Perspektywa spadku jednego z klubów Big Six do Championship powinna być nieprawdopodobna, biorąc pod uwagę zasoby finansowe jakimi owe zespoły dysponują. Mimo to czarne chmury zebrały się nad Tottenhamem, a widmo pożegnania się z Premier League zagląda im w oczy. Potencjalna gra na drugim szczeblu będzie dla Kogutów nie tylko olbrzymim ciosem wizerunkowym, ale również katastrofalnie wpłynie na stan kasy klubu.

Spurs zarobili w zeszłym roku 690 milionów funtów, co plasuje ich na dziewiątym miejscu w klasyfikacji generalnej wśród klubów grających w Europie. Według analizy BBC, potencjalna redukcja wpływów w razie spadku może wynieść łącznie nawet 261 milionów funtów.

Jednym z kluczowych obszarów, w którym Tottenham zdobywa pieniądze, są wpływy z biletów, które w zeszłym sezonie przyniosły 130 milionów funtów. W wypadku gry z zespołami Championship, wejściówki na mecze będą kosztować znacznie mniej, a ludzie nie będą przychodzić na stadion warty 1 miliard funtów tak tłumnie, jak dotychczas.

Umowy sponsorskie z Nike i AIA, łącznie warte około 70 milionów funtów rocznie, stracą na wartości ze względu na klauzule spadkowe. Tottenham nie miałby też dostępu do środków generowanych z lukratywnych kontraktów Premier League na transmisje krajowe i międzynarodowe oraz dziesiątek milionów dolarów, które klub zarabia na transmisjach meczów Ligi Mistrzów (chyba, że udałoby im się wygrać cały turniej, co wydaje się mało prawdopodobne).

Koguty wygrały w tym sezonie zaledwie siedem meczów, a przed nimi wciąż spotkania ligowe z m.in. Chelsea czy Liverpoolem. Kadra Spurs jest mocno przetrzebiona przez kontuzje, a dostępni zawodnicy w najbliższych dniach nie mogą liczyć na wiele czasu do regeneracji, gdyż w przyszłym tygodniu zagrają przeciwko Atletico Madryt w Lidze Mistrzów. Aktualnie wszystko wskazuje na to, że o miejsce dające utrzymanie w Premier League, drużyna Igora Tudora będzie walczyć z Leeds United, Nottingham Forest i West Hamem.