Arsenal po raz trzeci z rzędu znajduje się w bezpośredniej walce o mistrzostwo Anglii. W poprzednich sezonach druga część rozgrywek przynosiła jednak momenty słabości, które ostatecznie kosztowały klub zdobycie tytułu. W obecnym sezonie Kanonierom pozostało do rozegrania ostatnie 9 spotkań, podczas gdy Manchester City ma ich przed sobą jeszcze 10. Arsenal ma pięć punktów przewagi i bezpośredni mecz z City na swojej drodze. Sytuacja jest korzystna, lecz historia ostatnich lat oraz narastająca potrzeba kontroli Mikela Artety każą postawić pytanie: czy Arsenal ponownie stanie się ofiarą własnych mechanizmów?

2022/23 – młodość i załamanie na finiszu

W sezonie 2022/23 Arsenal przez większą część rozgrywek był liderem Premier League. W pewnym momencie miał osiem punktów przewagi nad Manchesterem City i wydawało się, że kontroluje sytuację. Zespół grał dynamicznie i bez kompleksów – pressing był intensywny, ataki szybkie, a ruch wokół Martina Ødegaarda i Bukayo Saki regularnie rozrywał defensywy rywali.

W kwietniu pojawiło się jednak pęknięcie. Remis 2:2 z Liverpoolem na Anfield, mimo prowadzenia 2:0, był pierwszym ostrzeżeniem. Potem przyszły kolejne straty punktów – z West Hamem i Southampton – również po meczach, w których Arsenal obejmował prowadzenie. Kulminacją była wyraźna porażka z Manchesterem City w bezpośrednim starciu.

Drużyna zaczęła grać bardziej zachowawczo, jakby ciężar sytuacji wpływał na decyzje podejmowane na boisku. Prowadzenie nie prowadziło już do dalszej dominacji, lecz do ostrożności i nerwowości. Sezon ten pokazał, że w walce o mistrzostwo równie istotna jak system i jakość piłkarska jest odporność mentalna.

2023/24 – perfekcyjna seria, ale wciąż za mało

Kolejny sezon był wyraźnym krokiem naprzód pod względem dojrzałości. Arsenal wygrał 16 z ostatnich 18 meczów i zdobył 89 punktów – wynik, który w wielu sezonach Premier League dawałby mistrzostwo. To był prawdopodobnie najlepszy okres w erze Mikela Artety. Zespół był stabilniejszy, bardziej konsekwentny i nie przeżył wyraźnego załamania na finiszu.

A jednak Manchester City zdobył 91 punktów. Dwa więcej – i to wystarczyło.

Granica między sukcesem a niedosytem znów okazała się minimalna. Arsenal był znakomity, momentami niemal bezbłędny, ale w rywalizacji z projektem Guardioli nawet „prawie perfekcja” nie wystarczyła.

Obsesja kontroli jako reakcja na przeszłość

Doświadczenia dwóch poprzednich sezonów wyraźnie wpłynęły na sposób budowania zespołu. Naturalną reakcją na utratę tytułu w końcówce było zwiększenie kontroli nad każdym elementem funkcjonowania drużyny. Arteta – określany w analizie opublikowanej na łamach „The Independent” jako menedżer obsesyjnie skupiony na maksymalizowaniu prawdopodobieństwa sukcesu – stara się minimalizować ryzyko poprzez zarządzanie detalami: rotacją, obciążeniami, strukturą gry i dyscypliną taktyczną.

Problem polega na tym, że – jak zauważono w tej analizie – Arsenal stał się momentami „tak kontrolowany, że zaczyna być ograniczony”. Zespół bywa zbyt zdyscyplinowany, jakby każdy ruch był zaplanowany z wyprzedzeniem. Spontaniczność, która była jego siłą w sezonie 2022/23, bywa zastępowana kalkulacją.

Remisy z Wolves (2:2) i Brentford (1:1) stały się symbolicznymi przykładami tego zjawiska. Arsenal prowadził w obu spotkaniach, lecz zamiast utrzymać tempo i dominację, zwolnił grę i oddał inicjatywę. To nie były porażki taktyczne, lecz momenty, w których nadmierna kontrola zaczęła ograniczać naturalność zespołu.

Problem z „killer instinct”

W tej samej analizie The Independent, zwrócono uwagę na rozkład tzw. „goli kluczowych” – bramek otwierających wynik, wyrównujących lub dających zwycięstwo.

Najwięcej takich trafień mają Martin Zubimendi, Mikel Merino i Gabriel – po trzy każdy. To znamienne, ponieważ mówimy o zawodnikach środka pola i defensywy. Wśród ofensywnych liderów liczby są skromniejsze: Leandro Trossard, Bukayo Saka i Viktor Gyökeres mają po dwa takie gole (jedno z trafień Gyökeresa padło z rzutu karnego).

Ten rozkład rodzi pytanie o brak wyraźnego egzekutora. W mistrzowskich drużynach zwykle istnieje zawodnik, który w kluczowym momencie przechyla mecz na swoją stronę. Arsenal ma wielu jakościowych piłkarzy, ale wciąż nie widać jednoznacznego lidera odpowiedzialnego za decydujące momenty.

Stałe fragmenty jako broń – i sygnał ostrzegawczy

Warto jednak spojrzeć na jeszcze jeden aspekt ofensywy Arsenalu. Kanonierzy zdobyli już 16 bramek po rzutach rożnych w obecnym sezonie Premier League, co jest najlepszym wynikiem w lidze. To oczywiście świadczy o ogromnej sile drużyny w stałych fragmentach gry i o pracy sztabu szkoleniowego, w którym za ten element odpowiada Nicolas Jover. Arsenal od dłuższego czasu uchodzi za jedną z najbardziej groźnych ekip w Europie przy rzutach rożnych.

Z drugiej strony ta statystyka mówi również coś o problemach zespołu w grze otwartej. Coraz częściej zdarza się, że stałe fragmenty stają się głównym źródłem bramek, co może sugerować trudności z regularnym kreowaniem klarownych sytuacji z gry. Dobrym przykładem był ostatni ligowy mecz z Chelsea, wygrany przez Arsenal 2:1. Co ciekawe, wszystkie trzy bramki w tym spotkaniu padły po rzutach rożnych – dwie dla Arsenalu oraz jedna samobójcza. W praktyce oznacza to, że Kanonierzy byli autorami wszystkich trafień w tym meczu.

Taki obraz gry ma jeszcze jeden efekt uboczny. Dominacja Arsenalu w stałych fragmentach sprawia, że przeciwnicy coraz częściej zaczynają zwracać uwagę nie tylko na samą jakość wykonania, lecz także na sposób ustawiania się zawodników w polu karnym. Dyskusje o blokowaniu obrońców, zasłonach i interpretacji przepisów przy rzutach rożnych pojawiają się coraz częściej, co sprawia, że poza boiskiem lista rywali Arsenalu zdaje się stale wydłużać.

9 ostatnich meczów – realny test mistrzowski

Arsenalowi zostało 9 spotkań. Manchester City ma ich 10, w tym jedno zaległe. Matematycznie przewaga pięciu punktów daje Kanonierom komfort, ale kalendarz i bezpośrednie starcie z City sprawiają, że margines błędu wciąż istnieje.

Presja lidera działa inaczej niż presja zespołu goniącego. Lider zaczyna kalkulować, myśleć o tym, czego nie stracić. W obecnym sezonie widać symptomy podobnego mechanizmu – większa ostrożność i mniejsza spontaniczność przy prowadzeniu.

Jeśli historia miałaby się powtórzyć, przewaga może szybko stopnieć – zwłaszcza przy różnicy jednego rozegranego meczu.

Czy to wciąż najlepsza wersja Arsenalu?

Kadrowo Arsenal jest dziś najmocniejszy od lat. Drużyna jest bardziej doświadczona niż w 2022 roku i stabilniejsza niż w 2023. Skład został poszerzony, zwiększono rotację i zabezpieczono kadrę przed kontuzjami.

Jak jednak zauważono w analizie, zwiększono liczby, lecz niekoniecznie podniesiono jakość w decydujących momentach. Arsenal wygląda na zespół bardzo dobrze zarządzany, ale momentami mniej instynktowny niż wcześniej.

Tytuł jest bliżej niż kiedykolwiek – ale wymaga odwagi

Arsenal ma przewagę punktową, doświadczenie dwóch nieudanych prób i realną szansę na przełamanie. Wszystko jest w ich rękach – choć matematyka przypomina, że City ma jeszcze jedno spotkanie więcej do rozegrania.

Kluczowe pytanie brzmi: czy potrzeba kontroli nie stanie się przeszkodą w momencie, gdy potrzeba odwagi? Czy zespół pozwoli sobie grać z naturalnością, która wcześniej była jego największym atutem?

Najbliższe tygodnie pokażą, czy Arsenal wyciągnął wnioski z przeszłości – czy też historia ponownie zatoczy koło.