Kiedy pod koniec grudnia 2017 roku w mediach społecznościowych pojawiły się pierwsze informacje potwierdzające przyjście Virgila van Dijka na Anfield, wśród większości kibiców The Reds można było odczuć ogromną ulgę spowodowaną ostatecznym dopięciem transferu, o którym spekulowano przynajmniej od letniego okienka transferowego.

Wraz z przybyciem Holendra do czerwonej części Liverpoolu związane były przecież nadzieje na zażegnanie trwającego od dobrych kilku sezonów kryzysu formacji defensywnej. Głównej, w ciągu ostatnich lat, przyczyny tego, że The Reds nie byli w stanie nie tylko dołożyć żadnego trofeum do jakże bogatej, klubowej kolekcji, ale także nawiązać równorzędnej walki z pozostałymi klubami TOP4. Dziś postanowiliśmy przyjrzeć się w jaki sposób rozwijała się kariera van Dijka, a także, mądrzejsi o 4 miesiące, ocenić wpływ Holendra na obecną postawę drużyny Liverpoolu, by stwierdzić czy transfer byłego gracza Southampton można rozpatrywać jako milowy krok w drodze do walki o tak upragnione przez The Reds mistrzostwo Premier League.

2,6 MILIONA FUNTÓW

Za taką kwotę bohater artykułu został sprowadzony w czerwcu 2013 z Groningen do Celtiku Glasgow. Szkoci, którzy lubują się w sprowadzaniu ciekawych zawodników z Kontynentu, aby następnie eksportować ich z zyskiem do Premier League i tym razem byli pewni tego, że inwestycja w 21-letniego obrońcę nie może być nietrafiona. W ciągu ponad dwóch sezonów spędzonych na boiskach Eredivisie van Dijk zapracował sobie bowiem na status bardzo obiecującego zawodnika, który swoją grą przykuł uwagę nie tylko PSV i Ajaksu, ale i kilku innych europejskich klubów, w tym m.in. walczącego wówczas o awans do Premier League Brighton & Hove Albion. Anglicy wysłali nawet w styczniu 2013 roku opiewającą na 2,1 miliona funtów ofertę, którą zarząd Gronigen odrzucił, tłumacząc się chęcią walki o prawo do gry w europejskich pucharach. Po sezonie 12/13 i  ostatecznej porażce holenderskiego klubu w play-offach o Ligę Europy stało się jasne, że Groningen to zbyt mała para kaloszy dla van Dijka i by Holender mógł dalej się rozwijać konieczna jest przeprowadzka. Wtedy to satysfakcjonującą Holendrów ofertę na stół wyłożył Celtic, a obrońca przeniósł się do Szkocji podpisując z nowym klubem 4-letni kontrakt. O swoim przybyciu na Wyspy 21-latek wypowiedział się tak:

„Celtic jest największym klubem w Szkocji, który w dodatku gra w Lidze Mistrzów. To fantastyczny klub i gdy tylko się po mnie zgłosili, byłem bardzo podekscytowany. Wszystko jest tutaj świetne, już nie mogę się doczekać, by zacząć. Jestem silnym obrońcą, który nie tylko dobrze gra w powietrzu, ale także lubi mieć piłkę przy nodze. Sądzę, że mogę dać tej drużynie coś ekstra. Jestem gotów na wszystko. Kocham grać w piłkę i kocham wdawać się w pojedynki”.

W Glasgow Holender z miejsca stał się podstawowym obrońcą prowadzonego wówczas przez Neila Lennona zespołu i walnie przyczynił się do zdobycia przez Celtic mistrzostwa Szkocji w sezonie 13/14. Sytuacja nie uległa zmianie, gdy w czerwcu 2014 roku stanowisko menedżera objął Ronny Deila. Kampania 14/15 to kolejne mistrzostwo, a także trofeum Pucharu Ligi dla Celtiku. W ciągu dwóch sezonów spędzonych na Celtic Park, van Dijk zagrał w szkockiej ekstraklasie w aż 71 z 76 meczów, 68 z nich rozgrywając w pełnym wymiarze czasowym. Świetne warunki fizyczne, niezwykła gracja w prowadzeniu oraz rozegraniu piłki, a także piekielnie mocne uderzenie i umiejętność odnalezienia się pod bramką przeciwników – wszystko to sprawiło, że wkrótce zainteresowanie van Dijkiem wyraziło całkiem pokaźne grono zespołów Premier League. W końcu 15 goli w ciągu 2 sezonów, nawet w stosunkowo słabszej lidze szkockiej, musiało zrobić wrażenie na Anglikach.

ŚWIĘTY HOLENDER

W obliczu świetnej formy obrońcy w Szkocji, a także kadrowych problemów reprezentacji Holandii, związanych z postępującą wymianą pokoleniową, van Dijk wypatrzył swoją szansę na zaistnienie w reprezentacji narodowej. By móc w niej na dobre konkurować o pozycję w wyjściowej jedenastce konieczne były jednak regularne występy w lidze nieco bardziej wymagającej niż Scottish Premiership. Naturalnie pierwszymi klubami zainteresowanymi środkowym obrońcą Celtiku były zespoły z angielskiej Premier League, przede wszystkim Sunderland, Southampton, Norwich oraz Everton. Szkoci uparli się jednak, że filaru swojego zespołu nie sprzedadzą, przynajmniej do końca eliminacji do Ligi Mistrzów. Sam Holender o potencjalnym transferze wypowiadał się wówczas w następujący sposób:

„Oczywiście miliony dochodu związane z awansem do Ligi Mistrzów są z pewnością istotne dla Celtiku, jednak nie mogą oni od tak odrzucać ofert za mnie. Jeśli na stole pojawiła się odpowiednia suma, wtedy na pewno powinni pomyśleć o sprzedaży mnie. Jeśli klub chce na mnie zarobić, powinien działać już teraz. Istniało zainteresowanie ze strony zespołów Premier League zarówno zimą, jak i latem. Byłem na nie jak najbardziej otwarty, jednak Celtic nie chciał mnie puścić (…) W tym roku ukończę 24 lata i potrzebuję czegoś nowego: więcej presji, trudniejszych przeciwników. Zwłaszcza biorąc pod uwagę potencjalną grę na Mistrzostwach Europy. Chciałbym znaleźć się w drużynie nominowanej do Francji. To moje marzenie, by grać dla Holandii”.

Celtowie byli jednak nieugięci. Rozmowy dotyczące transferu przeciągały się aż do 26 sierpnia 2015 r., kiedy to Szkoci rozegrali ostatni, przegrany w ogólnym rozrachunku 3:4 dwumecz z Malmo FF w ramach kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Pomimo oferty nowego kontraktu dla Holendra, po tym spotkaniu stało się jasne, że Celtic finansowe niepowodzenie na arenie europejskiej będzie musiał sobie odbić na rynku transferowym, a najlepsze oferty klub otrzymał właśnie za van Dijka.

W ostatnich dniach letniego okienka transferowego do Glasgow najkonkretniejszą ofertę złożył Southampton, który zaoferował za holenderskiego obrońcę kwotę w wysokości 11,5 miliona funtów. Ta usatysfakcjonowała działaczy z Celtic Park, a sam van Dijk 1 września 2015 roku podpisał ze Świętymi pięcioletni kontrakt, stając się tym samym najdrożej zakupionym obrońcą w historii klubu. Niemały wpływ na transfer Holendra miał z pewnością menedżer Southampton – Ronald Koeman, który od momentu sprowadzenia rodaka konsekwentnie wystawiał go w wyjściowej jedenastce swojego zespołu. Nowy nabytek Świętych znalazł miejsce w podstawowej jedenastce we wszystkich pozostałych spotkaniach sezonu 15/16, zdobywając w nich nawet 3 bramki. Świetnie operujący futbolówką stoper z liczbą 158 wygranych pojedynków powietrznych był najskuteczniejszym w tej statystyce zawodnikiem w całej Europie, a pod względem ilości przechwytów i odbiorów ustąpił w Premier League wyłącznie Laurentowi Kościelnemu i Nicolasowi Otamendiemu.

Kampanię 15/16 Southampton zakończył w Premier League na historycznym 6. miejscu, plasując się w tabeli powyżej m.in. Liverpoolu oraz Chelsea. Osiągnięcie to naturalnie przyćmiło spektakularne zwycięstwo ligi przez Leicester, jednak o fenomenalnym sezonie zespołu z St. Mary’s Stadium wkrótce przypomniano sobie latem.

GORZKA, POMARAŃCZOWA PIGUŁKA

W międzyczasie, van Dijk  po wcześniejszych, licznych powołaniach, otrzymał w końcu szansę debiutu w seniorskiej reprezentacji Holandii. Ta przypadła, kiedy to już było wiadomo, że Pomarańczowi nie zakwalifikowali się na Euro 2016 we Francji. Obrońca Southampton dostał okazję pokazania się po raz pierwszy w seniorskich barwach narodowych 10 października 2015 roku w wyjazdowym, wygranym 1:2 spotkaniu przeciwko reprezentacji Kazachstanu. Trzy dni później Holender wystąpił przeciwko przyszłym zwycięzcom grupy eliminacyjnej – Czechom. Mecz na Amsterdam Arena był jednak idealnym podsumowaniem występów Oranje w całych eliminacjach. Po 35 minutach gospodarze przegrywali już 0:2, a sam van Dijk nie ustrzegł się poważnego błędu przy drugiej bramce. Zmieniony już w 64. minucie, obrońca Świętych nie pomógł swojej reprezentacji, która ostatecznie przegrała na pożegnanie eliminacji przed własną publicznością 2:3. Tym samym Holandii, po raz pierwszy od 2002 r., zabrakło na dużym turnieju międzynarodowym.

Jak okazało się wkrótce, zła passa Pomarańczowych została podtrzymana także podczas eliminacji do MŚ 2018 w Rosji. Holendrzy w swojej grupie, ustępując Francuzom i Szwedom, nie znaleźli się nawet na miejscu dającym baraże i po raz kolejny opuścili dużą imprezę. Van Dijk w swoim zespole był jednak jedną z najjaśniejszych postaci, co poskutkowało nawet powierzeniem mu funkcji pierwszego kapitana reprezentacji w marcu 2018 roku. Holender reprezentacyjną opaskę kapitańską przywdziewał do tej pory dwukrotnie: w meczach przeciwko Anglii oraz Portugalii.

KARUZELA TRWA

Bardzo dobre wyniki Southamptonu w sezonie 15/16 „musiały” oczywiście zakończyć się letnią wyprzedażą. Na pierwszy ogień z klubu odeszli Sadio Mane, Victor Wanyama oraz Graziano Pelle, a wkrótce, otrzymawszy ofertę z Evertonu, do drużyny dezerterów dołączył menedżer zespołu – Ronald Koeman. Klub z St. Mary’s Stadium, bogaty doświadczeniem z poprzednich sezonów, wiedział jednak jak sobie z takim stanem rzeczy poradzić. W ich miejsce posprowadzał, jak się wydawało, wartościowych zmienników, na czele których miał stanąć były trener Nicei, Claude Puel.

Sam van Dijk był wówczas również kuszony ofertami ze strony innych angielskich klubów. Największe zakusy przejawiał właśnie Koeman z Evertonem, jednak na sprzedaż pozostałych gwiazd działacze Świętych nie chcieli się już zgodzić. Ostatecznie Holender pozostał w Southampton na kolejny sezon, gdzie miał w dalszym ciągu partnerować w obronie Jose Fonte. Holender został nawet mianowany v-ce kapitanem zespołu, będąc zastępcą właśnie Portugalczyka.

Pomimo niemrawego początku, Święci ustabilizowali ostatecznie swoją pozycję w środku tabeli, a van Dijk dalej grał w sposób do jakiego przyzwyczaił wszystkich podczas poprzedniej kampanii. Sezon 16/17 to również dodatkowe doświadczenie Holendra związane z rozgrywkami w Lidze Europy. W swojej grupie Southampton uznać musiał jednak wyższość Sparty Praga oraz Hapoelu Beer Sheva, z którym to Święci przegrali w tabeli bilansem bramek wyjazdowych. Co ciekawe, w ostatnim meczu grupowym, rozgrywanym na St. Mary’s Stadium właśnie przeciwko Izrealczykom, van Dijk zdobył w 90. minucie bramkę na 1:1. Nie pomogła ona jednak Anglikom w awansie i w obliczu wyjazdowego remisu 0:0 w Izrealu, Southampton zakończył grę w europejskich pucharach na 3. miejscu w grupie.

Do stycznia 2017 roku Holender opuścił w sezonie tylko dwa (oba w pierwszych rundach pucharu FA) z 28 spotkań w sezonie, rozgrywając pozostałe w pełnym wymiarze czasowym. W styczniu doszło jednak do sytuacji, która miała poważny wpływ na dalsze losy obrońcy.

2017 ROKIEM KONTUZJI

Historii piłki nożnej wielokrotnie towarzyszyły sytuacje, w których kariery obiecujących piłkarzy zostawały gwałtownie hamowane przez rozmaite, poważne kontuzje. Podobne obawy pojawiły się w przypadku bohatera artykułu po rozegranym 22 stycznia meczu z Leicester, w którym wskutek pechowego starcia z Jamiem Vardym u obrońcy zdiagnozowano kontuzję kostki.

Wydarzenie to stanowić musiało szczególnie bolesny cios w obliczu ogromnego zainteresowania obrońcą ze strony Chelsea, Manchesteru City oraz Liverpoolu. Mówiono nawet wówczas o ofercie w wysokości 60 milionów funtów, jaką za Holendra mieli złożyć The Blues. Uraz, który z początku miał spowodować u Holendra dwumiesięczną przerwę od gry, ostatecznie zakończył sezon obrońcy. W konsekwencji van Dijk opuścił nie tylko resztę sezonu Premier League, ale także przegrany z Manchesterem United 2:3 finał Pucharu Ligi Angielskiej oraz bardzo istotne dla Holandii eliminacyjne spotkania z Bułgarią i Luksemburgiem. Do tej pory można dywagować czy gdyby nie absencja van Dijka podczas przegranego 0:2 meczu z tymi pierwszymi, dziś Holendrzy zamiast planować wakacje na czerwiec, nie byliby w trakcie przygotowań do turnieju w Rosji. Ostatecznie sezon 16/17 dobiegł końca, a kontuzja obrońcy, jak się okazało, wcale nie spowodowała zmniejszenia zainteresowania największych klubów w Anglii.

SAGA PRAWDZIWIE TRANSFEROWA

Latem 2017 roku najpoważniejsze oferty za van Dijka złożyły Manchester City oraz Liverpool. Od momentu otworzenia okienka transferowego właściwie wiadomo było, że jeśli któryś klubów sfinalizuje przybycie Holendra, wiązać się to będzie z najwyższą kwotą w historii jaką przyjdzie zapłacić za obrońcę. Cała saga zdawała się nie mieć końca, a jej ostateczne letnie fiasko zostało przez nas opisane w tym artykule.

Van Dijk, którego z klubem z St. Mary’s Stadium wiązały jeszcze 3 lata kontraktu, rozegrał więc w barwach Świętych kolejną rundę. Echa transferowych spekulacji jednak nie cichły, a wypytywany o niedoszłą przeprowadzkę do Liverpoolu zawodnik odpowiadał w następujący sposób.

„Nie mam żadnego żalu. Oczywiście, chciałem zrobić kolejny krok do przodu, ale Southampton ostatecznie nie chciał mnie puścić. Jestem jednak profesjonalistą i dam z siebie wszystko dla klubu. Kiedyś w Celtiku (…) uszedłem za smarkacza, który tylko wypatruje okazji na zimowy transfer, a tak nie jest. Jestem całkowicie skoncentrowany na grze dla Southampton, ciężko trenuję, daję z siebie wszystko podczas spotkań i mam szacunek do klubu wobec tego, co wydarzyło się latem”.

Im bliżej było do stycznia, tym głośniejsze pojawiały się głosy o porozumieniu pomiędzy działaczami Southamptonu i Liverpoolu. Ostatecznie, 27 grudnia na Instagramowym profilu zawodnik zamieścił swoje zdjęcie z koszulką The Reds, a transfer został oficjalnie sfinalizowany 1 stycznia 2018 roku. 75 milionów funtów – tyle przyszło zapłacić Liverpoolowi za transfer Virgila van Dijka. Holender stał się tym samym najdroższym obrońcą w historii futbolu, bijąc jednocześnie transferowy rekord The Reds.

Nowy nabytek w swoim pierwszym wywiadzie dla klubu na pytanie dlaczego wybrał właśnie Liverpool odpowiedział następująco:

„Myślę, że najważniejsza jest wielkość tego klubu, a także jego kultura, gracze, menedżer i oczywiście kibice, którzy sprawiają, że Liverpool jest tak wyjątkowy. Biorąc pod uwagę historię klubu i wszystko co z nim związane – także obiekty treningowe i personel – jest to po prostu idealne uzupełnienie zarówno dla mnie, jak i mojej rodziny”.

CZERWONY ROLLS-ROYCE

Zapłacona przez klub z czerwonej strony Merseyside kwota zdaje się dobitnie wskazywać nie tylko na klasę sprowadzonego zawodnika, ale także na opłakany stan defensywy i poniekąd desperację, by odwieczny problem z tą formacją zażegnać. Zestawiając bowiem dokonania obrońców LFC z liczbami van Dijka z sezonu 2016/2017 można zadać pytanie w jaki sposób The Reds z tuzami pokroju Lovrena, czy Klavana byli w ogóle w stanie zakończyć sezon w TOP4? Dodając do tego grona Joela Matipa okazuje się, że Holender bije na głowę swoimi defensywnymi statystykami wszystkich środkowych obrońców Liverpoolu.

Nic więc dziwnego, że prowadzona przez grono osób związanych z Liverpoolem letnia kampania, mająca na celu namówienie do transferu ówczesnego gracza Świętych, miała tak duży rozmach.

Sam van Dijk przywitał się z Anfield chyba w najlepszy możliwy sposób – zdobywając w derbach Merseyside zwycięską bramkę na 2:1 i dając pierwsze podstawy do tego, by wierzyć, że na Anfield w końcu zawitał obrońca wielkiego formatu. Po pierwszym rozegranym przez Holendra meczu, klubowa legenda i wybitny środkowy obrońca, Phil Thompson w rozmowie z Juergenem Kloppem tak wypowiedział się o transferze gracza:

„Dla mnie jest wyjątkowym zawodnikiem. Patrząc na środkowych obrońców jest on potężną deklaracją Liverpoolu. On jest jak Rolls-Royce. Uważam, że to 75 milionów spłaciło się wraz z tą jedną bramką w derbowym meczu”.

Wypowiedź Anglika, może mocno podgrzana optymizmem związanym ze styczniowym zwycięstwem 4:3 przeciwko Manchesterowi City wydaje się jednak dobrze oddawać powszechną ekscytację jaką wywołał transfer obrońcy wśród sympatyków The Reds.

Holender po prostu idealnie wpisuje się w profil nowoczesnego, środkowego obrońcy. Świetne warunki fizyczne, dobra gra w powietrzu i brak jakichkolwiek problemów z futbolówką przy nodze – wszystkie te cechy te powodują, że dla posiadającego ciągłe problemy ze stałymi fragmentami oraz wysoko rozgrywającego piłkę zespołu Kloppa, van Dijk wydawał się być po prostu obrońcą idealnym. Po części przypuszczenia te oprócz wyraźnie lepszej od czasu przyjścia Holendra organizacji formacji defensywnej potwierdzać mogą także statystyki.

Były obrońca Southampton jako zawodnik Liverpoolu w Premier League zagrał do tej pory 12-krotnie. Podczas tych meczów The Reds sześciokrotnie zachowali czyste konto, a także stracili dziewięć bramek. Razem daje to średnią 0,5 czystego konta na mecz oraz 0,75 straconej bramki na spotkanie.

Dla porównania Liverpool bez van Dijka w sezonie 17/18 w 24 spotkaniach stracił 28 bramek i zachował czyste konto dziewięciokrotnie, co daje średnią 1,17 straconego gola oraz 0,375 czystego konta na mecz. Poprawa gry obronnej jest więc dobitnie widoczna nie tylko na boisku, ale i patrząc na suche liczby. A przecież nie można zapominać, że van Dijk jest również jednym z ojców sukcesu jakim jest awans Liverpoolu do finału Ligi Mistrzów po raz pierwszy od 11 lat.

ŚWIATEŁKO W TUNELU?

Wszystko to sprawia, że na Anfield po raz kolejny serca biją mocniej na myśl o wygraniu w przyszłym sezonie pierwszego od czasów powstania Premier League mistrzostwa Anglii. Nikt przecież Liverpoolowi nie może odmówić ogromnego potencjału ofensywnego, jednak w ostatnich latach, jak i po części w obecnej kampanii, ogromnie widoczny był brak lidera defensywy z prawdziwego zdarzenia, którego to teraz The Reds w końcu wydają się posiadać. Modelowym przykładem niech będzie tu heroiczna kampania drużyny Rodgersa z sezonu 13/14.

Nie twierdzę, że Liverpool przy obecnej szerokości kadry jest w stanie z marszu ruszyć na podbój Premier League w przyszłym sezonie, jednak uważam, że jeśli Klopp odpowiednio wypełni wciąż występujące w składzie The Reds luki, które nie pozwalają im na utrzymanie odpowiednio wysokiej regularności przez cały sezon, nie będzie żadnych podstaw, by Liverpoolu nie wymieniać pośród faworytów do mistrzostwa w przyszłym sezonie. W końcu czemu drużyny, która dotarła do finału najważniejszych klubowych rozgrywek na świecie nie należałoby do tego grona zaliczyć? Pierwszy krok, zakup klasowego obrońcy – wykonany. Z wielką ciekawością należy teraz oczekiwać kolejnych działań jakich Liverpool  zamierza dokonać na rynku transferowym, by móc na dobre włączyć się do walki o sam szczyt angielskiej ekstraklasy.

 

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie