Dr Jekyll & Mr Hyde – podsumowanie fazy grupowej Ligi Europy

Bardzo dobra postawa angielskich klubów w Champions League z pewnością napawa optymizmem. Jak jednak spisali się reprezentanci Premier League w drugim europejskim pucharze? Zapraszamy na nasze podsumowanie fazy grupowej Ligi Europy.

Grupa E – Everton

The Toffees trafili do stosunkowo wymagającej grupy. Jako zespół z drugiego koszyka zostali dolosowani do Olympique Lyon. Do tego duetu dołączyła jeszcze włoska Atalanta, a grupę skompletował Cypryjski Apollon Limassol. Wyglądało na to, że walkę o awans stoczą trzy zespoły z czołowych europejskich lig. Nie wszystko jest jednak tak oczywiste.

Jak dobrze wiemy, Everton zaliczył fatalny start w lidze. Podobnie było i w Europa League. Wszystko zaczęło się od wyjazdu na Półwysep Apeniński. W rozgrywanym w Sassuolo spotkaniu, Anglicy zostali zdeklasowani przez drużynę z Bergamo. 3:0 było najmniejszym wymiarem kary. Wszyscy oczekiwali odkupienia i pewnego zwycięstwa w domowym meczu z Apollonem. Nadeszła jednak kolejna bolesna strata punktów. Cypryjczycy ugrali dwubramkowy remis, a wyrównali mimo gry w dziesiątkę. Na zakończenie pierwszej części rywalizacji w grupie, drużyna z niebieskiej części Merseyside zaliczyła jeszcze przegraną z Francuzami. W rewanżowym starciu z Lyonem nie oglądaliśmy już na ławce Ronalda Koemana, którego zastąpił David Unsworth. Na południu Francji podopiecznym Rhino ponownie zaaplikowano trzy bramki. Tym samym stracili szanse na wyjście z grupy już po 4 kolejkach. Spotkanie u siebie z Atalantą zakończyło się kompromitującym 1:5, a w ostatniej kolejce znowu mogliśmy oglądać nowego szkoleniowca Evertonu. Sam Allardyce nie miał jednak o co grać. Dał szansę młodzieży, która pewnie pokonała Apollon na Cyprze 3:0. Ostatecznie zespół z Goodison Park zakończył rozgrywki na trzecim miejscu w grupie, rzutem na taśmę wyprzedzając najniżej rozstawionych rywali.

Chciałbym powiedzieć coś pozytywnego o postawie The Toffees na europejskim podwórku, jednak nie wiem, czy da się wyciągnąć jakieś plusy z, krótko mówiąc, fatalnej pucharowej przygody zespołu z Wysp. Pierwsze zwycięstwo dopiero w ostatnim spotkaniu fazy grupowej. Punkty zdobywane tylko z najsłabszym w grupie Apollonem i aż trzy spotkania przegrane różnicą co najmniej trzech bramek. Brzmi jak podsumowanie występów klubu z naszej Ekstraklasy. Mówimy jednak o drużynie z Premier League. Everton jest jedynym zespołem z najlepszej ligi świata, który zakończył udział w europejskich pucharach na fazie grupowej. Aż chce się zadać pytanie: co, gdyby Big Sam zawitał do Liverpoolu wcześniej?

Najlepsi strzelcy: Ademola Lookman, Nikola Vlasic (dwa gole)

Grupa H – Arsenal

Arsene Wenger pierwszy raz od 17 lat musiał poprowadzić swoich podopiecznych w „pucharze pocieszenia”. Zgodnie z oczekiwaniami, szansę od Francuza otrzymało wielu młodych piłkarzy. Ainsley Maitland-Niles czy Reiss Nelson mieli okazję pokazać się fanom Kanonierów i zdobyć cenne doświadczenie na europejskich boiskach, dzięki rotacji stosowanej przez doświadczonego szkoleniowca. Najwyżej rozstawiony w całym turnieju zespół, w grupie zmierzył się z FC Koln, Crveną Zvezdą Belgrad i BATE Borysów.

Pierwszym przeciwnikiem byli Niemcy. Mecz na Emirates został jednak opóźniony o godzinę, z uwagi na napływ „ponadprogramowych” fanów z Kolonii, którzy próbowali dostać się na stadion. Nie rozproszyło to jednak gospodarzy, którzy, mimo iż przegrywali do przerwy, to wygrali 3:1. Druga seria spotkań i wyjazd na Białoruś również przyniosły trzy punkty, po zwycięstwie 4:2, podobnie jak wizyta w Serbii, gdzie padło 1:0. Rewanż z zespołem z Bałkanów zakończył się rozczarowującym bezbramkowym remisem, ale zapewnił Anglikom wyjście z grupy. W Kolonii Kanonierzy polegli 0:1, ale wynagrodzili to swoim fanom z nawiązką w ostatniej kolejce grupowej. Zimę w europejskich pucharach pożegnali sześciobramkowym pogromem BATE, pokazując pełną siłę, nawet w dosyć mocno „zrotowanym” składzie.

Arsenal zrobił to, czego wszyscy oczekiwaliśmy. Niestety pozostaje jedynym reprezentantem Anglii w Europa League, ale za to jest jednym z głównych faworytów do tryumfu w tych rozgrywkach. Czy Anglia obroni trofeum Ligi Europy? Okaże się po finale w Lyonie. Mam jednak wrażenie, że szanse na to są całkiem spore, zwłaszcza jeśli zespół Wengera zajdzie daleko i Francuz zacznie bardziej poważnie traktować te rozgrywki.

Najlepsi strzelcy: Olivier Giroud, Theo Walcott (trzy gole)

Potencjalni rywale: FK Astana, Partizan Belgrad, Łudogorec Razgrad, AEK Ateny, Olympique Lyon, FC Kopenhaga, FCSB, Olympique Marsylia, Ostersunds FK, OGC Nice, Real Sociedad, Napoli, Celtic Glasgow, Spartak Moskwa, Borussia Dortmund

To by było na tyle, jeśli chodzi o europejskie puchary. W Lidze Mistrzów poszło świetnie. O rywalizacji w LE możemy powiedzieć, że zobaczyliśmy dwa zupełnie inne obrazy gry, niczym Dr Jekylla i Mr Hyde’a. Do rywalizacji na europejskiej scenie powrócimy w lutym, a póki co możemy z niecierpliwością czekać na, jak zwykle, niesamowicie ciekawy okres świąteczny, obfitujący w spotkania Premier League, Championship, a także niższych lig oraz krajowych pucharów.

By | 2017-12-07T23:51:46+00:00 Grudzień 7th, 2017|Możliwość komentowania Dr Jekyll & Mr Hyde – podsumowanie fazy grupowej Ligi Europy została wyłączona

About the Author:

Fanatyk piłki nożnej, nie tylko angielskiej. Orlikowy mem o sporym dystansie do siebie i jeszcze większej tendencji do pudłowania z pół metra do pustej bramki.