Istnieje możliwość, że będę chciał wrócić do klubowej piłki, ale nie w ciągu najbliższych dwóch i pół roku” powiedział po niedawnym losowaniu Ligi Narodów Thomas Tuchel. Grupowi rywale zeszli na dalszy plan, a Niemiec musiał zmierzyć się z pytaniami, czy przypadkiem nie rozmawiał z jakimkolwiek klubem przed podjęciem decyzji o przedłużeniu kontraktu z Reprezentacją Synów Albionu. Choć pierwotnie podpisał on półtoraroczną umowę, zarówno on, jak i FA, podjęli decyzję o kontynuowaniu współpracy (przynajmniej na papierze) do czasu współorganizowanego przez Anglię Euro 2028. Nawet jeśli 52-latek wciąż bije się z myślami, aby do futbolu w klubowym wydaniu jeszcze powrócić.

Najtrudniejszy zawód świata

Niedawno dziennikarze The Athletic opublikowali artykuł, w którym próbowali odpowiedzieć na pytanie, która praca w zawodowym sporcie jest najtrudniejsza. Pod lupą znalazły się głównie największe zespoły na świecie z najbardziej popularnych dyscyplin jak piłka nożna, koszykówka, futbol amerykański lub królowa motosportu. Ekipy stanowiące synonim najwyższych standardów, ale i posiadające rzeszę fanów i sponsorów oczekujących ciągłych sukcesów. W czołówce rankingu uplasowały się posady m.in. menedżera Manchesteru United, Chelsea oraz Realu Madryt, szefa stajni Ferrari w F1 czy pierwszego trenera New York Jets w NFL.

Jednak na samym szczycie znalazło się stanowisko selekcjonera piłkarskiej Reprezentacji Anglii. Kadry narodowej, która notabene wygrała w swojej historii zaledwie jeden tytuł. Przeszło 60 lat temu. Pomimo tego faktu za każdym razem, gdy jedzie na wielką imprezę, towarzyszy jej hasło „Football is coming home!”. Niemiec, obejmując ekipę Trzech Lwów w styczniu 2025 roku, zapewne zdawał sobie sprawę, na jaką presję będzie narażony.

Zresztą jest menedżerem bardzo pewnym siebie i swoich umiejętności. Doskonale wie, jak zdobywać trofea – bowiem zdobył ich w karierze aż 11 – ale zawód selekcjonera to trochę inna bajka. Ciężej utrzymać więzi z podopiecznymi, których na co dzień się widzi jedynie przed ekranem telewizora. Trudniej wyćwiczyć konkretne schematy taktyczne, jeśli zgrupowanie rozpoczyna się w poniedziałek, a już w czwartek rozgrywasz mecz. Vicente del Bosque, Guus Hiddink albo Marcelo Lippi doskonale poradzili sobie z tym przejściem. Hiszpan i Włoch zdobywali tytuły Mistrzów Świata. Ale są i tacy, jak choćby Hansi Flick czy Fabio Capello, którzy wynikowo nie dowieźli.

W brytyjskiej prasie pojawiało się wiele znaków zapytania wobec 52-latka. Zwłaszcza że porażkami kończyły się kadencje dwóch dotychczasowych zagranicznych szkoleniowców – Svena-Görana Erikssona oraz właśnie Capello. Czy nie zanudzi się podczas długich okresów bez kolejnych spotkań? Czy nie poczuje pragnienia szybkiego powrotu do piłki klubowej, gdy zadzwoni któryś z europejskich gigantów?

Natomiast na ten moment przedłużenie umowy stawia sprawę dość jasno. Być może Tuchel nie przeobraził się dotąd w gorącego orędownika reprezentacyjnego futbolu, który jest bardziej specyficzny, ale i nudniejszy, dla kogoś przyzwyczajonego do 50-60 spotkań w sezonie. To jednak znak, że na tym etapie kariery charakter aktualnej pracy mu jak najbardziej odpowiada.

Misja dla rodaka, zadanie dla obcokrajowca

W przeciwieństwie do rodzimego selekcjonera były opiekun PSG czy Chelsea nie żyje z przeświadczeniem, że ma misję, by uzdrowić futbolowe serca Anglików i potwierdzić ich nadrzędną rolę w świecie piłki. Premier League bezsprzecznie wyrosła na najpotężniejszą krajową ligę świata. Pod kątem zainteresowania kibiców, jak i wpływów finansowych odjechała reszcie lig TOP 5. Synowie Albionu aż takim hegemonem się nie stali i pod względem trofeów pozostają w cieniu Hiszpanów, Francuzów czy Argentyńczyków. Natomiast obcokrajowiec patrzy na to z innej perspektywy. Dla niego to wciąż istotne, ale tylko kolejne zadanie.

Tuchel w tym momencie wygląda na kogoś, kto zdał sobie sprawę, że na dziś kolejne dwa lata jako opiekuna kadry Synów Albionu to lepsze rozwiązanie niż powrót do chaosu panującego w klubowej piłce. W dodatku dysponuje prawdopodobnie jeszcze bardziej utalentowanym pokoleniem niż taki Eriksson na Pucharze Świata w 2006 roku. Kieruje absolutnie topową drużyną na czele z Cole’em Palmerem, Harrym Kane’em, Judem Bellinghamem czy Declanem Rice’em.

Tymczasem jego ostatnie klubowe przygody kończyły się gabinetowymi wojnami. W Paryżu pokłócił się z dyrektorem Leonardo, oskarżając go, że klub traci zbyt wielu zawodników za darmo. Z Chelsea pożegnano go zaledwie po siedmiu meczach nowego sezonu, ponieważ nie do końca chciał się podporządkować rządom Tooda Boehly’ego. W Bayernie po odpadnięciu z Ligi Mistrzów z Manchesterem City poinformowano, że odejdzie wraz z końcem sezonu. Po czym wobec braku kandydatów zarząd wysłał zapytanie, czy jednak nie chciałby wrócić do rozmów.

Owszem, zarządzanie Reprezentacją Anglii na turnieju jest niezwykle stresujące. Szczególnie jeśli wyniki nie układają się po Twojej myśli. Tego jeszcze niedane mu było doświadczyć, ponieważ prowadził zespół jedynie w eliminacjach. Mimo to główna impreza zdarza się tylko raz na dwa lata. A klubowa piłka nie ma wytchnienia. Krajowe rozgrywki są istotne. Liga Mistrzów jest istotna. Klubowe Mistrzostwa Świata są istotne. Konferencje prasowe są istotne. A nad sobą znajduje się jeszcze właściciel, który oczekuje zwycięstw tu i teraz. No i oczywiście dyrektor sportowy, który lubi podejmować ważne decyzje, ale rzadko kiedy lubi brać za nie odpowiedzialność.

Dziś mamy końcówkę lutego, a w ostatnich dwóch miesiącach doszło do sporych zawirowań w Chelsea, Manchesterze United, Realu Madryt i Tottenhamie. Xabi Alonso i Thomas Frank przychodzili przecież tego lata. Na City Ground Evangelos Marinakis potrafił zwolnić trzech „stałych” szkoleniowców do połowy lutego. A Thomas Tuchel w spokoju może zająć się marcowymi sparingami, obserwacją podopiecznych, wyborem finalnej kadry i rozpisaniem planu przygotowań do czerwcowego Mundialu.

Tuchel dziś pragnie unikać zgrzytów i zawirowań

Nie wiedziałem dokładnie, co mnie czeka jako menedżera reprezentacji. Zajęło mi kilka miesięcy, zanim to zrozumiałem. Gdy tylko nadszedł bardziej wymagający okres (meczów) we wrześniu, październiku i listopadzie, to właśnie wtedy poczułem najsilniejszą więź z zawodnikami i samą pracą”.

Od tamtej pory byłem w pełni przekonany, by iść o krok dalej. Oczywiście, pierwszym celem były i wciąż są Mistrzostw Świata. Taki był mój pierwszy zamysł – dlatego podpisałem 18-miesięczny kontrakt. Natomiast kiedy zaczęliśmy ponownie rozmawiać, wydawało mi się, że FA jest gotowa kontynuować współpracę, a ja nie wahałem się ani chwili, aby pozostać na kolejne dwa lata” – mówił w rozmowie po losowaniu Ligi Narodów.

W topowych klubach coraz częściej brakuje stabilizacji. Rzadko zdarza się, aby ktoś otrzymał taki kredyt zaufania jak Mikel Arteta w Arsenalu. By ktoś u góry nie zdecydował się na zmianę obranego kierunku, gdy nadejdzie słabszy okres. Praca na Old Trafford czy Stamford Bridge oznacza, że w każdym momencie, gdy menedżer zacznie stawiać opór, następnego dnia zobaczy na biurku wypowiedzenie. Spurs sami nie wiedzą, czego chcą i na ten moment balansują na krawędzi utrzymania. Newcastle United ma ograniczenia budżetowe. Na Santiago Bernabeu nie mieli skrupułów, by rozstać się z Xabim Alonso, który niedawno przecież przeszedł przez ligową kampanię bez porażki.

Serie A mogłaby być dla Tuchela w miarę atrakcyjnym kierunkiem, bowiem tam jeszcze nie pracował. Juventus? Może AC Milan? Aczkolwiek, na Półwyspie Apenińskim nie otrzyma wystarczających środków, by na poważnie rywalizować w LM. We Francji jest tylko Paris Saint-Germain, z którego odszedł w gęstej atmosferze kilka miesięcy po doprowadzeniu zespołu do lizbońskiego finału. Na ojczystej ziemi pracował już i w Borussii, i w Bayernie. 52-latek nie wygląda na kogoś, kto chciałby objąć mniejszy i bardziej wymagający projekt. Po odejściu z 1. FSV Mainz 05 prowadził właściwie samą śmietankę. Nawet jak objął reprezentację, to zaczął z najwyższej półki.

Zarządzanie kadrą długo przedstawiano jako zajęcie dla starszych trenerów – którym bliżej do emerytury – zmęczonych latami pracy na wysokich obrotach. Dziś jednak Julian Nagelsmann, który w lipcu skończy dopiero 38 wiosen, przygotowuje się do drugiego turnieju za sterami Die Mannschaft. Luis Enrique, gdy po raz pierwszy obejmował La Furia Roja po przygodzie na Camp Neu, miał na karku 48 lat. Po Mundialu w Katarze wrócił do piłki klubowej i zdobył najcenniejsze europejskie trofeum z paryską ekipą. Bardzo prawdopodobne, że Niemiec po Euro 2028 też podąży tą drogą.

60 lat oczekiwania

Pod warunkiem, że nie zawali amerykańsko-meksykańskiego turnieju, będzie mógł cieszyć się błogim spokojem przez następne dwa lata. Pracując z kadrą, nie musi użerać się z wścibskimi właścicielami czy egocentrycznymi dyrektorami sportowymi. Nie zamartwia się o budżet transferowy. Nie ma konferencji prasowych co trzy dni. Może odetchnąć, odpocząć, pomyśleć. Co prawda, w czerwcu się to zmieni. Cały kraj będzie patrzył mu na ręce. Presja wzrośnie niemiłosiernie. W końcu to najtrudniejszy zawód na świecie, ale wciąż tylko jeden miesiąc intensywnej pracy.

Na kartach historii Pucharu Świata tylko osiem nacji sięgało po końcowy triumf. Anglia obok Urugwaju czeka na powtórzenie tego osiągnięcia najdłużej. W finale imprezy organizowanej na własnej ziemi 60 lat temu podopieczni Sir Alfiego Ramsey’a pokonali 4:2 RFN. Od tego czasu aż osiem europejskich reprezentacji sięgnęło po triumf czy to na Mistrzostwach Europy, czy Mistrzostwach Świata. Chichotem losu byłoby, gdyby do następnego pucharu zaprowadził ich właśnie przedstawiciel ówczesnych przegranych z 1966 roku.

Nikt nie powinien mieć złudzeń – i Thomas Tuchel raczej też ich nie ma – że w przypadku odpadnięcia z Mundialu na poziomie 1/8 finału, a może nawet ćwierćfinału, nie uratuje swojej posady. Wówczas we wrześniowych meczach Ligi Narodów kadrę poprowadzi już ktoś inny. Nowy kontrakt w żadnym wypadku nie jest tutaj jaką blokadą. Zresztą, umowy menedżerów mają jeszcze mniejsze znaczenie niż przypadku piłkarzy.

Vítor Pereira podpisał we wrześniu trzyletnie przedłużenie z Wolves, by 45 dni zostać zwolnionym. David Moyes, obejmując Manchester United, podpisał sześcioletni kontrakt, nie wytrzymując ostatecznie nawet jednego, pełnego sezonu. Zresztą na Old Trafford i Erik ten Hag, i Ole Gunnar Solskjær żegnali się w ciągu czterech miesięcy od parafowania nowego porozumienia. Alan Padrew uzgodnił w 2012 roku warunki ośmioletniego kontraktu, by w grudniu 2014 roku odejść do Crystal Palace (co ciekawe, obowiązki po nim przejął do końca rozgrywek… John Carver, który dziś pracuje w Lechii Gdańsk).

Veni ,vidi, vici aż do 2028 roku?

Jak zatem rozumieć decyzję ze strony FA? Kiedy Tuchel podpisywał swój pierwszy, 18-miesięczny kontrakt w październiku 2024 roku, miała być to misja zgodna z sentencją Juliusza Cezara „Veni, vidi, vici”. Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem (i odchodzę w chwale). „Umówiliśmy się, że po tym czasie usiądziemy razem i zobaczymy, co dalej. To odpowiedni, elastyczny okres, ponieważ pomoże nam to skoncentrować się w 100% na zadaniu” – mówił po ogłoszeniu nominacji. Zgoda na tak krótkoterminowe rozwiązanie stoi jednak w sprzeczności z tym, jak federacja działała w przeszłości.

Poza Samem Allardyce’em (który podpisał dwuletni kontrakt) każdy „stały” menedżer od 2001 roku wiązał się z angielską federacją długoterminowym kontraktem. Gareth Southgate, Roy Hodgson i Steve McClaren otrzymywali umowy na cztery lata, Fabio Capello na cztery i pół, a Sven-Goran Eriksson aż na pięć. Dwuletnie przedłużenie jest potwierdzeniem, że w gabinetach poniekąd doceniają jego dotychczasową pracę i dobrze współpracuje mu się z dyrektorem generalnym Markiem Bullinghamem oraz dyrektorem technicznym Johnem McDermottem.

Tuchel nie mógł wykonać więcej. Miał przed sobą jedynie eliminacje MŚ, w ramach których wygrał wszystkie mecze bez straty ani jednej bramki. Na koniec jego gracze przejechali się po Łotwie i Serbii, wygrywając oba mecze na wyjeździe w stosunku aż 5:0! Przegrał tylko raz – 1:3 w czerwcowym sparingu z Senegalem, gdy gracze raczej myśleli o wakacjach niż wiktorii w meczu o nic. Choć kilka jego decyzji personalnych wywołało kontrowersje – jak choćby całkowite zrezygnowanie z Trenta Alexandra-Arnolda czy napięte relacje z Jude’em Bellginhamem – to na razie na papierze wszystko się broni.

Czuliśmy, że naprawdę podobała mu się ta praca, a piłkarze świetnie się z nim dogadują. Oczywiście, mieliśmy za sobą udane kwalifikacje i patrzymy w przyszłość, w kierunku Euro 2028. Kiedy ktoś ma umowę na czas określony, wiadomym jest, że czym bliżej jej terminu wygaśnięcia, tym intensywniej będzie myślał o swojej przyszłości. Z naszego punktu widzenia czuliśmy, że mamy trenera światowej klasy, który wykonuje dla nas naprawdę dobrą robotę i chcieliśmy, żeby kontynuował” – komentował nową umowę Tuchela po losowaniu Ligi Narodów Bullingham.

Tuchel zmienił front i ma się z tym dobrze

Ostatnim razem, gdy FA przedłużała kontrakt ze szkoleniowcem przed wielką imprezą, nie potoczyło się to zgodnie z wyśnionym scenariuszem. Fabio Capello niedługo przed startem Mundialu w RPA w 2010 roku, usuwając klauzulę, która pozwalałaby mu odejść po zakończeniu turnieju. Synowie Albionu zakończyli wtedy przygodę na 1/8 finału, odpadając po wysokiej porażce z Niemcami 1:4. Choć trzeba pamiętać, że zostali poszkodowani przez sędziów, którzy nie uznali bramki Franka Lamparda. Capello pozostał na menedżerskim fotelu i awansował na Euro 2012, ale zrezygnował w lutym 2012 roku, gdy FA zabrała opaskę kapitańską Johnowi Terry’emu.

Przed Euro 2024 Southgate miał na stole propozycję przedłużenia, ale kierując się historią włoskiego kolegi po fachu, odrzucił tę ofertę. W przeciwieństwie do poprzednika Tuchel poszedł „all in”. Do 17 czerwca, kiedy to Anglia zmierzy się w meczu otwarcia z Chorwacją, a później również z Ghaną i Panamą, będzie miał spokój. Zresztą, przy obecnych zasadach, gdy wychodzi aż osiem drużyn z trzecich miejsc, awans nie powinien w żadnym wypadku okazać się problemem.

Od 1/16 finału poprzeczka i oczekiwania powędrują w górę. Każda wpadka przed półfinałem sprawi, że kibice wyciągną przysłowiowe widły, a prasa zrówna go z błotem. Jeśli jednak turniej w wykonaniu Anglików okaże się udany – brązowy medal może być już postrzegany jako mały sukces – Tuchel na pewno poprowadzi kadrę na „domowym” Euro 2028. Otrzyma kolejne dwa lata względnej sielanki. Wciąż będzie miał do dyspozycji najlepszych zawodników na świecie. Nikt nie będzie mu się wtrącał w taktykę. Dlatego jego zmiana ścieżki zawodowej z utytułowanego klubowicza na spokojniejszego selekcjonera nie jest wielkim zaskoczeniem. To całkiem przyjemny i dobrze płatny pitstop.