Cztery lata temu piłkarski świat usłyszał o młodym prospekcie trenerskim, Williamie Stillu, nazywanym Willem Stillem. Anglik, posiadający również belgijski paszport, jako 29-letni trener francuskiego Stade Reims osiągał znakomite wyniki. Czternaście meczów bez porażki w takim wieku robiło wrażenie. Kariera młodego trenera jednak znacznie zwolniła po nieudanym epizodzie w Lens oraz w Southampton na początku obecnego sezonu. W drużynie spadkowicza z Premier League, Still w 13 kolejkach wygrał zaledwie dwa spotkania, przegrywając aż pięć.

Po porażce z Preston, Still stracił pracę, ale na początku roku nadarzyła się świetna okazja, by wrócić na karuzelę trenerską. W Watfordzie zwolniło się miejsce, gdy ze stanowiska zrezygnował Javi Gracia. Media szybko podłapały temat i zaczęły łączyć 33-latka z drużyną Szerszeni.

W tym momencie pojawia się jednak plot twist rodem z amerykańskich filmów. Alex Crook oraz Ben Jacobs podali informację, że trenerem Watfordu ma co prawda zostać Still, ale Edward Still. To o dwa lata starszy brat Willa, który jednak nie posiada tak bogatej i ciekawej kariery. Edward podczas swojej kariery trenował trzy zespoły w Belgii, z czego w Royal Charleroi pracował dłużej niż jeden sezon. Anglik głównie pełnił funkcję asystenta w większych belgijskich klubach, a nawet pomagał bratu podczas jego przygody w Lens.

Przed doniesieniami, że może pracować w Championship, Edward był asystentem Besnika Hasiego w Anderlechcie. Tak, tego Hasiego, który wprowadził Legię Warszawę do Ligi Mistrzów. Co natomiast w takim przypadku z Willem? Brytyjscy bukmacherzy wskazują Willa jako następnego trenera trzecioligowego Wigan Athletic.

To całe zamieszanie sprawia, że po raz kolejny można postawić pytanie, które słyszeliśmy wiele razy: „Po co jest Watford?”