Arsenal czeka w niedzielę kolejne spotkanie na wyjeździe. Przeciwnikiem Kanonierów będzie Manchester United. Po remisie w pierwszym półfinałowym starciu z Atletico Arsene Wenger ma nadzieję na zdobycie Old Trafford. Statystyki wyjazdowych wojaży ekipy z The Emirates nie prognozują jednak sukcesu.

Nie da się ukryć, że ostatni sezon francuskiego menadżera nie będzie wspominany ze względu na sukcesy sportowe. W zasadzie ostatnią deską ratunku jest Liga Europy, która swoim prestiżem nie powinna imponować nawet najbardziej optymistycznym fanom Kanonierów. Szóste miejsce w tabeli Premier League to fatalny rezultat nawet, gdy porównamy go do ostatnich pozycji zajmowanych przez Arsenal, bo wracanie do złotej ery tego klubu raczej nie ma już sensu.

Kanonierzy są w tym sezonie fatalni na wyjazdach. Nic nie podkreśla tego faktu bardziej niż procentowy udział punktów zdobywanych poza The Emirates w zdobytych ogółem 57 pkt. Tylko 24% punktów drużyna Wengera zdobyła siedząc na ławce gości. Przed Arsenalem znajdują się: Brighton (28%), Everton (29%), Stoke (32%) oraz West Ham (36%).  Nie jest to z pewnością godne pozazdroszczenia grono dla ekipy o takim potencjale kadrowym i aspiracjach.

0,81 punktu na mecz to wyjazdowa średnia Arsenalu. Daje im to dwunaste miejsce w lidze, które mocno kontrastuje ze średnią punktów na mecz u siebie. W tej klasyfikacji Kanonierzy zajmują drugie miejsce. Inną statystyką wartą wspomnienia jest fakt, że aż jedenaście bramek na wyjeździe padło po błędach popełnionych przez zawodników Wengera. Na fakt ten zwrócił uwagę Petr Cech. Bramkarz Kanonierów po przegranym na St. James Park spotkaniu z Newcastle zastanawiał się jak to możliwe, że wyjazdowe spotkania idą jemu i jego kolegom tak fatalnie.

„Gdy popełniasz tak wiele błędów na wyjazdach to zostajesz ukarany. Nie gramy tak samo u siebie jak na wyjeździe. Niestety, wpłynęło to na nasze wyniki”.

Być może w niedzielnym starciu z Czerwonymi Diabłami Kanonierzy zechcą pokazać, że nie brakuje im cojones. Nie będzie to jednak łatwe, bo ekipa Jose Mourinho cały czas stara się o utrzymanie pozycji wicelidera. Jest to więc jeden z ostatnich tak wielkich meczów w karierze Wengera na ławce Arsenalu i szansa, by odgryźć się na Portugalczyku, z którym starcia zawsze miały w sobie iskrę.