Porażka Fergusona czy kariera na miarę oczekiwań?

W tym roku skończy 30 lat, jednak świat wielkiego futbolu już dawno zapomniał o tym nazwisku. A przecież ma na swoim koncie kilka ważnych tytułów i swego czasu był stawiany na równi z nazwiskami takimi jak Messi, Ronaldo czy Rooney. Od tego ostatniego miał być nawet lepszy.

Kiedy w 2007 roku Sir Alex Ferguson wysłał swojego brata, Martina, do Portugalii, pewnie nie mógł spodziewać się takiej rekomendacji. Martin miał obserwować jego każdy mecz na przestrzeni czterech czy pięciu tygodni. Jak wspomina Sir Alex, brat przekazał mu tylko, że ten chłopak jest lepszy od Rooneya. Legendarny menedżer Czerwonych Diabłów nie chciał uwierzyć, ale brat był nieugięty. Trzeba było pakować walizki, brać Carlosa Queiroza pod pachę i lecieć do Porto.

Skąd wziął się talent, który rok później miał zgarnąć nagrodę Golden Boya i w jednym sezonie wygrać trofea, o których większość marzy przez całą karierę? Anderson, bo o nim rzecz jasna jest tutaj mowa, wychował się w Porto Alegre, a jego życie nie zawsze należało do najłatwiejszych. Jak sam wspomina, nie była to fawela, ale kiedy się wprowadzili, nie mieli dostępu do wody, a okolica była dość niebezpieczna. Od 11 roku życia wychowywał się bez ojca, który zmarł na atak serca.

Mój ojciec zmarł kiedy miałem 11 lat. Pamiętam, że wróciłem do domu i powiedział mi o tym mój kuzyn. Rzuciłem wszystko i poszedłem prosto na boisko, grać w piłkę. Tata miał 41 lat, bardzo dużo pił, do tego stopnia, że często musiałem mu pomagać wejść do domu. Relaksował się pijąc Cachacę (destylowany napój alkoholowy z zawartością alkoholu na poziomie 38 lub 48%) jakby to była woda.

Był kochanym człowiekiem i zawsze marzyłem, żeby zobaczył jak gram zawodowo. Po jego śmierci miałem dwa wyjścia: odpuścić i być nikim albo pozostać silnym i coś osiągnąć.

Anderson nie pozostał długo w rodzinnym domu. Kontakt z matką był słaby do tego stopnia, że pewnego dnia postanowił uciec. Czynnikiem zapalnym była jego zdaniem kłótnia o telewizor, w którym młody Brazylijczyk chciał obejrzeć mecz. Zamieszkał u przyjaciela i niebawem rozpoczął treningi w Gremio.

Na treningi dojeżdżałem autobusem, ale nie miałem pieniędzy na bilety. Gdybym je wydał, oznaczałoby to, że nie zostanie mi już nic na jedzenie. Nieco później Gremio pomogło mi przenieść się bliżej stadionu. Kiedy opuszczałem dom, powiedziałem rodzinie, że pewnego dnia zobaczą mnie w telewizji. Minęło zaledwie pół roku, kiedy udzieliłem swojego pierwszego wywiadu po młodzieżowym turnieju. Widziała to cała moja okolica.

O Andersonie zrobiło się głośno, kiedy walczył z Gremio o awans do brazylijskiej Serie A. W ostatnim meczu Play Offów przyszło im zmierzyć się z Nautico, którego fani napsuli im sporo krwi. W nocy odpalali petardy, co nie dawało im spać, a ich szatnia została świeżo pomalowana i pozbawiona dostępu do świeżego powietrza. Na stadionie w Recife było 30 tysięcy ludzi. Nie mieli jednak okazji do świętowania, bowiem Nautico nie wykorzystało dwóch rzutów karnych i nie było w stanie strzelić bramki, grającemu w siódemkę Gremio! Co więcej, bramkę stracili, a strzelił ją właśnie Anderson. Siedmiu zawodników Gremio wytrzymało napór rywali i mogli świętować awans.

Anderson

Brazylijczyk mógł tymczasem na dobre rozpocząć swoją karierę, bowiem było to jego ostatnie spotkanie w barwach klubu. W styczniu 2006 roku, za 6 milionów euro, przeniósł się do Porto. Jak sam wspomina, mógł odejść za darmo, ale zrobił wszystko, żeby klub od którego otrzymał szansę, nie został z pustymi rękoma. Można pomyśleć, że jego kariera nabrała błyskawicznego rozpędu, ale na jeszcze większą uwagę zasługuje fakt, że potrzebował zaledwie 25 spotkań w barwach Porto, żeby zwrócić na siebie uwagę wspomnianego już Fergusona. Choć trzeba zauważyć, że miała na to wpływ złamana noga, która wykluczyła go z gry niemal na pół roku.

Po powrocie po kontuzji, Jorge Mendes powiedział mi, że są zapytania z Manchesteru i Barcelony. Pytały też kluby z Włoch. Wszystko wydarzyło się jednak bardzo szybko. Pewnego dnia Jorge próbował się do mnie dodzwonić, a kiedy w końcu mu się udało, usłyszałem tylko, że Manchester United chce mnie kupić, wszyscy są tutaj i czekają na mnie. Ufałem Jorge’owi w stu procentach – czułem, że zależy mu na mnie, a nie na pieniądzach. Ferguson podał mi rękę na powitanie, a ja go uściskałem. Tak właśnie witałem ludzi.

Anderson nie mógł wyobrazić sobie lepszego momentu na transfer do United. Asystentem trenera był Carlos Queiroz, z którym mógł komfortowo się porozumieć, a dodatkowo ogromne wsparcie okazał mu Cristiano Ronaldo, z którym Brazylijczyk mieszkał przez swoje pierwsze miesiące w klubie. Nie można zapomnieć też przecież o sukcesach sportowych, bowiem już w swoim pierwszym sezonie na Old Trafford, miał na swoim koncie Mistrzostwo Anglii, Klubowe Mistrzostwo Świata i przede wszystkim Puchar Ligi Mistrzów, za który na zawsze zapamiętają go fani Czerwonych Diabłów.

Co prawda Ando nie zagrał w wyjściowym składzie, nie był jednym z pierwszych rezerwowych, którzy mieli odmienić przebieg wydarzeń na boisku, ale ostatecznie przyczynił się do zdobycia tytułu. Na boisku wszedł w ostatniej minucie dogrywki, bowiem Ryan Giggs zasugerował Fergusonowi, że bardzo dobrze strzela rzuty karne. Przed ostatnim gwizdkiem sędziego nie miał nawet okazji, aby dotknąć futbolówki…

Podszedłem prosto do rzutów karnych i byłem szósty w kolejności do strzelania. Ronaldo nie trafił, najlepszy zawodnik nie trafił. John Terry nie trafił przede mną, gdyby trafił, Chelsea mogłaby świętować. Nie myślałem jednak o nim, kiedy podchodziłem do piłki. Zacząłem przypominać sobie obrazki z mojego życia. Życie było ciężkie, ale dziękowałem Bogu za wszystko co mi dał. Myślałem o biedzie, braku pieniędzy, kłótniach z mamą, śmierci ojca, opuszczeniu domu w wieku 12 lat, następnie Gremio, Porto. Podszedłem do piłki i walnąłem. Cech dotknął jej, ale wpadło.

Kiedy Anelka nie trafił, myślałem, że mamy jeszcze jednego karnego, ale nagle wszyscy zaczęli biec, więc pobiegłem za nimi! Świętowanie było niesamowite, piłem do siódmej rano! Piłem w samolocie do Manchesteru, a następnie do Brazylii. Kiedy wróciłem do domu, żartowałem, że pojadę prosto do szpitala.

Brazylijczyk miał 20 lat i cała kariera była przed nim. Niestety jak się później okazało, nigdy nie był w stanie nawiązać do gry Rooneya, od którego miał być przecież lepszy. Powodów było wiele, pojawiły się kontuzje, ale członkowie sztabu United z tamtych lat wspominali niejednokrotnie, że dyscyplina, zaangażowanie czy etyka pracy nie były jego najmocniejszymi stronami. Nie bez powodu po kilku kolejnych urazach i braku meczowego rytmu, Ando wyglądał bardziej jak regularny klient McDonald’s, niż zawodowy piłkarz.

W jednym z epizodów „Rio’s Tour Diary”, czyli vloga Rio Ferdinanda z tournee Czerwonych Diabłów, Patrice Evra śmiał się z nawyków żywieniowych Brazylijczyka mówiąc, że przyniesie mu jego hamburgera o 1 w nocy. Nie było w tym oczywiście żadnej złośliwości, bowiem Anderson był jednym z najbardziej lubianych i najbardziej pozytywnych zawodników w szatni United. Nie mniej jednak, klub potrzebował pomocnika klasy światowej, a nie sympatycznej maskotki.

Piękne czasy United odeszły w zapomnienie wraz z przejściem Fergusona na emeryturę. Oznaczało to tez spore porządki w klubie i zwiastowało rychły koniec kilku zawodników – w tym Andersona. Schedę na Old Trafford przejął David Moyes, znany z zamiłowania do ciężkich treningów. Brazylijczyk wspomina go jednak bardzo dobrze, mimo że w tym czasie odszedł na wypożyczenie do Fiorentiny. Co innego z kolejnym menedżerem United, ale to nikogo specjalnie nie może dziwić.

Kiedy Ferguson odszedł moje serce było złamane. Patrice Evra powiedział mi, że ten klub nigdy nie będzie już taki sam. Pamiętam, że na koniec zapytałem Sir Alexa czy nie może zostać jeszcze trochę dłużej. Później pojawił się David Moyes, wspaniały facet, ale miał wręcz nierealne zadanie. Nikt nie poradziłby sobie z takim wyzwaniem. Ja potrzebowałem czasu na boisku, dlatego zdecydowałem się na wypożyczenie.

Kiedy wróciłem, w United był już Louis van Gaal. Szanuję go, ale piłka nożna kompletnie się zmieniła i jego metody nie były już skuteczne. Dawał głupie rady dosłownie na temat wszystkiego, był jak robot. Wtedy zdecydowałem się, żeby odejść. Powiedziałem mu o tym, a on zgodził się bez problemu. Opuszczałem klub, który nie był już taki sam. Brakowało atmosfery, kolejni zawodnicy odchodzili. Jak można było pozwolić tak szybko odejść Di Marii? Van Persie również stracił pasję. Filozofia van Gaala nie działała.

Bardzo często mówi się o Andersonie, jako o piłkarzu który zmarnował swoją karierę i nie wykorzystał w pełni potencjału. Sam zainteresowany widzi to jednak nieco inaczej.

Wydaje mi się, że miałem bardzo udaną karierę. Odnosiłem sukcesy w Gremio, w Porto, w Manchesterze. Nie tak łatwo grać w Manchesterze tak długo będąc Brazylijczykiem, jak zrobiłem to właśnie ja. Wróciłem do Brazylii po tak długiej przerwie i chciałem poświęcić więcej czasu bliskim. Żal mi trochę wielu kontuzji, ale poza tym nie żałuję kompletnie niczego. Uwielbiałem grać dla United, a dziś mogę powiedzieć moim dzieciom, że mam cztery medale za wygranie Premier League!

Dziś niespełna 30-letni piłkarz ma jeszcze dwa lata lukratywnego kontraktu w Internacionalu. Wie jednak, że nie może wiązać z nim wieloletniej przyszłości, bowiem już teraz klub chce, aby obniżył swoje wymagania odnośnie tygodniówki. Jak sam przyznaje, zostało mu jeszcze trzy, może cztery lata grania w piłkę, a później będzie mógł w całości poświęcić się rodzinie i piątce dzieci.

Szukając informacji do tego artykułu, natrafiłem na tekst, którego autor puentował karierę Andersona w United słowami: Dziedzictwo Andersona w United zawsze będzie omawiane obok piłkarzy takich piłkarzy jak Ralph Milne, William Prunier, Massimo Taibi czy Bebe i określane jako jeden z najgorszych transferów w historii. Nie jestem w stanie się w tym zgodzić. Owszem, Brazylijczyk kosztował sporo i definitywnie nie sprostał oczekiwaniom, ale miał swoje kapitalne mecze i myślę, że kibice na Old Trafford zapamiętają go raczej z dobrej strony.

W tekście zostały wykorzystane fragmentu wywiadu z Andersonem, przeprowadzonego przez Andy’ego Mittena. Zachęcam do zapoznania się z całością.

By | 2018-01-18T13:20:11+00:00 Styczeń 18th, 2018|1 komentarz

O autorze:

Mało kto wierzy, ale kibicuję United. Moim ulubionym piłkarzem jest Marouane Fellaini. Koledzy mówią, że jestem ignorantem, bo nie interesuje mnie europejska piłka. Ale za to wiem trochę o rzeźniku z Championship, którego chce kupić Twój klub.
Sprawdź mnie na Twitterze

1 komenarz

  1. Robert 18 stycznia 2018 w 15:52

    Super zdjęcie nad tytułem artykułu, tekst również dobry 🙂

Komentarze zostały wyłączone.