Nowy Cristiano Ronaldo. Przez wielu właśnie tak nazywany był Argentyńczyk. Wejście do seniorskiej piłki na poziomie Premier League do pozazdroszczenia przez każdego młodego fana piłki nożnej. Nagłówki gazet, telewizja, media – wszyscy rozpisywali się o nowym talencie, który rośnie w Manchesterze. Gol sezonu fenomenalną przewrotką i słynna cieszynka CR7. Oczekiwania były wielkie. Jednak był jeden problem. Social media, a nie boisko – to było jego królestwo. Kontrowersje zamiast liczb na trawie. Coś zaczęło gasnąć.
Wejście smoka
Sezon 2021/2022, debiut w oficjalnym meczu Manchesteru United przed ukończeniem 18 roku życia przeciwko Chelsea. Z perspektywy nastolatka jest to raj na ziemi. W tamtym momencie fani na Old Trafford nie wiedzieli jaką drogę przejdzie młody Argentyńczyk. Pierwszy sezon na poziomie angielskiej ekstraklasy był dla niego na przetarcie szlaków. W kolejnej kampanii stał się ważnym ogniwem ówczesnej drużyny, prowadzonej przez Erika ten Haga. Wystąpił w 19 spotkaniach, przy czym w 14 z nich wybiegał na murawę w pierwszym składzie. Od samego początku Garnacho chciał udowadniać swoją wartość. Dużo uderzał czy dryblował, mówiąc wprost – po prostu nie bał się grać w piłkę. Nawet jak mu nie wychodziło, powtarzał to jak mantrę, aż w końcu pojawiły się pierwsze liczby. Trzy bramki i dwie asysty. Z takim dorobkiem zakończył swój pierwszy sezon jako pełnoprawny zawodnik pierwszej drużyny United. Jak na nastolatka – bardzo przyzwoity wynik.
U boku miał swojego idola – Cristiano Ronaldo. Świetnym przykładem tego, jak ważną osobą w jego życiu był Portugalczyk jest moment strzelenia pierwszej bramki na Europejskiej arenie. Symboliczne zapytanie się o możliwość odwzorowania popularnej wtedy cieszynki. CR7 oczywiście nie miał z tym problemu, co pozwoliło zobaczyć całemu światu łapiący za serce obrazek, na którym młody piłkarz spełnia swoje marzenia.
Alejandro Garnacho did Ronaldo's celebration 🔥
His influence 😱 pic.twitter.com/I341FJvQDM
— ESPN FC (@ESPNFC) November 3, 2022
Kibice Czerwonych Diabłów ostrzyli sobie zęby na nowy talent, na skalę światową. Było to zupełnie normalnie – chłopak z akademii wszedł z buta do pierwszej drużyny i zaczął robić szum. Wydawało się, że jest w stanie wytrzymać presję, jaką nakłada na zawodników wielkość United.
Woda sodowa uderzyła do głowy?
Kampania 2023/2024 pokazała, że u Garnacho zaczęło dziać się coś złego. Liczbowo rozegrał najlepszy swój sezon na poziomie Premier League. W tabeli kanadyjskiej przy swoim nazwisku mógł zapisać jedenaście oczek. Siedem goli oraz cztery asysty w 36 spotkaniach. Znaczną większość tych spotkań, bo aż 30 rozpoczynał od pierwszej minuty. W meczu z Evertonem popisał się fantastyczną przewrotką, która stała się viralem na całym świecie, oraz zdobyła nagrodę bramki sezonu. Jednak gole i asysty to nie wszystko. Oglądając jego grę, można było odnieść wrażenie, że brakuje mu przede wszystkim inteligencji boiskowej. W wielu sytuacjach był jeźdźcem bez głowy. Brał piłkę, jechał na przeciwników, jednak często bezskutecznie. W sezonach 23/24 oraz 24/25 osiągał kolejno 43% i 32% skuteczności dryblingów. O ile ten wcześniejszy sezon nie był jakimś fatalnym wynikiem na tle innych topowych skrzydłowych, tak ostatni sezon Garnacho przy Old Trafford pokazał jak bardzo opuścił się na tej płaszczyźnie.
O Argentyńczyku zaczynało być coraz głośniej ze względu na sprawy pozaboiskowe. Po objęciu steru United przez Rubena Amorima przydarzyło mu się kilka sytuacji, które nie obeszły się bez echa w mediach. Trzeba powiedzieć wprost – portugalski szkoleniowiec nie był zwolennikiem Garnacho. Nie trzymał dyscypliny taktycznej, co było dla trenera bardzo ważnym czynnikiem. Argentyńczyk występował w meczach bardziej przez ograniczenia kadrowe w Manchesterze, niż przez to, że zasługiwał na minuty. Nazwisko skrzydłowego przewijało się również w mediach, jako osoba, która wynosiła z szatni informacje na temat wyjściowego składu. Problem ten był wszechobecny od jakiegoś czasu w klubie z Old Trafford. Często nawet dzień wcześniej takie przecieki trafiały do sieci. Amorim w jednym z wywiadów powiedział, że Alejandro nie jest w to zamieszany. Jednak mimo to nie znalazł się wtedy w kadrze na derbowe wygrane spotkanie na Etihad. Portugalczyk tłumaczył decyzję czysto sportowymi aspektami.
Konflikt Garnacho z Amorimem całkowicie eskalował po przegranym finale Ligi Europy z Tottenhamem (0:1). Młody skrzydłowy zagrał zaledwie 19 minut, co spotkało się ze sporym niezadowoleniem. W całą sytuację niespodziewanie wplątał się brat Argentyńczyka. Na jego profilach społecznościowych została dodana relacja, w której nie szczędził słów krytyki w stronę szkoleniowca. Jasnym było to, że będzie to miało bezpośrednie przełożenie na stosunki między Amorimem, a Garnacho. Z racji, że była to końcówka sezonu to ciężko było spodziewać się jakichś poważniejszych konsekwencji, które natychmiastowo zostaną wyciągnięte. Jednak zaraz po zakończeniu kampanii Alejandro został odsunięty od drużyny i nie poleciał na przedsezonowe tournee po Stanach Zjednoczonych. To był koniec Garnacho w Manchesterze United.
Chelsea jako koło ratunkowe
22-latek zmienił swoje środowisko przenosząc się do londyńskiej Chelsea, latem 2025. Nie wyobrażał sobie, aby w Premier League trafić gdzie indziej niż właśnie na Stamford Bridge. 40 milionów funtów – tyle wyniósł transfer Argentyńczyka. Kibice The Blues nie byli wielkimi optymistami przed przyjściem skrzydłowego.
🚨🔵 BREAKING: Alejandro Garnacho to Chelsea, here we go! Deal done between #CFC and Man United.
Garnacho only wanted Chelsea and will sign seven year deal at the club for fee close to £40m package.
Story from July, confirmed. 🇦🇷 pic.twitter.com/TMHTkA9JM8
— Fabrizio Romano (@FabrizioRomano) August 28, 2025
Nie ma co się dziwić. W ostatnim sezonie głośniej o nim robiło się tylko, kiedy sprawy pozaboiskowe wychodziły na pierwszy plan. Jednak było przekonanie, że jakieś umiejętności ma – być może w Londynie uda mu się je całkowicie uwypuklić. Szybko okazało się, że niewiele zmieniło się od czasów gry w United. Liczby jak na skrzydłowego? Przeciętne, wręcz słabe. Ostatnia asysta w Premier League? 9 kolejek temu, przeciwko Bournemouth w końcówce 2025 roku. Ostatnia bramka w lidze? 19. kolejek temu w meczu z Sunderlandem. Warto wspomnieć, że był to również jego pierwszy gol w obecnym sezonie na ligowych boiskach.
Pozytywem mogą być rozgrywki pucharowe – szczególnie Carabao Cup. Tam Garnacho zdobył cztery bramki w czterech rozegranych spotkaniach, co daje bardzo przyzwoity wynik. Bądźmy jednak szczerzy, puchar rządzi się innymi prawami. Dwie z nich zdobył przeciwko Cardiff, które na co dzień rozgrywa mecze na trzecim poziomie rozgrywkowym w Anglii. Jego najlepszym występem w obecnym sezonie był pucharowy, przegrany mecz derbowy z Arsenalem. Argentyńczyk zagrał zaledwie 38 minut i dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Na tym pozytywy dotyczące postawy skrzydłowego w trwającej kampanii się kończą. Ciężko jest mieć nadzieje, że coś pewnej nocy przeskoczy Garnacho w głowie i obudzi się lepszym piłkarzem.
Niespełniony potencjał, czy sztuczny talent?
Musimy zadać sobie jedno, bardzo ważne pytanie. Czy Garnacho kiedykolwiek był chociaż w połowie tak dobry, jak się o nim rozpisywali? Tak naprawdę, jedyne co Argentyńczyk wniósł swoją osobą do Premier League, to pojedyncze momenty. Nigdy w jego grze nie było regularności. Gdy w jednym meczu błyszczał jak mało kto, w następnym był całkowicie niewidoczny. Jego dużym atutem jest to, że umie zwrócić na siebie uwagę. Nie jest to coś, co każdemu kibicowi piłki się podoba. Zdecydowanie można stwierdzić, że idealnie pasuje do pokolenia młodych piłkarzy. Tatuaże, charakterystyczne cieszynki czy próby efektownych zagrań. Wydaje się, że powiedzenie „nieważne jak o tobie mówią, ważne by mówili” ma wiele wspólnego z postawą młodego Argentyńczyka.
Statystyki nigdy go nie broniły. W mediach można było usłyszeć, że jest młody, że ma jeszcze czas. Tylko na co? Nie można oprzeć się wrażeniu, że kariera Garnacho przypominała balonik, który był coraz bardziej pompowany. Przykładów „talentów”, którzy ostatecznie nie spełnili pokładanych w nich oczekiwań jest co niemiara. Argentyńczyk ambitnie walczy, żeby znaleźć się wśród tego grona. Natomiast warto pamiętać, że nie tacy piłkarze udowadniali swoją wartość. Jeśli zdrowie dopisze, to skrzydłowy ma przed sobą jeszcze kilkanaście lat grania. W tym czasie może wydarzyć się wszystko. Nie można całkowicie skreślać Garnacho, jednak ciężko łudzić się na diametralną zmianę. Śmiało można powiedzieć, że do tej pory Argentyńczykowi daleko jest do zbliżenia się do światowego poziomu, a co dopiero zadomowić się tam. Na ten moment zostaje jednak więźniem swoich momentów – chłopakiem, który uwierzył, że jedna przewrotka da bilet do piłkarskiego Olimpu.
