Sobotni wieczór po raz kolejny przyniósł kibicom Chelsea ogromne rozczarowanie. Ekipa The Blues poległa w wyjazdowym spotkaniu ligowym z Evertonem 0:3. Liam Rosenior, wokół którego zbierają się czarne chmury, w pomeczowych wypowiedziach próbował tonować nastroje fanów.

W 31. kolejce Premier League przyszedł czas, aby zespół Chelsea zmazał plamę z rozczarowującego dwumeczu Ligi Mistrzów przeciwko PSG i wrócił na zwycięską ścieżkę. Swoje sobotnie spotkanie The Blues rozegrali na Hill Dickinson Stadium, gdzie przystąpili do walki z Evertonem Davida Moyesa. Gospodarze zaprezentowali się o wiele lepiej na tle Londyńczyków, pomimo wyższego posiadania piłki drużyny Liama Roseniora. Niespodziewanym bohaterem The Toffees okazał się Beto. 28-letni napastnik zakończył spotkanie z dubletem i asystą przy pięknej bramce Ilimana Ndiaye’a, co w rozrachunku zapewniło Evertonowi zwycięstwo 3:0 przed własną publicznością.

Zawodnicy Chelsea nie mogli się odnaleźć na boisku i notowali sporo niewymuszonych błędów, które skrzętnie wykorzystywał Everton. W drugiej połowie meczu świeżość w formacji ofensywnej po wejściu z ławki rezerwowych wniósł Estevao, lecz to nadal było za mało, aby The Blues nawiązało kontakt z rywalami. Dla ekipy ze Stamford Bridge jest to czwarta porażka z rzędu we wszystkich rozgrywkach. To pierwsza taka sytuacja w przypadku Chelsea od 1993 roku.

Sytuacja klubu ponownie staje się trudna do zaakceptowania przez kibiców. Coraz częściej pojawiają się wątpliwości wśród angielskich ekspertów, czy Liam Rosenior to właściwy człowiek na właściwym miejscu. W pomeczowym wywiadzie dla Sky Sports menedżer The Blues próbował uspokoić fanów i w nieoczekiwany sposób tłumaczyć swoje obecne położenie.

„Dzieli nas niewiele punktów od awansu do Ligi Mistrzów. Wciąż uczę się tego klubu. Było wokół niego wiele hałasu, dużo negatywnych głosów. Słusznie dotyczyły one naszych występów w ostatnich tygodniach. Odkąd dołączyłem do klubu, rozegraliśmy do tej pory 10 meczów w lidze. Zdobyliśmy w nich 17 punktów. Myślę, że w tym czasie jesteśmy czwartą najlepiej punktującą drużyną w Premier League.

Trzeba zatem zapomnieć o hałasie z zewnątrz. Musimy zachować pewność siebie i spokój. Przerwa reprezentacyjna nadchodzi prawdopodobnie w odpowiednim momencie, abyśmy mogli naładować energię i ponownie przystąpić do naprawdę ważnego okresu w sezonie”.

Szkoleniowiec Chelsea w rozmowie z dziennikarzami stanął w obronie swoich zawodników. W rywalizacji z Evertonem zastosował inne rozwiązania taktyczne, za które jego zdaniem to on powinien otrzymywać słowa krytyki. Rosenior wierzy również, że atmosfera wewnątrz szatni nie wskazuje na rezygnację z dalszej walki w końcówce sezonu.

„W stu procentach odpowiedzialność spoczywa na mnie. Graliśmy w inny sposób, dziś ustawiliśmy drużynę nieco głębiej w formacji 4-4-2. Myślałem, że czujemy się komfortowo w tym systemie. Pierwszą bramkę straciliśmy, gdy czuliśmy się najbardziej swobodnie, a różnica znów tkwiła w tym, że w obu polach karnych przeciwnicy byli skuteczni. Trzeci gol Ndiaye’a padł dzięki jego fantastycznemu wykończeniu. Stwarzaliśmy własne okazje, zwłaszcza w pierwszej połowie, ale jeżeli ich nie wykorzystujesz, w konsekwencji przegrywasz spotkania”.

„Zespół ma obecnie opuszczone głowy. To nie wynika jednak z braku zaangażowania. Nie widzę, żeby ktokolwiek się poddawał. Chłopaki starają się, ale to nie jest wystarczające, abyśmy znaleźli się na upragnionym miejscu”.