Karuzela Premier League powoli zwalnia, ale nie przeszkadza to w tym, by wypadł z niej kolejny trener. Rezygnacja z usług Mauricio Pellegrino przez Southampton tak blisko końca sezonu wydaje się desperacką próbą utrzymania się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Czy jest już za późno na zmiany i jedyne o czym powinni myśleć Święci, to: jak poradzić sobie w Championship? Niedługa historia Premier League pokazuje, że wydarzyć się może… wszystko.

Osób śledzących angielską piłkę tylko od kilku lat nie zaskoczymy, gdy w kontekście ucieczek ze strefy spadkowej w ostatniej chwili wymienimy klub, który czynność tą powtarzał dość regularnie. Mowa oczywiście o grającym obecnie w Championship Sunderlandzie. Nie da się ukryć, że na zeszłoroczną degradację czekało sporo fanów Premier League. Czarne Koty czołgały się przez kolejne sezony, dostawały regularne baty, by ostatecznie uciec spod topora.

W 2013 roku kontrowersyjny Paolo Di Canio pokazał, jak wychodzi się z kryzysu. Wymiana odnoszącego liczne porażki Martina O’Neilla na Włocha zaowocowała jedynie dwoma porażkami w siedmiu spotkaniach. I choć Czarne Koty nie wygrały żadnego ze swoich trzech ostatnich spotkań, to udało im się zachować trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Di Canio pracował na Stadium of Light do sierpnia, a jego następca zapewnił drużynie bezpieczne czternaste miejsce.

Następcą tym był Gustavo Poyet, którego w 2015 roku zastąpił Dick Advocaat. Holender przejął siedemnastą w tabeli drużynę z zaledwie jednym punktem przewagi nad strefą spadkową i dziewięcioma spotkaniami do rozegrania. Efektem jego pracy były trzy zwycięstwa i trzy remisy, które dały Sunderlandowi szesnastą pozycję w tabeli Premier League.

Ostatnie dwa sezony dały nam przykłady scenariuszy, w których wybawca robił co mógł, ale zabrakło szczęśliwego zakończenia. W 2016 roku przekonali się to tym Rafa Benitez oraz Eric Black. Hiszpan objął Newcastle na dziesięć kolejek przed końcem i choć radził sobie znacznie lepiej od poprzednika, nie wystarczyło to, by uniknąć degradacji. Drugi z wymienionych panów podjął próbę ratowania Aston Villi, która na utrzymanie miała jedynie matematyczne szanse. Dorobkiem Szkota przy Villa Park okazał się tylko jeden punkt i pierwszy od 1987 roku spadek ekipy z Birmingham.

Wiele lat wcześniej kołem ratunkowym mogła stać się absolutna legenda angielskich boisk. Alan Sheraer robił co mógł, by uchronić Newcastle przed opuszczeniem Premier League w 2009 roku. Scenariusz niezbyt zaskakujący, jeśli porównamy go do powyższych. Sroki tracą dwa punkty do miejsca nad strefą spadkową, a czeka ich jeszcze osiem spotkań. Jedno zwycięstwo nie wystarczyło i Newcastle pożegnało się z ligą, a Shearer z karierą trenerską. Rok później podobną przygodę przeżył Ian Dowie z Hull City, a trzy lata po nim w podobnej sytuacji z Premier League spadło Reading Nigela Adkinsa.

Analizując wszystkie wymienione wyżej przykłady można śmiało wysunąć wniosek, że zmiana trenera na tak późnym etapie nie daje tak naprawdę nic. Ratowany wielokrotnie Sunderland później niż prędzej, ale doczekał się spadku, a przychodzący gasić pożar menadżerowie po wykonaniu zadania nie zostawali w klubie na dłużej. Reszta przykładów to same fiaska, których efektem był spadek na dłuższy czas lub balansowanie na granicy Premier League i Championship jak choćby Newcastle czy Hull. Nie jest to więc rozwiązanie przyszłościowe.

Southampton nie znajduje się obecnie w sytuacji patowej. W tabeli jest na tyle ciasno, że utrzymanie nie jest nieosiągalne, a nawet jest bardzo prawdopodobne. Decyzja o zwolnieniu Pellegrino jest jednak nieco zaskakująca, bo Southampton słynie raczej z dość pragmatycznego podejścia, konsekwentnego podążania w jednym kierunku i przede wszystkim z zatrudniania nieco bardziej ambitnych i kreatywnych menadżerów niż Mark Hughes. Jeśli Święci myślą o dalszym rozwoju to Walijczyk nie jest najlepszym kandydatem do tego typu planów.

Istnieje jednak możliwość, że jest to świadoma decyzja władz klubu, a sam Hughes jest dla nich jedynie strażakiem, który niezależnie od ostatecznego rezultatu pożegna się z klubem. W takiej sytuacji należy zadać sobie pytanie: czy szanse na utrzymanie z Walijczykiem są jakkolwiek większe niż te pod wodzą Pellegrino? Wszystko zależy jednak od tego, czy zadziała efekt nowej miotły. Jeśli nie, to Mark Hughes dołączy do niechlubnego grona panów wymienionych wyżej.