Kolejna seria spotkań za nami! Kto może kroczyć dalej z dumnie wypiętą piersią, a kto chce zakopać głowę w piach? Oto trójka bohaterów i trójka przegrywów 35. kolejki Premier League.

BOHATEROWIE

VIKTOR GYÖKERES

Często krytykowaliśmy Szweda, ale tym razem wypada go pochwalić. Napastnik Arsenalu maczał palce przy każdym trafieniu zespołu w wygranym 3:0 spotkaniu z Fulham. I to nie tylko strzelając, ale też asystując! I warto do docenić, bo przecież w ostatnich tygodniach często zarzucano mu, że wygląda jak ciało obce w zespole.

Najpierw otworzył wynik, dobrze odnajdując się w polu karnym po indywidualnej akcji i świetnym dograniu Bukayo Saki. Potem odwdzięczył się Anglikowi, wprowadzając go w pole karne po przytomnym przetrzymaniu i odegraniu futbolówki. A na sam koniec wykończył wrzutkę Leandro Trossarda, ładnie kontrując ją głową. Gyökeres w takiej formie jest potrzebny Kanonierom na finiszu sezonu. Zwłaszcza że bilans bramkowy może odegrać zadecydować o losach tytułu.

TAIWO AWONIYI

To był dopiero drugi występ Nigeryjczyka w tym sezonie Premier League w podstawowym składzie Tricky Trees, ale jakże on się okazał owocny. Snajper otworzył wynik spotkania już w drugiej minucie, wykorzystując wrzutkę Dilane’a Bakwy i strzałem głową, otwierając wynik spotkania. Dziesięć minut później za faul na nim ze strony Malo Gusto sędzia przyznał Forest rzut karny, który na drugą bramkę zamienił Igor Jesus.

To jednak nie był koniec, bowiem zaraz na początku drugiej cześci gry, goście wyprowadzili trzeci cios. Piłkę na skrzydle otrzymał Morgan Gibbs-White, który prostopadłym zagraniem w pole karne znalazł 28-letniego napastnika, który najpierw wyprzedził Trevoha Chalobaha, a następnie z bliskiej odległości zapisał na swoim koncie kolejne trafienie. Dwa strzały, dwa celne bramki. To się nazywa skuteczność.

Gol z Tottenhamem, asysta z Sunderlandem, dublet na Stamford Bridge. Taiwo Awoniyi jest ostatnio w znakomitej dyspozycji, a jego bramki z Chelsea pozwoliły odskoczyć podopiecznym Vítora Pereiry na sześć oczek względem West Hamu.

JÉRÉMY DOKU

Co to był za mecz Belga, to głowa mała! Zdecydowanie najjaśniejszy punkt w drużynie Pepa Guardioli. Dwa przepiękne trafienia „rogalem” w okienko bramki strzeżonej przez Jordana Pickforda. Najpierw otwierając wynik meczu, gdy Obywatele męczyli się ze strzeleniem pierwszej bramki. A później już w doliczonym czasie gry, zapewniając gościom remis z Evertonem, gdy desperacko szukali wyrównania.

To wszystko pomimo faktu, że Belg mógł w końcówce odczuwać skutki ataków przeciwników na swoje nogi – został aż siedmiokrotnie sfaulowany przez rywali. Do dwóch bramek dorzucił jeszcze cztery kluczowe podania, pięć udanych dryblingów i dwa odbiory. Drugie trafienie jest również trzecim najpóźniejszym golem Manchesteru City w historii ich występów w Premier League. Czy okaże się bramką na wagę mistrzowskiego tytułu czy też pozostanie bez większego znaczenia? Przekonany się pod koniec maja.

PRZEGRYWY

BART VERBRUGGEN

Podróż powrotna z położonego na północy Anglii Newcastle do leżącego na południowym wybrzeżu Brighton na pewno nie była dla Verbruggena przyjemna. Holenderski golkiper puścił trzy gole. Pierwszego z nich zawalił. Złe wyjście z bramki i utrata równowagi przy pierwszej akcji bramkowej Newcastle sprawiła, że Jacob Murphy mógł spokojnie dorzucić piłkę na głowę Willa Osuli, który miał przed sobą pustą bramkę.

Przy drugim trafieniu rywali, gdy Dan Burn uderzył głową po rzucie rożnym, rzucił się właściwie, gdy piłka była już w siatce. Przy trzecim golu z kolei próbował ratować błąd Jana Paula van Hecke, ale Harvey Barnes bez problemu go „przewiózł”, aby trafić do niestrzeżonej siatki. Może i nie należy tego uznać za błąd, ale wypadło ośmieszająco.

MALO GUSTO

Chelsea przegrywała z Nottingham Forest już w drugiej minucie meczu i choć ruszyła do ataków (m.in. Enzo Fernández trafił z dystansu w słupek), to sama sobie przysporzyła większych kłopotów jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa. Ciężko jest bowiem logicznie wytłumaczyć zachowanie Malo Gusto we własnej szesnastce. Przy dośrodkowaniu Dilane’a Bakwy Francuz zamiast spokojnie puścić grę, bowiem piłka raczej i tak wyszłaby za linię bramkową, postanowił sprawdzić wytrzymałość koszulki Taiwo Awoniyiego, który próbował do tej wrzutki dojść.

Nigeryjczyk wykorzystał głupotę gracza The Blues i padł na ziemię. Po analizie VAR Anthony Taylor ukarał Gusto żółtą kartką oraz podyktował jedenastkę dla Forest. Tą pewnie na bramkę zamienił Igor Jesus i na tablicy zrobiło się 0:2, zanim jeszcze na dobre spotkanie się zaczęło. Dyscyplina kulała za Enzo Mareski, kulała za Liama Roseniora i wciąż kuleje za kadencji Caluma McFarlane’a. A Liga Mistrzów to już chyba odjechała na dobre…

MARC GUÉHI

Niby już Manchester City, a jakby wciąż Londyn miał w serduszku… Obywatelom nie szło poniedziałkowego wieczoru na Hill Dickinson Stadium, ale w końcówce pierwszej połowy nastąpiło przełamanie za sprawą Jérémiego Doku. Natomiast wysiłki Belga w drugiej połowie zniweczył Marc Guéhi. Jedno niefrasobliwe i za lekkie podanie podanie w kierunku Gianluigiego Donnarummy było jak podanie tlenu umierającemu pacjentowi.

Błąd Anglika skrzętnie wykorzystał Thierno Barry, który wyskoczył zza jego pleców i pewnym strzałem pokonał włoskiego golkipera. Guéhi tuż po wykonaniu podania wiedział już, że popełnił niewybaczalny błąd. Od tego momentu Everton chwycił za lejce i wyprowadził jeszcze dwa ciosy. Przy drugim były gracz Crystal Palace też maczał palce, bo przegrał pojedynek w powietrzu z Jake’em O’Brienem.

Czy błąd Guéhiego zadecyduje o Mistrzostwie Anglii? Choć koledzy później finalnie doprowadzili do remisu 3:3, i tak jest na to spora szansa. To podanie będzie przypominane po latach jak słynne wybicie Johna Stonesa z linii bramkowej.