Wypadek brata, narodziny syna, długa kontuzja… Rok, który zmienił Erika Lamelę

Erik Lamela jeszcze kilka lat temu był uznawany za jeden z największych talentów w światowej piłce. Grający obecnie w Tottenhamie Argentyńczyk przechodził ostatnio trudny okres w swoim życiu, który wiele zmienił. Nie tylko jeśli chodzi o jego postawę na boisku, ale też dojrzałe nastawienie.

Już w 2004 roku, kiedy Lamela miał 12 lat, odwiedziła go ekipa Trans World Sport i nagrała reportaż o jednym z największych ówczesnych wonderkidów.

Wielkie zainteresowanie jego osobą zaowocowało szybkim opuszczeniem kontynentu południowoamerykańskiego. W 2011 roku, w wieku zaledwie 19 lat, skrzydłowy zasilił szeregi Romy. Zapłacono za niego wysoką sumę 17 milionów euro. Po dwóch latach trafił na Wyspy, jako część zaciągu po sprzedaży Garetha Bale’a, którego próbował zastąpić Tottenham.

Na White Hart Lane występował ze zmiennym szczęściem. Początkowo miał problemy z wywalczeniem sobie miejsca w podstawowym składzie. Potem przemiennie wchodził i wypadał z pierwszej jedenastki. Regularnie dawał jednak pokaz swoich świetnych umiejętności technicznych. Strzelił zresztą jednego z najpiękniejszych goli w historii Ligi Europy – pamiętną rabonę z Asterasem.

Ostatnio jednak nadszedł trudny okres w jego karierze. Uraz biodra, który początkowo wydawał się niegroźny, wykluczył go z gry na 13 miesięcy. Tak długi rozbrat z piłką był poważnym testem dla Lameli, a wydarzenia osobiste, które go doświadczyły w tym czasie również zrobiły swoje, jak sam mówił w wywiadzie dla Guardiana.

Kontuzji doznał 25 października 2016 roku. Kiedy zaczynał rehabilitację, spadł na niego poważny cios. W grudniu młodszy brat Lameli, Axel, uszkodził kręgosłup skacząc do basenu.

„Przez kilka miesięcy nie mógł się w ogóle ruszać. Teraz odzyskuje powoli sprawność i dzień po dniu pracuje nad powrotem do normalnego życia. Lekarze mówią, że może pewnego dnia będzie mógł normalnie chodzić, ale to wszystko zależy od przebiegu rehabilitacji. To będzie powolny proces i potrzebujemy cierpliwości. Póki co, jest przykuty do wózka”.

Dla wciąż stosunkowo młodego piłkarza było to trudne przeżycie. Mimo iż musiał szybko dojrzeć po wyjeździe z ojczyzny, to dopiero po wypadku brata zrozumiał wiele.

„Axel ma 21 lat, cóż więcej mogę powiedzieć? Jestem bardzo blisko niego i próbuję pomóc mu w przezwyciężeniu tego, co go spotkało. To jedna z rzeczy, które sprawiają, że zdajesz sobie sprawę, co naprawdę jest istotne w życiu. Zrozumiałem, na przykład, że zdrowie jest zdecydowanie ważniejsze od futbolu”.

Lamela wrócił do kraju, aby wspierać brata. Rodzina była dla niego ogromnie istotna, a rehabilitację mógł przez pewien czas prowadzić u siebie. Obecność u boku Axela była dla niego wręcz obowiązkiem. Dobrze rozumiał to Mauricio Pochettino i to za jego zgodą podopieczny na tydzień wrócił do Buenos Aires.

„Kontuzje to część kariery piłkarza, ale to, co przydarzyło się Axelowi jest czymś zupełnie innym i, tak naprawdę, mogło skończyć się o wiele gorzej. Dziękuję Bogu, że przetrwał to, co się stało i może teraz przechodzić rehabilitację. Gdy usłyszałem, co się stało byłem przerażony. Byłem bardzo daleko i to było niesamowicie trudne. Dzięki Bogu, że przeżył i Mauricio, który jest wspaniałym człowiekiem, pozwolił mi wrócić do Argentyny, aby być z nim. Właściwie, to było coś więcej. To on był jednym z tych, którzy sprawili, że kupiłem bilet do ojczyzny i pojechałem, aby być u jego boku”.

Po powrocie do Anglii, Lamelę znowu spotkało bolesne doświadczenie. Wielu z Was może uznać to za niezbyt poważny problem, ale ci, którzy mają psy, z pewnością to zrozumieją. Simba, pies piłkarza, zdechł i biorąc pod uwagę natłok nieszczęśliwych zdarzeń dotyczących Argentyńczyka, dotknęło go to bardzo mocno.

W styczniu zawodnik Spurs postanowił więc pojechać do Rzymu, aby odseparować się od tego, co się stało. Przy okazji odwiedził swojego terapeutę z czasów gry w Serie A, który przekazał mu optymistyczne wieści. Jego uraz można było wyleczyć bez operacji. Niestety, ból podczas treningów nie opuszczał Erika. Lamela podjął więc decyzję o poddaniu się zabiegowi.

„To były bardzo bolesne dni dla mnie, zwłaszcza tutaj, w Londynie. Ok, jestem tu z moją najbliższą rodziną, ale jestem tu, aby grać w piłkę. Nie będę kłamać – gdyby nie to, to byłbym w Argentynie. Jestem tak daleko od reszty rodziny, przyjaciół, rzeczy które kocham. Jestem tutaj tylko, aby grać w piłkę, więc to trudna sytuacja, kiedy chcę grać, ale nie jestem w stanie”.

„Nie mogę żyć bez futbolu – muszę grać, więc było to szczególnie trudne. Lekarze cały czas mówili mi, że będzie lepiej, że wrócę do swojego dawnego poziomu, ale nie mogłem się uspokoić. Wciąż miałem wątpliwości. Martwiłem się, że już nigdy nie wrócę do zdrowia”.

Pomijając wszystkie realne problemy, tak długa absencja generowała również wyssane z palca plotki, które pojawiały się w mediach. Lamela miał zostać przyłapany na zażywaniu narkotyków czy po prostu chcieć odejść z klubu. W atmosferze ciągłego szumu medialnego dookoła jego osoby trudno było ustabilizować swoje życie. Piłkarz Tottenhamu nie podłamywał się jednak.

„To normalne, że jako piłkarz słyszy się takie plotki, ale najważniejsze to wciąż skupiać się na tym, co jest istotne – rodzinie. Jestem spokojną osobą i byłem w stanie to zrobić. Kiedy skupiasz się na ważnych rzeczach i zachowujesz spokój, to zbierasz dobre owoce”.

Tak właśnie było, żmudny proces powrotu do zdrowia dawał powolne efekty. 25 listopada stało się coś, co okazało się prawdziwym darem. Erik Lamela został ojcem synka, Tobiasa. Zaledwie trzy dni później wrócił na boisko i zaliczył asystę, w przegranym 1:2 spotkaniu z Leicester.

„Chyba nigdy nie czułem takiego szczęścia, jak przy moim synu. To coś niesamowitego i staram się wyciągnąć z tego jak najwięcej każdego dnia. To mnie zmieniło”.

Teraz nadchodzi lepszy czas. Powoli wszystko się stabilizuje, a Argentyńczyk ostatnio coraz częściej pojawia się na boisku. Nigdy pewnie nie osiągnie poziomu, który mu przepowiadano, ale wciąż jest dobrym zawodnikiem. Ma zresztą jeszcze wiele czasu, 25 lat to nie jest zły wiek dla piłkarza. Urodzony w Carapachay zawodnik może osiągnąć jeszcze wiele, a jego motywacja pozwala sądzić, że się nie zatrzyma.

„Mam wiele wiary w siebie i jestem kimś i głęboko wierzę w Boga. Czerpię swoją siłę z katolicyzmu”.

„Musiałem tak mocno walczyć, aby grać w River i dało mi to wiele siły, aby iść dalej. Przeniosłem się też daleko od Argentyny dla futbolu. Trudno było się przeprowadzić w wieku 19 lat, ale to sprawiło, że dojrzałem. Moje nastawienie jest takie, że gram w piłkę nożną, aby wygrać. Najważniejsze jest to, aby zawsze dawać z siebie wszystko na murawie”.

Teraz nadszedł czas na pokazanie, że po 13 miesiącach bez gry Erik Lamela powrócił tak samo silny, jeśli nie lepszy niż wcześniej. Zawodnik Tottenhamu ma kontrakt ważny jeszcze przez półtora roku i będzie starał się zapewnić sobie pozostanie w klubie. Zresztą nie chodzi tylko o to. Musi pokazać swoją siłę.

Dla siebie.

Dla syna.

Dla brata.

By | 2018-02-06T18:18:36+00:00 Styczeń 26th, 2018|Możliwość komentowania Wypadek brata, narodziny syna, długa kontuzja… Rok, który zmienił Erika Lamelę została wyłączona

O autorze:

Fanatyk piłki nożnej, nie tylko angielskiej. Orlikowy mem o sporym dystansie do siebie i jeszcze większej tendencji do pudłowania z pół metra do pustej bramki.
Sprawdź mnie na Twitterze