Utarło się, że aby utrzymać się w Premier League, należy zdobyć 40 punktów. Ta bariera wyrosła wręcz do miana legendarnej. Menedżerowie, a zwłaszcza dziennikarze, lubią podkreślać, że przekraczając tę barierę, zapewniają sobie błogi spokój. Jednak ostatnie lata pokazują, że do przetrwania wystarczy uzbierać tych oczek odrobinę mniej. Czasami 38, czasami 36, a w ubiegłym roku nawet mniej niż 30. Natomiast w aktualnych rozgrywkach tak niski wynik może nie wystarczyć. Dziś już wiemy, że West Ham, Tottenham, Nottingham Forest i Leeds, które uporczywie walczą, by nie znaleźć się pod kreską, będą potrzebować przynajmniej 33 oczek. A przecież każda z tych ekip (poza Leeds) ma przed sobą jeszcze pięć spotkań…

14 punktów straty do Spurs

Jeszcze trzy miesiące temu wydawało się, że walka o utrzymanie w Premier League jest niemalże rozstrzygnięta. W połowie stycznia, po rozegraniu 21 kolejek, West Ham wraz z Burnley i Wolves znajdowali się na samym dnie tabeli. Młoty miały siedem punktów straty do znajdującego się tuż nad strefą spadkową Nottingham Forest (21 pkt), osiem do Leeds United (22 pkt) i aż 13 do Tottenhamu (27 pkt) i 14 do Crystal Palace (28 pkt). Właśnie przegrały u siebie kluczowe stracie z Tricky Trees 1:2 po karnym w samej końcówce, wykorzystanym przez Morgana Gibbsa-White’a. Wydawało się, że kwestią czasu jest, kiedy swoją posadę straci Nuno Espirito Santo, a na London Stadium zawita już trzeci menedżer w ciągu pół roku.

Tabela Premier League w połowie stycznia po rozegraniu 21 kolejek obecnego sezonu. West Ham tracił do Tottenhamu 13 punktów. Tymczasem dziś są dwa punkty nad Kogutami. Żródło: Premier League.

To oznaczało niemalże pewny spadek. Spośród 24 poprzednich drużyn, które uzbierały 14 punktów w pierwszych 21 meczach sezonu Premier League (mowa tu o 20-osobowych kampaniach, gdy rozgrywa się 38 kolejek) tylko jednej z nich udało się oszukać przeznaczenie. W rozgrywkach 2004/05 West Brom prowadzony od listopada przez legendę Manchesteru United – Bryana Robsona, z Tomaszem Kuszczakiem na ławce rezerwowych – zaliczył jeden z największych powrotów w historii ligi, kończąc ostatecznie z 34 punktami – jednym oczkiem przewagi nad Crystal Palace i Norwich City oraz dwoma nad ostatnim Southampton.

Podobnie jak wówczas The Baggies, tak i podopieczni portugalskiego szkoleniowca odbili się od dna i weszli na właściwe tory. Od początku lutego West Ham pokonał Tottenham, Sunderland, Burnley czy Wolves, a po drodze jeszcze zremisował z oboma Manchesterami. W ciągu 12 kolejek uzbierali 18 oczek, wychodząc ponad kreskę i na ten moment okupując ostatnią bezpieczną lokatę. Przy nierównej formie Nottingham Forest, w którym w lutym ponownie wymieniono szkoleniowca, zwalniając Seana Dyche’a i zatrudniając w jego miejsce Vítora Pereirę – a także katastrofalnej formie ekipy z północnego Londynu, nagle otrzymali niewiarygodną szansę od losu.

W Spurs również doszło do kilku pożarów i zmian, ale pomimo tego wciąż nie udało im się wygrać ani jednego spotkania w tym roku. Podopieczni Thomasa Franka, później Igora Tudora, a obecnie Roberto de Zerbiego zdobyli w tym roku pięć punktów (a mamy końcówkę kwietnia) i grają już pod ogromną presją. Pereira w Forest zaczął źle (choć wygrał dwumecz z Fenerbahçe SK w Lidze Europy), ale najistotniejsze mecze rozstrzygnął na swoją korzyść – ogrywając Tottenham 3:0 przy N17, a ostatnio inkasując komplet w starciu z Burnley wygranym 4:1. Z kolei Leeds, jak długo nie mogli się przełamać – bez zwycięstwa w sześciu kolejnych spotkaniach – tak ostatnio pokonali w Teatrze Marzeń Manchester United (2:1) oraz na Elland Road Wolves (3:0). Na dziś sytuacja po 33 seriach gier (dla Leeds 34) wygląda bardzo intrygująco.

Dolna część tabeli Premier League na dzień 23 kwietnia 2026 roku. Żródło: Premier League.

40 punktów w Premier League już wcale nie takie potrzebne

Jeśli spojrzymy w historię, bariera 40 punktów ma w sobie coś magicznego i łatwo jest wziąć za pewnik. Tylko trzy razy w Premier League drużyna, która uzyskała taki lub wyższy rezultat, w następnym sezonie biegała po boiskach Championship. Ostatnim razem miało to miejsce jeszcze w sezonie 2002/03, kiedy z elity spadał West Ham. Mimo 42 oczek w tabeli i faktu, że przykładowe Leeds zaliczyło o trzy porażki więcej niż Młoty, los okazał się okrutny. Birmingham City, które zajęło ostatnie bezpieczne miejsce, wyprzedziło londyńczyków o dwa punkty. 44 oczka The Blues to najwyższy rezultat w dziejach ligi, jeśli chodzi o ekipę z 17. lokaty.

W erze 20-zespołowej Premier League, czyli od początku rozgrywek 1995/96, średnia liczba punktów potrzebnych do utrzymania wynosi 35,53, co poniekąd daje sporą nadzieję na przekroczenie tej poprzeczki dla Forest. Leeds może czuć się komfortowo, ponieważ z 39 oczkami po 33 meczach jeszcze nikt nie spadł. A uratowany remis w samej końcówce z Bournemouth dał im mityczną 40-stkę.

Ogólnie, w ciągu ostatnich dziewięciu sezonów, żadna drużyna nie zdobyła 36 lub więcej oczek, jednocześnie doświadczając spadku. W ciągu 30 lat obecnego formatu ligi 36 punktów zapewniało utrzymanie w 60% przypadków (18 razy). Ten wskaźnik oczywiście wzrasta wraz z większą liczbą oczek. 38 punktów wystarcza w 80%, a 40 punktów90%. Poza West Hamem tylko Sunderland w rozgrywkach 1996/97 i Birmingham City sezon później nie wywalczyły utrzymania mimo uzyskania dokładnie 40 oczek w obu przypadkach.

Histogram ukazujący liczbę punktów i liczbę sezonów, w których dana ilość oczek pozwoliłaby na utrzymanie. Aby czuć się bardzo komfortowo należy dobić do granicy 43, bowiem z taką liczbą jeszcze nikt nigdy nie spadł z ligi. Żródło: BBC.

Poprzednie dwie kampanie stanowiły pewnego rodzaju wyjątek i te „progi bezpieczeństwa” były znacząco obniżone. W sezonie 2023/24 do utrzymania wymagano jedynie 26 oczek, a w poprzednim 27. W obu przypadkach z ligi leciały wszystkie trzy beniaminki – odpowiednio Sheffield United, Burnley oraz Luton Town, a następnie Southampton, Ipswich Town oraz Leicester City, choć The Tractor Boys robią sporo, aby od sierpnia obok Coventry City znów zagrać w elicie. Tymczasem wcześniej tylko raz ten próg był niższy niż 30 oczek – w covidowych rozgrywkach 2020/21 wystarczyło uzbierać 29 punktów. Burnley, które zajęło wówczas 17. lokatę, pobiło ten wynik ze sporą nawiązką (39).

Punkty potrzebne do utrzymania w historii 20-zespołowej Premier League. W ostatnich latach widać wyraźną tendencję spadkową i odejście od mitycznej bariery 40 punktów. Źródło: BBC.

 

Można się tylko zastanawiać, czy oglądamy właśnie jedną z najlepszych batalii o utrzymanie w ostatnich latach. Choć patrząc na obecną dyspozycję Spurs, może ciężko w to uwierzyć, ale istnieje scenariusz, w którym 40 oczek nie wystarczy, aby pozostać w Premier League, co stanowiłoby pierwszy taki przypadek od wspomnianego West Hamu z kampanii 2002/03. Na dziś superkomputer Opty wylicza, że na koniec sezonu Forest powinni mieć 41,95 punktów, West Ham 38,48, a Spurs 36,92 i to właśnie gracze z N17 polecą do Championship. Są to oczywiście punkty oczekiwane (tzw. xPts), które oznaczają średnią liczbę punktów po przeprowadzeniu 10 000 symulacji reszty sezonu.

To kto finalnie spadnie do Championship?

Jeśli chodzi o rozkład szans na spadek, to Leeds mają 0,21%, Forest 4,27%, West Ham 38,58%, a Tottenham 56,93% (z kronikarskiego obowiązku warto wspomnieć, że matematycznie zagrożone jest jeszcze Newcastle United 0,01%). Tymczasem jeszcze w lutym szanse Młotów wynosiły blisko 71%, podczas gdy szanse Spurs w momencie zwolnienia Thomasa Franka ledwie 16%. To pokazuje, jak diametralnie odwróciły się role w tej batalii. W teorii wszystko powinno rozegrać się w Londynie, ale Tricky Trees wciąż muszą się mieć na baczności.

Patrząc na terminarz, to właśnie przed nimi stoi najtrudniejsze zadanie. Średnia pozycja zajmowana przez następnych przeciwników wynosi 8,4, bowiem zmierzą się jeszcze z Chelsea, Manchesterem United czy Bournemouth. Z kolei najprościej powinni mieć gracze Daniela Farke – oni podejmą u siebie Burnley, ale i mają przed sobą starcia za sześć punktów i ze Spurs (9 maja), i z West Hamem (24 maja). Względem stawki zagrają też jedną potyczkę mniej, bowiem w środę zremisowali na Vitality Stadium z 2:2.

Terminarze Leeds, West Hamu, Nottingham Forest oraz Tottenhamu do końca sezonu. W teorii najtrudniejsze zadanie stoi przed piłkarzami z City Ground. Źródło: Sky Sports.

Przed Spurs w najbliższy weekend starcie z Wolves (25 kwietnia). Jeśli i tutaj nie będzie kompletu oczek (pierwszego w tym roku), to ciężko będzie uwierzyć w powodzenie misji Roberto de Zerbiego. Gracze Nuno Espirito Santo mają w kalendarzu potyczkę z Arsenalem, ale wcześniej zagrają z Evertonem i Brentford, więc swój dorobek mogą nieco podreperować.

W ostatnim wydaniu magazynu „Monday Night Football” na antenie Sky Sports, Jamie Carragher oraz Dean Ashton zbawili się we wróżkę i spróbowali przewidzieć przebieg końcówki sezonu. Według nich wyróżnione tu kluby zakończą rozgrywki z następującą liczbą oczek (najpierw predykcja Carraghera, później Ashtona):

  • Leeds United – 45 punktów – 46 punktów,
  • Nottingham Forest – 43 punkty – 42 punkty,
  • West Ham – 41 punktów – 40 punktów,
  • Tottenham – 39 punktów – 36 punktów.

Jeśli miałbym postawić pieniądze, to myślę, że z ligi spadnie West Ham z 38 oczkami na koncie. Natomiast to jedynie przewidywania i za dwa tygodnie takie kalkulacje mogą nie mieć większego znaczenia. Życzyłbym sobie i Wam, abyśmy mieli walkę do samego końca i jeszcze 25 maja w grze były przynajmniej trzy zespoły. „Survival Sunday”, jak mawiają na Wyspach, zawsze smakuje wyjątkowo.