Rzuty karne. Jedna z rzeczy, które jako pierwsze przychodzą do głowy, gdy myślisz o meczu. Zawsze wiążą się z wielkimi emocjami. Nieważne czy chodzi o konkurs, czy strzał z wapna w regulaminowym czasie gry. Zawsze nas elektryzują. Często zmieniają historię. Od wykonujących wymagają jednak nerwów ze stali. Jednak nawet najlepszym może powinąć się noga.

Gylfi Sigurdsson – 11 bramek – 2 bramki z rzutów karnych

Marco Silva ma ból głowy z różnych powodów. Niespodziewanie, jeden z nich dotyczy Islandczyka. Chociaż jest on podstawowym wykonawcą „jedenastek”, to często zawodzi. Dokładnie w 50% przypadków. Nie poradził sobie w starciu z Watfordem i Fulham.

Wydawać się może, że pomocnik obowiązek ten traktuje lekceważąco. O piłki oddalony jest naprawdę delikatnie, a jego biegu nie charakteryzuje ani dynamika, ani pewność. Przeważnie skupia też wzrok na futbolówce, przez co nie może kontrolować pozycji bramkarza. Znamiennym jest jednak fakt, że kiedy już trafia, to za każdym razem myli golkipera. W złą stronę pofrunął de Gea i Hart.

Mohamed Salah – 17 bramek – 3 bramki z rzutów karnych

Wydawało się, że to James Milner będzie podstawowym wykonawcą „jedenastek”. Ciężar ten spoczął jednak z wielu względów na barkach Egipcjanina. Okazało się, że w takich sytuacjach jest po prostu bezbłędny.

Pokonywał Martina Dubravkę, Bernda Leno oraz Davida Buttona. Nie dał im większych szans, mimo że piłkę uderza spokojniej niż Cristiano Ronaldo w meczu z Atletico. Swój bieg zwykle rozpoczyna z prawej strony. Zatacza półkole, po czym pewnie uderza futbolówkę. Najczęściej w kierunku, z którego sekundę wcześniej startował. Inaczej zrobił tylko w meczu przeciwko Newcastle. Skuteczna taktyka, mimo że jego intencje wyczuli wszyscy pokonani bramkarze.

Jamie Vardy – 12 bramek – 3 bramki z rzutów karnych

Najważniejszy strzelec Leicester. Być może najważniejszy piłkarz. Lider ekipy, legenda ligi. Nic dziwnego, że to właśnie jemu powierzono wykonywanie rzutów karnych. Doświadczony Anglik podchodził do wapna czterokrotnie i pomylił się zaledwie raz. Było to w meczu przeciwko Tottenhamowi (1:3). Jeśli jednak Vardy trafiał, to jego ekipa nie przegrywała. Przekonały się o tym drużyny Brighton (1:1), Watfordu (2:0) oraz Newcastle United (2:0).

Od strony technicznej, Vardy prezentuje się dość prosto. Bierze długi rozbieg, zwykle ponad pięciometrowy. Do piłki rusza sprintem, nadając jej jeszcze większego pędu. Przede wszystkim jednak – przez cały czas stara się utrzymać kontakt wzrokowy z bramkarzem. Nawet na moment nie spuszcza z niego wzroku. Nie bawi się jednak w żadne gierki umysłowe – to on wybiera róg, w który pośle piłkę. Najczęściej decyduje się na swoją lewą stronę – uderzał tam trzykrotnie. Taktykę zmienił tylko raz – kiedy stanął naprzeciw Australijczyka Ryana.

Glenn Murray – 11 bramek – 3 bramki z rzutów karnych 

Jeśli Brighton utrzyma się w Premier League, to powinni postawić Anglikowi pomnik. Nie dość, że strzelił 34% wszystkich bramek Mew, to jeszcze bierze na siebie pełną odpowiedzialność przy rzutach karnych. Nic dziwnego. Do tej pory jest niepokonany.

To co cechuje doświadczonego snajpera, to niespodziewana lekkość strzału. Murray uderza ją niezwykle spokojnie, zwykle celując w trudno dostępne miejsca. Techniczny strzał pod poprzeczkę? Proszę bardzo. Dołóżmy do tego sporą dynamikę z jaką nabiega 35-latek, a utworzy się obraz nad wyraz skutecznego egzekutora.

Pierre-Emerick Aubameyang – 17 bramek – 3 bramki z rzutów karnych

Gabończyk w swojej przygodzie z Premier League dwa razy nie trafiał z jedenastu metrów. Z Manchesterem City i z Tottenhamem. Problem trudnych spotkań? Bynajmniej. Napastnik pokonywał przecież bramkarzy Manchesteru United oraz… Spurs właśnie. No i Cardiff.

Coś, co zwraca uwagę przy strzałach snajpera Arsenalu, to zanik pewności siebie. 29-letni piłkarz dysponuje mocnym uderzeniem. Pojawia się jednak pewne „ale”. Otóż nie potrafi on wykrzesać siły w momencie, gdy musi przymierzyć ze stojącej piłki. Gdyby była ona wprawiona w ruch, a Aubameyang mógłby kopnąć ją „z pierwszej”, byłby chyba najpewniejszym egzekutorem. A tak, wyjątkowo łatwo go wyczuć. Dopisuje mu szczęście, ale taktykę polegającą na biegnięciu w stronę przeciwną do oddawanego strzału, rozpracował już chyba każdy analityk w Europie. Nawet Orłów Otwocka.

Danny Ings – 7 bramek – 3 bramki z rzutów karnych

Znaczna część trafień Anglika w barwach Southampton to strzały z rzutów karnych. Nie można mu jednak odmawiać odrodzenia, nawet jeśli znowu złapał kontuzję. Nie można mu też odmówić pewnej smykałki do karnych.

Siła spokoju to najlepsza broń Ingsa. Spośród wszystkich przedstawionych wykonawców, to właśnie on decyduje się na zwolnienie przed piłką. Jest to technika strzału podobna do tej Roberta Lewandowskiego. Anglik uderza jednak nieco mniej siłowo, a przede wszystkim rzadko decyduje się na górny róg bramki. To raczej kwestia wyboru niż nabiegu, bo ten jest dynamiczny.

Eden Hazard – 13 bramek – 4 bramki z rzutów karnych

Jeden z najpewniejszych wykonawców rzutów karnych w lidze. No dobra, drugi najpewniejszy. Belg nie zmarnował jeszcze ani jednej sytuacji. A mimo tego pojawiają się zastrzeżenia, co do jego techniki. Ta jest wszak dość nietypowa.

Hazard bierze nieprawdopodobnie krótki rozbieg. Do piłki dzieli go zwykle kilka kroków. Z tego powodu trudniej o mocne uderzenie piłki, ale łatwiej o precyzję. To właśnie w niej tkwi sukces Belga. Zaledwie raz bramkarz odgadł jego zamiary i rzucił się w dobrą stronę. Mimo tego nie zdołał odbić piłki. To również jeden z nielicznych przedstawicieli szkoły czekania na ruch ze strony golkipera. Gracz Chelsea wyczekuje ich do samego końca, idzie na pełną wojnę nerwów. Jak widać – skutecznie.

Joshua King – 9 bramek – 4 bramki z rzutów karnych

W normalnych okolicznościach przyrody, to Callum Wilson byłby odpowiedzialny za ten stały fragment gry. Anglik spędza jednak dużo czasu na stole operacyjnym, więc sprawą zajął się Norweg. I radzi sobie naprawdę dobrze. Spudłował tylko raz.

Gracz Bournemouth jako jeden z nielicznych nabiega na wprost futbolówki. Teoretycznie powinno się tego unikać, gdyż trudniej posłać strzał w róg bramki. King jednak zdaje kłam temu twierdzeniu. Trafia zawsze w to samo miejsce. Zawsze uderza na stronę lewej ręki bramkarza. Zawsze są to strzały stosunkowo niskie. Zero podpalania się, niewiele siły, żelazna konsekwencja.

Harry Kane – 17 bramek – 4 bramki z rzutów karnych

Anglik to kolejny dowód na to, że Bernd Leno nie radzi sobie z rzutami karnymi. Napastnik Tottenhamu pokonał go w ten sposób dwukrotnie. Podobnie jak i pewien Serb. Jednak nie tylko Niemca wyprowadził w pole. Kane cieszył się z bramek po pokonaniu Ryana oraz Loessla.

Jest niebywale trudny do rozczytania. Nie dość, że piłkę kopie mocno, to jeszcze posyła bramkarza w inną stronę. Za każdym razem. Na cztery próby, cztery razy rzucali się w złym kierunku. Zagubieni niczym dzieci we mgle. Wpływ na to ma też nabieg. Nie jest on siłowy jak u Milivojevicia, ani agresywny jak Vardy’ego. To seria ostrych, krótkich kroków, zakończona pewnym ułożeniem stopy na futbolówce.

Paul Pogba – 11 bramek – 5 bramek z rzutów karnych

Trzeba uczciwie przyznać, że Francuz nie należy do najpewniejszych wykonawców jedenastek. Słaby wynik w postaci 62.5%, a do tego kontrowersyjny styl. Wszystko składa się na spore zarzuty w stronę gwiazdy Manchesteru United.

Na początku zwrócono uwagę na komiczny wręcz nabieg Mistrza Świata. Porównywano go do Simone Zazy, uważano że to kompletna pomyłka. Co ciekawe – pomocnik wziął te słowa do siebie. Zmienił swój sposób podchodzenia do wapna. Nadal robi to w slow-motion, ale zauważalna jest zmiana w ostatnich kilku krokach. Te są naprawdę dynamiczne, pozwalają na mocniejsze uderzenie piłki, ale wiążą się ze sporym ryzykiem. Taka technika wybija z rytmu i często można zwyczajnie przesadzić. Pogba to również jeden z nielicznych graczy, którzy skupiają się tylko na piłce. Na bramkarza nie patrzy wcale. Naprawdę kontrowersyjny styl, przy którym bramkarzom łatwiej się wykazać. Tym bardziej, kiedy Francuz nie wybiera prawej strony. Wszystkie jego strzały skierowane w lewo i w środek, zostały obronione.

Luka Milivojevic – 9 bramek – 8 bramek z rzutów karnych

Jest zwyczajnie nie do podrobienia. Serbski kapitan Crystal Palace już teraz zdołał się zapisać w pamięci wszystkich fanów Premier League, a gra w niej zaledwie trzeci sezon. Są ku temu uzasadnione powody. Pomocnik Orłów to bardzo mocno harujący piłkarz, do którego zwyczajnie łatwo zapałać sympatią. No i te jego rzuty karne. Nie dość, że Londyńczykom dyktuje się ich dużo, to Milivojevic wykorzystuje większość z nich.

Schmeichel, Ederson, Rui Patricio, Sergio Rico. Dwukrotnie Ryan i Leno. Jedynym bramkarzem, który nie musiał wyciągać piłki z siatki po strzale Serba był Jordan Pickford. Wówczas to Everton pokonał Crystal Palace 2:0. Co ważne – było to spotkanie wyjazdowe dla Londyńczyków. Gdyby grali na Selhurst, Serb pewnie by trafił. Działo się tak czterokrotnie w tym sezonie.

Milivojevic wykonuje dość charakterystyczny nabieg. Zaczyna od zrobienia dwóch sporych kroków w swoją lewą stronę. Dzięki temu wytwarza tor biegu, znacznie ułatwiający precyzyjne uderzenie prawonożnemu zawodnikowi. Ciężko też wyczuć jego zamiary. Czterokrotnie trafiał w prawą stronę bramki, czterokrotnie w lewą. Tylko raz nie zdecydował się na uderzenie w róg, i wówczas Pickford jego karnego wybronił. Serb ma też pewną cechę wspólną z Vardym. Obydwaj nie czekają na ruch ze strony bramkarza. Są dominantami, uderzającymi piłkę pewnie, siłowo.