Ange Postecoglou był gościem 116. odcinka podcastu „Stick to Football” transmitowanego na kanale The Overlap. Tematem przewodnim była sytuacja wokół Tottenhamu Hotspur po zwolnieniu Thomasa Franka. Podczas rozmowy Big Ange nie gryzł się w język i w mocnych słowach skrytykował byłego pracodawcę.

Triumf, który nie wystarczył

Pomimo zwycięstwa w Lidze Europy i zdobycia pierwszego od 17 lat trofeum dla klubu z północnego Londynu, Ange Postecoglou opuścił Tottenham minionego lata. Zwycięstwo w rozgrywkach europejskich nie zatuszowało fatalnej postawy zespołu w Premier League. Spurs zakończyli sezon na 17. miejscu, chociaż w poprzedniej kampanii do samego końca walczyli o Ligę Mistrzów. Australijczyk wypowiedział się na temat kryzysu, w jakim znalazł się Tottenham. Znając realia klubu od środka podzielił się mocnymi spostrzeżeniami.

Postecoglou zakwestionował kierunek, w którym zmierza klub. Zwrócił uwagę na brak ciągłości w kwestii budowania tożsamości zespołu i jego stylu gry. Według Australijczyka zatrudniani szkoleniowcy nie byli w stanie sprostać oczekiwaniom zarządu i kibiców. Big Ange opisał jak kolejni trenerzy próbowali łączyć widowiskową grę ze zdobywaniem trofeów oraz do czego to ostatecznie doprowadziło.

Alergia na sukces?

Tottenham doświadczył w ostatnich latach szeregu istotnych zmian. Kosztowna przeprowadzka na nowy obiekt, rotacje na ławce trenerskiej i odejście wieloletniego prezesa wprowadziły atmosferę niepewności, w której klub musi funkcjonować. Według Postecoglou w takim kontekście za słabe wyniki nie może odpowiadać jedynie aktualny menedżer:

„On nie mógł być jedynym problemem w klubie. Tottenham to dziwny klub. Pod koniec zeszłego roku dokonali poważnej zmiany, nie tylko ze względu na mnie, ale także na odejście Daniela Levy’ego. Stworzyli w ten sposób całą tę atmosferę niepewności.

Kiedy wchodzisz do Tottenhamu, wszędzie widzisz hasło 'Odważyć się znaczy działać’ (ang. To Dare Is To Do – dop. red.). Ale ich działania są niemal zaprzeczeniem tego. Aby naprawdę wygrać, w pewnym momencie musisz podjąć ryzyko”.

Walka z mentalnością klubu, który nie był gotowy podjąć pełni ryzyka aby odnieść sukces, była głównym celem australijskiego szkoleniowca w jego drugim sezonie pracy na White Hart Lane. Ostatecznie Big Ange opuścił Tottenham jako zwycięzca, jednak jego sukces nie stał się fundamentem dalszego rozwoju drużyny.

„To właśnie próbowałem przełamać. Całe moje dążenie do wygrania czegoś w drugim roku. Robiłem to dla klubu. A potem rzeczywiście się to udaje, wygrywamy coś, i co następuje dalej? Niszczy się to wszystko i zaczyna od nowa. To jest właśnie ciekawe, co tym próbujesz osiągnąć?”.

„Nie są wielkim klubem”

Prawdziwą petardą było jednak skreślenie Spurs z listy wielkich klubów. Postecoglou zwrócił uwagę na fakt, iż Tottenham znacząco odstaje od czołówki ligi pod względem wydatków na płace dla zawodników. Brak konkurencyjności na tym polu skutkuje brakiem możliwości ściągania największych gwiazd:

„Mają niesamowity stadion i obiekty treningowe, ale jeśli przyjrzeć się ich wydatkom i strukturze płac, to nie są dużym klubem”.

Australijski szkoleniowiec zwraca uwagę, że to właśnie ten aspekt uniemożliwił dalszą pogoń za czołówką po jego pierwszym, udanym sezonie. Według niego kluczem jest pozyskiwanie najlepszych zawodników ligi. Big Ange ujawnił jakie nazwiska pojawiały się w jego orbicie zainteresowań:

„Przyglądałem się Pedro Neto, Bryanowi Mbeumo, Semenyo, Marcowi Guehiemu. Powiedziałem, że jeśli mamy osiągnąć lepszy wynik niż piąte miejsce, to w tej sytuacji właśnie takie ruchy robią duże kluby”.

Rzeczywiście, analizując budżety płacowe największych klubów Premier League, Tottenham od dłuższego czasu znajduje się w tyle. Podczas gdy czołówka ligi wydaje na pensje niemal 400 milionów funtów, Spurs nigdy nie przekroczyli progu 300 milionów.

Niestety, klubowa rzeczywistość okazała się brutalna. Przed sezonem 2024/2025 Tottenham wzmocnił doświadczony w Premier League Dominic Solanke oraz zdolni: Lucas Bergvall, Archie Gray i Wilson Odobert. Pomimo wielkiej sympatii dla tych zawodników, Postecoglou wiedział, że nie będą oni w stanie z miejsca wznieść klubu na wyższy poziom:

„Zajęcie piątego miejsca w tamtym roku nie dało nam Ligi Mistrzów. Nie mieliśmy pieniędzy, więc ostatecznie zakontraktowaliśmy Doma Solanke, na którym bardzo mi zależało – naprawdę go lubię – i trzech nastolatków. Ci trzej nastolatkowie to wybitni młodzi piłkarze, błyskotliwi i myślę, że będą świetnymi piłkarzami dla Tottenhamu, ale nie przeniosą was z piątego na czwarte i trzecie miejsce”.

Dodatkowo Australijczyk wbił szpilkę działaczom Spurs odnosząc się do strategii derbowego rywala, czyli Arsenalu:

„Kiedy Arsenal potrzebuje piłkarzy, wydaje 100 milionów funtów na Declana Rice’a. Nie sądzę, żeby Tottenham to zrobił. Nie chodzi o kwoty transferowe, ale o pensje, które naprawdę skuszą zawodników. Kiedy ostatnio Tottenham podpisał kontrakt z kimś, na kogo zareagowalibyśmy okrzykiem „wow”?

Jak widać nie tylko Thomas Frank z zazdrością spogląda na sąsiadów z północnego Londynu.

Kryzys głębszy niż ławka trenerska

Zwolnienie Duńczyka wywołało sporą dyskusję na temat sytuacji wewnątrz klubu. Bałagan organizacyjny, brak konkurencyjności na rynku transferowym, atmosfera niepewności i brak jasnego kierunku rozwoju tworzą nieprzyjazne środowisko pracy. Pomimo wielkich nazwisk na ławce trenerskiej tylko Ange Postecoglou osiągnął sukces wygrywając Ligę Europy. Wypowiedzi Australijczyka sugerują, że pogłębiający się kryzys nie jest wyłącznie winą trenerów, lecz całego klubu, który od dłuższego czasu podąża w złym kierunku. Czy zatrudnienie nowego menedżera okaże się lekiem na całe zło? Tottenham zdaje się potrzebować nie tylko trenera, ale lidera, który poprowadzi klub we właściwym kierunku. W gabinetach na White Heart Lane nie ma już miejsca na brak odwagi.