Bierzcie każdego, ale zostawcie nam Giroud

Pod jednym z postów informujących o odejściu do Chelsea Oliviera Giroud napisałem komentarz: „Szkoda w chuj. Ciężko coś więcej dodać”. Wiem, że nie jest to może zbyt profesjonalne, ale czasami trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Jestem kibicem Arsenalu i w obecnej sytuacji do głowy przychodzą mi tylko właśnie takie słowa. A mimo to mam na ten temat ochotę wylać tu jeszcze kilka tysięcy znaków. 

Dla mnie przygoda Giroud z klubem jest wyjątkowo sentymentalna. Gdy w 2012 roku pojawił się w Londynie, w tym samym czasie u mnie w domu pojawił się dekoder z telewizją Canal+. Fanem Arsenalu jestem od dziecka, od kiedy to oglądałem skróty meczów Ligi Mistrzów na TVP i piękne gole innego francuskiego napastnika z armatką na piersi. Tamtego lata 2012 roku nastąpił przełom, bo od pierwszej kolejki Premier League sezonu 2012/2013 aż do teraz oglądam po kilka spotkań z Anglii w każdy weekend. I to właśnie wtedy do Arsenalu przyszło trio Łukasz Podolski, Santi Cazorla i Olivier Giroud, który swoją przygodę z Kanonierami z tej trojki zaczął zdecydowanie najgorzej.

Przez te pięć lat w związku z Giroud pojawiało się mnóstwo komentarzy na temat jego przydatności na boisku. Marnował sytuacje, irytował swoim zachowaniem, przechodził strasznie długie kryzysy strzeleckie, ale mimo wszystko zawsze było coś, co go broniło – statystyka. Nikt nie mógł mu zarzucić nie strzelania bramek, bo liczby zawsze miał na świetnym poziomie i tak to zostało aż do dzisiaj.

Odchodząc z Arsenalu, jest piątym najlepszym strzelcem w historii klubu. Zdobył 105 bramek i brakuje mu czterech trafień, aby wyprzedzić Theo Walcotta, mimo że Francuz rozegrał prawie 150 spotkań mniej od Anglika. Poza obecnym piłkarzem Evertonu, Oliviera wyprzedza tylko trzech zawodników – Thierry Henry, Robin van Persie i Ian Wright. Kto jest w tabeli niżej? Dennis Bergkamp, Robert Pires czy Alexis Sanchez. Mówiłem – liczby zawsze były po stronie Giroud. Mimo że oczywiście bramek mógł nastrzelać zdecydowanie więcej.

Bardzo solidnie wygląda również jego sytuacja w rankingu najlepszych strzelców reprezentacji Francji. Były już zawodnik Arsenalu jest w niej na ósmym miejscu, ale strzelenie jeszcze pięciu bramek w barwach Trójkolorowych pozwoli mu awansować na czwarte miejsce i wyprzedzić Zinedine’a Zidane’a. Przed nim będą już tylko Henry, Platini i Trezeguet. A przecież większość tych goli strzelił w czasie, gdy był zawodnikiem Arsenalu.

Oprócz jego formy sportowej, boli mnie jednak wiele innych aspektów w jego odejściu. Giroud w pewnym momencie był archetypem nieporadnego drewna na szpicy, ale szczególnie w dwóch ostatnich latach znacznie urósł. Miał silną pozycję w klubie i żaden kibic Arsenalu nie mógł mieć do niego pod tym kątem żadnych pretensji. Jeżeli myślę o Giroud, to przed oczami mam go biegnącego do kibiców i uderzającego z całej siły w herb klubu na koszulce. Oczywiście nie jest on żadną klubową legendą, chociażby ze względu na brak ważnych trofeów w dorobku, ale nie trzeba zostawać legendą, by zasłużyć sobie na miłość kibiców.

Do tego przecież jeszcze pół roku temu, po przyjściu Alexandre Lacazette’a, Giroud zgodził się na rolę jokera i siedzenie na ławce. Teraz klub pozbywa się go, jak bezużytecznego złomu w dawno niesprzątanej piwnicy. On odchodzi, a w klubie zostaje chociażby Danny Welbeck, który ani swoją dyspozycją na boisku, ani zachowaniem poza nim, raczej nie zaskarbił sobie serc kibiców.

W miejsce Giroud przychodzi co prawda Pierre Emerick Aubameyang i jest to znaczne polepszenie składu Arsenalu, ale gdy spojrzymy na cały skład, brakuje w nim zawodników, którzy naprawdę się z tym Arsenalem utożsamiają. Odszedł Coquelin, który za ten klub oddałby życie, odszedł Sanchez, który był najlepszym zawodnikiem przez ostatnie trzy sezony, za pół roku odchodzi kapitan – Per Mertesacker, a teraz żegnamy się z Giroud. Niepewna jest przyszłość Cazorli, nie wiadomo co się stanie z Wilsherem, a swoje lata ma Koscielny. Tymczasem przychodzą coraz to nowi zawodnicy, tacy jak Xhaka, Mustafi, Kolasinac, Mkhitaryan, Lacazette i Aubameyang. Sportowo o ich formę jestem spokojny, ale wydaje mi się, że brakuje jednak kogoś, dla kogo Arsenal znaczy coś więcej niż białe spodenki i czerwona koszulka.

Olivier Giroud jakoś niesamowicie się z klubem nie utożsamiał, ale było widać pasję z jaką gra dla Kanonierów. Szczerze mówiąc, może w Chelsea odnajdzie się nawet lepiej? Może kumple w szatni okażą się lepsi niż w Arsenalu? Dla mnie mimo wszystko oglądanie go w niebieskiej koszulce będzie sprawiało swego rodzaju ból. I nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że nawet sam Francuz po golach dla Chelsea będzie czuł się nieswojo.

 

By | 2018-01-31T16:37:45+00:00 Styczeń 31st, 2018|1 komentarz

O autorze:

Kibic Premier League oraz reprezentacji Polski. Lubię statystyki, tabelki oraz pobijanie wszelakich rekordów.
Sprawdź mnie na Twitterze

1 komenarz

  1. Kacper 1 lutego 2018 w 09:41

    Bardzo fajny artykuł, widać, że był pisany od serca 🙂
    Pozdrawiam!!!

Komentarze zostały wyłączone.