”Twój ukochany zespół będzie utrzymywał drugie miejsce w tabeli i dojdzie do fazy pucharowej Ligi Mistrzów” – wielu fanów Manchesteru United słysząc taką wróżbę przed sezonem raczej nie miałaby nic przeciwko. Drugi sezon pracy Mourinho na Old Trafford jest pod względem wyników lepszy od poprzedniego, a mimo to wokół Portugalczyka i prowadzonego przez niego zespołu narastają wątpliwości i niedopowiedzenia.

The Special One miał być trenerem, który nie tylko przekona największe gwiazdy światowej piłki do założenia czerwonego trykotu i wspólnej pracy, ale przede wszystkim poradzi sobie z ich mentalnością. Wypracowywany przez lata szacunek i charakter miał być dla zawodników takich, jak Pogba czy Sanchez odpowiednią przeciwwagą i zbalansowaniem atmosfery w szatni w oparciu o wzajemny szacunek.

Drugi rok pracy Portugalczyka dobiega powoli końca i choć udało się ściągnąć głośne nazwiska, to wokół metod radzenia sobie z ich wielkością narastają wątpliwości. Coraz więcej mówi się o niezadowoleniu Pogby oraz o problemach z aklimatyzacją Sancheza w Manchesterze. To, jak traktowany był Mkhitarian i traktowany nadal jest Shaw buduje nam naprawdę mało ciekawy obraz szatni. Sam Jose stracił w sobie iskrę, bo choć nadal sypie równie beznadziejnymi wymówkami, jak wcześniej, to robi to w coraz głupszym stylu i z coraz większym brakiem klasy i taktu.

Opisując sytuację Czerwonych Diabłów nie można pominąć stylu gry. Jego ciekawość, a raczej jej brak, sprawia, że oglądanie podopiecznych Portugalczyka powinno być dozwolone jedynie na receptę. Często przypomina się, że Ferguson wyrywał punkty w końcówkach, że sporo było w tym farta i nie było to oparte na kreatywnej wizji, której chyba największym symbolem jest Guardiola. Potem zestawia się to z tym, co robi Mourinho i szuka podobieństw, a jest to nic więcej jak zbrodnia dokonana na United Fergusona.

Choć wymieniane wyżej cechy Czerwonych Diabłów z tamtych lat są prawdziwe, to nijak mają się do tego, co dzieje się obecnie. United Mourinho opiera się na kalkulowaniu, minimalizowaniu ryzyka, kalkulowaniu, zerowym niemal zaangażowaniu i jeszcze na kalkulowaniu. To jest absolutne zaprzeczenie filozofii, do której przyzwyczaił kibiców legendarny Szkot. Nie wierzę, że podoba się to również zawodnikom.

Sprowadzanie gwiazd nie wystarczy. Trzeba dać im jeszcze odpowiednie zadania, motywować i wpleść w resztę drużyny. Odnoszę wrażenie, że Ibrahimovicia, Pogbę, Lukaku, a teraz Sancheza traktowano lub traktuje się jak wybawców. Zakłada się, że będą oni na własnym nazwisku ciągnąć resztę zespołu. O ile Ibra spełniał tę rolę do czasu swojej kontuzji, to z pozostałymi panami nie jest wcale dobrze. Nie ma już Pogby z Juve ani Lukaku z Evertonu. Najbardziej zrozumiałe są dla mnie nadzieje, że to Sanchez miałby odmienić oblicze United. Dźwigał on przecież Arsenal przez długi czas, ale nie dziwi mnie wcale, że to się nie udaje.

Najzabawniejszy jest fakt, że najwięksi rywale Czerwonych Diabłów nie miały parcia na posiadanie wybawcy, a jednak go posiadają. Raczej nikt nie spodziewał się, że tak ważne w tym sezonie będą dla City bramki Sterlinga. Przybycie Salaha nie uzyskało rozgłosu na skalę choćby zbliżoną do transferu Lukaku. Nie oczekiwano od nich cudów. Zaważyło genialne podejście Guardioli do mentalności zawodników oraz perfekcyjny zakup Kloppa. Pomijając nawet bramkostrzelność Salaha, jest to piłkarz stworzony pod taktykę Niemca. W obu przypadkach wygrał pomysł, spokój i odpowiednie podejście, nie pomijając świetnej atmosfery w szatniach obu klubów.

Tymczasem na Old Trafford są zadowalające wyniki, ale brakuje ambicji i atmosfery. Oczywiście za obie rzeczy nie odpowiada wyłącznie menedżer, ale gdy problemy narastają i coraz więcej zawodników ma z Portugalczykiem nie po drodze, to wnioski nasuwają się same. Mourinho jest zresztą recydywistą w kwestii obracania szatni przeciwko sobie, więc przyczyn kryzysu szukać należy zdecydowanie w nim. To dopiero drugi rok jego pracy, a już zbierają się czarne chmury i to w dodatku przy zadowalających wynikach. Wcale nie zdziwi mnie, gdy sytuacja z czasem stawać się będzie coraz gorsza. Wpadki takie, jak ostatni dwumecz z Sevillą będą powoli wyniszczać zespół. Gdy Portugalczyka przestaną bronić wyniki narośnie frustracja, którą przecież i tak już widzimy.

Nie zastanawiałbym się więc nad tym, jak zakończy się saga z niezadowoleniem Pogby i Sancheza, bo jestem niemal na sto procent pewien, że obaj panowie zostaną w klubie, a z posadą pożegna się Mourinho. Czas ten lepiej spożytkować na znalezienie odpowiedniego zastępcy. Czy postawić na trenera z topu, czy jednak spróbować dać szanse komuś mniej doświadczonemu? Póki co mam dla fanów United mało optymistyczną wizję. Zostaje wam przyglądać się powolnej destrukcji drużyny od środka i liczyć na to, że ktoś cały ten burdel szybko poukłada.