Porażka Arsenalu z Bournemouth stworzyła Manchesterowi City szansę na powrót do walki o tytuł mistrzowski – by realnie zbliżyć się do lidera, warunkiem była wygrana z Chelsea. Zespół Pepa Guardioli przez długie fragmenty kontrolował przebieg spotkania na Stamford Bridge, narzucał tempo i zamykał The Blues na własnej połowie, ale do przerwy brakowało konkretu pod bramką rywali. Przełamanie przyszło dopiero po zmianie stron. W 51. minucie Nico O’Reilly zrobił to, co w jego przypadku przestaje już być zaskoczeniem – lewy obrońca znalazł się tam, gdzie powinien być rasowy napastnik i z bliskiej odległości wykończył akcję, dając City prowadzenie.

Dla postronnych kibiców to obraz nietypowy. Dla O’Reillyego — firmowe zagranie. 21-latek w swoim pierwszym pełnym sezonie w seniorskiej piłce nie tylko udowadnia, że potrafi wyjść poza schemat przypisany do swojej pozycji, ale także systematycznie rośnie do roli jednego z najważniejszych piłkarzy drużyny Guardioli. W ostatnich tygodniach stał się zawodnikiem, który nie tylko daje liczby, lecz także nadaje rytm i inspiruje zespół w kluczowych momentach sezonu – sezonu, w którym Manchester City wciąż pozostaje w grze o krajowy tryplet i wygląda jak zespół, który wie, że jest na fali wznoszącej.

Pep Guardiola od lat redefiniuje rolę bocznych obrońców, czyniąc z nich jeden z najbardziej nieprzewidywalnych elementów gry swoich drużyn. Zejścia do środka, gra w ustawieniu z czterema środkowymi defensorami czy ustawianie zawodników w pozornie nienaturalnych sektorach boiska – to znaki rozpoznawcze jego ekip. W tym kontekście przypadek Nico O’Reillyego nie jest wyjątkiem, lecz kolejnym przykładem tej filozofii. 21-latek z objawienia pierwszych miesięcy sezonu wyrósł na jednego z trzech najważniejszych piłkarzy Manchesteru City, obok Erlinga Haalanda i Rayana Cherkiego. Co istotne, jego rola rośnie szczególnie teraz, gdy skuteczność Norwega nie jest już tak imponująca, jak na starcie rozgrywek, przynajmniej w rozgrywkach ligowych.

Paradoks polega na tym, że mówimy o nominalnym obrońcy – zawodniku, którego podstawowym zadaniem powinna być defensywa. Tymczasem O’Reilly coraz częściej definiowany jest przez to, co daje drużynie w ataku. Nie tylko regularnie pojawia się w polu karnym rywala, ale robi to z wyczuciem i skutecznością godną napastnika, wyłamując się z klasycznego postrzegania swojej pozycji.

Kontakty z piłką Nico O’Reilly’ego w Premier League w sezonie 2025/26. Grafika: OPTA

Obrońca, który myśli jak napastnik

Liczby tylko potwierdzają jego wpływ. W obecnym sezonie Premier League zdobył pięć bramek i zanotował trzy asysty – wynik więcej niż solidny jak na debiutancki, pełny sezon na seniorskim poziomie. Jeszcze większe wrażenie robi jednak kontekst tych trafień. O’Reilly dowozi w meczach o najwyższą stawkę. W starciu z Chelsea to właśnie on otworzył wynik, co ostatecznie poprowadziło zespół do przekonującego zwycięstwa.

Podobny scenariusz oglądaliśmy w finale Pucharu Ligi, gdzie młody Anglik został bohaterem, zdobywając dwie bramki przeciwko Arsenalowi. Obie padły w niemal identyczny sposób – po uderzeniach głową z najbliższej odległości. To prowadzi do naturalnego pytania: jak to możliwe, że lewy obrońca tak często znajduje się w sytuacjach typowych dla środkowego napastnika?

Odpowiedź kryje się w jego roli w drużynie. Guardiola wykorzystuje O’Reillyego jako zawodnika atakującego półprzestrzenie (strefy boiska między środkiem pola a bocznym sektorem), który wspiera skrzydłowego – najczęściej Jérémyego Doku – poprzez wbiegnięcia w pole karne, zamiast klasycznych obiegów za jego plecami. W systemie City to skrzydłowy utrzymuje maksymalną szerokość, a boczny obrońca operuje bliżej środka boiska, stając się dodatkowym zagrożeniem w okolicach pola karnego.

Nie bez znaczenia jest także jego przeszłość. O’Reilly przez lata w akademii Manchesteru City występował jako środkowy pomocnik, co dziś przekłada się na swobodę w grze kombinacyjnej i świetne poruszanie się na małej przestrzeni. Do tego dochodzą warunki fizyczne (193 cm wzrostu), które pozwalają mu dominować w pojedynkach powietrznych — co udowodnił choćby w finale przeciwko Arsenalowi.

Nico O’Reilly znacznie częściej wbiega w pole karne w półprzestrzeni, niż w formie obiegu za plecami skrzydłowego. Grafika: OPTA

Sekret pozycji O’Reilly’ego – dlaczego tak trudno go powstrzymać?

Jego profil doskonale oddają również dane. Według statystyków z Opty w ciągu 2134 minut rozegranych w tym sezonie Premier League wykonał aż 24 wbiegnięcia typu „underlap” (przed skrzydłowego bliżej środka boiska), niemal dwukrotnie więcej niż klasycznych obiegów (13). To bezpośrednio przekłada się na obecność w polu karnym — O’Reilly zanotował tam 76 kontaktów z piłką, co jest drugim wynikiem w lidze, ustępując jedynie Jurriënowi Timberowi (91).

Mimo stosunkowo niewielkiego doświadczenia Nico O’Reilly gra bez kompleksów — odważnie i bardzo progresywnie. Szczególnie widoczne jest to w jego współpracy z Jérémym Doku. Belg należy do najlepszych dryblerów w Premier League, co sprawia, że regularnie przyciąga podwojenia ze strony rywali. O’Reilly potrafi to czytać — wykorzystuje moment dezorganizacji defensywy i atakuje przestrzeń za plecami obrońców, często otrzymując prostopadłe podania w pole karne. Taki schemat mogliśmy zobaczyć choćby w meczu z Leeds United z listopada, gdzie jego timing i dynamika wbiegnięcia były kluczowe.

Nico O’Reilly korzysta w tym sezonie ze świetnej współpracy z Jeremym Doku. Grafika: The Athletic

Spotkanie z Chelsea pokazało jednak jeszcze jeden wymiar jego gry. O’Reilly coraz pewniej funkcjonuje jako drugi napastnik obok Erling Haalanda, wykorzystując swoje warunki fizyczne i instynkt do zajmowania odpowiednich pozycji w polu karnym. Pierwsze wyraźne sygnały tego trendu pojawiły się już w marcowym finale Pucharu Ligi przeciwko Arsenalowi. Od tego czasu jego ruch bez piłki stał się jednym z największych wyzwań dla defensyw rywali — trenerzy szukają odpowiedzi, jak kontrolować zawodnika, który nominalnie jest obrońcą, a często porusza się jak napastnik.

Nico O’Reilly bez problemu ominął krycie Andreya Santosa przy bramce na 1:0 w niedzielnym meczu z Chelsea. Zdjęcie: The Athletic.

Kluczowy element w decydującej fazie sezonu

Na Stamford Bridge za ograniczenie jego wpływu miał odpowiadać André Santos. Brazylijczyk przez długie fragmenty spotkania dobrze czytał grę i wspierał linię defensywną, jednak w kluczowym momencie zabrakło mu fizyczności i zdecydowania. Przy bramce O’Reillyego przegrał bezpośredni pojedynek, co otworzyło drogę do trafienia, które ustawiło przebieg meczu.

Przed Manchesterem City kluczowy etap sezonu. Potknięcie Arsenalu stworzyło realną szansę, by wrócić do gry o mistrzostwo, a bezpośrednie starcie obu drużyn w najbliższą niedzielę może mieć fundamentalne znaczenie dla układu tabeli. Pep Guardiola z pewnością liczy, że będzie mógł skorzystać ze swojego lewego obrońcy, który mecz z Chelsea zakończył z urazem mięśniowym.

— „Zaczął grać, gdy Rodri doznał kontuzji i od razu zrobił na mnie ogromne wrażenie. W meczu z Newcastle wystąpił jako defensywny pomocnik u boku Nico. To jego naturalna pozycja – potrafi grać w środku pola i jest obecny przy każdym dośrodkowaniu. W ofensywnych pojedynkach powietrznych jest naprawdę silny. W grze obronnej musi jeszcze się poprawić, ale jak dotąd jest dla mnie zaskoczeniem. Jego dotychczasowe występy w tym sezonie są niezwykłe” — zachwalał swojego podopiecznego Pep Guardiola po marcowym finale Pucharu Ligi.

O’Reilly w bardzo krótkim czasie stał się kimś więcej niż tylko obiecującym talentem — urósł do roli jednego z symboli tej drużyny i zawodnika, na którym kibice opierają swoje nadzieje. Jego rozwój przebiega w tempie, które trudno było przewidzieć, ale jednocześnie wpisuje się w narrację o piłkarzu „stworzonym” do wielkich rzeczy. Jeśli utrzyma obecny poziom, może odegrać kluczową rolę nie tylko w walce City o trofea, ale również na arenie międzynarodowej — gdzie coraz śmielej zaznacza swoją obecność w reprezentacji Anglii.

O Nico O’Reillym i meczu Manchesteru City z Chelsea rozmawialiśmy w ostatnim odcinku „Przerwy na Kawę”