Gdy Jose Mourinho obejmował stery na Old Trafford, reakcje fanów były w znacznej większości pozytywne. Mogło być już przecież tylko lepiej, a przesiąknięci oglądaniem beznadziejnej i nudnej piłki liczyliśmy na pozytywne zmiany.

Byli jednak tacy, którym głos w głębi duszy mówił, że woleliby w United Pepa Guardiolę, a ja należałem zdecydowanie do tego obozu i było mi zwyczajnie szkoda decyzji Katalończyka. Nie mówię tego jednak, by teraz zgrywać eksperta-jasnowidza, który będzie powtarzał „a nie mówiłem”. Nie mogę tego zresztą zrobić, bo po pierwszych meczach debiutanckiego sezonu Mourinho na Old Trafford stwierdziłem, że może jednak to czerwona część Manchesteru podjęła lepszą decyzję. Dziś już wiem, że było to tylko chwilowe zauroczenie, stymulowane radością, że przynajmniej nie grają już tak nudnej piłki jak wcześniej. Czar prysł w tym sezonie.

Brak pierwszego miejsca i dominacja City nie determinuje mojej niechęci do Portugalczyka. Przed obecnym sezonem jasno określiłem cel, który usatysfakcjonowałby mnie jako kibica. Liczyłem i nadal liczę na TOP3 Premier League, a mistrzostwo byłoby niczym więcej niż miłym zaskoczeniem. W czym więc jest problem?

Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że problem leży w stylu i mentalności. Czuję się rozczarowany zimną kalkulacją i ciułaniem punktów, bo zakochałem się w innej drużynie. Szalona, lubiąca ryzyko i pewna siebie miłość zmieniła się w leżącą na kanapie starą, która dzień w dzień odbębnia swoje minimum, a potem leży na kanapie. Jestem bardzo ciekawy co myśli sobie Sir Alex Ferguson, gdy ogląda potyczki Czerwonych Diabłów z mocnymi rywalami. Niejednokrotnie mówił jak ważna jest walka i pewność siebie, a musi dziś oglądać United, które boi się Chelsea, Liverpoolu i City.

Niemożliwe jest zbudowanie długofalowej pewności siebie w zawodnikach, gdy nie pozwala im się podjąć rękawicy z silniejszymi zespołami, tylko każe się bronić. Przecież to jest nic innego jak głośne przyznanie się do tego, że jesteśmy słabsi, więc musimy się bronić. Smutny jest fakt, że jako Czerwony Diabeł wolę oglądać mecze Liverpoolu, bo choć mają fatalną obronę i zdarza im się frajersko przegrać to patrzę na zespół, w którym co najmniej połowa zawodników gryzie trawę i nie kalkuluje.

Chelsea ma swój styl, Liverpool ma swój, City także, a jaki jest styl United? Jest to droższa kopia West Bromu lub Stoke, tylko więcej w tym finezji i głośnych nazwisk. Wielokrotnie, gdy dzieliłem się moją opinią z innymi kibicami United, słyszałem coś w stylu ‘’liczą się przecież punkty, a Mourinho robi swoje’’. Nigdy nie zrozumiem takiego podejścia, bo gdyby chodziło tylko o punkty, to po co oglądać w ogóle spotkania? Nie lepiej śledzić sobie jedynie wyniki i tabele? Przecież tylko to się liczy.

Zazdroszczę kibicom City tego, że mogą oglądać ciekawe widowiska, a zdobywane w nich punkty to tylko dodatek. Dwa punkty przewagi, dziesięć punktów przewagi, mecz ze Swansea, mecz z United – wszystko jedno, bo ekipa Guardioli na 90% zagra w każdej z tych czterech sytuacji podobnie. Punkty są ważne, ale nie bardziej niż wzbudzanie respektu u przeciwników i ich psychiczne zdominowanie. Robił to przez lata Ferguson i robi to w tym sezonie Guardiola, a Mourinho nawet nie ma zamiaru spróbować.

Gdybym był fanem Tottenhamu, to byłbym bardzo zadowolony ze zdobytego niedawno drugiego miejsca. Jeśli United zdobędzie drugie miejsce w tym sezonie, to nie będzie mi ono kompletnie smakować. I nie chcę przez to powiedzieć, że fanów United i Kogutów różnią ambicje, bo przez ostatnie lata są one podobne. Tottenham był w minionym sezonie świetnie grającą ekipą, która w pełni zasługiwała nawet na tytuł, ale Chelsea była niesamowita. Nikt nie mógł jednak zarzucić im, że zabrakło w nich determinacji. Obecnie to City dominuje ligę, a piłkarze drugiej w tabeli drużyny mogą zadawać sobie tylko pytania, czy gdyby nie stawiali autobusów w meczach z Chelsea, Liverpoolem i City, to wszystko potoczyłoby się inaczej?

Coraz bardziej staję się gorącym zwolennikiem odejścia Mourinho, ale nie ze względu na to, że uważam go za słabego menedżera. Sądzę, że nie nadaje się on kompletnie do filozofii United, a to ona ma być kluczowa. Żaden zawodnik i żaden trener nie powinni być nigdy więksi niż klub i jego filozofia. Najbardziej jednak boję się tego, co Portugalczyk może po sobie zostawić. Spalona ziemia to nie najlepsza perspektywa, ale być może znajdzie się ktoś, kto na niej coś stworzy. Czemu nie miałby to być Pochettino?