Dekadę temu grali na piątym poziomie rozgrywkowym i kończyli rozgrywki w środku tabeli. Dziś są już pewni gry w Championship w przyszłym sezonie, co oznacza powrót na drugi poziom rozgrywkowy po 65 latach. Królowie stałych fragmentów gry, szukający nowych rozwiązań tam, gdzie brakuje pieniędzy, kolejny mądry klub na mapie piłkarskiej Anglii. Lincoln City to nazwa warta zapamiętania.
Rozpoczynając sezon z siódmym najniższym budżetem, mając w perspektywie rywalizację z Cardiff City, Luton Town czy Plymouth Argyle, ciężko myśleć o najwyższych celach. A jednak to właśnie Lincoln, pokonując Reading 2:1, jako pierwsze w tym sezonie przyklepało bezpośredni awans z League One. The Imps przedłużyli tym samym swoją serię meczów bez porażki do 24, wyrównując klubowy rekord. Awans absolutnie nie jest dziełem przypadku. Wygrali najwięcej meczów, strzelili najwięcej goli, stracili najmniej bramek i są na doskonałej drodze do przekroczenia bariery stu punktów w sezonie.
Kiedy słyszy się o Lincoln, część z Was skojarzy pewnie drużynę z sezonu 2016/17, która pod wodzą braci Cowley, Danny’ego i Nicky’ego awansowała do ćwierćfinału Pucharu Anglii, będąc pierwszym zespołem z non league od 103 lat, który dotarł tak daleko w rozgrywkach. Wywalczyli też wtedy awans do League Two, kładąc podwaliny pod dzisiejszy sukces. Sukces, wypracowany bez wielomilionowych transferów i zgoła odmienny od ubiegłorocznych dominatorów z trzeciej ligi: Birmingham City i Wrexham.
Wzmianka o zeszłosezonowych gigantach jest zresztą nieprzypadkowa, bo Lincoln to również klub, zarządzany przez Amerykanów. Od 2024 roku największym udziałowcem jest Harvey Jabara wraz z rodziną, a w lutym tego roku nowym prezesem klubu został Ron Fowler, który zwiększył swoje udziały do 25%, stając się drugim największym inwestorem. Mniejszościowym udziałowcem w klubie jest też między innymi Landon Donovan. Były zawodnik Evertonu pełni w zarządzie rolę doradcy.
🥂 @LincolnCity_FC are #SkyBetChampionship! ⬆️#EFL pic.twitter.com/CuJvjZMs5E
— Sky Bet League One (@SkyBetLeagueOne) April 6, 2026
Lincoln City to nowe Brentford? Już kradną im specjalistów od stałych fragmentów gry!
Mimo amerykańskiej kontroli budżet Lincoln ma się nijak do ligowej czołówki na trzecim poziomie rozgrywkowym, nie mówiąc nawet o Championship. Dyrektor sportowy The Imps Jez George cytowany przez The Athletic zdradził, że klub operował w tym sezonie na budżecie rzędu 5 milionów funtów, kiedy najbogatsze kluby w League One wydają nawet trzy razy tyle. Odnalezienie się w tej rzeczywistości i rywalizacja z bardziej zamożnymi wymaga więc kreatywnego i innowacyjnego podejścia. „Chcemy być zrównoważonym klubem Championship, więc cały czas myślimy, jak robić niektóre rzeczy inaczej” – mówił Guardianowi Jason Futers, odpowiedzialny za rozwój i innowacje.
W drużynie brakuje wielkich gwiazd. Zespół Michaela Skubali zdobył w tym sezonie 77 bramek, a żaden z piłkarzy nie ma jeszcze dwucyfrówki na swoim koncie. Ci najlepsi trafili do klubu w efekcie bardzo mądrego skautingu i analizy danych. Jack Moylan, autor 9 goli i 4 asyst grał wcześniej w lidze irlandzkiej. Ben House trafił do Lincoln z piątej ligi, z Eastleigh. George Wickens został podpisany, kiedy odrzucił propozycję nowego kontraktu od Fulham. Z kolei Adam Reach przeniósł się do klubu po wygaśnięciu umowy z Wycombe Wanderers. Jeden z bohaterów tego sezonu, Ivan Varfolomeyev został wyciągnięty ze Slovana Liberec za 350 tysięcy funtów. Przykłady takich ruchów można zresztą mnożyć.
Innowacyjne podejście nie dotyczy tylko rekrutacji. Praca nad stałymi fragmentami gry w Lincoln to wręcz religia. Zawodnicy uczą się ich w teorii i praktyce, a efekty są imponujące. W poprzednim sezonie strzelili 30 goli po zagraniach ze stojącej piłki, najwięcej spośród wszystkich profesjonalnych zespołów w Anglii. Była to niemal połowa ich 64 trafień. W tym sezonie strzelili już 26 goli po SFG, co stanowi 1/3 wszystkich bramek. Doskonała praca sztabu trenerskiego nie przeszła bez echa.
Można żartować, że w każdym klubie Premier League za stałe fragmenty gry odpowiada ktoś z przeszłością w Brentford, a Lincol również wysłało w świat swojego człowieka. W listopadzie Rangers postanowiło przejąć ich trenera od SFG, Scotta Fry’a, ale nie załamało to schematów na Sincil Bank. Jez George przyznał, że w tym przypadku są bardzo podobni do Brighton and Hove Albion, czy właśnie Brentford. Wierzą, że odpowiednia struktura jest w stanie pokonać każdą indywidualność i starają się być zawsze przygotowani na zastąpienie każdego kluczowego ogniwa.
https://twitter.com/LincolnCity_FC/status/2033113476621848676/video/1
Ma polskie korzenie i trenował reprezentację Anglii w futsalu
43-latek ma polskie korzenie, jego dziadkowie wyemigrowali w czasie II Wojny Światowej. Nigdy wcześniej nie pracował jako samodzielny menedżer. W przeszłości był nauczycielem WFu, tworzył angielską strategię gry futsalu i pracował w Leeds United, gdzie miał też okazję pracować jako caretaker. Wszystko zaczęło się jednak od pracy na uniwersytecie. To właśnie wtedy zaproponowano mu prowadzenie uniwersyteckiej drużyny Wielkiej Brytanii, podobną rolę, którą pełnił w przeszłości Graham Potter. Następnie powierzono mu poprowadzenie futsalowego programu FA. Był nie tylko trenerem reprezentacji Anglii, w której pracował między innymi z Maxem Kilmanem, ale pełnił też ważną rolę w rozwoju i popularyzacji dyscypliny na Wyspach.
„Kiedy wejdziesz w to na poważnie, zauważysz, że chodzi o nieustanny pressing i odzyskanie piłki. To gra bardzo szybkich wznowień, stałych fragmentów gry, bloków, krycia, dużo bardziej jak w koszykówce. To intensywna gra, szybka i bezpośrednia. Grający bez piłki musisz być w pełni skoncentrowany i nieustannie pracować. To bardzo fizyczna gra” – mówił Skubala w wywiadzie dla The Times.
Próbując zidentyfikować jego styl trenerski na dużym boisku, znajdziemy bardzo dużo podobieństw… O stałych fragmentach już było, ale należy dodać, że jego Lincoln to drużyna, która świetnie czuje się w fazach przejściowych, ale ma najniższe średnie posiadanie piłki w całym League One. To oscyluje zaledwie w granicach 42%. Trener przyznaje jednak, że bawią go komentarze, w których ktoś zarzuca, że nie chcą grać w piłkę. „Różnica jest taka, że chcemy atakować szybko, że chcemy być agresywni. Jesteśmy gotowi zaryzykować więcej, żeby ruszyć do przodu i strzelić gola”.
Skubala przywrócił drugi poziom rozgrywkowy do Lincoln po 65 latach. Kameralny LNER Stadium będzie najmniejszym obiektem w przyszłym sezonie Championship. Spotkania The Imps może oglądać na nim niespełna 11 tysięcy widzów. W przyszłości może okazać się za mały, zwłaszcza jeżeli klub zrobiły kolejny niesamowity krok na swojej drodze.
Lincoln City are back in the second tier for the FIRST TIME since 1961! 🤩👏 pic.twitter.com/UANjdgLWzR
— Sky Sports Football (@SkyFootball) April 6, 2026
