Odkąd trenerem Czerwonych Diabłów jest Michael Carrick klub wrócił na właściwe tory. Pod jego wodzą pierwsze skrzypce grają rzecz jasna Bruno Fernandes, Bryan Mbeumo czy Casemiro. Bohaterem kadencji 44-latka jest także zawodnik, który u Rubena Amorima był postacią drugoplanową. Kobbie Mainoo znów jest graczem wyjściowego składu. Jego fantastyczne występy stały się symbolem odrodzenia Manchesteru United pod wodzą Carricka. 

Światełko w tunelu za czasów ten Haga

Kobbie Mainoo wchodził do pierwszej drużyny Manchesteru United za kadencji Erika ten Haga, który już w Ajaksie pokazał, że potrafi rozwijać młode talenty. Holender szybko dostrzegł w nim duży potencjał. W sezonie 2022/2023 pomocnik zbierał pierwsze doświadczenia, lecz prawdziwy przełom nastąpił rok później. Rozgrywki 2023/2024 były dla United nierówne, ale zakończyły się triumfem w Pucharze Anglii. Początek sezonu był dla Mainoo trudny z powodu kontuzji kostki, jednak po powrocie w listopadzie stał się kluczowym zawodnikiem.

W Premier League rozegrał 24 mecze od pierwszej minuty, zdobył trzy bramki i zaliczył asystę, imponując dojrzałością i pewnością siebie. Błysnął m.in. golem przeciwko Liverpoolowi oraz w finale FA Cup z Manchesterem City. Najbardziej jednak rzucała się w oczy intensywność, jaką prezentował młody pomocnik. Był fantastyczny w grze bez piłki, a procent wygranych pojedynków miał na znakomitym poziomie. Starał się być wpływowy w każdej strefie boiska. Świetna forma przyniosła mu powołanie na Euro 2024, gdzie był ważnym ogniwem reprezentacji Anglii. Zaimponował w szczególności w meczu przeciwko Holandii. Po spotkaniu rozpływał się nad nim jego trener klubowy. Erik ten Hag był zachwycony tempem, w jakim rozwijał się Mainoo.

Stopniowe popadanie w przeciętność

Po udanym Euro oczekiwania wobec Kobbiego Mainoo jeszcze wzrosły, lecz początek sezonu szybko ostudził entuzjazm. Seria słabych wyników kosztowała posadę Erika ten Haga, a młody pomocnik w międzyczasie zmagał się z kontuzją mięśniową i pauzował dwa miesiące. Nie zagrał m.in. przeciwko West Hamowi – był to ostatni mecz Holendra w roli trenera. Po przejęciu zespołu przez Rubena Amorima Mainoo początkowo występował w podstawowym składzie, jednak często jako pierwszy schodził z boiska. Nawet, gdy rozpoczynał spotkanie od pierwszej minuty, to wyglądał na gracza, który stracił jakość. Za czasów ten Haga był niezwykle energicznym piłkarzem, który potrafił przeprowadzić efektowną akcję indywidualną. Znajdował się w czołówce ligi pod względem odbiorów, ale po zmianie trenera zatracił tę umiejętność. W rozgrywkach 2023/2024 wygrał ponad 52% pojedynków w Premier League.

W kolejnym sezonie to już było tylko 45%. Spadła także liczba odzyskanych piłek na mecz – z 4 na 3,5. Rywale nie mieli większych problemów z wymanewrowaniem go. Podczas swojego pierwszego pełnego sezonu skuteczność jego dryblingów wynosiła aż 58%. Rok później ta statystyka zmalała do zaledwie 48%. Zdecydowanie rzadziej notował także kontakty z piłką podczas meczów. 20-latek wyglądał na zawodnika, który gra na alibi. Nie podejmował już tak niesztampowych decyzji, jak za czasów ten Haga. Ruben Amorim wyraźnie bardziej ufał Manuelowi Ugarte. Wiosną 2025 roku, gdy Manchester United walczył w Lidze Europy, Anglik głównie wchodził z ławki. Miał jednak wspaniały moment. W szalonym ćwierćfinale z Lyonem zdobył bramkę na 4:4, a awans przypieczętował Harry Maguire. Finał zakończył się porażką z Tottenhamem, a Mainoo pojawił się dopiero w 90. minucie. Rozczarowujący sezon sprawił, że stracił też miejsce w reprezentacji Anglii.

Brak zaufania ze strony trenera

Nowy sezon przyniósł kolejne rozczarowania. Ruben Amorim nie widział Kobbiego Mainoo w systemie 3-4-2-1, a latem piłkarz był gotów odejść na wypożyczenie. Choć trener wyraził zgodę, klub zablokował transfer. Portugalczyk tłumaczył odsunięcie pomocnika brakami taktycznymi. Jesienią 20-latek rozegrał 11 meczów w Premier League, lecz ani razu nie wyszedł w podstawowym składzie, a jego występy z ławki nie przekonywały. W grudniu doznał kontuzji łydki i opuścił cztery spotkania.

Po meczu z Leeds Amorim został zwolniony. Jeszcze przed decyzją władz klubu o rozstaniu z Portugalczykiem pomocnik rozważał odejście na wypożyczenie. Zainteresowanie wyrażało m.in Napoli.  Tymczasowym trenerem został Darren Fletcher i to u niego Mainoo po raz pierwszy od czterech miesięcy rozpoczął mecz od pierwszej minuty, grając 62 minuty w Pucharze Anglii z Brighton. Dwa dni później ogłoszono, że do końca sezonu zespół poprowadzi Michael Carrick – moment przełomowy dla zawodnika i klubu.

Nowy trener, nowe rozdanie

Michael Carrick nie ukrywał, że Manchester United nie może powtórzyć błędu z czasów Scotta McTominaya, którego potencjał – jak sam kiedyś sugerował – nie został w pełni wykorzystany. Dlatego już w rozmowie z Rio Ferdinandem zapowiadał, że odważnie postawi na Kobbiego Mainoo. Słowa szybko przekuł w czyny. Młody pomocnik rozpoczął styczniowe derby Manchesteru w pierwszym składzie i zachwycił – był aktywny w ofensywie, odpowiedzialny w defensywie i nie odpuszczał żadnej akcji. To był jego najlepszy występ od miesięcy, ale nie jednorazowy wyskok formy. W kolejnych meczach stał się kluczową postacią zespołu, notując asysty przeciwko Arsenalowi i Tottenhamowi. Zwłaszcza przeciwko Kogutom błyszczał, a podanie przy golu Bryana Mbeumo było najwyższej klasy. Statystyki nie oddają jednak w pełni jego wpływu. Mainoo dominuje w pojedynkach, świetnie odbiera piłkę i znakomicie wprowadza ją w trzecią tercję boiska.

Powrót do reprezentacji kwestią czasu

Fantastyczne występy Mainoo pod wodzą Michaela Carricka nie umknęły uwadze Thomasa Tuchela. Selekcjoner reprezentacji Anglii obserwował ostatnie mecze Manchesteru United. Po czwartkowym losowaniu Ligi Narodów potwierdził, że 20-latek jest bacznie obserwowany. Niewykluczone więc, że podczas marcowej przerwy reprezentacyjnej znów zobaczymy go w narodowych barwach. Jeśli utrzyma obecną formę, może nie tylko otrzymać powołanie, ale realnie powalczyć o ważną rolę w kadrze. Zbliżający się mundial to cel, o którym kluczowy gracz Czerwonych Diabłów bez wątpienia myśli już dziś.