może wyglądać ciekawiej, niż człowiek o budowie Croucha, tańczący… robota?

Zarówno w klubie, jak i w kadrze były zawodnik m.in. Tottenhamu czy Liverpoolu prezentował ją wielokrotnie. A okazji było naprawdę sporo, bo w samej Premier League strzelił 106 bramek.

2. „Why always me?” – Mario Balotelli – Manchester United – Manchester City 1:6, 23 października 2011

23 października 2011 roku to dzień, o którym fani Czerwonych Diabłów z pewnością chcieliby zapomnieć. Pogrom u siebie, z odwiecznym rywalem. Trudno o gorsze wspomnienie.

Wynik w spotkaniu otworzył Mario Balotelli. Mało kto jednak pamięta jego trafienie. Bardziej w pamięci zapadła jego cieszynka, a może powinienem powiedzieć „zachowanie” po strzeleniu gola. W końcu trudno to nazwać radością.

Włoch w charakterystyczny dla siebie, prowokacyjny sposób, nie skakał, nie krzyczał, a jedynie spojrzał po trybunach i pokazał koszulkę z napisem „Why always me?”.

Jak sam przyznał rok później, nie miała to być prowokacja czy oznaka bezczelności, ale apel do paparazzich, którzy upatrzyli sobie Balo jako łatwy cel. Nawet jeśli jego wizerunek jest mocno podkoloryzowany przez media, to czy naprawdę mu wierzymy?

1. Czarna Pantera – Bafetimbi Gomis – wielokrotnie

We wstępie wspominałem, że czasami piłkarze mają swój znak rozpoznawczy w postaci własnej, niepowtarzalnej radości po wpakowaniu piłki do siatki. Jednym z nich jest Bafetimbi Gomis. Francuz po boiskach Premier League biegał w latach 2014-16.

W tym czasie wystąpił w najlepszej lidze świata 64 razy, 13-krotnie pakując piłkę do siatki. Zdecydowaną większość swoich trafień świętował w oryginalny i niesamowicie zapadający w pamięć sposób – udając dzikiego kota.

Sęk w tym, że sam taką cieszynkę podpatrzył u swoich kolegów z czasów gry w Saint-Etienne. Jest ona hołdem dla legendarnego napastnika Les Verts, Salifa Keity, który spędził w klubie pięć lat i nazywany był właśnie „Czarną Panterą”.

Zwierzę to stało się nieoficjalnym symbolem zespołu z Stade Geoffroy-Guichard, który zaadoptowali kibice. Ich ulubieńcy również wspominają Malijczyka na swój sposób, a Gomis postanowił robić to nawet w Anglii, czy nawet później… Z różnym skutkiem.

Są jakieś inne cieszynki, które szczególnie zapadły Wam w pamięć? A może o czymś zapomnieliśmy? Dajcie znać w komentarzach!